Aga76 Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 Zurdo, wierzę że będzie dobrze. Rastuniu czuwaj nad swoimi dziewczynami. Quote
szajbus Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 Przeczytałam cały wątek suni i się poryczałam. Zurdo to co robisz jest piękne. W kochajacym i ciepłym domku sunia dojdzie do siebie i odzyska wiarę w człowieka. Widzę, że z sierścią będziesz miała trochę problemów. Po adopcji Balbisi 1,5 godziny obinałam jej kołtuny( a to mały piesek 32 cm w kłębie). Czego w nich nie było? Bidunia też sama próbowała sobie oczyścić futerko, a szczególnie wygryzać rzepy. Oj, Rasta, Rasta i pokierowałaś psinkę w potrzebie w bezpieczne ręce. Odeszłyście za TM, ale nadal nami sterujecie. To czego nas nauczyłyście nie idzie na marne. Za to wam dziękujemy kochane psinki. Quote
Iri Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 Zurdo! Bravo dla Rasty i dla Ciebie! zycze zdrowia dla psinki, obejzalam jej zdj... piekna Bidulka! jak mieszkasz niedaleko, a tak , to moze kiedys sie wybierzemy do lasu na spacer z psami... a moze lubisz biegac? bo ja lubie i biegam... sobota, niedziela... i moze mi dorzdzisz jakiegos dobrego weta niedaleko nas? bo ja tez nie mam samochdu, a powiem szczerze-nie trafilam w okolicy na dobrego weta, ale... zawsze sie moge mylic.... Quote
Radek Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 Zurdo, Rasta przysłała do Ciebie bidę, która potrzebowała pomocy. Na pewno będzie Colaczce u Ciebie bardzo dobrze, a Rasta będzie czuwać z daleka. Dużo zdrowia, dla Ciebie i Twojej tymczasowej (a może na dłużej?) lokatorki. I jak tu nie wierzyć, że nasi pożegnani przyjaciele obserwują nas stamtąd? Quote
domi_nique Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 zurdo, Rasta napewno teraz merda ogonkiem za TM i bacznie obserwuje, czy dobrze opiekujesz sie ta sunia, wiec nie zawiedz jej! Rasta opiekowala sie wszystkimi psami, teraz Ty masz ta szanse. to troche tak, jakbyscie znowu robily cos razem. kochajac ta sunie wyrazisz tez milosc do Rasty i pokazesz jej, ile zdazyla Cie nauczyc o psich potrzebach. ja nie moglam wziac zadnego ogonka po smierci mojej Aguni, troche ze wzgledu na to, ze caly czas mam wrazenie, ze to przez moje zaniedbanie, ze mogla byc jeszcze z nami (mimo, ze o juz 3 lata). troche przestalam sobie ufac. teraz wyjechalam, mieszkam w malym wynajmowanym pokoju, gdzie o psie nie ma mowy. ale juz wiem, ze jak tylko wyjde na swoje, po moim domu beda biegac machajace ogonkami terierki, a na kazdego rasowca w tym domu bedzie przypadal jeden psiaczek ze schroniska. chyba bede potrzebowala duzego domu :p Quote
zurdo Posted January 9, 2007 Author Posted January 9, 2007 Dziękuję wam wszystkim. Na razie nic dla tej suni nie zrobiłam, to zasługa osób, które ją dojrzały, wyciągnęły, pomogły... Choć, kto wie, może i nimi Rasta troszkę zakręciła... Niusiu, zaczyna się kolejny tydzień bez Ciebie. Tak już, widzisz, się stało, że tydzień nie zaczyna się w poniedziałek. Ten dzień tygodnia był Ci chyba pisany. We wtorek po świętach Wielkanocy usłyszałam „Eutanazja natychmiast” – wiadomo, o stare psy się nie walczy, bo i po co, przecież i tak odejdą. A Twoje uczucia i wola życia, a moje uczucia? – lekarz nie