Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dziękuję Rozgwiazdo (i wszystkim) za odwiedziny u Rasty. Wiem, jak przeżywa się odejście Przyjaciela, który z nami rósł, dojrzewał, który towarzyszył nam przez całe dzieciństwo... Był od zawsze, a nagle Go nie ma... A te nasze sroczki, na wiosnę dokuczają wszystkim psom

Sara

  • Replies 961
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

pieknie Dziewczyny piszecie... zawsze tu wchodze i czytam jak lekarstwo kazde slowo... placze, ale akurat ostatnio ciagle placze...
Rasta! swieczka sie pali i nigdy nie zgasnie....

Posted

[quote name='zurdo']szybko się pożegnali i nawet przeprosili, tylko Ty zostałaś niepocieszona – jak to, tak szybko, nawet nie usiedli, nie obejrzeli Twoich piłek?

Aż mi łzy popłynęły. Twoje słowa przypomniały mi jak Norcia przynosiła gościom swoje zabawki, zachęcała ich do zabawy (albo próbowała wytargować coś ze stołu ;) )
Kiedy goście wychodzili zawsze się martwiła, bardzo lubiła gdy w domu byli ludzie.

Posted

Radek napisał(a):
Aż mi łzy popłynęły. Twoje słowa przypomniały mi jak Norcia przynosiła gościom swoje zabawki, zachęcała ich do zabawy (albo próbowała wytargować coś ze stołu ;) )
Kiedy goście wychodzili zawsze się martwiła, bardzo lubiła gdy w domu byli ludzie.


no... tak samo Erna, uwielbiala ludzi, towarzystwo, a dzieci szczegolnie....
i tak sie cieszyla jak gdzies na dluzej jechalam... zaczynala tanczyc jak wiedziala ze pakuje jej miske do plecaka:-(:-(:-(:-(
byla moim wiernym towarzyszem w kazdej podrozy.... a jak juz nie mogla, to niegdzie nie wyjezdzalam ... zle znosila podroz ... wiek....
a w Kazimierzu zbiegla z gorki tak ze nie zauwazylam kiedy, jak zaczelam sie zastanawiac gdzie Kulka, godziene ja szukalam i nagle uslyszalam... sapala jak traktor wchodzac na ta gorke... bylam przerazona i zaskoczona ze nie miala zadnych oporow zbiec tak na dol....
jednym slowem, serce boli bardzo.... coraz bardziej.... bo uswiadamiam powoli co sie stalo....

Posted

Rasta uwielbiała gości. Wszystko jedno – kominiarz, pan spisujący liczniki, dozorca czy najlepsi znajomi. Najszczęsliwsza była oczywiście, jak ktoś zostawał, jak pojawiały się talerze. Najważniejsze było zawsze – pokazać zabawki.
Iri, swoim opisem Kuleczki zbiegającej z górki przypomniałaś mi wypadek, jaki spowodowała Tuśka przez swoją obłędną miłość do piłek. Kiedyś rzucałam jej piłkę z góry w parku, musiałam wtedy zawsze uważać, czy w dole nikt nie idzie, bo Rasta, jak biegła po piłkę, to nie widziała nic. Raz nie zauważyłam, że w poprzek górki biegnie inna sunia. Obie rozpędzone zderzyły się na środku górki. Wyglądało to naprawdę strasznie. Kraksa. Rasta zrobiła dwa fikołki, nie tracąc piłki z oczu i pognała dalej. A ta druga suczka dostała głową Rasty w bok, przeleciała w powietrzu ze dwa metry, kolejne dwa się przeturlała i padła nieruchomo na ziemię. Byłam przerażona, myślałam, że nie żyje. Pobiegłam do niej, żeby jej pomóc. Na szczęście nic jej się nie stało, była tylko w szoku. Ale kiedy tak leżała na ziemi, wróciła Tuśka z piłką i zaczęła płakać – dlaczego ja się zajmuję innym psem, jak ona ma piłkę, leży pies– to niech leży, najważniejsza jest piłeczka. Zaczęła mnie odpychać, wsadzać nochala pod pachę, płakać. Było mi za nią strasznie wstyd, tym bardziej, że Rasta naprawdę bardzo się troszczyła o inne psy. Przepraszam Cię, Tuśka, że takie rzeczy opisuję, ale ja lubiłam, jak czasem zachowałaś się nie tak, bo czasem wątpiłam, czy jesteś prawdziwa. Bo czy żywe stworzenie może być tak kryształowe?

