Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Natomiast, jeśli stosujesz metody, jakie opisałeś - to cóż współczuję tak Tobie, jak Twojemu psu...
Stosuję i stosuje je także wet, który także ma akitę i to drugą...a jego psiak przy otwartej, czy zamkniętej furtce w lecznicy nie "zaatakuje" żadnego psa i jest "normalny".

Być może nie mam takiej wiedzy o owczarkach jak co niektórzy tutaj, ale pies musi wiedzieć że on nie jest "szefem" tylko jest nim człowiek - pewny siebie, a nie udający takiego...

I tak lekko o tym piszesz, że rozumiem, że jak dziewczyna dostanie kłapnięcie w rękę bądź twarz od skrajnie pobudzonego psa, to oddasz jej kasę za leczenie?
skrajnie pobudzony pies to raczej jest podczas spiny, a nie szczekający za siatką...jeżeli właściciel nie może dotknąć psa gdy ten jest podjarany no to coś tu jest nie tak...niektóre osoby tak wyolbrzymiają niektóre zdania że aż przykro się robi...

Jeżeli właściciel jest osobą niepewną i nie potrafi psu pokazać, iż nic złego się nie dzieje to "pies" czując niepewność przewodnika bierze na siebie obowiązek obrony stada...

Z przykładu o przyjeździe cioci z innym psem... Ty naprawdę wierzysz, że dzięki metodom Millana wprowadzisz sobie na teren dorosłego samca akity innego dorosłego obcego samca, i będzie sielanka, bo Ty jesteś liderem? :lol:
A czy ja mówię w tym momencie o akicie, czy o onku? hmm? akita to nie onek i powinnaś wiedzieć, że ta rasa pewnych rzeczy nie toleruje...

tak chyba on sam puknął by Cię mocno w głowę, gdyby zobaczył co wyrabiasz - polecasz obcej dziewczynie, żeby szturchała sobie ręką rozjuszonego psa nad którym nie panuje...
co wyrabiam...wiesz co nie wyolbrzymiaj pewnych zdań...powiedziałaś że nie panuje, skąd to możesz wiedzieć? to wygląda tak jakby sie go bała...a jeżeli się go boi to wiadomo, że pies który czuje się alphą nie da się dotknąć komuś kto jest niżej w drabince...i to zwłaszcza w momencie "wybuchu agresji".

Lepiej spotkaj się z behawiorystą lub szkoleniowcem i niech ta osoba sama oceni sytuację, bo jeżeli nie czujesz się na siłach to może faktycznie się nie zabieraj za naprawienie psa.

Posted

SAIKO napisał(a):
Stosuję i stosuje je także wet, który także ma akitę i to drugą...a jego psiak przy otwartej, czy zamkniętej furtce w lecznicy nie "zaatakuje" żadnego psa i jest "normalny".


Jak słyszę o metodach szkoleniowych większości lekarzy weterynarii, włos mi się jeży na głowie. Pomagałam prostować już niejednego psa, który problemów behawioralnych nabawił się po stosowaniu rad szkoleniowych od weterynarzy. Weterynarz to nie behawiorysta, ani szkoleniowiec, i jako sam lekarz weterynarii nie posiada ŻADNYCH kwalifikacji do poradnictwa w kwestii układania i szkolenia psów - więc "weterynarz tak robi" to dla mnie żaden argument.

SAIKO napisał(a):
Być może nie mam takiej wiedzy o owczarkach jak co niektórzy tutaj, ale pies musi wiedzieć że on nie jest "szefem" tylko jest nim człowiek - pewny siebie, a nie udający takiego...


Pies musi mieć ruch, zajęcie i KONSEKWENTNEGO opiekuna. Jeśli ktoś chce to wyolbrzymiać i nazywać dominacją czy szefowaniem, liderowaniem - jego sprawa, aczkolwiek zauważyłam, że takie podejście do sprawy kończy się zazwyczaj sprowadzaniem pracy z psem do pokazywania, że "ja tu rządzę" i przekonaniem, że to rozwiąże każdy problem, bez zaspokajania potrzeb psa (ruch i praca) oraz nauki samej w sobie.

