Perełka1 Posted August 18, 2011 Posted August 18, 2011 Wiem, który budynek. Tam kiedyś była drukarnia. Często chodzimy tam z psami, bo na Jabłoniowej jest bardzo spokojnie i inne psy zawsze na smyczy. Problemem jest tylko ulica od powstania silesii trudno przejść na drugą stronę. P.S. Bożena moje mieszkanie poznasz z ulicy po starych oknach i wiecznie suszącym się praniu:diabloti: Quote
Jasza Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Dziewczyny - fajnie, bardzo fajnie się Was czyta. Zadzwoniła do mnie dzisiaj Pani z Krakowa w sprawie Jaszki - mała już w domu, więc podałam Twój numer Bożeno. Pani nie ma internetu, Jaszkę znalazła w gazecie, pytała, czy Bunia jest podobna do Jaszy - powiedziałam, że tak, ale jest drobniejsza, że tez nie jest "prawdziwą" jamniczką, tylko jamnikowym mixem ;-) Mam nadzieję, że zadzwoni i że coś z tego wyniknie. Wydała się sympatyczna. Jak Bunia po zabiegu? Quote
Ola164 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Byłoby cudownie jakby się udało... A właśnie, jak Bunia się czuje? Quote
soboz4 Posted August 19, 2011 Author Posted August 19, 2011 Dzwoniłam przed chwilą, ale zabiegi jeszcze trwają, mam dopiero przyjechać po Bunię i Figę po 18:00. mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Bardzo chciałabym żeby udało się z Bunią, Pani jest zdecydowana na adopcję, ale chce jamniczkę miniaturkę, najchętniej do 3 lat. Pani ma bardzo zły stan zdrowia, jest po 3 operacjach i nie może za dużo chodzić i nic nie może nosić, miniaturkę wniesie na I piętro. Próbowałam ją przekonać do Buni, której nie trzeba wnosić, ale trochę ją zaszokowałam że Bunia waży aż 9 kg... Niemniej poprosiłam, żeby zechciała obejrzeć Bunię, jak pójdzie do koleżanki, która ma internet to ją zobaczy, mam niewielką nadzieję, ale może!!! Byłoby super Jasza!!! Nie potrafiłam powiedzieć Pani, że z uwagi na jej wiek i stan zdrowia nie wyadoptowałabym jej psa w wieku poniżej 8-9 lat... Quote
Ola164 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Eh... Niestety tutaj gdzieś ginie rozsądek... Przecież jeśli kocha to nie chce chyba osierocić potem psinki... Quote
Perełka1 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 człowiek nie może żyć dla zwierzęcia. Psy są dla ludzi a nie ludzie dla psów. Poza tym pies zawsze się odnajdzie. Oczywiście jest jakaś granica zdroworozsądkości ale nie zawsze wiek jest przeszkodą. A choćby i ta Pani miała psa przez rok, dwa to będzie to dla niej może największe szczęście. Nikt nie wie, co i kiedy na niego czyha. Nie wolno kogoś grzebać już za jego życia. Quote
soboz4 Posted August 19, 2011 Author Posted August 19, 2011 Na pewno masz rację, ale jeżeli ktoś ze słabą kondycją fizyczną chce adoptować młodego psa to jestem przeciwna. Taki pies potrzebuje większej dawki ruchu, poza tym zbyt często mam do czynienia z psami oddanymi do schroniska po śmierci opiekuna. Wiem, że śmierć nie wybiera, ale prawdopodobieństwo jest jednak znacznie większe, poza tym mało osób powyżej 85 roku ma jeszcze kondycję by 3 razy na dzień wyjść na spacer z psem. Jednak miałabym wyrzuty sumienia, że mogłam psu zapewnić lepsze życie. Na Agnieszki wyadoptowłam sunię dla takiej starszej, schorowanej pani. Jest to bardzo udana adopcja, psinka ma życie jak w raju, niestety trochę przytyła ponad