-
Posts
3468 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Guciek
-
[b]evita.[/b] piesol wygłaskany ;-) Bloga mam-o schroniskach i o sobie-ale za Twoją porada założę i Maxiowy blog! :D Max wlasnie lize ekran :lol: [b]Asher[/b] o chipie i tatuazu juz Ci odpisalam. Psiaka bym z chęcia zostawila tylko mam jeden problem i on sie zaczyna na 'r' i ma ponad 30 lat :( Max o ile sie nie myle jest jeszcze ich własnością przez 3 lata? :nie wiem: [b]Julita104[/b] w środku siebie też tak myślę :) dzięki za kciuki ;-) [bEvita.[/b] po raz drugi ;-) na wstępie dziękuję za kciuki :D Tak jak już to napisałaś-my o tym wiemy i to czujemy chyba :D Aż sie boje mysleć jak przezyjemy rozstanie :( Bo z facetem to inaczej niz psem-tez rozpacz ale nie taka jak za PRZYJACIELEM :(-ale taki pies to jeden na całe psie towarzycho na świecie :( [b]Pagaj[/b] jakos chyba sie naczekasz na część którąś tam z koleji bo mi czasu nie starcza zeby tu cos napisac :o a gg to akos teges.. :o co jest? :o A ksiązkę tez byś z takim zaparciem (oj, jak kto teraz smiesznie brzmi :roflt: , mam nadzieje, ze wiecie o co mi chodzi ;-) ) czytała? :D
-
Do lokalnych gazet-z netem jeszcze sie wstrzymam-narazie szukamy ''właścicieli"
-
Na dwa ostatnie posty odpowiem jutro! Dziś juz nie jestem w stanie powłóczyć ręką po klawiaturze :o P.S. Tatoo nie ma-ani w uchu ani w pachwinie. Czytnika chipów niestety w okolicy nie mamy-chyba ze w radomiu to musiala bym sie wlec z nim PKSem-ale macalam kark (ja tam chipa na oczy nie widzialam ale takmi babka która ze mna go przekonywala do mnie powiedziala zeby zrobic ;-) ) -ale nic nie wyczułam :(
-
Ciężko mi w tym momencie cokolwiek napisac bo połową ciała lezy na mnie :P Ale mam kilka fotek :) [URL=http://img251.imageshack.us/my.php?image=tndrzemka4ma.jpg][img]http://img251.imageshack.us/img251/7870/tndrzemka4ma.th.jpg[/img][/URL] [img]http://img299.imageshack.us/img299/3373/tngryzelape7cr.jpg[/img] [img]http://img92.imageshack.us/img92/1944/tnmordaa0az.jpg[/img] [URL=http://img98.imageshack.us/my.php?image=tnnochal8xk.jpg][img]http://img98.imageshack.us/img98/6346/tnnochal8xk.th.jpg[/img][/URL] [img]http://img71.imageshack.us/img71/5797/tnspanko7cq.jpg[/img] [img]http://img291.imageshack.us/img291/9779/tnspioch8qr.jpg[/img] [URL=http://img191.imageshack.us/my.php?image=stoje8hu.jpg][img]http://img191.imageshack.us/img191/9074/stoje8hu.th.jpg[/img][/URL]
-
A dzięki, dzięki ale muszę Cię zmartwić, że z polskiego w szkole najlepszych ocen nie mam ;-) Chyba, że po angielsku napisze bo mam lepsze oceny niz z PL :oops: :D Dziś Max był tak zajechany ze podubki wczesnie rano nie było :) O 7 jak sie przebudziłam-kimał smacznie na kocu! :D O 8.20 dopiero domagał się wyjściana dwór-poprzez włożenia głowy pod kołdrę, wylizania mnie a kiedy otworzyłam oczy-przez skakanie łapami po mnie i łózku ;-) Pobiegał po podwórku (za poranny spacer zrobie mu wypad na miasto :) ) i znów śpi :lol: No to na obecną chwilke chyba tyle no bo nic sie nie wydarzyło :grins:
-