jest od tego. Dobrze Niusiu, że był z nami ktoś, kto nie pozwolił wyjąć temu „lekarzowi” smyczy z moich rąk, kiedy osunęłam się na ławkę. We wtorek 31 października pojechałam z Tobą, już zdecydowana, żeby TO zrobić, bo już nie chodziłaś, nie byłaś w stanie utrzymać się na nogach, cierpiałaś. Ale tu już był inny lekarz – zrobił zastrzyki, dał leki, po których chodzić nie zaczęłaś, ale jak Cię postawiłam – to stałaś, przy mojej pomocy zaczęłaś się też poruszać. Wstąpiła we mnie wielka nadzieja, że jeszcze może być lepiej. No i kolejny wtorek, już ostatni... Odchodziłaś też w majowy czwartek, na moich rękach, ale krew, która powolutku skapywała do Twoich żył, okazała się życiodajna. Doświadczyłaś mnie w odchodzeniu, w walce nadziei z beznadzieją, w tych wszystkich zwrotach akcji, podczas których łzy i przerażenie mieszały się z radością z małych, ważnych rzeczy - że coś zjadłaś, że zrobiłaś siku, że ustałaś na nogach, że sama się na nie dźwignęłaś... Myślę, że od kwietnia starałaś się mnie przygotować, kiedy stawałam się zbyt pewna i radosna, przypominałaś, że to nie na zawsze, dałaś mi tyle czasu na pożegnanie, żebym się nie obwiniała, że zmarnowałam jakąś chwilę nie spędzając jej z Tobą, wreszcie – pomogłaś podjąć decyzję, która wcześniej wydawała mi się niemożliwa – choć okupiłaś ją takim cierpieniem. Nie miej mi za złe, że ciągle jeszcze Twoje cierpienie i choroby są istotną częścią wspomnień. Z czasem – staną się częścią życiowego doświadczenia, a Twoje imię będzie wywoływać najpiękniejsze wspomnienia. Inaczej być nie może, zbyt wiele mi dałaś, zbyt byłaś wspaniała, abym tylko taką miała Cię zapamiętać – umęczoną, cierpiącą, z zamglonym półprzytomnym wzrokiem. Kocham Cię, Niusiu, nieustająco. Quote
pidzej Posted January 9, 2007 Posted January 9, 2007 zurdo masz najsmutniejszy podpis na świecie... jak tylko go widze od razu mam łzy w oczach. ...a właściwie jestem bliska histerii. jest wyjątkowy. Quote
Hippies Posted January 10, 2007 Posted January 10, 2007 :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: Quote
krooffcia Posted January 10, 2007 Posted January 10, 2007 zurdo ..Twoj wątek stał się dla mnie niemalże jak biblia..:placz: nie mam słów by powiedzieć cokolwiek..nie mam.......................:placz: Rasta na pewno poznała już mojego Parysa..był wilczuropodobny..zawsze jak pytali się jaka to rasa,odpowiadałam ( z amerykańskim akcentem ! ) : " kandelbary"..jak się potem okazało,nie wszyscy rozumieli..;) Quote
zurdo Posted January 10, 2007 Author Posted January 10, 2007 Krooffcia, Rasta na pewno poznała Parysa. Na pewno interesują się sobą, widząc, jak my się Nimi interesujemy i wzajemnie wspieramy. Tak jak na ziemi - ludzie poznają się dzięki psom, psy poznają się przez znajomości między ludźmi, dlaczegóż ta zasada nie miałaby obowiązywać w nieco innej przestrzeni... Hippies, mam nadzieję, że to a propos Rasty, a Hippiesek ma się dobrze... Pidzej, to moje ukochane zdjęcie Chwila tuż przed burzą, naładowane powietrze i Rasta tę energię pochłaniająca. A potem obłąkańczy bieg. Nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd. Nie do mnie, ale też nie ode mnie. Po prostu przed siebie. Pełna wolność. To moje ukochane zdjęcie. Na starej lustrzance. Kiedyś mnie to zdjęcie bardzo cieszyło. Teraz, w nowym kontekście zyskało nowy sens, nowy i ostateczny. Wszystko bym dała, żeby go nie zyskiwało... Quote