normę, ale bawią się z Panią piłeczka, chodzą na spacer, sunia bawi się z wnukami. Niestety trochę przekłamałam wiek, suczka miała około 7-8 lat powiedziałam, że 4-5. Obie są bardzo szczęśliwe i mam nadzieję, że żadna drastyczna sytuacja tam nie powstanie. Jednak uważam, że nie można się kierować tylko dobrem człowieka, choć z drugiej strony psy ratujące życie, poświęcające swoje dla obcych ludzi, psy dogoterapetyczne, psy pracujące dla nas, na pewno masz wiele racji, może ja trochę za bardzo uczłowieczam psy... Teraz lecę po Bunię, Figa chyba jutro jedzie do swojego stałego domku, ale ci...., trzymajcie kciuki, bo domek super, pani stale w domu, 13 letnia córka, dużo spacerów... Quote
jofracy Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Ale fajnie! a powiesz skąd miała kontakt? Ciekawa jestem, które ogłoszenia działają najlepiej :) Quote
Perełka1 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Nie wiedziałam, że Pani ma 85 lat;) Ale jest świadoma swoich słabości, bo chce psa miniaturkę. Wiesz, mnie się wydaje, że chce młodego psa, bo stare kojarzą się z chorobą i niedołężnością a tego ma aż nadto. A obciążanie starym psem starszej osoby tez nie jest dobre. Ale ty znasz Bunię najlepiej i wiesz jaki właściciel będzie dla niej najlepszy.:lol: Spotykamy z Robertem bardzo dużo jamników w naszej okolicy., niekiedy idzie nawet pięć naraz. Czyżby to Twoja zasługa? Najczęściej są ze starszymi ludźmi. Wieczorem łączą się w grupy i wychodzą razem na spacer. Może kojarzysz jamnika Filipka? Quote
soboz4 Posted August 19, 2011 Author Posted August 19, 2011 jeden Filipek ale z Józefowskiej pojechał właśnie do Warszawy, przez jakiś czas był pod opieką sąsiadki, jego Pani pojechała do męża za granicę i tylko zadzwoniła, ze już nie wróci. Ale pewnie nie o tego Filipka Ci chodzi, w Katowicach miałam parę jamskich ale nie w tym rejonie, ale często rozmawiam z paniami opiekunkami jamniczków, jedna sunie brązowa, druga miniatura szorstka, adoptowała ją od hodowcy,miała rozszczepienie podniebienia i żeby funkcjonować, gdy będzie miała powyżej roku ma mieć operację (koszt 1000 zł). Jestem pełna podziwu dla dziewczyny, że zdecydowała się uratować życie jamnisi, jamnisia ma fantastyczne szelki, które sa na tyle sztywne że służą jako nosidełko po schodach, ale były bardzo drogie i obawiam się że niewielu adoptujących byłoby na nie stać. Najwięcej jamników pojechało do Warszawy i Krakowa, potem do Bielska Białej, a tak to pojedyncze miasta. Pani z Krakowa nie wiem ile ma lat, mówiła mi tylko o bardzo słabym zdrowiu. Bunia już po zabiegu, martwi mnie że nie dostała antybiotyku, a zabieg jednak dość rozległy. Sama sterylizacja to pikuś, ale osunięte tłuszczaki, przy których był jakiś wysięk, jak jechałam mocno krwawiła ale taka pianą krwistą zmieszaną z płynem surowiczym. Ale jak pytałam powiedziano mi, że nie trzeba, wcześniej zawsze dostawałam antybiotyk, dopiero przy ostatnich kastracjach nie, ale myślałam, że dlatego że to psy nie suczki. Na razie Bunia poszła spać, mam nadzieję że wszystko będzie dobrze! Quote
jofracy Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Soboz Pirat też nie dostał. Oni chyba podają na miejscu taki długodziałający... Quote
