Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No,już pieskom strach minął,coraz rzadziej strzelają.

Mam taką prośbę, aby w schronisku, jakimkolwiek, nigdy nie mówić,ze sie o psie gdzies czytało lub czyta , dlatego, że zawsze rodzi to pytania :a co tam za historie są powypisywane. Nie wiem, czy historie, nie wiem,czy powypisywane, ale w schroniskach -ŻADNYCH - o portalach internetowych lepiej nie wspominać, bo sam fakt pisania gdziekolwiek o psach schroniskowych budzi nieufność wobec wolontariuszy.

Mamo muninka,w przypadku Czartka nie wchodzi w grę żadna uwięź,ani linka,ani łańcuch. Nigdy nie był wiązany. Nawet przywiązanie go na pare chwil do zdjęcia powodowało,że zaczynał sie bać. Pomijając,że byłby zdruzgotany,to mógłby sobie zrobic potężną krzywdę,a nawet się udusić.

Kojec nie byłby po to,aby go izolowac,tylko po to,aby było Wam łatwiej,a jemu bezpieczniej i bardziej komfortowo,choćby na czas Waszego wyjazdu.

  • Replies 2.2k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nasze psiaki schroniskowe - zawsze lepiej się czują w boksach - nawet przepełnionych, niż na uwięzi - jak już naprawdę nie mamy gdzie psiaka dać, to go przywiązujemy w pawilonie i potem jak tylko się da, to go dajemy do bosku i widać jak odżywają! :) :) :)

Posted

Nie biore pod uwagę go wiązać, dla mojego męża jakimś tam dyskomfortem było patrzenie w dziecinstwie na psa którego mieli w ogrodzie w kojcu- w sensie mówi, że pamieta z dzieciństwa, że było mu tego psa żal. Dlatego zapytał w schronisku jak lepiej? czy nie lepiej dla psa skoro sika w domu przy budzie "bez tego kojca który jest wiezieniem". Tym bardziej takie dylematy pojawiają się jak jest jedyna narazie realna alternatywa że jeden pies będzie w ciepełku a drugi narażony ( nawet pod dachem kojca) na chłód, wilgoć itp. Apropo trzymania na łańcuchu to w Gdyńskim OTOZ Animal jest sprawa którą osobiście tuż przed swiętami rozpętałam z pomocą męża. ( wcale nie było łatwo doprowadzić do interwencji) amstafa którego własnorecznie uwolniłam z linki i łańcucha na którym ugrzązł i w takim stanie stał całą noc w błocie nie mogac się ruszyć. Wlazłam do obcego psa na obca posesję więc jak widzicie tematyke łańcucha mam odpracowaną i bliżej mi do "anioła" niż do kogoś kto płaci 5000 kary, niech ktoś to powtórzy z obcym amstafem;-)
W kwestii nagłaśniania psów i reklamowania ich w necie to mam inne zdanie niż kierownictwo schroniska. Swego czasu jak byłam wolontariuszkę w Gdyńskim kiedy było mega mizernie jeszcze przed przejęciem przez Animalsów to przekonywano mnie że strona internetowa nie ma sensu, ogólnie to nic nie miało sensu tylko stosy martwych psów przed którymi nie oszczedzało sie nikogo, ani odwiedzajacych ani wolontariuszy. Nawet jesli reklama jest oddziaływaniem na emocje a w przypadku adopcji psów bodzcem adopcyjnym powinien byc rozsądek to bez niej nie dowiedziałabym się o Czartku a tysiące innych ludzi poszło by prostszą drogą kupienia jakiegoś ślicznego szczeniaczka.

Nie wiem co uda mi się dla Czartka zrobić, mechanizm zadziałał jak trzeba emocje mnie do niego przywiodły a rozsądek zdecyduje. W sobotę drugi etap poznawania, tym razem psów.

Posted

Muninkę adoptowałam jak miała około 4-5 lat, była jednym z psów wyprowadzanych na spacer ze schroniska przeze mnie i mojego meża. Pozostałości po życiu schroniskowym- nigdy nie lubiła szczeniaków, suczek tym bardziej. Z samcami jest różnie, większe od siebie lub podobne wzrostem bywało że lubiła. Panicznie boi sie wystrzałów sylwestrowych, trzęsię się tak że zęby jej dygoczą. Jednego roku schowała się do szafy suwanej. Z sobotniego zapoznania obawiam się bardziej o moją panienkę wiem ze dużo zależy ode mnie jaki jej "przez smycz przekażę za ładunek". Zauważyłam że jak przechodzę koło psa i puszczam luźno smycz to ona jest zwykle pozytywnie do tego psa nastawiona przez te pierwsze sekundy ... do czasu jak drugi pies nie okaże sie po psiemu "niemiły". Wtedy Muninka nie tchórzy.