Hippies Posted January 10, 2007 Posted January 10, 2007 Zurdo, jak przeczytałam Waszą historię to nie potrafiłam powstrzymać łez. Dlaczego tak musi być że odchodzą Ci których tak bardzo, bardzo kochamy ..... :placz: :placz: :placz: Trymaj się Zurdo myślami jesteśmy z Tobą. A to dla Ciebie Rasta <*> :placz: Quote
zurdo Posted January 11, 2007 Author Posted January 11, 2007 Dziękuję Ci Hippies. Niusiu, ostatnio znów, jak o Tobie myślę, oczy zachodzą mi łzami. Staram się teraz, bo mam dla kogo, ale tęsknię niezmiennie. Kiedy już Fuksia uśnie przy moim łóżku, zakładam kołdrę na głowę i pozwalam płynąć łzom na poduszkę. A potem przychodzi sen, a wraz z nim – Ty. Nie lubiłaś psów w swoim domu, gdziekolwiek mieszkałyśmy. Pokazywałaś im miejsce, w którym mają siedzieć. Najważniejsze było, żeby nie zbliżały się do łóżka Teraz ktoś tu jest, lubi spać na łóżku, albo obok niego. A Ty nie przychodzisz, żeby przegonić. Przychodzisz w nocy, witasz się ze mną, witasz się z nią, jakby jej obecność była oczywistością, i kładziesz się obok. Jak mam nie płakać, Niusiu? Niusiołku, cokolwiek będzie dalej, opiekuj się Fuksią. Niech zdrowieje, bo widzę, że cierpi. Niech biega z Twoimi przyjaciółmi, albo ze swoimi dawnymi. Ale niech znowu cieszy się życiem. Znowu o coś Cię proszę... Quote
Iri Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 Jakie to piekne ze masz Fuksje, ale pisz tez jak ona robi postepy w zdrowieniu? i czy zostanie juz u Ciebie? Rastusiu, jestes Wielka, masz Wielkie Serce jak Twoja Pani! Quote
szajbus Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 Rasta jej nie przegoni, ona doskonale wiedziała kogo pchąć w twoją stronę . Wiedziała, że ta psina tylko u Ciebie dojdzie do siebie i nie bedzie musiała drżeć o przetrwanie. Zurdo, na poczatku tak jest , ale z dnia na dzien będzie coraz lepiej. Rasta Quote
zurdo Posted January 13, 2007 Author Posted January 13, 2007 Iri, dziękuję za zainteresowanie Fuksią. Nie piszę tu o Fuksi, bo ona ma swój wątek i mam nadzieję, że, jakiekolwiek będą jej dalsze losy, jeszcze wiele, wiele lat nie będzie go miała tutaj. Szajbus, nie myślałam, że to będzie takie łatwe. Że tak łatwo przyjdzie mi oddzielenie dwóch istnień, uniknięcie porównań, po których nie mogłabym kochać, mogłabym najwyżej czuć litość czy mieć poczucie obowiązku. Tylko fakt, że Fuksia wymaga leczenia, noszenia – to przywołuje te najsmutniejsze wspomnienia. Jutro jedziemy do lekarki, która opiekowała się Rastą, która walczyła o Nią, kiedy ja się poddawałam, która w końcu pomogła Raście przekroczyć granicę... Nie wiem, jak to zniosę... Tusiu, dziś Fuksia stała na górze i patrzyła na park w dole. Ona tam jeszcze nie była, ona jeszcze nie wie, czym jest to magiczne miejsce. Ale tak mi się ciężko zrobiło, tak strasznie źle. I znowu widzę, jak stałaś na górze podtrzymywana przeze mnie, tak już cierpiąca, tak umęczona, i patrzyłaś na biegające w dole pieski. A ja wołałam ludzi, krzyczałam, a wiatr wpychał mi słowa z powrotem w usta. Tak chciałam, żeby przyszli, dali wam szansę na pożegnanie. Nie słyszeli... Niusiu, może za cicho krzyczałam? Mogłam zadzwonić i umówić się z nimi na górze. Mogłam... Dlaczego tego nie zrobiłam, dlaczego nie dałam Ci szansy na powiedzenie im „Do zobaczenia”? Niusiu... Nic już nie naprawię... Quote
