Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='maryg22']Specjalnie dla nich nauczę się szczekać :-D
Nauczyć się wyć... i jodłować. Wtedy będzie bardziej wiarygodnie :evil_lol:

[quote name='magdabroy']http://img19.imageshack.us/img19/7450/lunauk.jpg słodziak :loveu:
Fakt, jest urocza. Jednak z tego co wiem niezły gagatek :diabloti:

[quote name='Milena9']Wtedy to sukces murowany :-D
Może i tak, ale u nas dzisiaj wizyta u weta skończyła się sukcesem. Tzn. piesek jest innego zdania, ale jego się nie liczy :diabloti:. Piesek od razu wpakował się dziś do samochodu, oczywiście... na siedzenie, nie do bagażnika ("sama sobie pańcia tam jedź!"), żadną siłą go nie zepchnęłam i nie wybłagałam, by zmienił miejsce (posadził dupsko na fotelu i jak się zaparł... no kaplica :roll:), więc w ramach kompromisu usiadłam sobie obok niego, wtedy piesek zwolnił mi miejsce, po czym wygodnie usadowił się na mnie :diabloti:. Do weta poszłam cała obśliniona, zakłaczona i podrapana - widać, kto tu jest właścicielem psa ;] Morus do gabinetu wszedł nieufnie (znowu coś mi będą robić! :angryy:), a z zaproszenia do sali zabiegowej nie chciał skorzystać - od razu zrobił w tył zwrot, więc wzięłam go za manatki, przez przypadek aż go podrzuciłam (15kilo żywej wagi) i zaniosłam na rękach na stół. Oczywiście uścisku nie zwalniałam, bo znam już ten numer jak piesek nagle sru! zeskakuje z 1,5m stołu :diabloti:. Pani wetka obejrzała łapy (ku zaskoczeniu Morusa - nie zaglądała do uszu jak ostatnim razem), jeden wilczy pazur obcięła (ale duży był drań!), drugi, ten złamany nie, bo... okazało się, że piesek sam sobie go obciął :razz:. Wetka była zszokowana, że ani kropli krwi nie ma (pewnie chciała wypić z pieska :eviltong:), o tym, że Morusław miał wypadek jest tylko dziura po pazurze :roll: (krew sobie wylizał sam). Po słowach wetki "Już" Dziuniek się ucieszył, ale zaraz po tym ja mu przerwałam sielankę, poszeptałam do ucha wetce to i owo, i nastąpiła kolejna komenda "Proszę psa tyłkiem do mnie" :diabloti:. Pieska trzymały dwie osoby (jak zwykle się do mnie przytulał), a tymczasem wetka grzebała mu w 4 literach. Na szczęście piesio się nie wygłupiał, pewnie nie mógł wyjść z szoku, że tym razem grzebią mu w przeciwległym biegunie i tylko co rusz piszczał. Drugi gruczoł nie chciał sobie wyczyścić, po prostu siadł dupskiem, ale wetka okazała się silniejsza. Co gorsza, pańcia stała po jej (a nie Morusa!) stronie - biedny piesek :shake:. Na koniec tyłeczek został wytarty chusteczką do dupci niemowlęcej i zanim piesek sam zeskoczył, wzięłam go na ręce i odłożyłam na podłogę. Morus kręcący dupcią z zachwytu, że to koniec horroru od razu wypchnął mnie na zewnątrz, z dala od lecznicy... I tak oto, od paru miesięcy mój piesek już nie kocha panią weterynarz, jego miłość już wywietrzała. Ciekawe dlaczego? :eviltong: Do domu zaś wracaliśmy niemalże tak samo, z tymże tym razem piesek oparł swój tłusty tyłeczek na moim biuście i się jeszcze wytarł... Masakra...

Posted

stokrotka.af napisał(a):
Moruskowa mordeczka kochana :)
ja chce do wody ;)

Bardzo kochana :loveu:
Ja też...

Chein napisał(a):
Witamy się serdecznie! :loveu:

Witamy ciepło nową cioteczkę :loveu:
Stronę wcześniej masz fotki z wypadu nad wodę, a dwie strony wstecz (ale to przez gaduły :P) portretówki mojego Pysia :)

Posted

rashelek napisał(a):
I widzisz, wszystko się dobrze skończyło :D
Po co grzebiecie Morusowi w zwieńczeniu grzbietu?

No nie wszystko... rozdział z haszczakiem nie jest zamknięty...
Czyszczone miał gruczoły ok.-odbytowe, bo mu się zatkały ostatnio ;)

Posted

rashelek napisał(a):
Znajdzie się i on :)
A jakie tego objawy są?

Oby, oby... na razie jak kamień w wodę...
Morus saneczkował, wciąż gryzł i lizał sobie dupsko, no i zaczerwienione miał.

Posted

Gdy tak pytam ludzi o to, czy widzieli "mojego" haskacza dostałam kilka informacji, że:
*błąka się jakiś biały husky
*jakiś został zabity przez samochód, bo leżał na poboczu
*inny błąka się po okolicy (18km - czeka mnie jutro wyprawa rowerowa)
*jakiś tam jeszcze inny też był widziany w okolicy...

Ludzie pozbywają się psów :(

Posted

I jeszcze do tego... zobaczcie co za cudeńko siedzi w schronie...

Karla rozbrykana, śmiechowa, zabawowa, wesoła, łagodna i nieokrzesana






Mom, please! :loveu:

[choć wiem, że muszę znaleźć najpierw haskacza]

Posted

Byłam tylko na spacerze, a tu tyle nagadane :mad:
To dobrze, że Morusek ma się lepiej :)
Pamiętam ( i chyba nigdy nie zapomnę) pewnego berneńczyka u weta. W poczekalni był zadowolony, ale gdy pani weterynarz powiedziała "zapraszam 'jego imię' (nie pamiętam jakie;) )" To ten w mig się poderwał i zaczął się szamotać...bałam się, że przypadkowo nadepnie Joy więc wzięłam ją na ręce :lol: Potem w gabinecie (Są duże szklane drzwi i okna więc wszystko widać ;) ) żeby dać mu zastrzyk jego właściciele musieli się wręcz na nim położyć...zresztą technik weterynari też :lol:
Ale cudna jest ta sunia :loveu:

Posted

sunshine napisał(a):
o jejku! jakie śliczne wilczysko!:D ktoś oddał?:/
Pewnie "haszczak" ale coś nie wyrósł jak powinien


Toć to szczeniak jak się patrzy! :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...