skallska Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Weci daja teraz antybiotyk po zabiegu w zasrzyku na 48 h i to starcza. Soboz4-mam pytanie Ty odchudzasz swoje dziewczyny royalem -jak Ci idzie? Moj jest od końca lipca na niej. Wagowo różnicy nie ma, ale mi sie wydaje, że jakiś taki smuklejszy, wcięcia mu się robią. Czy może sobie to wmawaim?? Quote
maciaszek Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 soboz4 napisał(a):Na razie Bunia poszła spać, mam nadzieję że wszystko będzie dobrze!Będzie! :) Quote
soboz4 Posted August 19, 2011 Author Posted August 19, 2011 Roksia jest smuklejsza, widać. Ale też dawkę ruchu miała przez dwa tygodnie znaczną, Iga która nawet jak była wychudzona miała problemy z chodzeniem i raczej nie biega, stan zdrowia jej nie pozwala początkowo na oko była szczuplejsza, nawet wet. powiedział, ale na wadze nie bardzo. Obecnie nie ma żadnych postępów. Przy czym ostatnio maja od 3 tygodni znowu gotowane jedzonko z uwagi na Bunię, która wcale nie chce jeść suchego pokarmu. Nie wiem tez dlaczego, gdy Bunia raz w końcu zdecydowała sie na spróbowanie royala to miała bardzo śmierdzące gazy i potem już zaczęłam gotować. Na początku jadły chętnie royal, ale po miesiącu nie chciały i zaczęłam go podlewać np. sosem z wątróbki, więc z tym odchudzaniem (przyznaję bez bicia) na pewno moja wina, bo wiem że nie można nawet plasterka kiełbaski dać dodatkowo... Ale czytałam, że bardziej konsekwentni mają spore efekty na royalu obesity! Quote
skallska Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 A ile podajesz dziennie royala- ja daje 12 deko. Gazy są na poczatku-jak pies nie jest chyba przyzwyczajony. Mój juz teraz nie ma takich. A suszki mu zalewam gorącą wodą ( chłopakowi sie zęby pogubiły ze starości) i nawet wodę z tego wypije i smacznie zjada. Raz w tygodniu dostaje inne jedzenie-tzn gotowane.Tylko martwi mnie brak spadku wagi. Z ruchem u nas kiepsko ( kręgosłup i serducho). Kończy mi sie 7kg worek i sie zastanawiałam czy inwestować w kolejny :) Dziekuje za odpowiedz i trzymama kciuki za Bunie :) Quote
soboz4 Posted August 19, 2011 Author Posted August 19, 2011 daję 9 dkg, po 4,5 dwa razy dziennie. Kupiłam duży worek, chyba 12 kg i jeszcze mam, ale chyba nie dla mnie konsekwentne odchudzanie. Iga nie wiem ile lat jeszcze a przed sobą, a dla niej to taka radość miseczka z ryżem i mięskiem, aż oczy się jej świecą, niestety dla mnie to też przyjemność patrzeć z jakim smakiem zajada coraz trudniej przychodzi mi pozbawianie się tej przyjemności. Może nie ważna jest długość ale jakość życia??? Wiem, że Igunia powinna być szczuplejsza, ale wydaje mi się że jest szczęśliwa przy takim trochę stacjonarnym życiu, miseczka 2 razy dziennie z ryżem i mięskiem, 3 spacerki, w tym 1 taki do 3-4 km, jak robię dłuższy ma problemy z powrotem, choć ostatnie gdy byłyśmy z Magdą zostałyśmy mile zaskoczone bo Igunia szła bardzo ładnie i dopiero ostatni odcinek widać było, że jest bardzo zmęczona. W domu uwielbia leżeć tam gdzie ja jestem, obecnie leży pod komputerem, gdzie również dałam psie posłanie. Bunia jest bardzo słabiutka, śpi, może to i dobrze. Niestety nie potrafię opatrzyć ran, Figa została opatrzona przez dziewczynę brata, bo również nie miała żadnego opatrunku, może jutro podjadę do swojego wet na jakiś opatrunek, na razie dałam na bok po tłuszczakach opatrunek z wyjawionej gazy, nawet rivanolu w domu nie miałam, tylko polałam wodą utlenioną. Trochę jestem przerażona, jednak wszystkie suczki miały zawsze kompres przyłożony do ran, a Bunia ma dwie rany, przynajmniej na 10 cm, jedną na boku, druga na brzuszku. Quote