szajbus Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Nie wyrzucaj sobie tego, czasu nie cofniesz , a i przwidzieć pewnych rzeczy się nie da. Ona z góry opiekuje sie nimi wszystkimi. Zurdo, jutro jedziesz do lekarki. Kiedy 4 dni po operacji Balbinka nagle zaczęła się dusić, pędem pojechaliśmy z nią do szpitala (22 km). Została przyjęta przez inny zespól lekarski, ale......... w tej samej sali, na tej samej leżance, na której odeszła Psotka. To był dla mnie straszy widok i serce o mało mi nie pękło. Właśnie tam Psonia odeszła 10 lipca ( w niedzielę), a Balbinka leżała na jej miejscu 11 września ( również w niedzielę). Pech chciał, że Psonia odeszła o 13:00, z Balbinka byliśmy na miejscu 12:50. Ta sama leżanka, ten sam dzien tygodnia, prawie ta sama godzina. Nie powiem ci co się ze mną działo. Jednak kiedy spojrzałam na moją wylękniętą sunię, na jej drżące ze strachu ciałko,otrzepałam się jak kura z piasku i dałam radę. ( Balbinka wówczas przywlekła ze schroniska kaszel kenelowy) Cieszy mnie jedno, że sama sie przekonałas, że mozna pokochac druga istotke i miec w sercu tą pierwszą. Teraz juz wiesz, że to co pisałam nie jest bujdą. Powiem ci więcej. Nie wiem czy ona zostanie u was na stałe, ale z dnia na dzień będziesz brutalnie mówiąc świrowała na jej punkcie. Wkrótce nie bedziesz świata widzieć poza nią zachowując równocześnie ogromną miłość w sercu dla Rasty. To jest właśnie to, czego nauczyły nas nasze psiaki i jestem pewna, że nie chciałyby, żeby to zostało zmarnowane. A wiesz zurdo na co jeszcze zwróciłam uwagę? Po odejści za TM swojego psa, większość właścicieli wbrew swoim planom przygarnia psiaka w potrzebie, albo rzuca sie w wir pomocy dla takich bid. Jak myslisz kto tym steruje?:lol: Quote
zurdo Posted January 13, 2007 Author Posted January 13, 2007 To prawda, też zauważyłam, że początek aktywności wielu osób na tym forum zbiega sie z datą założenia wątku za TM. I to pewnie część Ich testamentu. Quote
Radek Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 Zurdo, Szajbus, pierwszy raz na Dogomanię wszedłem gdy Norcia chorowała. Szukałem informacji, nadzieji. Gdy Norcia odeszła, po kilku dniach znów tu zajrzałem. Ryczałem jak bóbr i przeglądałem wątki psiaków w potrzebie. W ten sposób trafiła do mnie Saruśka. Wtedy potrzebowała domu, po przejściach u człowieka, który jej nie karmił i (sądząc po jej reakcjach) bił. Myślę, że to właśnie Nora skierowała Sarę do mnie. Nora była bardzo zazdrosna (to była jedyna sytuacja, gdy Nora szczekała na innego pieska), gdy głaskałem innego psiaka, na początku było mi ciężko, szczególnie gdy małpiszonek zachował się podobnie do Norci. Ona bardzo kochała inne psiaki, uwielbiała się z nimi bawić i wiem, że cieszy się, że mogłem pomóc psiej bidzie. Quote
szajbus Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 Pewnie, że się cieszą, a najbardziej z tego, że nauczyły nas pięknie kochać. Teraz dzielą nasze serca ze swoimi następcami, wiedząc , że jeden kącik należy wyłącznie do nich. Quote
