Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dziękuję Zurdo za piękne życzenia świąteczne z pierwszej strony, jutro znowu wtorek a że świąteczny, to będzie dużo czasu na wspominanie i :placz:. Obudziłam się dziś z rozpaczą w sercu, a tu jak na zamówienie w TV film dla dzieci: "Wszystkie psy idą do nieba 2". Oglądałam z przyjemnością (każdy ma w sobie coś z dziecka) ale na zakończenie "piesek aniołek" dostał drugą szansę i został wśród żywych. Tym się niestety bajki różnią od rzeczywistości, że tam tylko szczęśliwe zakończenia...

Pozdrawiam Cię ciepło.

  • Replies 961
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

Niuchaczku

  • , dziś mija siódmy tydzień bez Ciebie.

  • Wciąż trudno mi w to uwierzyć, jeszcze trudniej się z tym pogodzić, a najtrudniej zrozumieć. Dlaczego? Dlaczego ja tu trwam niepotrzebnie, a Ty – tu potrzebna, jesteś już tam? Jaka w tym logika, choćby cień sensu? Nie wiem.
    Zapaliłam Ci dziś lampkę na grobie dziadka. Mam nadzieję, że to żadna obraza. Dziadek ratował owczarki porzucane przez uciekających Niemców na żer żądnych zemsty Polaków, nie pogniewa się za tę lampkę.
    Nie przejmuj się, Tuśka, że czasem płaczę. Dziękuję Ci za ten piękny sen, masz rację - te kamienie to nie gruz, da się z nich jeszcze coś zbudować. [SIZE=3]Bardzo Cię kocham.

    Posted

    "Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
    - Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
    - Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
    - I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.
    Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
    - Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
    - To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.

    - Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
    - Dobrze - odparł dobry pies.
    - Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
    Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
    - Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
    - Właśnie o to chodzi.
    - Jak to? - zdumiał się pies.
    - Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
    Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.

    -----------------------------------------------------------------------------------

    I w ten sposób Pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć Człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM. Odchodząc zostawia ból i pustkę, ale także nadzieję na to, że znowu go spotkamy."

    Posted

    Rasta



  • oda do rozpaczy

    Biedna rozpaczy
    uczciwy potworze
    strasznie ci tu dokuczają
    moraliści podstawiają ci nogę
    asceci kopią
    święci uciekają jak od jasnej cholery
    lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
    nazywają cię grzechem
    a przecież bez ciebie
    byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
    wpadłbym w cielęcy zachwyt
    nieludzki
    okropny jak sztuka bez człowieka
    niedorosły przed śmiercią
    sam obok siebie

    Jan Twardowski

  • Posted

    Dziękuję za odwiedziny. Dziękuję za przypowieść i piękny wiersz pana od ważek i biedronek niosące nadzieję na odrobinę sensu w tym wszystkim.

    Tuśka, dziś po powrocie spojrzałam na stół, który zostawiłam niesprzątnięty po śniadaniu... Przez lata trzeba było wszystko dokładnie sprzątać i chować, łakomczuchu, a teraz już wszystko jedno. Pamiętasz Niucha, jak kiedyś wróciłam do domu i nikt mnie nie witał, nawet nie słychać było, że jesteś w domu? Serce mi wtedy do gardła podeszło, przypomniałam sobie wszystkie historie psów, które w domu na serce... Weszłam do kuchni, a Ty rozwalona jak turecki basza siedziałaś na krześle przy stole, zdjęłaś pokrywkę z maselniczki i kończyłaś pożerać masło. Tak byłaś tym pochłonięta, że nawet mnie nie zauważyłaś, a kiedy wreszcie raczyłaś mnie dostrzec – z wrażenia spadłaś z krzesła. A kiedy dobrałaś się do ciast na moje urodziny? Wszędzie walał się mak z agatek, tylko gdzieś się zapodziało ciasto francuskie od tego maku. A jak wyszłyśmy na spacer z piłeczką, a w parku okazało się, że to zwędzona pomarańczka? Rachulcu, ile ja bym dała za Twoje kuchenne porządki, nic już tutaj nie żyje własnym tajemnym i nieprzewidywalnym życiem, wszystko jest takie, jak to zostawię. Nudne, lodowate, nie do wytrzymania. Nie przestaję za Tobą tęsknić, Madame.

