Witam,
Bardzo zafascynowalo mnie jak wszyscy zywiolowo podjeli dyskusje na
temat incydentu z klubowki. Bardzo mnie cieszy, ze wszyscy bardzo sie
przejeli stanem Pani Iwony i jej psa - Horusa. Pytanie tylko, kto
poszedl i zapytal sie o jej samopoczucie. Ja TAK. Wiem, ze Horus zostal
drasniety i ewentualne szycie mialo byc zrobione ze wzgledu na miesce
drasniecia, czyli okolice odbytu, poza tym rana nie byla gleboka.
Zdziwilo mnie stwierdzenie, ze tylko czekal, aby kogos capnac. Z tym nie moge sie zgodzic, przed wejsciem na ring lezal w towarzystwie innych psow, szczeniaka i 10-letniego dziecka i nic sie nie stalo.
Po zdarzeniu wlascicelka faktycznie nie opuscila okolic ringu, ale dlaczego mialaby to zrobic? Stala w towarzystwie dwoch sedziow i wydaje mi sie, ze gdyby pies byl zle nastawiony do innych psow to napewno Ci Panstwo zwrociliby jej uwage i poprosili, aby wyszla. Nie bylo jednak takiej potrzeby, poniewaz psiak lezal i pokazywal brzuszek.
Nikt nie neguje faktu, ze zle sie stalo i, ze nie powinno dojsc do
takiego zdarzenia. Nie mniej jednak, szczerze powiedzialwszy takie
starcie (czy na ringu, czy poza nim) bylo do przewidzenia. Dlaczego??
Przede wszystkim mala hala, bardzo malo miejsca miedzy ringiem a
trybunami. I niestey zla kontrola na wejsciu, a raczej brak kontroli Wczesniej na ringu byla napewno suka z cieczka, poniwaz sama wystawialam psa w klasie posredniej i widzialam jak reagowal - caly czas nos przy ziemi. Nic dziwnego, ze psy byly poddenerwowane.
Nie watro tak tego rozdmuchiwac.
Pozdrawiam