Agga Posted July 8, 2007 Posted July 8, 2007 [quote name='Monia70'] Ja też mam zdjęcie Melci, kosmyk wlosów(nawet czuje jej zapach:loveu: ) mam jej miłość.Ale mam też Tosię;) , Malinkę,Dżekusia-starusia, KOrina i Kefira i każdego z nich kocham nad zycie, ale każdego inaczej.Co nie znaczy , że gorzej:roll: .Bo przeciez każda miłość jest inna ale jest MIŁOŚCIĄ. Piszesz, że masz kosmyk włosów. Ja mam jej pazur, kiedyś się oderwał. Mam kawałek jej kocyka, masę zdjęć. Ona na zawsze pozostanie w moim sercu. Quote
Monia70 Posted July 10, 2007 Posted July 10, 2007 Pozdrawiam cię Rastuniu w ten ziemski, pochmurny dzień . Quote
zurdo Posted July 10, 2007 Author Posted July 10, 2007 Tusiołku, kolejny tydzień bez Ciebie, żal... Quote
madzicka Posted July 10, 2007 Posted July 10, 2007 Rastuniu...biegaj sobie szczęśliwie za bramą TM... [*] Quote
Toska1 Posted July 10, 2007 Posted July 10, 2007 Zurdo, potrafisz w cudowny sposób wyrażać swoje uczucia związane z Rastą. Twoje słowa są dla mnie lekarstwem i mam wrażenie, że pochodzą wprost z mojej wciąż zrozpaczonej duszy, dziękuję Ci bardzo. Rastuniu (*) Quote
Hippies Posted July 12, 2007 Posted July 12, 2007 zurdo napisał(a):Monia, dziękuję. Ta miłość nie jest gorsza, mniejsza, jest inna właśnie. Chodzi mi tylko o to, że TAKA miłość się już nigdy nie powtórzy. Wraz z chorobą i śmiercią Rasty straciłam jakąś dziecięcą, naiwną beztroskę/nieświadomość. Było w moim życiu sporo zwierząt, wszystkie kochałam, wszystkie pamiętam, za wszystkimi tęsknię. Ale z Rastą łączyło mnie coś wyjątkowego, tak wyjątkowego, że nie brałam pod uwagę (jak głupio by to nie zabrzmiało, bo nie jestem już dzieckiem) takiej możliwości, że Jej może zabraknąć. Teraz inaczej patrzę, teraz się boję. Kiedy Rasta zaczęła tracić świadomość i pamięć, byłam spokojna, po prostu robiłam badania. Kiedy okazało się, że ma chore serce, też byłam spokojna. Byłam spokojna, kiedy z rzadka na coś chorowała. Nie robiłam jej kontrolnych badań. Nie bałam się o Nią, bo Ona po prostu musiała być. Teraz łatwo panikuję. Pstrykam Tosi setki zdjęć, choć Rasta ma ich z 10 lat ledwie sto. Z wielką chęcią robiłabym jej morfologię co miesiąc. Każde swoje zachowanie oceniam pod kątem tego, czy go kiedyś nie pożałuję, więc Tośka jest rozpuszczona jak dziadowski bicz. Każdą sytuację oceniam pod kątem możliwych zagrożeń, nawet do metra Tosię wnoszę, choć szczelina między pociągiem a peronem nie jest duża. Tośka szczeka od rana do nocy, a ja myślę o tym, że kiedyś zrobi się przeraźliwie cicho. Czasem mam wrażenie, że wpadam w paranoję. Przy Raście nigdzie nie czaił się strach, była tylko czysta radość z chwili. I ta niewinna radość odeszła wraz z Rastą. Zurdo czytam i płaczę :placz: potem znowu czytam i znowu płaczę :placz: . Ja mam podobnie. Cały czas wydawało mi się że Hippies był jest i będzie zawsze :placz: . Dzisiaj z perspektywy czasu wiem że byłam głupia, że tak późno zrobiłam badania, tak mało zdjęć mu zrobiłam, za malo :placz: . Wczoraj wziełam Maksa i zrobiłam mu tą fotkę co jest w podpisie (no i wiele innych) ale jak szybko zrobiłam tak szybko zaczełam płakać, że przecież nie mam takiego zdjęcia z Hippiesem (głowa w głowę), chociaż okazji było wiele, ale ja cały czas myślałam że będzie jeszcze czas :placz: . Dlatego podobnie jak ty podchodzę do całej sprawy z Maksem, nawet gdy źle coś z robi to mu odpuszczam, wiem że to źle ale niestety rozpuszczam go jak dziadoski bicz :oops: . Rastuniu wielkie buziaki ode mnie i Maksa, opiekuj się tam moim Hippiesem bo cały czas mam odczucie że jest tam sam a on tak bardzo się bał samotności :placz: . Quote