    Posted

    płaczę i czytam, czytam i płaczę nie wiem dlaczego ten dzień od samego rana jest taki fatalny, może dlatego że pamiętam jak dwa tygodnie temu jeszcze wracałam z kroplówki z moim kochanym Areskiem i miał jeszcze siłę przejść SAM ładny kawałej drogi... vzy dlatego że pogoda za oknem tak bardzo przypomina tamtą sobotę...? siedzę i oglądam całą masę zdjęć, budzę się bardzo wcześnie chociaż zawsze lubiłam długo spać, zawsze kiedy byłeś zdrowy, później te długie 13 tygodni Twojego cierpienia ale nawet wtedy miałeś kochanie siłę żeby wyjść ze mną na spacer, patrzę przez okno w moim pokoju i widzę trasę którą przemieżaliśmy razem nie raz, nie mam siły ani odwagi przejść jej sama, zawsze szedłeś po mojej prawej stronie ufnie zerkając w górę teraz ja idąc osiedlem z nadzieją spoglądam w dół i szukam Cię ale cię tam nie ma, pozostaje pustka z którą sobie przestaję radzić, jestem wściekła że nie mogłam Ci pomóc, nienawidzę się gdyż musiałam podjąć decyzję o zatrzymaniu twojego serduszka, serduszka które kocham bardziej niż swoje życie, mam nadzieję że poznałaś za TM RASTĘ, to wspaniała psina, na pewno się dogadacie, mam nadzieję że jutro w sylwestra ktoś otworzy szampana żebyśmógł pobiec za koreczkiem tak jak zawsze, ja na pewno otworzę go tu w domu będę czekać żebyś po niego pobiegł a później połże ci go na grobku. RASTA podziwiam Ciebie i twoją Panią za odwagę i siłę walki, Ty na pewno jesteś szczęśliwy za TM, a z Twoją Panią łączę się w bólu, rozumiejąc każdą wylaną łzę... każde ukucie w sercu i tą straszną otoaczającą nas nicość - bez WAS

    Posted

    [quote name='zurdo']Rachulcu, ile ja bym dała za Twoje kuchenne porządki, nic już tutaj nie żyje własnym tajemnym i nieprzewidywalnym życiem, wszystko jest takie, jak to zostawię. Nudne, lodowate, nie do wytrzymania. Nie przestaję za Tobą tęsknić, Madame.

    Rasta, czy ty widzisz co się dzieje? Pomóż swojej ukochanej pani.. W waszym domu znowu powinny być jakieś biegające cztery łapki, niuchający nosek i wesoło merdający ogonek.. I obok waszej powinna budować się inna, nowa miłość, która ogrzeje zbolałe serce twojej pani.. W jej sercu, tak jak i w naszym na zawsze zostanie tęsknota i ten ból..., ale tak wiele miłości możemy jeszcze ofiarować.. W naszym domu, od tygodnia mieszka mały Zagraj i wiem to, że dzięki Bajankowi jest z nami... pomóż swojej pani mądra psinko..

    Dla ciebie Rasta

    Posted

    Szajbus, daleko było Raście do Psotki. Nie mam, niestety, zbyt wielu rozrabiaczych wspomnień. Myślę, że bardzo starała się być w porządku i zgadywać moje myśli, zanim zdążyłam je pomyśleć, bo, mimo moich starań, zapamiętała z pierwszych lat życia, że człowiek to zwierz z ciężką ręką. Robiła porządki w kuchni, jak zostawała sama i tylko wtedy. Raz prawie przekopała się do sąsiada, dopiero cegły ją powstrzymały, dzięki czemu nauczyłam się przygotowywać cement i szpachlę gipsową. Popełniała czasem niedelikatności – w chwilach wielkiej radości (stłuczenie okularów, przegryzienie wyjściowego buta złapanego na powitanie w zastępstwie kapcia). Poza tym – typ mamuśki, opanowanej, akuratnej, jak trzeba - bohaterskiej. Psotka przy Raście nie poszaleje, bo dostanie ochrzan za niestosowne zachowanie ;)
    Mmbaj, pracuję nad sobą, pracuję. Ale myśl, że nowy ogonek nie będzie raścim ogonkiem ciągle mnie przeraża... Mam nadzieję, że Rastucha mi w tym pomoże, że pewnego (jeszcze zimowego) dnia tryknie mnie w plecy, wsadzi mokry nochal do ucha i szepnie "No, stara, dość płaczu i użalania się nad niesprawiedliwością świata...".

