Spacerek przebiegł nawet dobrze :) Pomalutku i z ciągłymi postojami, ale obeszło sie bez szarpania suni :D Teraz wiem, że najgorszym naszym wrogiem był czas - zabierałam Szelbi ze sobą do miasta tylko w wyjątkowych sytuacjach, zawsze gdzieś się spiesząc, ona nie chciała iść, ja się denerwowałam i wszystko było nie tak. Dziś zauważyłam, że kiedy idę z sunią jakieś 10m od ruchliwej drogi ona zachowuje się zupełnie normalnie, wcale nie zwraca uwagi na przejeżdżające samochody :P Problem zaczyna się kiedy idziemy chodnikiem bezpośrednio przy drodze, wtedy malutka ucieka na pobocze.Zachęcana smakołykami (na zabawke nie reaguje) wraca na chodnik, przejdzie nim kawałek i sytuacja się powtarza - ale to dopiero pierwszy dzień "terapii". Tą męczącą dla niej wyprawę zakończyłyśmy w parku, była tam pierwszy raz i chyba jej się spodobało, a potem powrót znów tą samą drogą do domku :) Mam nadzieję, że uda mi się pomalutku pokazać Szelbi, że ruch miejski nie jest niczym strasznym.