O, znów się wyrobiłam ;-) Sorka, że późno ale naprawde ciezko zebrac się na dłuższy post... A więc odcinek pt. "Jak to Czałczuna znalażła właścicieli..." Podczas porannego spaceru z Maxiem: bawiłam sie jak zwykle piłeczką z nim. Przy ogrodzeniu jak głupia biega suka Czałczuny i kłapie dziobem jak najęta. Z okna wychyla sie Czałczuna i cos krzyczy, ze wlasciciele psa szukaja ale mało ją zrozumiałam przez jej suke. Zaraz sie zmyłam na chate. Powiedziałam rodzicom i tata zadzwonił. Okazalo sie ze jakies małżeństwo szukało psa. Oczywiscie Czałczuna nic więcej nie wie 'bo ona jest chora i jej syn wyszedł' (notabene poprzedniego dnia latała w krótkich spodenkach i bluzce po dwrzu-po południu tego samego dnia co mi pwiedziała o włascicielach tez :evilbat: ). Oni mieszkają w parku i zeby do nich zajechac trzeba wjechać przez taki mini-lasek. Ja przy drodze głównej. Pytanie: czemu zajechali tam a nie pytali NIKOGO przy drodze głównej i na wsi? :o Czałczuna poprzedniego dnia mi wmawiała, ze ten pies napewno komus zginął (tu mimo historii PRZESTANEK PKS ona stawia na swoim) a nastepnego dnia mi mówi, ze go szukali I NIE DAŁA KONTAKTU Z NAMI POMIMO ZE MA NR I ADRES. czemu właściciele nie zostawili kontaktu do siebie?! I czemu w okolicy nie ma ŻADNYCH ogłoszeń o zaginięciu? :o Patrolujemy z Maxiem całą okolice-jutro jedziemy miasto przepatrzeć. Albo to goopie babsko chce mnie dobić albo chce sobie humor poprawić moim kosztem albo ja jestem zbytnio podejrzliwa :x Bedziemy rozwieszać kilka ogłoszeń w okolicach. Jesli kts sie zgłosi ze to jego pies to bedzie musiał to udowodnić (książeczka zdrowia, zawolanie psa po imieniu zeby zareagowal etc. ) A jak nie-to wont mi stąd-psa nie damy :evilbat: A jesli sie wlasciciele znajda to najpierw dostana ochrzan i to ostry od taty za to, ze psa doprowadzili do takiego stanu (jutro foty sie postaram dać bom świerzo po formacie :) nareszcie :) ) itd. I dopilnujemy zeby Maxiowi sie zle nie działo bo będzie kurs Policja-mam 2 świadków jak ten pies wyglądał w czwartek... :( A dzis na spacerku ;-) jak zwykle piłeczka :lol: Poszalał troche. Ja 5 razy odniosłam obrazenia ale bylo fajnie :) Z takim psem to az sie fajnie na spacerach chodzi 8) A nie tak jak moja-piłka no to oleja, inna zabawka tez oleją, tylko Saj ostatnio po szkoleniu ma przebłyski inteligencji :lol: raz jak psiakowi rzuciłam piłkę-linka obtarła mi noge tak, ze tylko skóre zdarło ale to nic :lol: lepsze było to, jak mu rzucałam piłe i zeszłam z toru biegu-o amtko to był bład :evilbat: tamten w pełnym pędzie wpadł na mnie, podciął mi nogi, przebiegł pode mną a ja wylądowałam płaskocałym ciałem na ziemi :cunao: :roflt: Az Czałczuna wyleciała co mi jest :roflt: Jeszcze było takie małe zdezenie a'la to przed momentem opisane ale utrzymalam sie na nogach :) I pamiętajcie NIGDY NIE RZUCAJCIE SILNEMU PSU PIŁKI TRZYMAJAC LINKE 10METRÓW W REKACH! Kończy sie zdarciem skóry na dłoniach i ostrym pieczeniem-jak by reke w ogień wsadzic. No i usilne poznanie sie z kotem sasiadów kolezanki doprowadziło do przeciągniecia po ziemi a następnie wywrotki i ciągniecia mnie doopskiem po piachu :D :roflt: Co ja sie z nim mam ;-) A i jeszcze miał jazde przy rowerku-NIGDY WIĘCEJ BEZ SPRINGERA :D Pies sie rozpędzi, ha,mulce ledwo działają, chodnik sie konczy, naprzeciw krzaki, do tego jeszcze z gorki i pies w prawej ręce akierownica w lewej. Całiem miło się londuje w krzakach wraz z rowerem :lol: Potrzebny masazysta potem. A tearz lezy jak zabity na kocyku :evilbat: Książeczki nadal nie ma :( A juz mielismy pewien plan na 'właścicieli' :( Jutro znów przekręty w autobusie ze swiadectwem szczepien :lol: Musimy zakupy zrobic Maxiowi i reszcie i odwiedzic weterynaza po prochy na robale dla stadka. Jutro (postaram sie wczesniej :grins: ) kolejne relacje :grins:
-
Dzis pobudka o 4.30 -ja nie wiem z czego on te siki produkuje :o CHyba na złość bo go nie chcialam do łóżka wpuscic to poszedl sie z zsikac a potem za to ze go okrzyczalam ze sie zsikal to znow ;-) Wychodze zaspana na dwór, Maxio udaje ze sika, wracam do domu-znow kałuża :evil: Ehhh zapasowascierke usze sobie kupić bo nie nadążę z jedną :lol: Teraz lata jak głupi po podwórku :)
-
Ufff wyrobiłam się jeszcze dzisiaj :D Maxio-wulkan energii...haha, chyba mi sie kondycja przy nim poprawi :lol: ok 3 kilmetrow praktycznie bez przerwy biegu-ja nie wiem jak mi sie to udalo bo zazwyczaj kilometr to masakra :grins: Chyba ta jego siła-niczym pies pociąg :lol: Ponoć właścciel go szuka :-? Jutro opisze bo siedze z jezykiem u dolu :P Obiecany ramowy rozkład zajęć ;) ok godziny 5.00 do 5.30-6.00 jest pierwsza pobudka zainicjowana potrzebami fizjologicznymi Maxymiliana. Zaczyna się to od powolnego tupania po panelach w kierunkułózka, następnie wsadzenie mokrego nosa tuż obok mojej twarzy. Potem w ruch idzie jęzor a potem co popadnie bo pies ma ucieche z eotworzylam oczy i zaczyna sie zganianie bydlaka z łózka :lol: W tych teZ godzinach biegnę pęden przywiązac Maxa do NAPRAWDĘ TRWAŁEJ I CIĘŻKIEJ konstrukcji. Potem kierunek podwórko i do kojca na dzienna zmianę wedrują Saj i Tosia...15 minut spacerek na siusiu. Wracamy, znów przywiazanie (zeby nie zniszczył drzwi jak by na nie skakał, dwa, że on UMIE OTWIERAĆ i ZAMYKAĆ drzwi :o Puszczam reszte burków i ide w kimono.... godz8.00-8.30 (dziś w porywach do 9 :lol: ) kolejna pobudka zainicjowana dosyć nerwowym ciumkaniem Maxa-znak ze sie obudził i wygryza łapę :-? Dosłownie spadam z łózka i lece mu tę mysl wygryzania wybuić z głowy-zawiązaniem rany ;-) (w nocy by bandaż zjadł) o 10 pora na spacer taki ok 30 minut. Szaleje za piłka, siq&qpa i wracamy do domku. 11. Dostaje Maxiu sniadanko. pare minut po 11 lece na krótkie spacerki z pozostałą piatką. Najpierw sama Tośka na 15 minutek (niestety liczba smyczy uległa zmianie dzięki Maxiowi :evilbat: ) a nastepnie Saj na smyczy, szczeniorki i nina luzem i lecimy na taką jak by łączkę na 15 minut i odprawiamy dzikie szalenstwa [img]http://www.dogomania.pl/modules/PNphpBB2/images/posticons/image_18.gif[/img] Łącznie z przerwami itd na przepiecia psow to przed 12 jestetsmy w domu i znow Saj z Tosia ldją w kojcu a Max biega luzem po domu i podwórku. Dłuższa przerwa parugodzinna, kiedy to dzikie szalenstwa odprawiamy z Maxiem i maluchami na podwórku-maluchy szaleja za piłką w trawie a Max lata niczym sokół w powietrzu :lol: :grins: Ok 16 porA na krótki spacer na siq zeby sie wdomciu nie zalatwil i spadamy na chate. Maxiu dostaje kolacje ok 17 ;-) Ok 19 idziemy na dłuższy spacer z Maxiem gdzie tez sie peis wyszaleje a ja dostane kilku obrażeń ciała :lol: (pogryzione ręce, podrapana twarz, podrapane nogi, zdeżenie głowami czy zaplątanie sie w smycz jak to mi sie kiedys zdażyło :roflt: ) WrAcam do domu na 20. Rodzice się męczą z pól godziny albo i dłużej z Maxem w domu bo pies za mną tęskni a ja biore linke 10 metrów, starą skórzaną obrożę (ale jeszcze dobra ;-) Max ma Sajlorkową obrożę), linke 10 metrów, zwykłą smycz i Tosiną obroze i Nince obroze a maluchy tak luzem i lecimy na tę 'łączkę' 20.45 mniej wiecej juz znow z Maxem... Masakra co ten pies wyprawia... I trzeba jeszcze jeden 15 minutowy spacer zaliczyc (tak okolo 22.30 , dzis to bylo dluzsze bo chyba wyniuchal cos [podejrzewam, ze 'wlascicieli' ] bo biegal z nosem przy ziemi juz parenascie metrów przed miejscem gdzie go znalazłam-wczesniej tego nie robił, wiec latalam jak idiotka za nim niczym chorągiew podczas huraganu :evilbat: ) I myć sie tez z nim musze :lol: czarna rozpacz jak on zostaje z rodzicami a ja sie ide myc, wiec biore go ze sobą i on sie kladzie kolo wanny i spi :) W miedzyczasie dogo, net, znajomi, pobawie sie z malymi i resztą itd ;-) Oczywiscie pies wszedzie ze mna bo by sie chyba zaplakal na smierc :evil: DO samochodu mnie z nim nie chcą brać to musze autobusami sie wlec :-? P.S. Chyba sie tej książeczki nie doczekam :bigcry: :cry: :bigcry: :cry: :bigcry: palant :cry:
-
No ja tez bym tak chciala...ale wolala bym zeby zostal ;-) Mimo, ze ma wiele wad to juz go kosiam-z wzajemnoscia chyba :)
-
niestety nie :( jutro Wam opisze moj przykladowy dzien z szóstką psów, królikiem i rodziną-na prawde męczące jak by nie patrzył ok 5-6odzin dziennie muszespedzic na spacerowaniu z psami :o
-
Gośc od książeczki się nie zjawił :( :evil: :-? Może jutro..oby..bo ja caly zcas w oknie wisze i chce te książeczke na wszelki wypadek... :-? Maksi zlał mi się podstpnie w korytazu i w kuchni-skarciłam go za korytaz to poszedł oblać stół ;-) Aaaaa i reczniki wyprane tez obszczał ;-) Poszalał własnie na spacerku i lezy jak zabity :) Tylko cosik sie buntuje i dominuje domownikow ale jakos przetrwamy ;-) najgorsze jest toi, ze Maksiu i Nina sa rozpieszczane bo sa w domu a pozostała czwórka na dworzu w tym dwa lataja luzem bo z Maksiem sie bawia a dwa sa zamkniete i jest im przykro :( Nie moge z nimi wychodzic na dłuie spacery bo odejde z pola widzenia Maxia i rozpacz na cała wieś... Do łazienbki msuze z nim chodzic sie kąpać ( :cunao: wiem, głupie) ale mama go nie utrzymuje a jak mu znikne z pola widzenia to ejst takie szarpanie, że szok!! :o Widac ze to pies jednego pana a nie calej rodziny bo mame i tate olewa a mnie sie slucha...dziwne, nie? :)
-
na tej wiosce to kazdy wie gdzie kto meiszka ;-) gosc jakis tutejszy bo na naszych rejestracjach :) dawanie adresu to 'wie pan gdzie mieszka pan N.?' 'tak' no to obok ;-) zawsze moge isc na parwo a nie lewo :evilbat:
-
