Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

zurdo napisał(a):
Tusiołku, wyjeżdżam, żeby nie świętować imienino-urodzin. Miałabym tylko jedno życzenie, nie do spełnienia, prawda? Raz, jeden jedyny, spojrzeć jeszcze w Twoje mądre oczy, raz przytulić, poczuć Twoje ciepło...


Zurdo napewno jeszcze nie raz spojrzysz Rastuni w oczy, przecież ona tam czeka na Ciebie i czekać będzie.

Co do imienino-urodzin to czyżby też coś podobnego do mnie ?? Tylko, że mi odpada drugi człon ;) .

  • Replies 961
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

Tusiołku, 9 miesięcy temu, 31 października, też był wtorek. Zapłakana jechałam, jechałyśmy, żeby TO zrobić. Lekarka spojrzała w Twoje oczy i zobaczyła coś, czego ja już nie widziałam. Zaleciła nowe leki. Teraz już wiem, ze to nie miało sensu. Dostałyśmy jeszcze tydzień. Okupiłaś ten tydzień życia takim cierpieniem... Nie chciałam, wybacz, chciałam tylko walczyć, dopóki jest szansa, cień szansy.
Obiecałam nie szukać, nie drążyć, nie wiedzieć, co Cię zabiło, bo przecież nie chłoniak? Nie wytrzymałam, musiałam to wiedzieć. I wiem, że żadna walka nie miała już sensu. Wiem już, że to guzy gruczołu mlekowego ominęły płuca i dały przerzut od razu do mózgu. Byłyśmy bez szans. Czy mi lżej? Nie, Tusiołku... Ta wiedza nie zmienia tego, że Ciebie tu nie ma...

Posted

Zawsze boli tak samo.
Wiem dlaczego Nora odeszła. Masa konsultacji, rozmów z lekarzami. Wówczas każda rozmowa była ważna. Chociaż w przybliżeniu wiedziałem co się dzieje, pozwalało mi to zebrać siły i walczyć.
Dziś z tą wiedzą nie jest mi wcale lżej :shake:

Posted

A ja nie wiem co zabiło mojego Hipusia. Mam tylko w głowie słowa pani weterynarz jak dzwoniłam tego dnia kiedy moje słońce zgasło. Wyniki są dobre ... a jak się piesek czuje ??? A ja na to - psa już nie ma ... odszedł o 13 :placz: . Potem już nie pamiętam co mówiła.

Posted

zurdo napisał(a):
Obiecałam nie szukać, nie drążyć, nie wiedzieć, co Cię zabiło, bo przecież nie chłoniak? Nie wytrzymałam, musiałam to wiedzieć. I wiem, że żadna walka nie miała już sensu. Wiem już, że to guzy gruczołu mlekowego ominęły płuca i dały przerzut od razu do mózgu. Byłyśmy bez szans. Czy mi lżej? Nie, Tusiołku... Ta wiedza nie zmienia tego, że Ciebie tu nie ma...


Zurdo, wiem że to źle zabrzmi, ale ja Ci tej wiedzy zazdroszczę. Wydaje mi się, że byłoby mi łatwiej gdybym wiedziała jak to sie stało, że......nie wiedziałam. Wciąż zadaję sobie pytanie: czy gdybym wiedziała, dzisiaj Punia byłaby ze mną?
Ja wiem tylko, że Punię odebrał mi guz na jej śledzionie. I znowu myślę, że gdybym wiedziała, że to był chłoniak....... Kiedy Punia juz była za Tęczowym Mostem, obsesyjnie szukałam informacji o nowotworach śledziony. Stąd wiem, że w przypadku chłoniaków rokowania na wyleczenie są najmniej pomyślne. Ale ja nie wiem, czy to był chłoniak. to co wiem na pewno, to że Puni nie ma, chociaż jeszcze, po blisko roku, trudno mi w to uwierzyć.