SAIKO napisał(a):
skrajnie pobudzony pies to raczej jest podczas spiny, a nie szczekający za siatką...jeżeli właściciel nie może dotknąć psa gdy ten jest podjarany no to coś tu jest nie tak...


No to po prostu nie widziałeś skrajnie pobudzonego psa za siatką. Taki pies potrafi rzucić się z furią na przykład na furtkę, którą zamyka mu ktoś przed nosem, i ją pogryźć. Potrafi też przekierować agresję na drugiego psa ze swojego stada, który akurat napatoczy mu się pod nogi. Pies szczekający sobie za siatką, a pies z furią próbujący się rzucić na psa za nią przechodzącego to dwie różne sytuacje. Gdyby omawiany tu pies tylko sobie trochę za tą siatką szczekał, to raczej nie wyskakiwałby przez płot na ulicę i nie był niemożliwy do odciągnięcia przez opiekunkę, i pewnie nie byłoby tego wątku...
I owszem, coś tu jest nie tak, dlatego właścicielka psa ma problem...

SAIKO napisał(a):
Jeżeli właściciel jest osobą niepewną i nie potrafi psu pokazać, iż nic złego się nie dzieje to "pies" czując niepewność przewodnika bierze na siebie obowiązek obrony stada...


Czyli wszystkie psy stróżujące to takie, które zdominowały właścicieli? :razz: W takim razie jakiekolwiek stróżowanie i obrona zaprzecza podporządkowaniu nam psa...

SAIKO napisał(a):
powiedziałaś że nie panuje, skąd to możesz wiedzieć? to wygląda tak jakby sie go bała...a jeżeli się go boi to wiadomo, że pies który czuje się alphą nie da się dotknąć komuś kto jest niżej w drabince...i to zwłaszcza w momencie "wybuchu agresji".


Sama napisała, że jak pies już się rzuci, to ona nie jest w stanie go odciągnąć, więc nad nim nie panuje - stąd mogę to wiedzieć, nawet w poprzednim poście do Ciebie to zacytowałam :mdleje:
I owszem, skoro się tego psa boi, tym bardziej głupie i niebezpieczne są Twoje rady...

Posted

Czyli wszystkie psy stróżujące to takie, które zdominowały właścicieli? :razz: W takim razie jakiekolwiek stróżowanie i obrona zaprzecza podporządkowaniu nam psa...


Nie zrozumiałaś mnie i to kolejny raz...w dużej większości psa, który ma stróżować "szkoli się w tym kierunku", a pies który sam z siebie "nie mający naturalnych niejako w genach cech stróżowania" stara się zapewnić ochronę "stadu", który czuje, że jego właściciel jest osobą "słabą" wie, że to na jego barkach spoczywa ochrona rodziny...np, właśnie akita która sama z siebie jest świetnym stróżem...akurat w jej przypadku nie chodzi o zdominowanie właściciela, ona ma to po prostu w genach...

No to po prostu nie widziałeś skrajnie pobudzonego psa za siatką. Taki pies potrafi rzucić się z furią na przykład na furtkę, którą zamyka mu ktoś przed nosem, i ją pogryźć. Potrafi też przekierować agresję na drugiego psa ze swojego stada, który akurat napatoczy mu się pod nogi. Pies szczekający sobie za siatką, a pies z furią próbujący się rzucić na psa za nią przechodzącego to dwie różne sytuacje. Gdyby omawiany tu pies tylko sobie trochę za tą siatką szczekał, to raczej nie wyskakiwałby przez płot na ulicę i nie był niemożliwy do odciągnięcia przez opiekunkę, i pewnie nie byłoby tego wątku...
I owszem, coś tu jest nie tak, dlatego właścicielka psa ma problem...