Posted

Czartek na wystrzały reaguje dobrze,musi byc kanonada,żeby sie spłoszył.

Wiem,że męzowi przykro będzie patrzec na jednego w domku,drugiego w kojcu,ale to przeciez przejściowe. Co innego kojec przy domu,z opcja wchodzenia do niego,codzienny spacerek,głaskanie,a co innego schroniskowy kojec.

No niestety,w każdym schronisku,w którym robiłam psie ogłoszenia,reklama psów na dogomanii była zle widziana. W jednym ( nie u nas w Sopocie !!!) wręcz wysyłano wolontariuszkom pisma przedprocesowe i szantażowano.Serio niezła paranoja,dlatego,mozliwe,że jestem przerważliwiona na wyrost.

mamomininki,a pamietasz moze taka dziewczyne,która wtedy pracowąła w Gdyni? Ola,taka blondynka,dosyc obsesowa wobec ludzi,ale wielka miłośniczka psów.

Posted

[FONT=Times New Roman]Nie pamiętam nikogo z imienia, to było jakieś 7-8 lat temu. Schronisko gdyńskie wtedy pachniało śmiercią, wolontariusze nie mile widziani. Spacer wpisywało się do zeszytu, nikt nie pytał kim jestem czy mam jakąś wiedzę o zwierzętach, czy nie zrobię krzywdy. Raz zrobiłam coś głupiego teraz to wiem, wtedy nie wiedziałam. Chciałam podkarmić na spacerze te psy, wydawały mi się głodne. Były z rożnych kojców, karmione chwyciły się za nos, pociekła krew, miałam wyrzuty sumienia, bardzo się wystraszyłam. Nie znałam innych wolontariuszy, wpisy w tym zeszycie podkreślały tragizm sytuacji bo były sporadyczne. Facet w kaloszach z gumowego węża lał woda po tych kojcach żeby oczyścić z nieczystości. Mój pies jak go wzięliśmy długo pachniał gnojem mimo tego, że bez protestu i większego stresu dała się wykąpać. Wyprowadzałam psy z zaciśniętymi zębami dokonując wyboru podeptać własne emocje a dać im chociaż 15 minut wolności z wiezienia metr na metr. No i deptałam bo cierpię pewnie jak Wy wszystkie na nadwrażliwość. Mówiłam sobie jakie to ma znaczenie że mnie to boli psychicznie liczy się cel, cel kasuje biadolenie że boli. Świadomość, że i tak nie ogarnę ich wszystkich, odprowadzanie psa po spacerze, ta beznadzieja że kierownictwo było zamknięte na jakiekolwiek pomysły choćby o stronie internetowej, wrażenie bycia samą w tym miejscu psiej krzywdy. To wszystko sprawiło, że po adopcji mojej Muńki przestałam tam przychodzić do czasu aż schronisko zostało przejęte przez Animalsów. Wtedy wszystko się zmieniło, zupełnie inny klimat. Teraz gdyńskie w porównaniu z Waszym sopockim sprawia wrażenie lepiej dofinansowanego, czuje się pozytywne fluidy dobrych ludzi. Nie jestem już wolontariuszem z racji, że stara ze mnie baba dzieciata, ale jeżdżę tam ze zbiórkami, które organizujemy w mojej firmie. Chętnie bym Was poznała bo dołuje mnie „ normalność” ludzi z mojego otoczenia i te ich zamknięte oczy na wszystko poza własną rodziną. Jesli Czartuś dołączy do mojego stada zaproszę Was wszystkie na jakies Muninkopoznanie z kawą i ciastem w tle;-)[/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]

Posted

Doskonale Cię rozumiem! Mam przyjaciółkę, która nie chce ze mną pojechać, bo "nigdy już nie zaśnie". Mówię, jej że w końcu kiedyś zaśnie, a psom jest wszystko jedno czy wyprowadza je wyspana, czy nie, one chcą się tylko wybiegać i popatrzeć na coś innego niż kraty. No ale nie przekonałam jej. Sama pojechałam dopiero jak już nie miałam wyjścia (mój poprzedni pies odszedł, a żaden nowy się nie przypałętał).

Posted

ja kocham Sopot za jedno-mimo,że ubogi i nigdy nie będzie kasy na pomalowanie budy droga farbą,żeby było "weselej" dla odwiedzających i mimo,że nikt nie kupi drogich kolorowych misek,to najwazniejsze są psy,a nie wrażenie schroniska. Możesz sie spokojnie zaprzyjażniac z psem niedostępnym, z zachowaniami agresywnymi,bo nie zostanie uśmiercony,nawet jeżeli sprawia problemy. A im trudniejszy,tym bardziej każdy sie stara :)

Posted

To jest naprawdę bardzo dużo! U nas w Zabrzu też tak jest! :) Mieliśmy takiego psa - nazywał się Hades i naprawdę nienawidził ludzi i potrafił to okazać... Parę lat u nas żył. Odszedł sam, bez żadnej "pomocy" i wszystkim go brakowało...

