PlumeQ
Members-
Posts
41 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by PlumeQ
-
Nie sądziłem że on dla mnie tak wiele znaczył, przestałem trenować, był moją motywacją. Właśnie mam 16 lat, codziennie zaczynam szkołę o 8.00 i kończę o 14.30 jeszcze czasami w piłkę zagrać, nie tylko ja powinienem się zajmować psem, bo gdy mówiłem że to mój pies to brat z siostrą wielce oburzeni, powiedziałem im że to oni też mają go wyprowadzać na spacery, co się oczywiście nie stało. Początkowo gdy był szczeniakiem wyprowadzałem go na podwórko, co prawda malutkie może 3 metry kwadratowe, gdy podrósł wyprowadzałem go na smyczy, wiadomo, czasami też byłem chory i nie mogłem tego robić, to biedak nawet nie mógł wyjść na dwór wtedy chory wyprowadziłem go na podwórko i wracałem do domu, raz ktoś otworzył drzwi i pies poleciał na rynek, zawsze chodziłem z nim na podwórek, wołam go że idziemy do domu, wchodzimy na korytarz a tu drzwi otwarte, wredni sąsiedzi doskonale wiedzieli że jestem z psem na dworze i specjalnie zostawiali otwarte żeby pies uciekał (chociaż że jest kartka na drzwiach "proszę zamykać drzwi", gdy ja tego nie zrobię w chociażby w zimę to od razu pretensje bo im zimno), i to się tak powtarzało aż wkońcu zaczęliśmy psa sami wypuszczać na rynek.. I jestem pewien że pies teraz by żył gdyby nie niewidoma pani która zajęła siostrę i pies pobiegł na korytarz (zawsze były zamknięte, gdy wychodziłem z psem na podwórko i wracałem, zawsze były otwarte, to napewno nie przypadek..) wtedy jak to w zwyczaju jakiś durny sąsiad otworzył mu drzwi od rynku, ten wyleciał i nie żyje.. 4 osoby już mówiły że ten pies wyglądał jak z ogłoszenia, mimo to ja mam wciąż cichą nadzieję że to może jednak nie on, że to był podobny do niego pies z czerwoną obrożą, mogłem zapytać tego pana co go posprzątał czy mogę zobaczyć zwłoki, wtedy by to rozwiało wszelkie wątpliwości.
-
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2014 roku...
PlumeQ replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mój pies wybiegł na rynek w sobotę około godziny 13.00, siostra była na podwórku z mamą, wtedy niewidoma sąsiadka zajęła siostrę i pies pobiegł na korytarz, ktoś mu otworzył drzwi, po rozwieszeniu ogłoszeń dzisiaj się dowiedziałem że mój Tofik został rozjechany. Byłem dla niego przewodnikiem od szczeniaka wszystkiego go uczyłem, broniłem gdy nabroił, w lutym ukończył 2 lata. Takiego psa jak on nigdy nie znajdę, każdej nocy kładł się ze mną, odchodził bo mu było za ciepło, budząc się rano leżał w moich nogach, wtedy też się budził podchodził do mnie i lizał mi twarz, tak strasznie mi go brak..[attachment=3188:11251.attach] Teraz już nigdy go nie zobaczę, nigdy nie zawołam Tofiś.. -
Wiem jedno, takiego psa jak Tofik już nigdy nie będę miał, z żadnym innym psem nie będę miał takich samych wspomnień. Niby to tylko pies ale jego śmierć boli mnie bardziej niż wtedy gdy zmarła mi siostra, czy też gdy zmarł mi dziadek.. Traktowałem go jak swojego dzidziusia, wszystkiego go uczyłem, zawsze byłem po jego stronie, nawet gdy zniszczył łóżko i trzeba było kupić nowe ja ciągle go broniłem. Gdy był jeszcze szczeniakiem wszystko niszczył, raz zniszczył pilot od telewizora, wtedy mama się strasznie wkurzyła, chciała go oddać do schroniska na co ja się nie zgadzałem, uciekłem wtedy z domu, tylko w ten sposób udało się go zatrzymać w domu.. Kurcze, co ja bym dał żeby te zdarzenia były tylko snem, że po przebudzeniu Tofik leżał by w moich nogach jak zawsze..