Masz rację, że aż takiego nie widziałem...ale CiociaSamoZlo nie pisze o tak "nieprawdopodobnej agresji" do takiego to raczej nikt normalny by nie podszedł łapiąc go np, za futro i odciągając...to logiczne, że ta agresja przeniosła by się na tą osobę...Fakt, że pies skacze za siatkę nie oznacza, że przejawia aż taką agresję to tak jakby zostawić otwartą furtkę...pies po prostu znalazł sposób na wydostanie się za "płotu". Ze swoim psem także chodzę obok siatki za którą biega i szczeka "odsłaniając zęby" onek i wyobraź sobie, że potrafi podejść do niego starsza "pani" (oczywiście nie staruszka) i go uspokoić, wybić właśnie z tego stanu. Dzięki dyscyplinie która jest podstawą pies dobrze się słucha i poprzez wybicie go z tego stanu może go odwołać.

Pies musi mieć ruch, zajęcie i KONSEKWENTNEGO opiekuna. Jeśli ktoś chce to wyolbrzymiać i nazywać dominacją czy szefowaniem, liderowaniem - jego sprawa, aczkolwiek zauważyłam, że takie podejście do sprawy kończy się zazwyczaj sprowadzaniem pracy z psem do pokazywania, że "ja tu rządzę" i przekonaniem, że to rozwiąże każdy problem, bez zaspokajania potrzeb psa (ruch i praca) oraz nauki samej w sobie.


Nie mówię przecież o szarpaniu psa za kark, czy przyciskania do ziemi...to jest jak to ujęłaś "ja tu rządzę" mówię o normalnych korektach, które mają na celu wybicie psa z niepożądanego zachowania...ruch i dyscyplina to podstawa - nie wspominałem bo było to już dobrze opisane również przez Ciebie :).

Jak słyszę o metodach szkoleniowych większości lekarzy weterynarii, włos mi się jeży na głowie. Pomagałam prostować już niejednego psa, który problemów behawioralnych nabawił się po stosowaniu rad szkoleniowych od weterynarzy. Weterynarz to nie behawiorysta, ani szkoleniowiec, i jako sam lekarz weterynarii nie posiada ŻADNYCH kwalifikacji do poradnictwa w kwestii układania i szkolenia psów - więc "weterynarz tak robi" to dla mnie żaden argument.


Rozumiem, że to z autopsji, ale weterynarz do którego ja uczęszczam z moją Akitą ma naprawdę sporą wiedzę...ma ona już drugiego samca akity nie wspominając o wcześniejszych trudniejszych rasach które miała...jej pies jest naprawdę "normalny" np, wczoraj podczas wizyty wyobraź sobie, że ten pies leżał w otwartej furtce...ja byłem ze swoim szczylkiem ok 3 metrów od niego i tamten nawet nie warknął...nie podniósł się ani nic...po prostu leżał i obserwował...nie powiesz mi, że to mógł być przypadek, bo weterynarz świadomie nie odciągnęła psa...a chyba wiesz jakie są akity, ta kobieta po prostu ma "zdrową relację" ze swoim psem, który wie jak to ujęła "że to nie on jest tutaj szefem" oczywiście gdyby mój szczeniak do niego podszedł to został by sprowadzony do parteru, ale chcę tutaj pokazać jaką tolerancję potrafiła wyrobić u swojego psa...:).

Posted

SAIKO napisał(a):
w dużej większości psa, który ma stróżować "szkoli się w tym kierunku", a pies który sam z siebie "nie mający naturalnych niejako w genach cech stróżowania" stara się zapewnić ochronę "stadu", który czuje, że jego właściciel jest osobą "słabą" wie, że to na jego barkach spoczywa ochrona rodziny...np, właśnie akita która sama z siebie jest świetnym stróżem...akurat w jej przypadku nie chodzi o zdominowanie właściciela, ona ma to po prostu w genach...


