Ad. 9 - w/g ostatnich informacji to nie sędzia udzielił takiej odpowiedzi. Nie wiem jak było, bo sam zainteresowany jeszcze około 14-ej (w niedzielę) twierdził że rozmawiał z SG - jeśli czyta to forum, to może wyjaśni sprawę do końca?
Ad. 11 - czy zaproszenie do Sopotu dla nas nadal aktualne? Jeśli tak, to chciałbym ufundować puchar "Dla najweselszej Honoraty zawodów" - może nawet stanie się to tradycją? ;)
Czytam, ale tylko dla tego, że o mnie piszecie a ja szpiegów mam wszędzie:D(poza tym nie lubie plotek więc piszę jak było). Więc było to tak. W pierwszy dzień psy jakoś mi pobiegły (zaznaczam, że był to ich pierwszy raz). Ale tuż przed meta suczka tak przestraszyła sie tego tłumu (wrzeszczącego hałasującego itd.), że aż usiadła z wrażenia. No i tak siedziała i siedziała pod samiutka metą w końcy jakoś udało mi sie ja przekonać, ale to tylko dlatego, że pobiegła za psami mojego konkurenta (tu odrazu jeżeli to czytasz, dziekuję Ci za bardzo masherskie zachowanie i sportową rywalizację).
Więc po tym skromnym incydencie zaczerpnełem języka u jednego z organizatorów jak i równiez u sędziego głównego. Co magę zrobić jak moja suczka jeszcze bardziej sie przestraszy. Na początku omówiłem moja ewentualną taktykę tylko z Maćkiem(organizator) (do którego nic nie mam, bo potrafił sie przyznać do błędu i przeprosić. Ale na koniec tej dyskusji szukałem potwierdzenia jeszcze u pana sędziego głównego. On mi potwierdził słowa organizatora. Brzmiały one miej wicej tak "Nie możesz wyczepić psa na starcie bo zostaniesz zdyskwalifikowany, a morzesz za to odczepić go juz za pierwszym zakrętem i komus oddać. Zaznaczam słowo oddać. Nie było mowy nic o tym, że pies ma przybiec czy przyjechać ze mną. Na drugi dzień moje obawy się sprawdziły i suczka bała się aż tak że nie chciała biec od samego startu. Więc odpiełem ją. Nie chodziło juz o wygraną bo miałem za dużą strate. Chciałem tylko dojechać do mety nie męcząc ani jednej ani drugiej pociechy. Po drodze mieliśmy jeszcze fajna walkę z moim rywalem. Ale moja euforia skończyła sie na mecie w momęcie gdy pani komisarz zawodów powiedziała, że mnie za brak psa zdyskwalifikuje. Zaznaczam że jej przy tej rozmowie poprzedniego wieczora nie było. I do niej nie mam pretensji równiez. Ja wieżąc w to że sędzia główny wraz z organizatorem jakoś to wyjaśnią poleciałem szybko na trasę jeszczę po psa. Podczas konfrontacji z komisarzem Maciek się przyznał i to było w miarę oki. Zdenerwowało mnie tylko to, że sędzia główny powiedział tylko tyle, że podczas naszej rozmowy on jakoś nie słuchał o czym my dyskutowaliśmy. Prawda jest taka że słuchał i w dodatku to sam tez powiedział. Jak by ktos miał jekies wątpliwości to nawet mam na to świadka. Ale myslę że to nikomu nie bedzie potrzebne. Najśmieszniejsze jest to, że z tego co wiem i widziałem, takich sytuacji jak moja i podobnych było więcej. Ale naszczęście tylko ja zostałem zdyskwalifikowany mimo, że moim zdaniem niektórym bardziej sie to należało. Na koniec chciałem zaznaczyć, że zawsze najłatwiej się dyskwalifikuje początkujących, ale czy przez to się zachęca ich do tego na czym to wszytko ma polegać. Czy nie zauważyliście, że tu juz nie chodzi o samą idee mushingu, zostaje sama rywalizacje i to za wszelką cenę. Najczęściej kończy się to niestety źle dla piesków. Mi ogólnie na woronie się wszysko podobało, nie narzekam na nic poza tym incydentem.
Tak poza tematem woda była i to w każdej ilości, a o jej źródełko wystarczyło się spytać przemiłych organizatorów. A jeszcze jedno Pozdrawiem Cię "PAGAJ"(nie wiem czy dobrze zapamiętałem, nasza strona chwilowo coś szwankuje niestety) i innych których miałem przyjemność poznać na woronie.
:D Pozdrawiam