Posted

[quote name='Mama Muninki']Nie biore pod uwagę go wiązać, dla mojego męża jakimś tam dyskomfortem było patrzenie w dziecinstwie na psa którego mieli w ogrodzie w kojcu- w sensie mówi, że pamieta z dzieciństwa, że było mu tego psa żal. Dlatego zapytał w schronisku jak lepiej? czy nie lepiej dla psa skoro sika w domu przy budzie "bez tego kojca który jest wiezieniem". Tym bardziej takie dylematy pojawiają się jak jest jedyna narazie realna alternatywa że jeden pies będzie w ciepełku a drugi narażony ( nawet pod dachem kojca) na chłód, wilgoć itp. Apropo trzymania na łańcuchu to w Gdyńskim OTOZ Animal jest sprawa którą osobiście tuż przed swiętami rozpętałam z pomocą męża. ( wcale nie było łatwo doprowadzić do interwencji) amstafa którego własnorecznie uwolniłam z linki i łańcucha na którym ugrzązł i w takim stanie stał całą noc w błocie nie mogac się ruszyć. Wlazłam do obcego psa na obca posesję więc jak widzicie tematyke łańcucha mam odpracowaną i bliżej mi do "anioła" niż do kogoś kto płaci 5000 kary, niech ktoś to powtórzy z obcym amstafem;-)
W kwestii nagłaśniania psów i reklamowania ich w necie to mam inne zdanie niż kierownictwo schroniska. Swego czasu jak byłam wolontariuszkę w Gdyńskim kiedy było mega mizernie jeszcze przed przejęciem przez Animalsów to przekonywano mnie że strona internetowa nie ma sensu, ogólnie to nic nie miało sensu tylko stosy martwych psów przed którymi nie oszczedzało sie nikogo, ani odwiedzajacych ani wolontariuszy. Nawet jesli reklama jest oddziaływaniem na emocje a w przypadku adopcji psów bodzcem adopcyjnym powinien byc rozsądek to bez niej nie dowiedziałabym się o Czartku a tysiące innych ludzi poszło by prostszą drogą kupienia jakiegoś ślicznego szczeniaczka.

Nie wiem co uda mi się dla Czartka zrobić, mechanizm zadziałał jak trzeba emocje mnie do niego przywiodły a rozsądek zdecyduje. W sobotę drugi etap poznawania, tym razem psów.

[quote name='Mama Muninki'][FONT=Times New Roman]Nie pamiętam nikogo z imienia, to było jakieś 7-8 lat temu. Schronisko gdyńskie wtedy pachniało śmiercią, wolontariusze nie mile widziani. Spacer wpisywało się do zeszytu, nikt nie pytał kim jestem czy mam jakąś wiedzę o zwierzętach, czy nie zrobię krzywdy. Raz zrobiłam coś głupiego teraz to wiem, wtedy nie wiedziałam. Chciałam podkarmić na spacerze te psy, wydawały mi się głodne. Były z rożnych kojców, karmione chwyciły się za nos, pociekła krew, miałam wyrzuty sumienia, bardzo się wystraszyłam. Nie znałam innych wolontariuszy, wpisy w tym zeszycie podkreślały tragizm sytuacji bo były sporadyczne. Facet w kaloszach z gumowego węża lał woda po tych kojcach żeby oczyścić z nieczystości. Mój pies jak go wzięliśmy długo pachniał gnojem mimo tego, że bez protestu i większego stresu dała się wykąpać. Wyprowadzałam psy z zaciśniętymi zębami dokonując wyboru podeptać własne emocje a dać im chociaż 15 minut wolności z wiezienia metr na metr. No i deptałam bo cierpię pewnie jak Wy wszystkie na nadwrażliwość. Mówiłam sobie jakie to ma znaczenie że mnie to boli psychicznie liczy się cel, cel kasuje biadolenie że boli. Świadomość, że i tak nie ogarnę ich wszystkich, odprowadzanie psa po spacerze, ta beznadzieja że kierownictwo było zamknięte na jakiekolwiek pomysły choćby o stronie internetowej, wrażenie bycia samą w tym miejscu psiej krzywdy. To wszystko sprawiło, że po adopcji mojej Muńki przestałam tam przychodzić do czasu aż schronisko zostało przejęte przez Animalsów. Wtedy wszystko się zmieniło, zupełnie inny klimat. Teraz gdyńskie w porównaniu z Waszym sopockim sprawia wrażenie lepiej dofinansowanego, czuje się pozytywne fluidy dobrych ludzi. Nie jestem już wolontariuszem z racji, że stara ze mnie baba dzieciata, ale jeżdżę tam ze zbiórkami, które organizujemy w mojej firmie. Chętnie bym Was poznała bo dołuje mnie „ normalność” ludzi z mojego otoczenia i te ich zamknięte oczy na wszystko poza własną rodziną. Jesli Czartuś dołączy do mojego stada zaproszę Was wszystkie na jakies Muninkopoznanie z kawą i ciastem w tle;-)[/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]
[FONT=Arial] [/FONT]

O, cholera, muszę poczytać. Czartek, znajdę czas.