Matko kochana, co za bzdury :oops:
Do stróżowania wybiera się rasy, które są hodowane w tym kierunku. Z beagla nie zrobi się stróża, bo to jest pies myśliwski... Chociaż można oczywiście na siłę trzymać go w ogrodzie i jeśli nie będzie się z nim chodziło na spacery, to z powodu frustracji może zacznie "bronić ogrodu", bo coś przecież musi robić taki aktywny pies, jak beagle...
Nie znam przypadku, by pies starał się zapewnić ochronę "stadu", bo poczuł, że jego właściciel jest osobą słabą. Znam natomiast wiele psów, którym właściciele nie wyznaczyli żadnych granic, więc one robią, co im się podoba - np. nie wpuszczają obcych osób na swój teren, gryzą inne psy lub uciekają. Znam owczarki, które pasą swoich właścicieli - może to masz na myśli, mówiąc, że chronią "stado"? Chociaż te akurat psy podgryzają swoich domowników po pęcinach zazwyczaj z nudów i z powodu braku prawidłowych relacji z człowiekiem. No ale nikogo obcego do swoich ludzi nie dopuszczą - to fakt ;)

CiociuSamoZło - powinnaś po pierwsze zaspokoić potrzeby Bostona. Skoro to jest owczarek niemiecki, to ćwiczenia z posłuszeństwa (i nie chodzi tylko o "siad" i "waruj"), aktywne spacery (z aportowaniem, zabawą z właścicielem itp.) musi mieć codziennie. Trzeba mu wyznaczyć reguły domowe - co mu wolno, a co się Tobie nie podoba. Jeśli natomiast coś Ci się w jego zachowaniu nie podoba, naucz go co ma robić zamiast tego...

Posted

Matko kochana, co za bzdury :oops:
Do stróżowania wybiera się rasy, które są hodowane w tym kierunku. Z beagla nie zrobi się stróża, bo to jest pies myśliwski... Chociaż można oczywiście na siłę trzymać go w ogrodzie i jeśli nie będzie się z nim chodziło na spacery, to z powodu frustracji może zacznie "bronić ogrodu", bo coś przecież musi robić taki aktywny pies, jak beagle...
Nie znam przypadku, by pies starał się zapewnić ochronę "stadu", bo poczuł, że jego właściciel jest osobą słabą. Znam natomiast wiele psów, którym właściciele nie wyznaczyli żadnych granic, więc one robią, co im się podoba - np. nie wpuszczają obcych osób na swój teren, gryzą inne psy lub uciekają. Znam owczarki, które pasą swoich właścicieli - może to masz na myśli, mówiąc, że chronią "stado"? Chociaż te akurat psy podgryzają swoich domowników po pęcinach zazwyczaj z nudów i z powodu braku prawidłowych relacji z człowiekiem. No ale nikogo obcego do swoich ludzi nie dopuszczą - to fakt ;-)


Chodził mi o rasy, które bierze sie pod uwagę w przypadku stróżowania jak onki, rotki dobermany itd, takie które szkoli się w tym kierunku ;) Być może i mają "trochę" w genach tego stróżowania, ale je się przecież właśnie szkoli w tym kierunku, aby wyegzekwować te cechy.

Z beaglem to już mi ładnie "pojechałaś"... tu się chyba kłania "teoria dominacji" moim i nie tylko moim zdaniem pies czuje że jego "pan" nie potrafi obronić stada/rodziny i dlatego wykazuje często agresję, aby zapobiec atakowi przez obcego...woli sam zaatakować, ujmując prościej - aby problem był z głowy. Czy w stadzie "dzikich psów" osobnik który nie jest samcem alpha staje w obronie stada? to samiec, bądź samica alpha bierze na swoje barki odpowiedzialność za obronę terytorium, bądź stada.

a moze moglibyscie daci mi jeszcze jakeis wskazowki jak pokazac mojemu Bostonowi ze jestem jego pania a nie jego suczka.. ? ;-))


dyscyplina, ćwiczenia - zmęczony pies=szczęśliwy pies, nie rozpieszczaj go tak bardzo "za nic" za to, że sobie odpoczywa lub cieszy się jak "dziecko", koryguj złe zachowania i przede wszystkim bądź pewna siebie/opanowana/zdecydowana i nie wpadaj w panikę jak tylko wpadnie mu "coś" między łapy bo to tylko pogorszy sprawę...reaguj, ale nie panikuj :).