odcinek pod tytułem 'A dziś na przestanku PKS... :o ' Rano godzinka ok 8 zasówam z Radziem do sklepu po ryż i kurczaczka. Ludziska sie dziwnie patrza no bo taka potężna kobitka a lata za psem jak chorągiew na straasznym wietrze :lol: W połowie drogi zatrzymuje sie jakas kobitka i sie pyta czy to moj peis 'tak, owszem, wczoraj od 14' no i postałam, pogadałam. Radziu ma rany na plecach i wygladało to jak grzyb. Okazało się, ze zaraz po porzuceniu pies byl chyba w strasznym szoku i polecial do najblizszego domostwa gdzie ugryzł 3miesieczną suczkę foksterrierkę chyba. No i oczywiscie trzeba do weta leciec i kobitę uspokoić, że suni nic nie bedzie (chociaz i tak musialam leciec po kilka rad i leczenie RadzikaJ ;-) ) Taaa i ta kobitka mi powiedziala ze ona tego psa zna :o i ze to pies starszego małżeństwa, ze pies sie wabi MAXYM (Max) i cholercia ze nie był najlepiej traktowany...No i obiecałam, ze do kobitki wpadne zaraz po powrocie od weta :) A póki co zakupy i kurs do domu-ja oczywiscie w roli choragiewki :lol: Jako, że rodzice pojechali na pole miałam kilka godzin dla doberka ;-) Zrobiłam przekręt na świadectwo szczepien p[.wściekliznie (no w koncu to jest mieszaniec dobka wiec Sajkowe zaswiadczenie bylo jak najbardziej OK! :lol: ;-) ). Uzbrojona w fool kasy na leczenie Radzia, smycz (ostatnią w domu no bo wszystkie juz popsute przez Radzia :o ), kaganiec i dwie obroze (tak na wszelki wypadek jak by sie jedna zerwała :lol: ). No i psozłam na 13:21 na autobus. I tak jakos 13:15 była jak jakies 100metrów moze mniej przejechał mój upragniony autobus do miasta :cry: :o :-) No i czekać parwie godzine na drugi..To wole posiedziec na przestanku niz latac pod górkę jako chorągiewka. Siedze siedze siedze i nagle podjezdza VW czarne kombi jakies z przyciemnianymi szybami i słychac miarowe BASy ze srodka. Siedze i sie boje co sie dzieje. Gosc zjezdza na drugi pas, zatrzymuje sie, otwiera szybe i sie pyta czy ja tego psa chce juz na całko :o :o hah, myslalam ze na tych schodkach wykorkuje ze zdziwienia :o Ja mówie, ze ja go wczoraj znalazłam, a on ze on owszem zna tego psa i czy ja chce jego dokumenty. 'jakież znowu dokumenty?!'-mój okrzyk zdumienia :lol: 'o książeczka zdrowia'. Ja sie pytam czy to jego pies 'nie, ale znam własciciela' :eek2: szczena do samego chodnika :o no to powiedziałam, ze jak najbardziej chce te dokumenty i dałam adres na który ma je przywieźć. i jutro je dostane i wiatj przygodo-w srodku adres 'własciciela' :evilbat: Spytalam sie tez co ten wlasciciel z nim zrobil, odpowiedź'wyrzucił...' no to jeszcze arz poprosilam o te dokumenty psa i powiedzialam zeby gosciowi nie mowil gdzie ten piesek jest. I usłyszałam tylko 'on juz go nie chce' i pwoiedzial z ejutro bede miala te jego 'dokumenty' I wtedy przezyłam szok. Z jednej strony okrpone wurzenie na 'wlasciciela' a z drugiej lzy mi sie zbieraly co ten palant musial z tym psem robić jak Maxiu(juz nie Radziu) tak wygląda :cry: Przyjechał autobus, nawet zaswiadczenia o szczepieniu nie chcieli i kasy z abilet-tylko bilecik dla mnie. Ide do weta. Po drodze 'jaki wychudzony ten pies, co ty z nim robisz!' 'co robie? karmie od wczoraj bo go jakis palant wywalił z samochodu' no i jeszcze podziw małych dzieci 'jaki ten pies duuuuuuuuuuuziiiiiiiii' (no sporawy, nie powiem)...U weta Maxiu dostał 2 zastrzyki na to coś na plecach. 