Mam taki problem: Pies zaadoptowany, ma ok. 5-7lat, jest to amstaff. Odkąd zabrałam psa, w stosunku do mnie nie okazywał agresji, mogłam mu zabierać miskę z przed nosa, wsadzać ręce do pyska.. mogłam wszystko, zero reakcji ze strony psa. Odnośnie innych jeśli ktoś go zaskoczył to zachowywał się agresywnie, ma także awersje to tzw. żulu, biedni, brudni, "pachnący" alkohole. Dodatkowo agresja w stosunku innych psów była dość spora, gdyby nie smycz i kaganiec rozszarpał by nie jednego psa na osiedlu. Trochę pracy i jako tako żyje z innymi psami, nie rzuca się gdy jakiś pies idzie obok itp. Narodził się nowy problem, pies stał się agresywy wobec mnie, moim zdaniem przyczną jest przywłaszczanie sobie rzeczy. Wygląda to mniej więcej tak, pies bawi się patykiem, podchodzę, mówie - oddaj, potem łapie za patyk i ta sama komenda, pies kładzie łapę na patyk, dalej trzymie w pysku i warczy na mnie. Nie dzieje się tak za każdym razem, czasem oddaje bez problemów wtedy dostaje pochwałe.
Moja reakcja:
Gdy pies nie chce oddać kijka czy czekolwiek i warczy na mnie, stanowczo go sadzam, unoszę głos i każe oddać już i natychmiast. Pies oddaje, potem kilka rundek noga-siad-noga-siad-noga-siad stanowczym tonem bez żadnych czułości, gdy już trochę ulegnię, karze się położyć, przerwcam go na plecy, i klęczę tak że pies jest miedzy moim nogami. Chce pokazać, że to ja jestem na górze, że to ja rządzę i to on siedzi uległy podemną. Potem zazwyczaj jest spokój. Nadchodzi nowy dzień, kolejny spacer i jest ten sam problem.. więc pytanie ,czy moje metody są dobre? Co jeszcze polecicie?