ma_ruda Posted July 12, 2007 Posted July 12, 2007 Ja też mam podobnie:cool3: jak Ty Zurdo, jak Hippies i jak pewnie inni, którzy już przeżyli rozstanie. Nie po raz pierwszy, gdy czytam Twoje wspomnienia o Raście, mam poczucie "deja vu". Tym razem tak dobrze znane: Każdą sytuację oceniam pod kątem możliwych zagrożeń, nawet do metra Tosię wnoszę, choć szczelina między pociągiem a peronem nie jest duża. Tośka szczeka od rana do nocy, a ja myślę o tym, że kiedyś zrobi się przeraźliwie cicho. Czasem mam wrażenie, że wpadam w paranoję. Jednak ja doświadczałam tego już wcześniej, wtedy gdy myslałam, ze Punia jest i zawsze będzie, ale pod warunkiem, że uda mi się uchronić ją przed wszelkimi zagrożeniami. Kiedy wychodziła z kimś innym na krótki spacer, denerwowałam się, czy nie stanie się cos złego- nie miałam do nikogo pełnego zaufania. Codziennie, kiedy stawiałam jej pełna miseczkę, z napięciem czekałam czy zacznie jeść, a kiedy nie robiła tego natychmiast, z lękiem sprawdzałam czy ma zimny nosek, próbowałam ją karmić z ręki itp. Czy to była paranoja? być może, ale uzasadniona: wiele lat wcześniej, moja 6 misięczna sunia Kama odeszła z powodu parvo, a pierwszym objawem choroby był brak apetytu. Paradoksalnie, wtedy gdy te moje paranoiczne lęki powinny mnie zaalarmować, że Punia jest ciężko chora, stało się odwrotnie- wydaje mi się, że wtedy wypierałam to co mnie niepokoiło; silniejsze okazało się to, co zaczęło do mnie wtedy docierać, że Punia nie będzie ze mną zawsze. Nie potrafiłam się z tym pogodzić wtedy, nie potrafię teraz, ale najtrudniej wybaczyc sobie, to czego nie zrobiłam wcześniej, bo może wtedy jeszcze byłaby tutaj. Quote
Hippies Posted July 12, 2007 Posted July 12, 2007 ma_ruda napisał(a):Nie potrafiłam się z tym pogodzić wtedy, nie potrafię teraz, ale najtrudniej wybaczyc sobie, to czego nie zrobiłam wcześniej, bo może wtedy jeszcze byłaby tutaj. Ma_ruda ja też tak myślę, gdybyśmy wcześniej pojechali do odpowiedniegoi lekarza, gdybym ... gdybym ... gdybym... :placz: to może i dzisiaj byłby Hippies ze mną. Quote
szajbus Posted July 12, 2007 Posted July 12, 2007 Rastuniu, opiekunko kochana zmobilizujcie z Psonia TM do poszukiwań Liszki. Opiekujcie sie tą uciekającą przerażoną sunią i prowadźcie bezpiecznie. Quote
Lucyja Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 [quote name='Agga'] Piszesz, że masz kosmyk włosów. Ja mam jej pazur, kiedyś się oderwał. Mam kawałek jej kocyka, masę zdjęć. Ona na zawsze pozostanie w moim sercu. A ja myślałam, że tylko ja przechowuję coś co jest moim talizmanem na dobre i złe. Dyzia moja papuzia mieszkała ze mną 14 lat. W końcu, żeby ulżyć jej cierpieniom musiałam podjąć decyzje o uśpieniu jej. Jedna z najgorszych chwil w moim życiu :( Zostało mi tylko jej piórko i miejsce na wsi, gdzie jest pochowana. :( Zurdo jesteś wspaniałą uczuciowa osobą. To co piszesz o Rastuni jest piękne. Quote
zurdo Posted July 17, 2007 Author Posted July 17, 2007 Dziękuję Lucyja. Tusiołku, znowu wtorek. Śniłaś mi się, dziękuję. Wiem, że droga daleka, a pogoda nie Twoja. Dziękuję Quote
Radek Posted July 17, 2007 Posted July 17, 2007 zurdo napisał(a): Wiem, że droga daleka, a pogoda nie Twoja. Chyba wszystkie ONkowe stwory nie lubią upałów. Quote