jofracy Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 To oni nie opatrzyli tych ran w klinice, czy tak przeciekło już? Samuel nie miał wcale opatrunku, tylko pomalowali go na srebrno i kołnierz na szyję założyli. Też go bolało... Quote
Ola164 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Z Bunią wszystko będzie ok. Musi być, innego wyjścia nie ma. Trzymamy kciuki :kciuki: Quote
skallska Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Mój Fafik też zawsze była malowany "na srebrno" to też chyba jakiś antybiotyk, bez opatrunku plus rivanol. Podobno z dopływem powietrza lepiej sie goi. Quote
Perełka1 Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Przy ranach głębokich u naszego owczarka kazano nam stosować wyłącznie rivanol (jest roztwór i żel) i nie pamiętam już dlaczego nie mieliśmy stosować wody utlenionej. Jeżeli miałaś otwartą wodę utlenioną to ona nie jest już 3% tak jak napisane jest na opakowaniu. Jako opatrunki stosowaliśmy specjalne plastry hydrożelowe, przyciskasz do rany i się trzyma. Nie wiem, czy gaża nie będzie kleić się do rany. Quote
soboz4 Posted August 20, 2011 Author Posted August 20, 2011 Masz rację trochę się przykleiła, ale niewiele. Jak będę jechać do schroniska kupię rivanol. Bunia nie ma pomalowanych na srebrno ran, krwi i płynu sporo jej wyciekło, ale w domu już tylko bardzo krótko krwawiła. W samochodzie na kocach była spora plama, przelała się przez 1 koc, 1 letnią kołdrę i opakowane w poszwę i 2 śpiwory, tzn. zatrzymało się na pierwszym. Jestem nieprzytomna, Roksia miała w nocy rozstrój żołądka, zresztą z mojej winy, kupiłam frolicki i wczoraj dałam jej parę, a już kiedyś po nich miała sensacje żołądkowe. Oczywiście nocą żaden facet z łóżka się nie ruszy, żeby wyjść z piszczącym pod drzwiami psiakiem... Rano szybkie sprzątanie, dokończenie prania pokrwawionych z samochodu rzeczy, potem zakupy, schronisko po 9, a wcześniej apteka, mam dziś obcinać kudłacza z pomocą sióstr, to juz 5 pies obcięty przez ze mnie, ale wciąż umiejętności do tego poniżej minimum, ale jest tak zapuszczony, że zaszkodzić mu nie możemy. W międzyczasie do schroniska przyjeżdża Pani po Barcelonę, jest zdecydowana na jej adopcję i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, 1 Pani z jamniczką króliczą porzuconą w Siemianowicach, Magda ja zabierze do dt, no i zdjęcia jamnika na kwarantannie. Po schronisku o 14 przyjeżdża Pani po Figę, oby się udało i ją pokochała. Figa nie jest psem idealnym jak Bunia, ale za to smarkatym, popiskuje jak zostaje sama, jedynie z moją Roksią jak zostaje to jest cicho. Mam nadzieję, że Pani będzie tego świadoma, nie rozmawiałam z nią, jedynie moja mama. Ostatnio czuję się jak na rozpędzonej karuzeli, niestety aż do zawrotów głowy, jeżeli uda mi się wyadoptować Bunię, muszę przystopować. Muszę też znaleźć chętne osoby do pomocy przy wizytówkach, zbiórce na allegro kontroli czy każdy pies ma założoną kartę psa, czy ma wątek, ogłoszenia i firmówkę, od września mam rozpocząć intensywne wizyty poadopcyjne, najpierw telefony a potem