Posted

no niezle, wyobrazam jak szybko potrafila biegac a raczej latac:-)))
moja Kula tez nieraz z rozpedu przywalila w inne ( suczki) pieski, byla straszna zazdrosnica... tak pilnowala zebym bron boze nikogo nie poglaskala, odrazu wciskala miedzy mna i innym pieskiem...ogladalam zdj Tusi, byla bardzo piekna, szczegolnie fajne jak rybke chciala zlapac... piekna... jak sama natura... czemu to nie trwa wiecznie, powiedz? przynajmniej ludzka wiecznosc-100 lat! jaka bym byla wtedy szczesliwa jakbym wiedziala ze Erna by zyla 100 lat... zawsze marzylam o domku z ogrodkiem , tez dla niej zeby bylo lepiej, nie moglam tego miec... a teraz juz nie ma Kulki, Wariatki mojej kochanej... dzis mija rowne 4 tygodnie o 22 ...
Rasta, zapale dzis swieczke dla Ciebie obok Ernusi, badz szczesliwa tam i przychodz w snach do swojej Pani, ona tak Ciebie kocha bardzo!

Posted

Dziękuję Iri za świeczkę dla Rasty.
Ernusiu, Rasta <*> <*> <*>
Wiesz, chyba każdy z nas miał jakieś plany albo marzenia, czasem mniejsze, czasem większe, które miały się spełnić z Nimi. W których miały uczestniczyć. Taki punkt, do którego trzeba dotrzeć wspólnie, bo wspólnie zaczęło się do niego iść, albo trzeba – bo się to obiecało. Kiedy Rasta miała umrzeć wiosną, „lekarze” zniesmaczeni moją odmową eutanazji dawali Jej kilka dni życia, byłam opętana myślą, że jesienią obiecałam Jej, że jeszcze pojedzie na działkę. Nie miałam Jej jak zabrać, więc zaplanowałam, że wezmę taksówkę i Ją tych 60 km w dwie strony zawiozę. Nie ważne, ile to będzie kosztować. Obiecałam. Obłąkańczo się tej myśli uchwyciłam i nie wyobrażałam sobie, że tego nie zrobię. Na szczęście – nie było to konieczne. Spędziłyśmy tam 2 wspaniałe tygodnie w wakacje. Taka mała obietnica, a gdybym jej nie spełniła, czułabym się podle. Ale obiecałam też Raście, że będzie ze mną oblewała obronę doktoratu. Nie będzie. Strasznie mnie to boli. Była, kiedy zaczynałam jedne, drugie studia, miała ze mną dotrzeć do tego momentu... Wiem Iri, jak bolą takie marzenia, które nawet jeśli się spełnią, to nie będą już pełne...
Rastuniu, czasem trudno mi wierzyć. Nie wiem, gdzie jesteś i co możesz... Na myśl, że nie ma Cię już nigdzie, zapadam się w otchłań bez dna. Więc chwytam się tej myśli, że jesteś. Jesteś i czuwasz. I proszę Cię, pomóż Korce. Kochanej, radosnej Korce. Ona cierpi, nowotwór ją dosłownie zjada. Pomóż jej walczyć jak najdłużej. Może i jej rodzina ma jakieś obietnice, których nie zdążyła spełnić. Niech mają czas, żeby to nadrobić...