Posted

Ja wiem co zabiło Psonie i co z tego. Wydawało mi sie, ze jest pod najlepszą opieką pod słońcem. Chuchałam, dmuchałam i nie uratowałam. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. A to, że dzis wiem, że miała wielkie szanse na życie tylko zabiło we mnie zaufanie do wetów. I gdzie tu znalaźć takiego i na dodatek wiedziec na 100%, że sie nie pomyli?

Posted

Bez minimalnego zaufania do wetów można tylko zwariować. Nie sposób znać sie na wszystkim...
Ja starałam się tej wiedzy nie szukać. Ale sama zaczęła do mnie docierać. I wtedy już nie mogłam nie drążyć, a swoich przypuszczeń nie skonsultować z wetem. Nie jestem szczęśliwsza od tej wiedzy, nie jest mi lżej. Bo we wrześniu Raście zaczęło "wyskakiwać" oko. Okulista powiedział, że oko jest zdrowe i jeśli będzie się powtarzać taki wytrzeszcz, to potrzebne jest usg oka, bo może to guz mózgu. Wytrzeszcze zaczęły się powtarzać, ale wtedy Rasta miała wznowę chłoniaka i to było najważniejsze. Teraz się zadręczam - gdybym zawiozła ją na to usg, wiedziałabym najgorsze, ale wiedziałabym też, że żadna walka nie ma sensu. Oszczędziłabym Jej potwornego cierpienia. Tyle mam ze swojej wiedzy.

Posted

Minimalne zaufanie do wetów :cool1: :-(
Ja to okupilam ciężką niewydolnościa krążeniowo -oddechową Dżekiego.
Jezdzilam do weta (nie do naszego a do innego miasta, do niby dobrego weta)od pierwszych glutów w nosie....
A dziś walcze o każdy oddeech Dżekiego, walcze z obrzękiem płuc, z dusznością, ze strasznie chorym serduszkiem.Bo wet sie nie przejął lub niał w du...nas.
Walka o Dzekiego i jego cierpienie?????
Jeszcze nie wiem jak to połączyć lub rozdzielić.To strasznie trudne.
Bez końca zadaję sobie pytanie " Ja chcę żeby ON żył, ale czy On też tego chce???"
Nie znam odpowiedzi więc walczę.
Każdy z nas przeszedł sowja drogę, drogę naznaczoną cierniami .Te kolce zostaną w nas do końca życia .Pamietajmy żeby ich nie wyrywać , bo zrobią nową olbżymią ranę.
Pamiętajmy o miłości, pielęgnujmy uśmiechy naszych psów i dzielmy się tym co przeszlysmy(liśmy).

Posted

zurdo napisał(a):
Bez minimalnego zaufania do wetów można tylko zwariować. Nie sposób znać sie na wszystkim...
Ja starałam się tej wiedzy nie szukać. Ale sama zaczęła do mnie docierać. I wtedy już nie mogłam nie drążyć, a swoich przypuszczeń nie skonsultować z wetem. Nie jestem szczęśliwsza od tej wiedzy, nie jest mi lżej. Bo we wrześniu Raście zaczęło "wyskakiwać" oko. Okulista powiedział, że oko jest zdrowe i jeśli będzie się powtarzać taki wytrzeszcz, to potrzebne jest usg oka, bo może to guz mózgu. Wytrzeszcze zaczęły się powtarzać, ale wtedy Rasta miała wznowę chłoniaka i to było najważniejsze. Teraz się zadręczam - gdybym zawiozła ją na to usg, wiedziałabym najgorsze, ale wiedziałabym też, że żadna walka nie ma sensu. Oszczędziłabym Jej potwornego cierpienia. Tyle mam ze swojej wiedzy.