Posted

SAIKO napisał(a):
Nie zrozumiałaś mnie i to kolejny raz...w dużej większości psa, który ma stróżować "szkoli się w tym kierunku", a pies który sam z siebie "nie mający naturalnych niejako w genach cech stróżowania" stara się zapewnić ochronę "stadu", który czuje, że jego właściciel jest osobą "słabą" wie, że to na jego barkach spoczywa ochrona rodziny...np, właśnie akita która sama z siebie jest świetnym stróżem...akurat w jej przypadku nie chodzi o zdominowanie właściciela, ona ma to po prostu w genach...


A owczarek niemiecki nie? Przecież od początku istnienia ras to między innymi pies stróżujący, więc czemu stróżowanie w jego wykonaniu miałoby świadczyć o jego dominacji nad opiekunem, a w przypadku akity już nie? Powiedziałabym, że to nawet owczarek ma większe predyspozycje genetyczne do stróżowania; akita jest dużo cichszy i ogranicza się do obserwacji terenu, rzadko oszczekuje przechodniów czy psy inne niż obce samce.

SAIKO napisał(a):

Z beaglem to już mi ładnie "pojechałaś"... tu się chyba kłania "teoria dominacji" moim i nie tylko moim zdaniem pies czuje że jego "pan" nie potrafi obronić stada/rodziny i dlatego wykazuje często agresję, aby zapobiec atakowi przez obcego...woli sam zaatakować, ujmując prościej - aby problem był z głowy. Czy w stadzie "dzikich psów" osobnik który nie jest samcem alpha staje w obronie stada? to samiec, bądź samica alpha bierze na swoje barki odpowiedzialność za obronę terytorium, bądź stada.


Byłeś i widziałeś? Bo zauważyłam, że zwolennicy teorii dominacji mają bardzo dziwaczne poglądy na temat tego, co robią dzikie psowate a czego nie robią. Jak porównać to z rzeczywistością, nagle okazuje się, że zasady typu jedzenie pozorowane czy przechodzenie najpierw przez drzwi zostały wyssane z palca. W lasach i na sawannach nie ma drzwi, a przez wąskie przejścia stado przechodzi tak, jak jest najkorzystniej dla powodzenia polowania i nie zawsze pierwszy jest lider, a osobnik o najlepszym węchu/słuchu lub po prostu najszybszy.
Podobnie z jedzeniem - pierwszeństwo absolutne mają młode przed osiągnięciem dojrzałości płciowej - stąd bujdą na resorach jest rzekome wzorowanie z natury pozorowanego jedzenia przy psie w wieku np. 7 miesięcy.
Podobnie zwolennicy TD żywią dziwne przekonanie, że jak pies jest podporządkowany to natychmiast bez szemrania odda nam kość czy zabawkę - nie wiem kto to wymyślił, ale w stadzie dzikich psowatych jest zupełnie inaczej; każdy, nawet najniżej stojący w hierarchii osobnik będzie bronił swojego żarcia warcząc i szczerząc zęby, bo jego utrata oznacza śmierć głodową, i guzik tego osobnika obchodzi, czy chce mu to zabrać lider, czy nie. Stąd całkowicie naturalne jest to, że pies warczy kiedy chcemy zabrać mu kość, i nie oznacza to wcale, że nas zdominował. Owszem, można nauczyć psa, by tę kość oddawał - mozna pozytywnie z miłym skutkiem, można siłą i na pozór skutecznie, dopóki do jedzącego psa nie podejdzie ktoś słabszy czy dziecko :diabloti: ale nadal nie znaczy to, że oddawanie nam żarcia ma coś wspólnego z hierarchią, bo tak jak pisałam, u dzikich psowatych to nie występuje.