Posted

Zurdo! Rasta! jestescie wielkie!
wchodze , czytam i duzo rozumiem.... ja nie zawsze potrafie ubrac w slowa to co czuje, Ty to potrafisz... naprawde pieknie... Raste tez spotkala niespotykana milosc... niech im to pomoze tam za TM... pisalam ze Erna mi sie snila tylko raz i tak ,wiesz, jakby biegla, nie mogla zmalesc miejsca, burza byla, uciekala do mnie, a jak juz byla blisko , spadla z gorki i sie wpasowala prosto w kwadratowy wyryty dolek.... zaczelam biec i krzyczec bo zyla, zaczela sie probowac wygrzebywac z dolka i ja sie obudzilam.... Szajbus pisze ze to znak ze skoro biegala zdrowa to znaczy ze jest tam dobrze... a ja mysle ze ona chce do mnie, teskni bardzo... albo pokazala mi kawalek tej Krainy .... i Drogi ktora trzeba przebiec.... ta Kraina byla w skalach , na samym dole bylo niebieskie piekne jezioro.....slonce az sypalo zlotem, a potem zobaczylam Erne jak biegla i zaczelo padac...tak pomyslalam tez zeby dojsc do tego pieknego miejsca musiala troche przejsc.... i to byl ten jedyny raz jak mi sie snila... a Ty piszesz ze Tobie Rasta sie sni codziennie, widzisz jakie masz szczescie!

Posted

Kiedy czytam wasze posty dotyczące podróży z waszymi psiakami chwilami wam zazdroszczę. My nie byliśmy w stanie nigdzie wyjechać ze względu na Psonię. Mała miała chorobę lokomocyjną i klaustrofobię.
Żaden wyjazd nie wchodził w rachubę. Przez 10 lat nie byliśmy na wczasach, na wycieczkach. Jedynie piesze wypady za miasto umilały jej życie. Mieliśmy jednak ten komfort, że nie męczymy naszej suni podróżami, które ją stresują.
Nie pokazałam mojej suni morza, gór i innych pięknych krajobrazów. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Przeżyła z nami 10 lat i tak mało widziała.
Znajomi pukali się w głowę, mięli nas za dziwaków, że ze względu na psa rezygnujemy z takich atrakcji jak wczasy. Dla nas nie było to żadnym wyrzeczeniem a koniecznością.
Zurdo piszesz o gosciach. Psonia ich uwielbiała, ale nie przynosiła im zabawek. Miała ważniejsze sprawy w swojej główce. Kombinowała jaka obrac taktykę żeby wyżebrać coś smacznego do papusiania. Była niesamowitym łakomczuchem.

Posted

Szajbus, Rasta na szczęście dobrze znosiła podróze, a nawet je uwielbiała. Lubiła samochody, tramwaje, autobusy, metro... Ale dla Nich mniej ważne jest, czy zobaczą morze i góry, ważniejsze, żeby mieć obok kochającą i kochaną duszę. Choćby na hałdzie węgla. Psonia z pewnością doceniała, z czego rezygnujecie, żeby być z Nią.

Niusiu, z tego zamieszania ostatnich dni nie napisałam Ci, choć pewnie już wiesz. A może wiedziałaś od początku? Fuksia już z nami zostanie. Mam teraz dwóch aniołów stróży. Ty, Aniołku mój, spoglądasz z góry i pilnujesz dróg . Drugi krąży za mną jak cień, wieczorem kladzie się przy moim łóżku tak, żebym mogła zasnąć z dłonią wtuloną w jego miękką sierść, a nocą wstaje i sprawdza nochalkiem, czy jestem. Poznajemy się powolutku, Fuksia pewnie ma jeszcze jakieś niespodzianki zarezerwowane na czas, kiedy odzyska sprawność. Od dnia, w którym się tu pojawiła, przestałam cierpieć na bezsenność, znowu rozmawiamy, śmiejemy się coraz częściej. To wszystko w niczym nie umniejsza mojej tęsknoty i miłości, która nie zdąży się już Tobą nacieszyć. Ale znów czujemy, że żyjemy.
Nie wiem Niusiu, czy zajęta swoimi sprawami widziałaś, jak Fuksia poznaje Twoich przyjaciół. Wszyscy się polubili. A czy widziałaś zachowanie Nutki? Ta łobuzica zawsze uważała, że jestem jej własnością, czasem nawet musiałaś jej przypominać, że moim właścicielem jest jednak ktoś inny. Kiedy Cię tu zabrakło, Nutka uznała, że jestem już tylko jej. Dostrzegała mnie z daleka, biegła, żeby przywitać się ze zdwojoną energią, jakby mnie lata całe nie widziała, zawsze w gotowości podstawić głowę pod moją rękę... Kiedy poszłam przedstawić jej Fuksię – przestała mnie zauważać, ignorowała wyciągniętą rękę, słowa, kiedy przy niej klękałam – odwracała głowę w drugą stronę. Fuksię też zignorowała. Czy przemówiłaś jej do rozsądku? Bo teraz już chyba zaczęła godzić się z faktami. Dziś wchodziła mi na kolana, tarzałyśmy się po podłodze jak dawniej. Choć jak dawniej nic już nie będzie. I ktoś inny wąchał po powrocie moje spodnie.
Bardzo Cię kocham, Niuchaczku, i jeśli nadal oczy zachodzą mi łzami, to wciąż – z niepogodzenia.

Posted

zurdo napisał(a):
. Ale obiecałam też Raście, że będzie ze mną oblewała obronę doktoratu. Nie będzie. Strasznie mnie to boli. Była, kiedy zaczynałam jedne, drugie studia, miała ze mną dotrzeć do tego momentu... Wiem Iri, jak bolą takie marzenia, które nawet jeśli się spełnią, to nie będą już pełne...


Agunia pojawila sie w naszym domu, kiedy poszlam do szkoly (do pierwszej klasy podstawowki). odeszla kiedy bylam w drugiej klasie liceum. wtedy zaczely sie problemy w szkole, omalo co nie zawalilam. bo jak to- od poczatku szkoly bylo tak, ze jest szkola, a po szkole jest pies. a teraz nie ma psa, wiec dlaczego mialaby byc szkola? glupie. ale ona byla zawsze, jak cos sie nie udawalo, ona jedyna nigdy nie miala zadnych pretensji do mnie o nic. jak po jej smierci zaczelo sie nie udawac, juz nie bylo nikogo, kto by o to pretensji nie mial. a ja bylam w takim dolku, ze tylko coraz bardziej sie pograzalam. bylam zla, ze mature musze zdawac bez niej, ze nie ma jej w tym najtrudniejszym okresie.
potwornie mi zal, ze ktos bardzo wazny w moim zyciu juz nie zdazyl jej poznac. zna ja tylko ze zdjec i moich wielogodzinnych opowiadan.
przyjechalam do domu na weekend, w srodku nocy zachcialo mi sie platkow z mlekiem. poszlam, zrobilam, doszlam z nimi do mojego pokoju i zaczelam plakac, bo rozsypane po podlodze w przedpokoju platki musialam zbierac sama. Aga jak widziala, ze robie platki to juz czekala zadowolona, bo wiedziala, ze niosac miseczke z kuchni do pokoju, zawsze cos rozsypie po drodze i ona to "poodkurza".
po trzech latach nadal boli. czy kiedys wreszcie przestanie???

Posted

Nie przestanie. Będzie lżej, ale nie przestanie.

Zurdo, ogromnie sie cieszę, że Fuksia została u ciebie, że twoje życie zaczyna znów nabierać sensu. Rasta pokierowała tą biedną psinkę w twoje ramiona wiedząc, że będzie w nich bezpieczna i kochana.
Fuksia zamieszkała w jednym kąciku twojego serca, obok mieszka Rasta. To dwie niezależne miłości.