-
Dodatkowo jestem strasznie pamiętliwy, więc będzie mi się ciągle przypominał..
-
Jestem pewien że ktoś szybko jechał, nawet dzisiaj idąc tam się czegoś dowiedzieć z 10 na 15 przejeżdżających samochodów to byli jacyś młodzi którzy nieźle zapieprzali.. Już jestem całkowicie załamany, nie wiem co mam robić..
-
Tylko że ja jestem osobą która strasznie kocha zwierzęta, więc i strata psiaka to dla mnie wielki cios, teraz czuję się samotny, od czasu kiedy był szczeniakiem byłem jego przewodnikiem.. Droga była długa i prosta, miejsce zabudowane, gdyby ta osoba jechała przepisowo jestem pewien że by zdążyła spokojnie wyhamować. Jak wiadomo po ulicach jeżdżą idioci którzy troszczą się tylko o siebie.. Podobno mogę to zgłosić na policję że mi ktoś potrącił psa, a wtedy on zostanie ukarany grzywną lub pozbawieniem wolności, to prawda? Tak wiem, psa mi to przywróci, ale chcę widzieć minę sukinsyna kiedy do drzwi puka mu policja, wtedy napewno oduczył by się głupoty.. Był średni, około 15kg, tak strasznie za nim tęsknię.. Zawsze szedł ze mną spać, po chwili wychodził bo mu było za ciepło, rano zawsze budziłem się z nim w moich nogach, wtedy i on się budził, podchodził do mnie i lizał moją twarz.. Każdego dnia wracając ze szkoły chciałem tylko go zobaczyć, chciałem się z nim przywitać, nawet wizyta do sklepu i on był szczęśliwy gdy wracałem. Teraz do domu będę wracał z przymusu, nikt na mnie nie będzie czekał, to wszystko jest do dupy..
-
Pewnie każdy dzień będzie kończył się płaczem z tęsknoty, zawsze leżał ze mną w łóżku..
-
Będę za nim strasznie tęsknił, codziennie przed spaniem będzie mi się przypominał, to jak go uczyłem komendy siad i leżeć, jak chodziłem z nim w lato nad staw gdzie sobie biegał po brzegu, wakacje nad jeziorem gdzie znalazł koleżankę, to wszystko już się nigdy nie powtórzy, już nigdy nie będę wołał Tofiś.. Jestem ******m dzieciakiem który myślał że wypuszczając psa na luz nic mu się nie stanie.. Trzeba być sukinsynem żeby nie zahamować widząc chodzącego psa po ulicy..
-
Dostaliśmy ulicę, niby obok piekarni, poszliśmy na przeciwko piekarni do jakiegoś domu, okazało się że pies zgodny z opisem tam leżał, gość zadzwonił na policję, wtedy przyjechał gość który pracuje w gminie i go sprzątnął. Udaliśmy się do tego gościa, opis się zgadzał, tylko że ten koleś to taki cymbał, stwierdził że jeśli chcemy wiedzieć coś więcej to mamy zadzwonić na policję.. Dlaczego on? On miał tylko 2 lata, gdy sobie uświadamiam że on już nigdy nie wróci.. Moja matka nienawidziła go, jednak gdy przyszedł telefon omal się nie rozpłakała, załamała się.. Najgorsze w tym wszystkim jest to że moja matka powiedziała że ona nie chce mieć już psa, bo że nikt z tym na spacery nie wychodził tylko biegał samowolnie (Tylko ja z nim wychodziłem na smyczy, reszta miała go w głęboko w d..). Przed chwilą moja matka opowiadała jak mieliśmy młodszą siostrę gdy zmarła bo że mama chciała znowu zajść w ciąże żeby zastąpić tą stratę, ja też powiedziałem żeby wzięła nowego psa (strasznie pusto w domu bez Tofika) to powiedziała że z psem jest tak samo że nie da się go zastąpić innym psem.