'To coś' okazało się...uczuleniem na pchły. Mam płyn, którym musze to smarowac i jutro mam mu podac krople na pchly (EKTIFO firmy biowet puławy). W drodze powrotnej przywiązałam go do kosza na smieci i psozlam kupic mu wode. O dziwo...pies stał ze smietnikiem przed drzwiami sklepu :cunao: odwiązałam go i schrzaniałam na autobus powrotny :lol: Trasa 3km a za psa musialam zaplacic 4 zł! :evil: a za mnie 2, a przeciez dla psa bilet wynosi chyba 30% normalnego. Ale mniejsza z tym. Wróciłam, pogadałam z tamtą kobitką i sie okazało, ze na tego psa 'wlascicile' krzyczeli i wogole. Przyjezdzali z nim co jakis czas do nas do Ośrodka Zdrowia i Maxiu zawsze do tej babki zwiewał. No i wyszło ze Maxu ma 3-4 lata albo i więcej... nrazie koniec, jutro relacja z dzisiejszego nocnego spacerku :) pzdr Klaudia
-
Mama sie bała, żeby w nocy mnie nie połknął i kazała mu namordnik założyć-ale on biedak łaził po pokoju i próbował go zdjąć. Wzięłam smycz, podczepiłam pod nogę drugiego łózka, dałam kocyk, podusię swoją odstapiłam, zabawke i miche ze swierzo nalaną wodą. Rano sie budze-doberek spi...a smycz prawie ze przegryziona :evil: :lol: i na czymm ja będe z Sajlorekiem i dobciem wychodzic :evilbat: :lol: Właśnie usiłuje powyrywać mi klawisze z klawiatury :lol: Dostał już witaminki :) Rozumie jak mu sie powie 'miewolno' 'zostaw' albo 'zejdż z łózka' :) Pchliska jednak męczą go nadal :( Trzeba jechac do zoologa tylko jak ja go zostawie samego w domuto nie będzie do czego wracać :lol: I musze zadzwonić po weterynaza bo martwia mnie te wycieki na grzbiecie :( Niby mu to zdezynfekowalam woda utlenioną ale on sobie to gryzie :-? I odstawia taki numer, że kładzie się w kłębek, otwiera pasze i łapie sie nią w talii i tak trzyma..co to może być...? :-? Zara łapie gęsty grzebien i poszukiwania pchel PART II :lol: P.S. Czy to normalne, że pies warczy na RADIO? :lol:
-
Piesek ma się świetnie, teraz spi po spacerku qpa&siq, niestety wyprodukował tylko siuśki ;-) Skoczył na mnie,oparł się łapami, położył głowe na ramieniu i tak stał ponad 10 minut...słodki jest :) wypił juz ponad 2 litry wody, został odrobaczony, ma obróżkę przeciwpchelną i juz go wykąpałam (od groma pcheł :evil: ) Mam tydzien na znalezienie nowego domu(a jak sie nie uda to będe drugi tydzien negocjowac), Tosia i Sajlor go nie tolerują :( Jak on łazi po podwórku na smyczy to tamte siedzą zamknięte. A dobuś kocha cąły świat! No może oprócz jednej mojej znajomej która dzis wymachiwała hula-hop i mu sie to najwyraźniej nie spodobało bo 2 razy warknął. Pamiętacie taką dobermankę czekoladową, strasznie wychudzona? Która odeszła za TM-on jest niewiele od niej grubszy.... Ale na smyczy ciągnie bardziej niż Owczarek w pełni sił :) i Sam dał piłke do zabawy :D Nie nawidzi zostawac sam-poszłam do łazienki sie umyć(dosłownie przez sciane od mojego pokoju)-rozpaczliwe skomlenie i masakryczne drapanie w drzwi... Wszędzie za mną albo jak mnie nie ma to luzem po mieszkaniu ale jeszczze mu troche łepek smierdzi :lol: trzeba szmatką umyć ;-) Wątpie aby pies w takim stanie komuś się zgubił. Bo pojawił się nagle zresztą. Wczoraj go nie było-dzis juz był. Leżał non stop w tym samym miejscu. Ma chyba jakąś chorobę skóry-takie sączące się rany :-? musze do weta z tym iść :-? psiut odrobaczony i odpchlony :) Tak słodko chrapie... :)
-