szajbus Posted July 18, 2007 Posted July 18, 2007 Rastuniu, pamiętam o tobie Wiecie co? Na Psonie chuchałam, dmuchałam, robiłam jej badania kontrolne i co? Nie udało mi sie jej ochronić przed odejściem. Kiedyś straciłam Żabkę. Miała zaledwie rok i 2 miesiące jak odeszła na raka. Dlatego myślałam, że Psoni sie to nie przytrafi. Jakby co, to w porę będą wychwycone najmniejsze nawet zmiany w jej organizmie. Myliłam się. Odeszła zaskakując wszystkich, nawet lekarzy. Nie wierze już w profilaktykę. Wychodziłam wśród wetów na panikarę i wychodzę nadal. Jasne, Balbina jest pod stałą opieką weterynaryjną , ale to nie znaczy, że wierzę w profilaktykę. Nie wierzę. Quote
Monia70 Posted July 18, 2007 Posted July 18, 2007 A ja Melaśke karmiłam widelcem i zareagowałam szybko, kiedy zaczęła chorować.I nie poszłm do weta z mojego zadupia tylko pojechałam kilkadziesiąt km. do dobrego .I co ? Miało byc dobrze.A nie było..... Nie możemy wszystkiego przewidzieć.Uwierzmy, że w danej chwili robimy , myslimy najlepiej jak umiemy na tę właśnie chwilę.Nie ma innego wyjści bo zwariujemy.A przeciez tyle jeszcze jest psów na świecie do kochania. Quote
Agga Posted July 18, 2007 Posted July 18, 2007 U nas wczoraj był kolejny 17 miesiąca. Dziś oglądałam jej zdjęcia z dziećmi.;) Łzy same mi płynęły. Dobrze wiem, że wszystkim nam brakuje TYCH kochanych przyjaciół. Quote
Agga Posted July 23, 2007 Posted July 23, 2007 Lucyja papuzie piórko, psi pazurek, zdjęcia czy inne rzeczy. Dla każdego to coś co pozostało. A tak naprawdę one są w naszych sercach, głowach. tego nam nikt nie zabierze. Quote
zurdo Posted July 24, 2007 Author Posted July 24, 2007 Tusiołku, rok temu byłyśmy na ostatnich wakacjach. Było pływanie, gonitwy z piłką, było podglądanie bażantów na polu, było odsypianie zmęczenia pod gołym niebem, było... Były też kroplówki pod klonem i liczne przysmaki nafaszerowane lekami. Nie przeszkadzało, byłaś bardzo dzielna. Byłyśmy szczęśliwe. Tak niewiele nam było potrzeba do szczęścia. A i tak okazało się za wiele. Kocham Cię Niuchaczku. Quote
Radek Posted July 24, 2007 Posted July 24, 2007 Jedyne co zostało to wspomnienia. To jednocześnie dużo i strasznie mało. Niedawno przeglądałem zdjęcia z urlopu dwa lata temu. Patrzyłem na foty Norci, wesołej, pełnej życia. Rok później były już wakacje bez mojego ONkowego szczęścia :( W tym roku było łatwiej (co nie zmienia faktu, że Norcia też była z nami), jest z nami małpiszonek, który też potrzebuje miłości, uwagi, opieki. I bardzo się nam odwdzięcza. Dobrze, że jest ten dział na Dogo. Przynajmniej tu możemy bez obaw o dziwne spojrzenia wspominać swoich przyjaciół. Quote
szajbus Posted July 26, 2007 Posted July 26, 2007 Rastuniu, cały czas pamiętałam o tobie i o was wszystkich Quote
sota36 Posted July 26, 2007 Posted July 26, 2007 Wiecie - nie mam sily, a czasem i ...czasu zagladac tu do kazdego psiaka. Ale jest takie cos, taki stn, ze apmietam o nich, pamietam imona i kiedy je w myslach wyliczam wiem jak wygladaja. Jedno jest staszne - ze jest Ich coraz wiecej. Quote
zurdo Posted July 26, 2007 Author Posted July 26, 2007 Tusiołku, wyjeżdżam, żeby nie świętować imienino-urodzin. Miałabym tylko jedno życzenie, nie do spełnienia, prawda? Raz, jeden jedyny, spojrzeć jeszcze w Twoje mądre oczy, raz przytulić, poczuć Twoje ciepło... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.