Ja podstępność choroby nowotworowej znam z walki o życie Taty. Dawała okresową nadzieję, że już teraz będzie dobrze. Ale nie było.
Piszesz Zurdo, że starałas się szukać wiedzy. Ja zgłębiałam więdzę medyczną i dostawałam od tego szaleństwa. Też zadręczałam się myślami, że a gdybym to ... a gdybym tamto ....
Niestety nie da się przeskoczyć pewnych spraw. Zrządzeń losu :(
Czy to chodzi o człowieka czy o ukochane zwierzątko jesteśmy bezsilni i zdani tylko na łaskę lub niełaskę lekarzy. Ale ta bezsilność jest okrutna :(

Posted

Minimalne zaufanie do wetów mam, muszę mieć, ale podejrzliwość zostaje. Tak jest przynajmniej w moim przypadku.
Gdybym później nie dowiedziała się, że ona mogła żyć pewnie byłoby inaczej.
Teraz? To ja , nie weci muszę żyć z tym ciężarem w sercu. Jeden mały błąd kosztował moją sunie zbyt wiele, bo życie.

Rastuniu

Posted

Tośka napisał(a):
Rastuniu już chyba wiem co znaczy Twoje imię... Pamiętam.

Dziękuję Tośka, rzadko ktoś o to pytał...
Tusiołku, robiąc porządki znalazłam w rzeczach mamy torebkę. A w niej - 2 zabłocone piłki. Tak ich szukałam kilka miesięcy temu. Mama schowała, bo bała się. Teraz je mam troskliwie wyskubane przez Ciebie, mam je wraz z ziemią z dołków, w których chowałaś swoje skarby. Są piłki, dołki w parku też są, bezużyteczne...

Posted

Ja nie zapytałam co znaczy Rasta:oops: :oops: :oops:
Zuredńko, opowiesz????

Zurdo, chcialam CI podziękować, za każdą myśl , za każdy wpis o Dżekim.Myśl, że oprócz mnie jeszcze ktoś inny nas myśli dodawalo mi sił.
Dziekuję,że jesteś z nami.Ze mną, Melą i teraz Dżekuniem.
Moje serce odeszło tulone w moich ramionach.Posluchał mnie, bo tak bardzo go o to prosiłam.Jemu też za to bardzo dziękuję....:placz: :placz: :placz:

Posted

Tusiołku, gwiazdy za chmurami, nie widać perseid, które chodziłyśmy oglądać. Oglądać i marzyć, Ty trochę już przysypiająca, ja trochę w Twoim imieniu. W zeszłym roku błagałam i zaklinałam...
Kocham Cię, Niusiu, czy będę miała jeszcze szansę powiedzić Ci jak bardzo?

Posted

Czasem mam takie dni - rano budzę się i kiedy dzwoni budzik nie wstaję, czekam, aż kapeć wyląduje na mojej twarzy. Ale nie ląduje. Potem jest już tylko gorzej, cały dzień rośnie we mnie potworny smutek, cały dzień odczuwam na każdym kroku jakiś brak, wszystko jest nie tak, jak było, jak miało być zawsze. A najgorsze przychodzi w nocy, nie mogę usnąć, a w głowie rozrasta się jak wrzód myśl, że nie pamiętam. Czegoś, szczegółu, może nieznaczącego w całości, ale nie pamiętam. Gdzie kładłaś się po wieczornym spacerze? Co robiłaś, kiedy przygotowywałam Ci obiad? Tusiołku, takich niepamięci nie będzie więcej z czasem, nie obejmą coraz większych obszarów pamięci, nie pożrą tego, co najdroższe? To się nie stanie, nie może, prawda?

Posted

Zurdo, to co najważniejsze zostanie w pamięci na zawsze. Pisałem już o tym zdarzeniu, ale przypomnę je jeszcze. Kiedyś szedłem z Norcią, a z przeciwka szła starsza pani z siatkami. Z jakiegoś powodu utraciłem na chwilę czujność i zorientowałem się co się dzieje dopiero gdy Nora miała już głowę w siatce i lustrowała zawzięcie zawartość w poszukiwaniu czegoś smacznego. Zamarłem w oczekiwaniu na awanturę. Nic takiego się nie stało. Starsza pani ze wzruszeniem opowiadała, że miała taką samą sunię w czasie wojny. Opowiadała o tym i widać było, że wciąż pamięta o swojej przyjaciółce. Później wygłaskała Norę i poszła dalej. My pewnie też będziemy pamiętać.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...