wizyta, mój rejestr też nie był aktualizowany od czerwca i ogarnia mnie przerażenie jak i kiedy to zrobię, na szczęście wczoraj uaktualniłam bazę wolontariuszy i mam wszystkie identyfikatory na bieżąco. Muszę pomyśleć jak mogłabym np. prowadzenie rejestru wyadoptowanych psów przekazać mamie, na pewno nie wydrukuje zdjęcia bo nie ma drukarki, ale reszta jest do wpisywania ręcznie i kontroli co się dzieje z psem od chwili adopcji. Bunia rano była na spacerku, zrobiła siusiu, ale chodzi bardzo ostrożnie, widać że ją boli, teraz śpi na moim łóżku, zresztą nocą też spała ze mną ku zazdrości pozostałych, które wiedzą, że na łóżko tylko na pieszczotki a potem fora ze dwora... Quote
Perełka1 Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Mogę Ci pomóc przy wizytówkach, mam aż 3 drukarki, ogólnie mogę pomóc przy wszystkich pracach, które nie wymagają zaawansowanej obsługi komputera. Ja wykorzystuje komputer wyłącznie jako maszyny do pisania, przy reszcie pomaga mi Robert. Nie chcę go też angażować, bo on wychodzi do pracy o 6 rano a wraca 22, 23. Przychodzi do domu i zasypia w butach. Poza tym nie może siedzieć, ma ogromne problemy z kręgosłupem (przepuklina) a zimą przewrócił się na Gostarze i złamał palec. Na nieszczęście po badaniach okazało się, że to złamanie nie jest przypadkowe, w ręce są bardzo poważne zmiany (nie chce już pisać o jakim charakterze) i czeka go poważna operacja. Wszystko dzieje się w lewej ręce a on jest leworęczny. Widziałam ogłoszenia psów w sklepie zoologicznym u Pani Wilkowej (mama kolegi Roberta) i w bibliotece. Ta biblioteka na Wełnowcu oferuje szeroki wachlarz literatury szwedzkiej, a to moje hobby. Kiedyś na Koszutce była bardzo dobrze zaopatrzona biblioteka w literaturę niemiecką i austriacką, niestety tę filię zlikwidowali. Ja 3/4 życia spędziłam w bibliotece, nie kupuję książek (literatury), kupuję wyłącznie specjalistyczne słowniki - a to wydatek rzędu 300 zł za jeden tom. Kiedyś w bibliotece był nawet taki mały segregator z opisami psów. Napisz co z Bunią i oby adopcje były udane.:lol: Quote
jofracy Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 Katarzyna Starkiewicz napisał(a):Mogę Ci pomóc przy wizytówkach, mam aż 3 drukarki, ogólnie mogę pomóc przy wszystkich pracach, które nie wymagają zaawansowanej obsługi komputera. Ja wykorzystuje komputer wyłącznie jako maszyny do pisania, przy reszcie pomaga mi Robert. Nie chcę go też angażować, bo on wychodzi do pracy o 6 rano a wraca 22, 23. Przychodzi do domu i zasypia w butach. Poza tym nie może siedzieć, ma ogromne problemy z kręgosłupem (przepuklina) a zimą przewrócił się na Gostarze i złamał palec. Na nieszczęście po badaniach okazało się, że to złamanie nie jest przypadkowe, w ręce są bardzo poważne zmiany (nie chce już pisać o jakim charakterze) i czeka go poważna operacja. Wszystko dzieje się w lewej ręce a on jest leworęczny. Widziałam ogłoszenia psów w sklepie zoologicznym u Pani Wilkowej (mama kolegi Roberta) i w bibliotece. Ta biblioteka na Wełnowcu oferuje szeroki wachlarz literatury szwedzkiej, a to moje hobby. Kiedyś na Koszutce była bardzo dobrze zaopatrzona biblioteka w literaturę niemiecką i austriacką, niestety tę filię zlikwidowali. Ja 3/4 życia spędziłam w bibliotece, nie kupuję książek (literatury), kupuję wyłącznie specjalistyczne słowniki - a to wydatek rzędu 300 zł za jeden tom. Kiedyś w bibliotece był nawet taki mały segregator z opisami psów. Napisz co z Bunią i oby adopcje były udane.:lol: O to Soboz4 się ucieszy z pomocy :) przykro mi z powodu męża. Quote