Posted

[quote name='brazowa1']ja kocham Sopot za jedno-mimo,że ubogi i nigdy nie będzie kasy na pomalowanie budy droga farbą,żeby było "weselej" dla odwiedzających i mimo,że nikt nie kupi drogich kolorowych misek,to najwazniejsze są psy,a nie wrażenie schroniska. Możesz sie spokojnie zaprzyjażniac z psem niedostępnym, z zachowaniami agresywnymi,bo nie zostanie uśmiercony,nawet jeżeli sprawia problemy. A im trudniejszy,tym bardziej każdy sie stara :)[/QUOTE]

A ja kocham Sopot, bo tam brązowa jest. To takie moje guru.

Posted

Miło mi Was poinformować, że oba psy spisały sie bardzo dobrze, były nawet skore do zabawy. Czartuś będzie więc niedługo członkiem naszej rodziny. Postaram sie go zabrać jak najszybciej jak tylko kupię lub zbudujemy mu przyzwoite mieszkanko w ogrodzie. Ogród narazie jest bardzo zarośnięty chwastami bo od nowości nic w nim nie było robione, nie ma miejsc zacisznych osłoniętych drzewami itp tym bardziej kojec musi byc solidny i ciepły.

Posted

[quote name='Mama Muninki']Miło mi Was poinformować, że oba psy spisały sie bardzo dobrze, były nawet skore do zabawy. Czartuś będzie więc niedługo członkiem naszej rodziny. Postaram sie go zabrać jak najszybciej jak tylko kupię lub zbudujemy mu przyzwoite mieszkanko w ogrodzie. Ogród narazie jest bardzo zarośnięty chwastami bo od nowości nic w nim nie było robione, nie ma miejsc zacisznych osłoniętych drzewami itp tym bardziej kojec musi byc solidny i ciepły.[/QUOTE]

Proszę, spieszcie się, on już tyle czasu siedzi za kratami schronu... Niech zaświeci mu w końcu słońce, niech w końcu będzie czyjś a nie wciąż bezpański :(

Posted

Budę zamówiłam wczoraj czas oczekiwania do 7 dni, po weekendzie chciałbym juz mieć Czartka. Nastepnym razem odezwę się po jego pierwszych dniach u nas. Mam nadzieję że uda mi się wkleić jakieś zdjęcie.

Posted

Mamo Muninki,a może zapytaj w schronie (tylko przed adopcją,bo musi byc wet ),czy jest mozliwośc zachipowania psa. Potem ten chip musisz oczywiscie sama zarejestrować,żeby spełniał swoja funcję. I koniecznie zawsze (a w pierwszym okresie obowiązkowo) obroza z dobra adresatką. Czartek nie bedzie lubił długich wypadów,będzie gnał do swojego koca po spacerku,jak dziki,ale ten pierwszy czas w nowym miejscu będzie pełen zmian dla niego,dla was i wazne,aby na wszelki wypadek był w 100% zabezpiecznony.

Kochani, ja sie boje cieszyć, uciesze się potem ;)

Trudno mi sobie wyobrazic,ze on może miec dom,po tylu latach w schronisku i że ktos zrobi dla niego tak wiele.

Mamomuninki,jakby co, oferuje trymowanie Czartka, do końca jego zycia - to mój naczelny model groomerski;)
Chyba,że wolisz Czartka saute.

Posted

Pierwszy raz widzę na wątku brązową nieco nieskoordynowaną. Jezu, jak się cieszę!!!

MM, pora odstawić Czartka od piersi brązowej, a trymować to ona sobie może .... owce. Pamiętam, mojego Mixera się czepiała.

Matko jedyna, Czartku, co ja pocznę bez ciebie w te noce...

Posted

brazowa1 napisał(a):
Kochani, ja sie boje cieszyć, uciesze się potem ;)


Miałam zaszczyt poznać Czartka, trochę z nim pobiegać i pomiziać po brzuszku... trzymam za niego kciuki , dziś jest sobota , więc może ???? również boję się cieszyć ...
pozdr

Posted

Mamamuninki miała po pieska jechać,ale to niestety nie dziś. Zupełnie nie z powodu mamymuninka,nie martwcie sie babki.

Ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...