    Posted

    A żebyś wiedziała, że tak właśnie będzie.
    Bałam się nowej psiej miłości. Zamykałam oczy widziałam Psonię, nie zamykałam -też ją widziałam. Nie wyobrażałam sobie ZDRADZIĆ mojej suni, mojej pieszczochy, mojego łobuza naukochańszego na świecie.
    Psonia była łobuziarą, ale nie tylko. To był najwierniejszy i najwspanialszy pies jakiego kiedykolwiek widziałam. Była bardzo wrażliwa i opiekuńcza i nie wsydzę się tego napisać- inteligentna. Łobuzerstwo było jej druga naturą, ale uwielbianą przez nas.
    Miała pomysły ta nasza psina i potrafiła je tak wprowadzić w życie, że zamiast się na nią złościć wybuchalismy śmiechem.
    Bałam się, nie wyobrażałam sobie innego psa w domu, ale zarazem nie mogłam znieść tej cholernej pustki.
    Adopcja Balbinki to był plan mojego męża i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
    Na poczatku pojawiło się coś w rodzaju litości nad tą biedną psiną. Po 4 dniach niepokój o jej stan zdrowia gdy leżała w szpitalu i walczyła o życie. Potem walka z kaszlem kenelowym i nadsłuchiwanie nocami czy jej oddech jest prawidłowy, czy się nie dusi itp.
    Nawet nie wiedziałam kiedy to maleństwo ścisnęło mnie za serducho i nie chce puścić. Przecież nie przypomina mi mojej ukochanej Psoni ani wyglądem, ani charakterkiem. A jednak. Nie uciekłam przed ta miłością i nie chcę uciekać.
    Balbinka coraz częściej swoim zachowaniem w niektórych momentach przypomina w zachowaniu Psonię ( ale to są momenty). Aktualnie chodzi za mną krok w krok i nie spuszcza mnie z oczu a ja jestem szczęśliwa, bo Psotulda ( tak nazywał ją mój Janusz) była moim cieniem. Balbinka robi to ze strachu ( strzelają petardami) szukając u mnie poczucia bezpieczeństwa, tamta robiła to zawsze.
    Kocham te moje dziewuszki. Bardzo je kocham, bo to, ze Psonia jest za TM nie ma znaczenia. Ona zawsze będzie w moim sercu i moich myślach. Nie ma dnia, żebym o niej nie myślala i za nią nie tęskniła.

    Ja wiem, że i w twoim domu i sercu zagości pies. Przyjdzie na to czas, sama o tym zdecydujesz, bo nasze serca są już na stałe skazane na MIŁOŚĆ do tych merdajacych kitek, błyszczących ślepek,mokrych nochali i wilgotnych jęzorków. Zawdzięczamy to naszm psiakom , bo to one nas nauczyły tak mocno kochać.

    Posted

    Wczoraj weszłam do Ciebie Rasta...płakałam strasznie....jak zawsze na tych Waszych Tęczowych Łąkach...

    biegaj słoneczko....po tęczowych łakach<*> i czekaj na swoje miłości z ziemskiego zycia...

    poszukaj mojego Doda, Psoty,Dropsa (pani Dropsowej w zasadzie...to dziecko jeszcze) Dinga, Kubusia....i zaopiekuj się nimi...bo Pańcia Twoja pisała, że niania z Ciebie dobra...

    Posted

    [quote name='zurdo'] Rachulcu, ile ja bym dała za Twoje kuchenne porządki, nic już tutaj nie żyje własnym tajemnym i nieprzewidywalnym życiem, wszystko jest takie, jak to zostawię. Nudne, lodowate, nie do wytrzymania. Nie przestaję za Tobą tęsknić, Madame.

    Ze wszystkich tyranów rządzących światem,
    najsurowszym władcą są nasze własne uczucia.

    George Sterling

    Witam Cię Zurdo - towarzyszko niedoli, w ostatnim dniu roku. Życzę Ci, aby w Nowym Roku cierpienie powoli topniało w Twoim sercu i abyś mogła wspominać Rastę z rozrzewnieniem, pozbawionym już bólu. No i oczywiście nowej psiej miłości.

    Posted

    Pewnie teraz, jak co rok, spoglądasz z wielką ciekawością na te dziwne kolorowe
    gwiazdy, co głośno wylatują z ziemi i na ziemię wracają. Ty, moja gwiazdko, już tu
    nie wrócisz. To smutny sylwester. Poszłam dziś do teatru, myślałam, że to jakiś
    sposób na przetrwanie. Wszyscy się śmiali, a ja, siedząc w ostatnim rzędzie,
    ryczałam. Ehh, Rastucha, pomóż mi się pozbierać.
    Mam zdjęcia zrobione w zeszłego sylwestra. Z każdym centymetrem śniegu
    ubywał Ci jeden roczek – zimą mało kto wierzył, że masz ich więcej niż 2. A rok
    temu było tyle śniegu. I byliśmy razem, i tacy szczęśliwi. Wszystko nam się nagle
    zaczęło układać, powolutku, ale cały czas do przodu. Nie marzyliśmy o tym, czego
    nie mamy, bo wszystko mieliśmy, a czego brakowało – to wydawało się możliwe,
    dostępne na wyciągnięcie ręki. Życzyliśmy sobie skromnie – aby tak zostało i jak
    najdłużej trwało. Okazało się – za wiele...
    Tak miało być zawsze... razem, blisko siebie...




    Tu mnie jeszcze nie było, tylko... jak tu siknąć?


    Zabawa magicznymi, śnieżnymi piłeczkami, które znikają po zderzeniu z
    ziemią zostawiając tylko zapach zurdzich rąk.


    Pamiętasz Niusiu, jak wracaliśmy z tego spaceru – kiedy wchodziliśmy do klatki, z
    dachu osunęło się z wielkim hukiem kilkadziesiąt kilogramów śniegu. Sprzyjało
    nam wtedy szczęście...

    Posted

    Też wspominam zeszłego sylwestra :( Było wtedy tak dużo śniegu. To tak niedawno, a przecież przez ten rok zmieniło się tak wiele.
    Nie ma z nami naszych przyjaciół. Rok temu życzyłem Norci wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku, pewnie tak, jak Ty życzyłaś Rastuni.
    Spotkamy się kiedyś z naszymi pożegnanymi przyjaciółmi i będziemy z nimi już na zawsze.
    Zurdo, wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
    Rasta, pozdrów ode mnie Norcię. Jeśli się spotkałyście to pewnie polubiłyście się. Norcia kochała wszystkie psiaki.

    Posted

    [quote name='zurdo']

    Tu mnie jeszcze nie było, tylko... jak tu siknąć?


    Zabawa magicznymi, śnieżnymi piłeczkami, które znikają po zderzeniu z
    ziemią zostawiając tylko zapach zurdzich rąk.




    Nie mam zimowych zdjęć Atosa, ale dzięki tym pięknym fotografiom Rasty wracają wspomnienia szaleństw na śniegu, do których mogę się uśmiechać. Dziękuję. Czy Raście też tworzyły się lodowe kulki w łapkach?

    Posted

    [quote name='Tośka'] Czy Raście też tworzyły się lodowe kulki w łapkach?
    Tak, wbijał się Raście śnieg w łapska, sklejał się na włosach, tworząc lodowe bryły. Kiedy były już tak duże, że utrudniały chodzenie, Tuśka stawała i patrzyła na mnie wymownie podnosząc po kolei wszystkie łapy. Kiedy już je wyczyściłam – odbywał się taniec radości połączony z pieśnią dziękczynną. Taniec kończył się dopiero wtedy, gdy udało się doskoczyć do zurdziej twarzy i zamazać jęzorem okulary (nie do wyczyszczenia na mrozie).
    Rasta była zazwyczaj poważnym psem, zatroskanym i opiekuńczym, ale kiedy spadał śnieg, odbijała jej całkowita palma. Miała obłęd w oczach i zachowywała się jak pozytywnie zakręcony świrek. Śnieg uwalniał w Niej dziecko.

    Posted

    Zurdo, piękne są te wasze zdjęcia na śniegu :loveu: Pamiętam dobrze zeszłoroczną zimę i zabawy z Bajankiem.. Też mamy razem zdjęcia. W tym roku wynalazłam nowe, świetne miejsce na takie śniegowe szaleństwa i nie mogłam się doczekać białego puchu...

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    • Popular Contributors

      Nobody has received reputation this week.

    • Forum Statistics

      • Total Topics
        87.9k
      • Total Posts
        13m
    ×
    ×
    • Create New...