Teorii dominacji to kłaniam się ja :evil_lol: bo jeden z jej głównych głosicieli, autor książki Okiem psa, czyli John Fisher, który przez długie lata badał behawior psów i psowatych, i przez większość życia ową teorię dominacji głosił, po tych wszystkich latach pracy i obserwacji wycofał się całkowicie ze swoich poglądów na temat hierarchii, alfy i podobnych i przed śmiercią wydał książkę, w której oznajmia, że psio-ludzkie relacje są oparte na zupełnie innych zasadach. Książka niestety nie została nigdy wydana w Polsce, za to sama teoria dominacji w międzyczasie znalazła na świecie naśladowców typu Jan Fennel (która też chyba ostatniej książki Fishera nie przeczytała), plus całą gromadę zwolenników, którzy sypią jak z rękawa wyjaśnieniami wszelkich psich zachowań w analogii do wilczego stada, obnażając przy tym powalającą niewiedzę na temat faktycznego funkcjonowania stada takowego :)
Podpieranie się teorią dominacji i zwalanie wszystkich nieodpowiednich zachowań psa złą pozycją w stadzie zaczyna u niektórych zakrawać na obsesję... Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać, kiedy ktoś niszczenie mebli przez znudzonego psa albo lęk przed hukiem zaczyna tłumaczyć dominacją. Sama nie wiem, może TD tak lubią ludzie mający jakieś specyficzne problemy ze swoim ego?

Posted

SAIKO, naprawdę wierzysz w te bzdury o teorii dominacji? Naprawdę?


Najnowsze badania udowodniły dwie rzeczy; pies jest psem, ale nie bardzo rozumie że jest innym gatunkiem niż człowiek...wiele swoich zachowań czerpie z "pradawnej wilczej natury", jest hierarchiczny - to fakt, jak może to sobie ustawi człowieka, różni go od wilka tylko to, że korzysta z obecności człowieka...:)

Posted

SAIKO napisał(a):
Najnowsze badania udowodniły dwie rzeczy; pies jest psem, ale nie bardzo rozumie że jest innym gatunkiem niż człowiek...wiele swoich zachowań czerpie z "pradawnej wilczej natury", jest hierarchiczny - to fakt, jak może to sobie ustawi człowieka, różni go od wilka tylko to, że korzysta z obecności człowieka...:)


Najnowsze badania - źródło poproszę. Bo jak na razie to TD w moich oczach nie istnieje, jeśli sam twórca się z niej wycofał, patrz post Martens, a w szczególności:

Martens napisał(a):
Teorii dominacji to kłaniam się ja :evil_lol: bo jeden z jej głównych głosicieli, autor książki Okiem psa, czyli John Fisher, który przez długie lata badał behawior psów i psowatych, i przez większość życia ową teorię dominacji głosił, po tych wszystkich latach pracy i obserwacji wycofał się całkowicie ze swoich poglądów na temat hierarchii, alfy i podobnych i przed śmiercią wydał książkę, w której oznajmia, że psio-ludzkie relacje są oparte na zupełnie innych zasadach. Książka niestety nie została nigdy wydana w Polsce, za to sama teoria dominacji w międzyczasie znalazła na świecie naśladowców typu Jan Fennel (która też chyba ostatniej książki Fishera nie przeczytała), plus całą gromadę zwolenników, którzy sypią jak z rękawa wyjaśnieniami wszelkich psich zachowań w analogii do wilczego stada, obnażając przy tym powalającą niewiedzę na temat faktycznego funkcjonowania stada takowego :)