Chamstwo, ze az pisac nie moge! :( :cry: :evil: jechałam o godz. 11 na poczte-lezałsobie doberek przy OŚrodku zdrowia. wracam o 11.30 lezy w tym samym miejscu. Jade do domu, godzina 14 bawie sie ze szczeniakai-cos huknęło w furtkę. patrze-doberman sie dobija :o Ide zamknąć moje psy-doberek ucieka... zamykam psy, biore smycz i obroze i wychodze przed brame-czekam na dobka. Wrócilam do domu, biore rower i jade pod ośrodek. dobuś lezy. Pokręciłam się, odeszłam dalej, wróciłam. W koncu wyszła jakas starsza pani z samochodu i gadałyśmy o nim jaki on biedny i wogole. dałam mu troche ciasteczek pedigree. Zjadł. dał sobie w zeby zajrzec. Same kosci obleczone w skórę, przyprawione ranami i pchałmi :( tamta pani z nim poczekała a ja na rowerek i po smycz i obroże. Wzielam jeszcze zółty ser i poszłam pieszo. piesek rozglądał sięza samochodami. WYRZUCONO GO!!! zapięłam mu obroże, postałam chwile, zaliczylam pare ostrych szarpniec bo Dobuś się chcał z jakims psem rpzywitac. I poszłam do domku. Jutro ta pani ma nas odwiedzic. Jak mozna byc takim skur*****ysynem!! Wyrzucic takiegopieknego psa z samochodu!!!w takim stanie!!! Co sie z nim działo, ze on taki chudy????!!!! Boze, siedze i rycze :( pieske dostał troszke jedzenia i wode. pokręcił sie po domku. spi teraz na kocyku. Co jakiś czas wstaje, podchodzi do mnie i kładzie łepek na moich kolenach. lbo podnosi i patrzy czy to nie sen i czy nadal jestem... Boje sie jak rodzice zareagują...Nie ma ich w domu..Jakoś przezyje. Nie moge dac fotek bo cos mi sie komputer psuje i nie zgrywa z aparatu. Jak tylko będę miała to wrzuce na bank..Trzymajcie kciuki za dobka!!! p.s. pzrepraszam za te OGROMNE błedy ale płacze i nie widze klawiatury prawie...rece mi sie trzesa jak pomysle o tym skur**elu :evil:
-
a ja jak by ktoś wiedział to wszystko o przewożeniu psa przez granice [b]CZESKĄ[/b] plisss :modla: :modla: czy chipy, k.zdrowia i paszporty czy zaswiadczenia jakies jeszcze? :modla:
-
teraz jesteśmy w Unii-czy zasady nadal te same czy tylko czip, szczepienia i paszport?
-
No wiem ;-) tylko jakos tak mi sie napisalo! ;-) Miło mi będzie Cię poznać! :D Będzie jeszcze Łosiek z DGM ;-)
-
Nie wyjezdzam do Czech :) Jadę na Obóz Szkoleniowy jutro do Smolenia ( [url]http://rragnarr.w.interia.pl[/url] ) i 6 sierpnia odbędą się własnie egzaminy ZOP i ZM i chciała bym zdawac (tylko ZOP jesli sie da) :) Na obozie będzie Czeski szkoleniowiec Libor Helleport :D Czesi przyjeżdżają raz na rok na taki obóz. Ciekawe co mi i Sajlorkowi wyjdzie z takiego egazminu :lol:
-
Dzięki! :D Jestem dziewczyną jak coś ;-) juz wiem o co chodzi z tym 10metrów i pies w kagańcu-chodzi o prznosenie psa na rekach (właściciel bądź obca osoba)
-
Ma ktoś moze przetłumacozne na język polski regulaminy czeskich egazminów ZOP i ZM? Jesli tak-to błagam o podanie :modla: P.S. Wiecie moze o co biega z przenoszeniem psa na odległość 10m w kagancu?: lol: to jest z ZOPa :lol:
-
Ja nie mowie, że jestem przeci sterylki przed pierwszą cieczką-ja mówie to co przeczytałam ;-) Ale temat o ropomaciczu wiec ja sie zmywam PA!
-
mam nadzieję, że nie będę Wam zawadzać z Sajlorem ;-)
-
A ja sie spotkałam na ast forum zwypowiedzią weterynarki,że suke lepiej po 1szej cieczcesterylizować i, że ona sa,ma by się zabiegu przed 1sza cieczką NIE podjęła :roll: