Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Pół roku walczyłyśmy z obcym, który w Tobie rósł. Już prawie, prawie... A jednak przegrałyśmy. Strasznie mi przykro, że tak cierpiałaś przez ostatnie godziny. To cena za walkę do końca. Przepraszam.
Tuśka, pamiętam. Nawet jeśli inni zapomną.
Pamiętam o uratowanym przez Ciebie dziecku.
Pamiętam o uratowanych przez Ciebie pieskach.
Pamiętam o radości, jaką mi dawałaś w najtrudniejszym dla mnie okresie. I potem.
Pamiętam o znajomościach i przyjaźniach dzięki Tobie zawartych. One zostały.
Zostało bardzo wiele. I o wszystkim pamiętam.

" class="ipsImage" alt="">

  • Replies 961
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

Od tygodnia zbierałam się, żeby założyć tu wątek. Myślałam sobie – po co? Żeby znowu ryczeć? I faktycznie – ryczę. Ale jest mi lżej. Dzięki.
To już prawie 2 tygodnie. A ja ciągle słyszę, jak Rasta wyje z bólu i nie pomagają najmocniejsze środki przeciwbólowe. Nie wiem, czy sobie wybaczę, że tak to przeciągałam. Ale przecież walczy się, dopóki jest cień szansy. Naprawdę się starałam. Ja humanistka mdlejąca na widok igły nauczyłam się robić dożylne i podskórne kroplówki, zastrzyki, nauczyłam się nazw dziesiątek lekarstw, ich zastosowania i dawkowania. Nauczyłam się nawet szyć, żeby ułatwić Jej życie. Nosiłam Ją na rękach, a ważyła niewiele mniej ode mnie. Zmieniłam pracę na taką, która pozwalała mi Tuśkę pielęgnować. A ciągle mam wyrzuty sumienia. Że mogłam zrobić coś jeszcze, albo że za późno zrozumiałam, że nic już nie mogę zrobić. Wycierpiała od ludzi wiele złego przez pierwsze 2 lata życia, tak bardzo chciałam, żeby już nigdy nie cierpiała ani przez chwilę...

Posted

" class="ipsImage" alt="">

Nie wiem jakimi słowami Cię pocieszyć, czasem brak odpowiednich słów, gorąco współczuję bólu jakiego Obie zaznałyście. Tuśka jest znów zdrowa i biega radośnie za TM, i zawsze będzie Ciebie kochać, zawsze.

Posted

Ty zadręczasz się tym, że może zbyt długo walczyłaś, ja obwiniam się, że nie miałam takiej szansy- o tym, że moja sunia jest cięzko chora i że nie można już nic zrobić dowiedziałam się w przeddzień jej odejścia. I tak próbowałam jeszcze pomóc, zdecydowałam się na operację, która nie pomogła suni, za to ułatwiła mi pogodzenie się z tym co było nieuniknione i oszczędziła mi podjęcia tej najtrudniejszej decyzji. Ja nie wiedziałam, że sunia cierpi, nie wiem nawet jak długo to trwało. Kiedy czytam historie takie, jak Twoja, powraca żal, że coś przeoczyłam, niepewność, że może gdybym wiedziała wcześniej, dzisiaj Punia byłaby ze mną. Ty przynajmniej nie masz takich wątpliwości i tego Ci zazdroszczę. Chociaż zazdrość w tej sytuacji jest nie na miejscu, ale usprawiedliwia ją moje współczucie- od rozstania z moją sunią minęło 2 miesiące i 2 tygodnie, ale żal nie minął

Posted

Dziękuje za wsparcie. To pewnie problem nierozwiązywalny. Ból i śmierć nie dają się zracjonalizować, a rozum domaga się pewności. Może coś przeoczyłam, zaniedbałam, czegoś nie zauważyłam... Każdy z nas dał swojemu przyjacielowi tyle, ile mógł. Obwinianie się jest pewnie pozbawione sensu. One nas nie obwiniają. Chorobę nie zawsze widać, a pies nie powie, że cierpi i dopóki mu sił starcza będzie starał się zachowywać normalnie. Wiem, bo kiedy trafiłyśmy w kwietniu do onkologa, nowotwór był już w ostatnim stadium zaawansowania. Miałyśmy wielkie szczęście, że udało się go cofnąć. Też wcześniej nie widziałam. Była duża szansa, że zostanę z takimi pytaniami, jak ma_ruda. Racha to mój pierwszy pies, który odszedł za TM. Mam nadzieję, że ten ból i pytania bez odpowiedzi da się wyciszyć, a zostanie tylko pamięć o tysiącach wspaniałych chwil.

Posted

Zurdo,
mnie też męczą podobne pytania, chociaż powolutku dociera do mnie świadomość, że już nie otrzymam na nie odpowiedzi i nigdy nie będę miała pewności, czy zrobiliśmy dobrze czy żle, czy operacje były dobrem czy tylko złem...
Chcę wierzyć, że nasza miłość nie była dla Dziewczynki tylko długotrwałym cierpieniem. Chociaż świadomość, że ostatnie dni były przepełnione bólem nie daje spokoju i do końca życia będzie we mnie. Chcę wierzyć, że Gabiś wiedziała, że jest kochana i wiodła szczęśliwe życie, przepełnione miłością, zainteresowaniem, troską i opieką.
Staram się wspominać to co dobre, najpiękniejsze chwile, godziny spędzane tylko z Nią, spacery, zabawy i pieszczoty... Bo było pięknie.
Ty na pewno też masz mnóstwo cudownych wspomnień i one wciąż będą żywe, i może przyjdzie dzień, gdy będą przywoływać na twarzy tylko uśmiech.

Posted

Dziękuję Wam za ciepłe słowa. Ciągle ryczę. Bo teraz, jak Rasty nie ma, czuję, jak było jej dużo. Ciągle łapię sie na robieniu rzeczy, które nie mają już żadnego znaczenia, ale przecież robiłam je przez 11 lat.

Racha, tak sobie myślę - teraz jesteś szczęśliwa. Tyyyyle piesków do pilnowania. To przecież kochałaś najbardziej. Zebrałaś sobie stadko, czy wzięłaś pod skrzydła wszystkie tęczowe pieski? Jak Cię znam - to wszystkie. Zagrożeń co prawda niewiele, ale pilnować trzeba. A nuż któreś się pokłócą o piłkę albo kość - będziesz mogła wkroczyć dostojnie między nie i udając zagniewaną matkę krzyknąć: Cicho! Spokój łobuzy! Starczy dla wszystkich!
Tylko nie przybiegniesz już do mnie po pochwałę. Ale ja tu będę wiedziała, że znowu spisałaś się na medal.

Posted

Niuśka, znowu zaspałam.
Nie słyszę budzika. Tyle lat nie musiałam. Ty zawsze słyszałaś, łapałaś kapeć i śpiewałaś mi do ucha. Kołdra na głowę? O nie, wstajemy, wstajemy, nie udawaj, że śpisz, bo na ciebie wejdę i będę leżeć, śpiewając, dopóki nie wstaniesz. No, masz tu kapcie i do góry.
A te bezduszne budziki - nie chce mi się wstawać. Wolę spać i śnić, że ciągle jesteśmy razem...

Posted

Niuśka, nie zdążyłyśmy już uroczyście poświętować 11-lecia naszego spotkania. Tego przypadku, po którym zachwiała się moja wiara w przypadki.
Trudne były nasze początki. Bałaś się wszystkiego. Byłaś jak Kaspar Hauser dopiero co wyciągnięty z piwnicy. Bałaś siś głośnego mówienia, bałaś się złego humoru, bałaś się otwartej przestrzeni. A ja się bałam, że tak już zostanie - pies bez osobowości, bez własnego zdania i własnych upodobań. Sikający pod siebie ze strachu, ze strachu przewracający się w paraliżu. Stężałych mięśni gotowych na przyjęcie ciosu lub kopniaka. Szybko wysłałyśmy nasze strachy tam, gdzie ich miejsce. Ale nauczyłaś nas wtedy, że problemy i złość zostawia się na wycieraczce. I to zostało. Dzięki.

Posted

Rasto dla ciebie


Nie płaczecie w samotnosci. Wszyscy płaczemy razem z wami, a wy z nami.

Twoja sunia przy tobie odzyskała wiarę w człowieka, zaufała , pokochała i czuła się kochana. Robiłaś wszystko co w ludzkiej mocy, żeby ją ratować. Jestem pewna, że ona o tym wiedziała. Teraz jest w twoim sercu i we wspomnieniach.
Z tego co zdążyłam przeczytać to był niezwykły pies- prawdziwa bohaterka.
Pisz o niej, do niej, będzie ci lżej.
Łzy jeszcze długo będą płynąć po naszych policzkach. Trzymaj się, choc wiem, ze to niełatwe.

Posted

zurdo napisał(a):

Trudne były nasze początki. Bałaś się wszystkiego. Byłaś jak Kaspar Hauser dopiero co wyciągnięty z piwnicy. Bałaś siś głośnego mówienia, bałaś się złego humoru, bałaś się otwartej przestrzeni. A ja się bałam, że tak już zostanie - pies bez osobowości, bez własnego zdania i własnych upodobań. Sikający pod siebie ze strachu, ze strachu przewracający się w paraliżu. Stężałych mięśni gotowych na przyjęcie ciosu lub kopniaka. Szybko wysłałyśmy nasze strachy tam, gdzie ich miejsce. Ale nauczyłaś nas wtedy, że problemy i złość zostawia się na wycieraczce. I to zostało. Dzięki.

Po utracie Pumy zawitała u nas Grita, przez półtora roku zaznała wszystkiego co najgorsze. A potem było tak, jak z Rastą. Teraz jest troszkę lepiej. Pozdrawiam i współczuję.
myszsza

Posted

Jeszcze raz dziękuję Wam za ciepłe słowa. Wiem, że nie ja jedna płaczę po swoim przyjacielu. Wiem też już, niestety, jak to boli i rozumiem wszystkich, których to dotknęło. Myślałam, że ten ból można w sobie zamknąć i przeczekać. Ale muszę mówić, pisać. Sama nie wiem, czy to normalne, ale chyba tak. Bo z kim rozmawiać, jak nie z tymi, którzy rozumieją?
Rasta była dla mnie wyjątkowa i jedyna. Tak jak dla każdego z nas - wyjątkowe są nasze zwierzaki. Wiem, że każde z nich miało z nami szczęsliwe życie. Tylko czemu takie krótkie? O wiele za krótkie.

Posted

Pisanie o niej, do niej - jest normalne. Po odejsciu Psoni spotkałam się ze słowami " głupia płacze za psem". Założę sie, że prawie każda z nas to usłyszała. Moją rozpacz tak naprawdę rozumiała moja rodzina. Oni też cierpieli, choć każde na swój sposób. Dopiero tu, na Dogomanii znalazły się osoby, które mi pomogły w tych najtrudniejszych momentach. Osoby, które cierpią podobnie jak ja, rozumieją co oznacza ból po stracie nie człowieka, a właśnie psa. Tu dowiedziałam się, że moja rozpacz, ból i pustka są uczuciami towarzyszącymi każdemu w takiej sytuacji. Każdemu, kto kochał to 4 nożne stworzenie. Piszę do mojej ukochanej Psoni, przelewam na jej stronke swoje uczucia i wcale się tego nie wstydzę.Powiem więcej, to mi przynosi ulgę.

Posted

Tuśka, tęsknię i płaczę.
Już nie – bo nie ma Cię przy mnie tu i teraz.
Teraz – bo dociera do mnie, że nie będzie Cię już nigdy. NIGDY.



Jesienią nie będziemy już nigdy szukać skarbów i piłek w suchych liściach. Zimą nigdy już nie wytarzamy się w śniegu w poszukiwaniu zaginionych nóg. Wiosną nie będziemy kopać dołków i rozgrywać partyjek golfa piłkami tenisowymi. Nigdy już latem nie zalegniemy w cieniu z książką i patykiem.
[SIZE=3]Już nigdy nie położysz mi głowy na ramieniu. Już nigdy nie wtulisz się w moje nogi.
Nasze rytuały i tajemny system znaków – nic już nie znaczą. I nigdy już znaczyć nie będą. NIGDY.

Posted

Rastuniu, kolejna sobota bez Ciebie. To był nasz ulubiony dzień - dzień niespodzianek i długich spacerów. Tyle było w Tobie zawsze radości, a w soboty - ta radość była do potęgi, udzielała się wszystkim. Od 5 rano czuwałaś i czekałaś na znak, że można wstać. Jak dziecko w dzień urodzin. I znowu płaczę, a wszyscy patrzą na mnie podejrzliwie, bo przecież - ile można płakać, ile rozpamiętywać, bo przecież życie toczy się dalej, bo show must go on. A dla mnie już nic nie musi, zwłaszcza w weekendy. To dni, które najchętniej bym przespała, żeby nie myśleć.
Tęsknię za Tobą, Niuśka. Bardzo tęsknię.

Posted

Nie wiem, jaka piekielna siła pcha mnie na spacery naszymi utartymi szlakami. Wychodzę zrozpaczona, wracam zdruzgotana. Idę i czekam. Kiedy podejdziesz, żeby sprawdzić moje kieszenie (zawsze jest coś dobrego – piłka i suchy prowiant) i poczuję na dłoni Twój wilgotny nos. Kiedy staniesz naprzeciw mnie na lekko ugiętych łapach, z uniesionym ogonem, pochyloną głową, wpatrując mi się w oczy. Wtedy ja też ugnę nogi, pochylę głowę (tylko z ogonem mam problem) i idąc w Twoją stronę, zacznę mamrotać: Wiesz, co Ci zrobię, jak Cię złapię? Ogon Ci zawiążę na supeł, uszy na krochmal postawię... Wtedy Ty rzucisz się do biegu w obłąkanych kółkach, a ja za Tobą. W końcu dasz mi fory, a kiedy już Cię złapię – będziemy walczyć wręcz. Ja Ciebie rękami za szyję, Ty mnie zębami za ręce. Kiedyś się tego bałaś, jak tylko poczułaś moją dłoń między zębami, przestawałaś i przerażona próbowałaś przepraszać. Potem już szłaś na całość, ale zawsze z wyczuciem. Uwielbiałam te chwile totalnego zaufania.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...