-
Zamiast iść do tych osób poszedłem na SKS bo były 3 dziewczyny, więc z bratem i kolegą poszliśmy żeby nie grały we 3, w tym czasie bez mojej wiedzy siostra poszła do koleżanki, skopiowały to na facebooku i wydrukowały z 30 razy, z tego co wiem ogłoszenie wisi w 3 sklepach, przystanku, teraz idą do marketu się zapytać czy mogą wywiesić, więcej spożywczych chyba już nawet nie ma w moim mieście. Dzisiaj rano napisałem to na facebooku, koleżanki w szkole pytały się czy mi pies uciekł, do mamy rodzina pisała, dzwoniła że jak to możliwe że nam pies uciekł. W sumie to dobrze że się pytają, bo to znaczy że ich to ciekawi i będą to rozpowiadać znajomym. Druga sprawa jest taka że już powoli są tropy, jeden jest tragiczny, podobno jedna z koleżanek siostry widziała go rozjechanego na ulicy w sobotę, ale po chwili stwierdziła że to chyba nie on, mamy koleżanka powiedziała że widziała go w niedzielę. No i przed chwilą był telefon, jakaś pani zadzwoniła twierdząc że leżał rozjechany pies z czerwoną obrożą, czyli on..
-
Tyle że tylko ja się interesuję losem psiaka, bratu to obojętne, siostra miała się popytać ludzi to się tylko jednej osoby zapytała, matka twierdzi że zapadł się pod ziemię.. Tylko ja byłem go szukać, oni nawet nie drgnęli w tej sprawie. U nas jeżeli coś zostało rozjechane to tam zostaje, ulice nie są czyszczone. Na fejsie napisałem rano, wyżej jest link. Za artykuł w gazecie nie płaci się czasami? Dzisiaj nie dam rady załatwić plakatów, do 17.00 jest czynna biblioteka, zresztą ani płyty, ani pendrive nie mam więc muszę się zapytać kolegi czy wydrukuje i mi przyniesie do szkoły a wtedy pójdę do biblioteki skserować to tyle razy na ile starczy mi pieniędzy. Jeszcze do tego ta głupia pogoda, byłoby lepiej bez deszczu, za jakieś 10-20 minut wsiadam na rower i jadę do tych dwóch osób się popytać, weterynarz jest do 15, więc dzisiaj do niego nie pójdę, jutro u niego zostawię swój numer, i dodatkowo jak pojadę do tych dwóch osób wezmę telefon i popytam się przechodniów czy nie widzieli pieska pokazując im zdjęcie psa. Co ciekawe moja sąsiadka jest bardziej wstrząśnięta tą sytuacją niż mój brat, siostra czy matka, bo sąsiadka mówi że ciągle przy oknie siedzi i patrzy czy go nie ma.
-
Dzisiaj zrobię plakat, pójdę do biblioteki żeby wydrukowały to panie, popytam się w sklepikach czy to mogę przylepić, bo wiadomo, do sklepu chodzi każdy. Moja gmina współpracuje z inną gminą i to oni biorą zwierzęta, chociaż nigdy tego nie zauważyłem bo zgłaszałem że w zimę chodzi bezpański pies, aczkolwiek jedna pani w moim mieście ma mnóstwo psów, przejadę się do niej zapytać czy ktoś go do niej nie przyprowadził i jeden pan pracujący w gminie też przyjmuje bezpańskie psy, także dzisiaj się do nich udam. Co najdziwniejsze tęskno mi nawet za tym jak podchodził do mnie puścił bąka i płaczącymi oczkami na mnie patrzył że to nie on.. A po schroniskach nie mam jak się błąkać bo mam tylko 16 lat..
-
Załóżmy że poszedł na suki to po ilu dniach powinien wrócić? Co sądzisz o tym pomyśle z policją, ogłoszenie na serwisie społecznościowym jest ok, czy coś dodać, jeśli tak to co?
-
Jestem idiotą, bo pies nie ma ani czipu, ani przyczepki z numerem telefonu. On zawsze biegał tylko po rynku, rzadko kiedy oddalał się na około 0,5km, dalej się nie zapuszczał bo nie znał terenu. Napisałem na facebooku bo tam jest dużo osób, może ktoś wie gdzie on jest.. [URL]https://www.facebook.com/hubert.wrobel.9404[/URL] link z ogłoszeniem. Mam jedno intrygujące mnie pytanie, samiec opiekuje się suką podczas ciąży, czy ją zostawia na pastwę losu? Bo jeśli tak to możliwe że będzie tatusiem i dlatego nie wraca. A co z tą policją, jak się nie znajdzie, dzwonić? Jak już pisałem w niedzielę wstałem o 7 rano i go szukałem, byłem prawie wszędzie, było cicho, więc ktoś go musiał ukraść albo gdzieś się schował, a najgorszy scenariusz to coś go pogryzło albo rozjechało.. Zawsze chodziłem spać o 23 teraz chodzę o 21, wstawałem o 10, wstaję o 7, no chyba że szkoła to wcześniej wstawałem, pomyśleć że zniknięcie psa może tak wiele zmienić :-(
-
W sobotę mama z siostrą robiły coś na podwórku wypuściłem psa do nich żeby sobie pobiegał, siostra twierdzi że pies pobiegł na korytarz i ktoś otworzył mu rynek, zdarzało się to często że wredni sąsiedzi otwierali drzwi tylko po to żeby pies uciekał, jednakże pies zawsze wracał do domu po 20-30 minutach, w sobotę się tak nie stało. Pies prawie w ogóle się nie oddalał od rynku a tam prawie zawsze są dzieci, także gdyby go coś potrąciło to by widzieli, ale nie widzieli nic. Zapytałem jednej z sąsiadek czy go widziała a ta stwierdziła że szczekał w nocy z soboty na niedzielę, szkoda że wtedy spałem.. No ale cóż psa od soboty ok. 13.00 nie ma w domu, jestem na 90% że ktoś go musiał zabrać, właśnie jestem w trakcie pisania ogłoszenia na facebooku, gdybym miał drukarkę to miasto byłoby już zawalone od plakatów, to małe miasteczko 2000 osób. Czytając pewien artykuł na tej stronie zauważyłem że można sprawę zaginięcia psa zgłosić na policję, jeżeli do jutra nie dostanę odzewu, dzwonię na policję, co o tym sądzicie? Aha, zapomniałem napisać że w sobote prawie cały dzień rowerem go szukałem, 0 śladów, w niedzielę wstałem o 7 rano, co dziwne bo zazwyczaj śpię do 10 rano, poczułem silną potrzebę ubrania się i jechania go szukać, w godzinę, byłem można powiedzieć w każdej uliczce miasta, moją uwagę przykuł park, gdzie pewien gołąb gruchotał dokładnie tak jakby to wył mój pies, więc myślałem że to on, pokręciłem się w tym parku aż się zorientowałem że to tylko gołąb.. Mój pies jest dla mnie bardzo ważny, gdy widzę zdjęcia innych psów, albo zobaczę filmik na swoim telefonie to aż chce mi się płakać, bo zdaję sobie sprawę że ktoś mógł go gdzieś wywieść i nie zobaczę swojego psa, a on ma tylko 2 lata.. :sad: Wieczorem wczoraj wydawało mi się że go ciągle słyszę, więc budziła się nadzieja że jest blisko domu, szybko otwierałem okno żeby dokładniej słyszeć gdzie może być, wtedy zrozumiałem że to nie jego głos, że to mi się wydawało.. W domu straszne pustki, cisza, nie mam ochoty na nic, już nie wiem co mam robić, ja chcę mojego psa! :-(