zurdo Posted January 16, 2007 Author Posted January 16, 2007 Tusiu, mija kolejny wtorek, już dziesiąty. Wiesz, że we wtorek dziewiąty wiele się zmieniło. Już nie cierpię na bezsenność, nie krążę po domu w godzinach spacerów... Części pustki nie wypełni nikt i nic. Zwłaszcza tej radości, tej Twojej obecności, która wypełniona nie wiadomo skąd branym w takich ilościach szczęściem - samą sobą powodowała, że wszyscy czuli się lepiej, że smutki i zmartwienia chowały się po kątach. Przypomniała mi się dziś historia z początków Twojego u nas bytowania. Ciemny zimowy wieczór, dzwonek do drzwi, a za drzwiami dwóch ponurych strażników miejskich, którzy surowym głosem informują mnie, że pogryzłaś na podwórku człowieka i podarłaś mu płaszcz, wymieniają straszne konsekwencje, jakie przyjdzie mi za to ponieść. Zaczynam im tłumaczyć, przedstawiam racjonalne argumenty na dowód ich absurdalnej pomyłki, ale panowie są odporni na rozumowanie i dalej swoje, jak mantrę – kodeks taki, paragraf owaki. Wtedy Ty wychodzisz zza mnie, roztańczona, z kapciem w pysku, z pieśnią powitalną, na mordzie masz wypisane „czego się panowie napiją? Zapraszamy, zapraszamy, gość w dom – Bóg w dom”. A ponurym umundurowanym panom najpierw przerażonym, potem coraz bardziej rzedną miny, stają się coraz mniej pewni siebie. Pytam ich, czy to TEN pies pogryzł człowieka, a oni, już zakochani, już kucający obok Ciebie, już się przytulający... szybko się pożegnali i nawet przeprosili, tylko Ty zostałaś niepocieszona – jak to, tak szybko, nawet nie usiedli, nie obejrzeli Twoich piłek? Oj, Niuśka, umiałaś podrywać facetów, choć to jakiś ponury męski typ zniszczył Ci dzieciństwo i młodość. Najlepiej jednak szło Ci w autobusach. Wybór ofiary, uporczywe wpatrywanie się w oczy do czasu, aż zareaguje i odwzajemni spojrzenie – a wtedy już poległ... Nie sztuka było Cię kochać, Niusiu, sztuką było oprzeć się Twojej miłości. Niewielu się udało. Ich strata. Quote
szajbus Posted January 16, 2007 Posted January 16, 2007 W sumie była kobitką nie? Kogo miała podrywać jak nie facetów? Szczerze się uśmiałam z opisanej przez ciebie sytuacji. Rasta Quote
Toska1 Posted January 16, 2007 Posted January 16, 2007 Pamięci Rasty 10 tygodni, 70 dni, wciąż dopisujemy kolejne jednostki smutku określające czas waszego nieistnienia w tym jedynym znanym nam wymiarze. Lubię liczby, pracuję z nimi, uporządkowują wiele kwestii w moim życiu, odliczam więc upływający czas z nadzieją, że w lepszym świecie nie działa już na niczyją niekorzyść i kochane stworzenia za którymi tęsknimy bez lęku wpatrują się w wieczność. Quote
rozgwiazda Posted January 17, 2007 Posted January 17, 2007 zurdo, tak pięknie piszesz o raście... i wywołujesz tym tyle wspomnień o sarze. miała 18lat gdy odeszla, ja 19. była ze mną zawsze... dziś na spacerze moro pogonił kawki. a w oczach stanęły łzy. pamiętam jak niuni zawsze dokuczały sroki. była czarno-biała, tak jak one. goniły ją zawsze po trawniku, podszczypywały za ogon. wkurzała się na nie. miała charakterek. od 2 lat jej nie ma, od miesiąca mieszka z nami moro. a ja wciąż tak bardzo bardzo za nią tęsknię. dziękuję, że piszesz o raście. pisz, proszę. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.