Coz kilkanascie lat temu jak jeszcze bylem malym chlopczykiem to na nosowke zdechl mi pudel. Do tego znajomym, ktorzy pomagali mi w nabyciu obecnej malamutki, pol roku temu husky zdechl na tyfusa. Tak wiec pod takimi wplywami nabywalem suczke, do tego odezwaly sie kielkujace przejawy ojcostwa. Poprostu momentami swirowalem i zastanwialem sie jak odseparowac reszte psow w domu od niej. Slyszalem juz wiele wersji ale moja pani weterynarz :D stwierdzila ze po pierwszej szczepiace "Vanguard 5" i "Leptoferm C-I" wsytarczy 10 dni. Coz zaryzykowalem i 5.09 mam termin drugiego szczepienia. Narazie nic sie nie dzieje i mam nadzieje ze wytrzymam. Co prawda narazie wyprowadzam suczke tylko na trawniki wokol domu gdzie jestem pewien na 95% :) ze ani koty, ani lisy czy kroliki oraz wlaczajac sarenki, nie chodza.
A co do wapna i innych rzeczy. Coz podaje psu jakis zestaw witaminek i innych wpani dla szczeniakow i to tez podobno ma wystarczac. Duzo z tego jest podobno w karmie - Hills - Large Bread Puppy. Staram sie nie dac zwariowac ale naprawde jest ciezko :) Wiec nie lam sie po kilku dniach powinnas troszke wyluzowac i dojsc do siebie. Ja nie pozwalalem pierwszego dnia nikomu z domownikow nic przy suce robic :)
Nalezy nabrac mimo wszystko troche dystansu i zawierzyc swojemu weterynarzowi. Najlepiej takiemu ktorego poleca ci zanajomi i ktory wywrze na tobie dobre wrazenie jako czlowiek i "przyjaciel" zwierzat.
Ja na szczescie poznalem wlasnie taka osobe tym bardziej ze jest ona weterynarzem klub psow zaprzegowych.