soboz4 Posted August 20, 2011 Author Posted August 20, 2011 Byłoby super, bardzo dziękuję Kasiu! Moja drukarki mi całkiem padła i już nic nie chce drukować, nawet po wymianie atramentu. Mam gotowe wizytówki, wymagają jedynie wydrukowania, ta sama wizytówka jest na kartce A4 razy 2, tzn. 2 x A5, bo jedna idzie na specjalne zawieszki na boksy, a druga do segregatora, bo jak ludzie dzwonią to mówią np. Pompon (dziś obcinany przez nas kudłacz, do groomerki Olgi nam daleko i najpierw miał być jako sznaucer, potem w kierunku teriera, a zrobił się z niego grzywacz chiński olbrzymi, za chwilę dam na pciaso zdjęcia!), a obsługa nie zna z imion psów. Firmówki w wiekszości drukuję na czarno - biało, a takie "odświętne" w kolorze, więc tu potrzeby nie ma, gorzej z wizytówkami, które muszą być na bieżąco, bo ułatwiają adopcję psów z boksów. Moim marzeniem jest żeby każdy z psów miał taki opis, może kiedyś nam na to pozwolą. Schronisko zrobiło swietne podkładki na wizytówki, białe i gładkie, na których każdy z psów jest widoczny. Z Bunią nie wytrzymałam, jak byłam u mamy w związku z adopcją Figi (poszła do domu!!!!) i zobaczyłam jak ładnie ma zrobiony opatrunek na ogonku i na brzuszku, że dostała antybiotyk działający 7 dni, środek p.bólowy w zastrzyku i nawet mnie przywitała i szczekała, to zadzwoniłam do męża i uprosiłam żeby jechał do mojej przychodni czyli dr Skolika z Bunią, bo się o nią martwię, a że nie mogłam jechać do 15 w związku z Figa to pojechał. Bunia ma teraz ładnie zrobiony boczek, za 4 dni zmiana opatrunku, ma opatrzony brzuszek, dostała również antybiotyk i środek p.bólowy. Od razu inny pies się zrobił, przywitała mnie, potrafi chodzić (wcześniej miała problemy z dojściem do wody) i ładnie zjadła kurczaka z ryżem. Pytałam sie skąd Pani dowiedziała się o Fidze, bardzo spodobały się jej albumy Figi i naszych psów na soboz4 i opisy do zdjęć, stamtąd wypatrzyła i polubiła psią ferajnę, wcześniej miała bardzo długo pieska, który zmarł w grudniu zeszłego roku. To b. dom i Figa będzie szczęśliwa. PS Bardzo przykro mi z powodu męża, z tego co pamiętam nie raz już kręgosłup mu dokuczał i to bardzo poważnie, na szkoleniu gdy byłam u niego miał spore problemy z poruszaniem się. Quote
soboz4 Posted August 20, 2011 Author Posted August 20, 2011 Dziś na spacerze po raz pierwszy Bunia stanęła i nie chciała w pewnym momencie iść dalej. Okazało się, że w naszym kierunku idzie starszy pan, Bunia stanęła zaczęła machać ogonem intensywnie, już mi mocniej serce zabiło, że może się odnalazła. Niestety, gdy Pan podszedł Bunia opuściła ogonek i poszła dalej. Nie maiłam aparatu żeby zrobić portret pamięciowy, pewnie niewiele by dało... Może jednak jej Pan zmarł i Bunia wylądowała na ulicy... Portret pamięciowy: starszy, wysoki, chodzący dość sprawnie.Może miał jakiś charakterystyczny zapach, ale tego nie wiem. Po śmierci taty Misia i Gaja oglądały i machały ogonem do każdego mężczyzny o kulach, dopiero gdy się zbliżał przestawały machać ogonem... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.