Posted

ta swieczuszka to dla rasty, a przed toba Zurdo chyle czoła, powiem cie że ja tak bym chciala zagospodarować tę ogromną część serca która darzy miłościa areska, ale wiem że każdego innego pieska porównywala bym do Areska, jakas część mnie chciałaby mieć jeszcze kiedyś pieska, inna nie wyobraża sobie żadnego innego czworonoga na miejscu Areska, może to za wcześnie, sama nie wiem, po prostu nie jestem na to gotowoa, tym wiekszy szacunek dla Ciebie

Posted

Dla Rasty



  • Zurdo, bardzo się cieszę, że masz nową psinę, życzę Ci wielu, wielu lat wspanialej przyjaźni może tym cenniejszej, że wzrastającej na gruncie przejmującego żalu po rozstaniu z KIMŚ wyjątkowym. Mój Atos, też urodził się 15 lutego...

  • Posted

    Dziękuję wszystkim za wizyty u Rasty, świadomość, że KTOŚ Bardzo Ważny trwa w pamięci nie tylko własnej, bardzo pomaga.
    Rastuniu, kolejny wtorek, żal nie mniejszy. Patrzę na zdjęcia i nie potrafię uwierzyć, że tak już będzie. Bez Ciebie? Czyli jak? Tak jak dotychczas? To nie życie...
    I jeszcze Fuksia. Tak wystawia na próbę moje siły. Patrz Rastuniu - wcale ich nie miałam, a teraz noszę, jeżdżę, rozmawiam z tymi samymi lekarzami, patrzę, jak Fuksia cierpi i walczę. Znowu walczę. Jutro ma kolejną operację. Tusiu, daj mi siłę, żeby to jeszcze przetrwać.

    Posted

    Zurdo trzymaj się, ja z całych sił trzymam kciuki za ciebie i za Fuksię, daj znać jak tylko będziesz coś wiedzieć. A my z Areskiem dajemy Ci tyle siły ile potrzeba by wygrać, bo o życie i zdrowie trzeba walczyć, ale komu ja to mówię, Ty o tym doskonale wiesz... powodzenia

    Posted

    zurdo napisał(a):

    I jeszcze Fuksia. Tak wystawia na próbę moje siły. Patrz Rastuniu - wcale ich nie miałam, a teraz noszę, jeżdżę, rozmawiam z tymi samymi lekarzami, patrzę, jak Fuksia cierpi i walczę. Znowu walczę. Jutro ma kolejną operację. Tusiu, daj mi siłę, żeby to jeszcze przetrwać.


    Zurdo, dacie radę, musicie dać, a Rasta na pewno czuwa nad Fuksią.
    Siły, których się nie spodziewamy drzemią w nas. Trzeba tylko impulsu, który je uwolni. Krótko po tym, jak Sara dotarła do nas rozchorowała się. Miała nieżyt układu pokarmowego. Po pierwszych wymiotach, zanim pojechaliśmy do weta zupełnie mnie sparaliżowało, przestraszyłem się. W gabinecie suńka została położona pod kroplówką, a ja pomyślałem, że zaraz stąd wyjdę, nie wytrzymam. Wytrzymałem. Po diagnozie, już uspokojony wracałem z suńką do domu dzielnie trzymając pudełko z zastrzykami na cały tydzień. Następnego dnia wieczorem zastrzyk robiłem już sam, żeby nie stresować małpiszonka (boi się chodzić do lekarza). Zanim znalazłem w sobie siłę żeby to zrobić upłynęło wiele czasu. Patrzyłem na strzykawkę i przed oczami stawały mi obrazy choroby Norci. Codzienne zastrzyki kroplówki. Po wypłakaniu się i dwóch papierosach (osoba paląca ze mnie) opanowałem drżenie rąk, zrobiłem zastrzyk. Na dniach czeka nas sterylizacja i znowu stres, w końcu to nie jest młodziutka psinka, tylko sunia po przejściach, ale wierzę że będzie dobrze. Musi być.
    Trzymajcie się.

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    • Popular Contributors

      Nobody has received reputation this week.

    • Forum Statistics

      • Total Topics
        87.9k
      • Total Posts
        13m
    ×
    ×
    • Create New...