Posted

Byłeś i widziałeś? Bo zauważyłam, że zwolennicy teorii dominacji mają bardzo dziwaczne poglądy na temat tego, co robią dzikie psowate a czego nie robią. Jak porównać to z rzeczywistością, nagle okazuje się, że zasady typu jedzenie pozorowane czy przechodzenie najpierw przez drzwi zostały wyssane z palca. W lasach i na sawannach nie ma drzwi, a przez wąskie przejścia stado przechodzi tak, jak jest najkorzystniej dla powodzenia polowania i nie zawsze pierwszy jest lider, a osobnik o najlepszym węchu/słuchu lub po prostu najszybszy.
Podobnie z jedzeniem - pierwszeństwo absolutne mają młode przed osiągnięciem dojrzałości płciowej - stąd bujdą na resorach jest rzekome wzorowanie z natury pozorowanego jedzenia przy psie w wieku np. 7 miesięcy.
Podobnie zwolennicy TD żywią dziwne przekonanie, że jak pies jest podporządkowany to natychmiast bez szemrania odda nam kość czy zabawkę - nie wiem kto to wymyślił, ale w stadzie dzikich psowatych jest zupełnie inaczej; każdy, nawet najniżej stojący w hierarchii osobnik będzie bronił swojego żarcia warcząc i szczerząc zęby, bo jego utrata oznacza śmierć głodową, i guzik tego osobnika obchodzi, czy chce mu to zabrać lider, czy nie. Stąd całkowicie naturalne jest to, że pies warczy kiedy chcemy zabrać mu kość, i nie oznacza to wcale, że nas zdominował. Owszem, można nauczyć psa, by tę kość oddawał - mozna pozytywnie z miłym skutkiem, można siłą i na pozór skutecznie, dopóki do jedzącego psa nie podejdzie ktoś słabszy czy dziecko :diabloti: ale nadal nie znaczy to, że oddawanie nam żarcia ma coś wspólnego z hierarchią, bo tak jak pisałam, u dzikich psowatych to nie występuje.

Teorii dominacji to kłaniam się ja :evil_lol: bo jeden z jej głównych głosicieli, autor książki Okiem psa, czyli John Fisher, który przez długie lata badał behawior psów i psowatych, i przez większość życia ową teorię dominacji głosił, po tych wszystkich latach pracy i obserwacji wycofał się całkowicie ze swoich poglądów na temat hierarchii, alfy i podobnych i przed śmiercią wydał książkę, w której oznajmia, że psio-ludzkie relacje są oparte na zupełnie innych zasadach. Książka niestety nie została nigdy wydana w Polsce, za to sama teoria dominacji w międzyczasie znalazła na świecie naśladowców typu Jan Fennel (która też chyba ostatniej książki Fishera nie przeczytała), plus całą gromadę zwolenników, którzy sypią jak z rękawa wyjaśnieniami wszelkich psich zachowań w analogii do wilczego stada, obnażając przy tym powalającą niewiedzę na temat faktycznego funkcjonowania stada takowego :smile:
Podpieranie się teorią dominacji i zwalanie wszystkich nieodpowiednich zachowań psa złą pozycją w stadzie zaczyna u niektórych zakrawać na obsesję... Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać, kiedy ktoś niszczenie mebli przez znudzonego psa albo lęk przed hukiem zaczyna tłumaczyć dominacją. Sama nie wiem, może TD tak lubią ludzie mający jakieś specyficzne problemy ze swoim ego?


Szczerze to nie jestem zwolennikiem takich metod jak; pierwsze przechodzenie przez drzwi od psa, czy właśnie żądanie oddania bez niczego zabawki...to już jest także moim zdaniem "absurdalne". Nie czytałem w pełni książki "Okiem psa" i nie znam tych wszystkich niuansów przedstawianych przez tego "pana". Jestem jednak jak najbardziej "za" metodami przedstawianymi przez Cezara Milana i tu także nie jestem jakimś "specjalnym fanem" zauważyłem, że jego metody działają w porównaniu do pozytywnych, które w przypadku trudniejszych psów średnio lub nawet słabo się sprawdzają. Nie jestem także szkoleniowcem, bo raczej jestem za młody...:) wciąż się uczę i powiem "szczerze" że ciekawi mnie ta dyskusja. W pracy z własnym psem koryguję złe zachowania, a dobre nagradzam jednak dążę do tego, aby pies mnie szanował, szanował moją i czyjąś przestrzeń i wiedział, że "nic złego nie zagraża ze strony otoczenia".

Posted

SAIKO napisał(a):
Jestem jednak jak najbardziej "za" metodami przedstawianymi przez Cezara Milana i tu także nie jestem jakimś "specjalnym fanem" zauważyłem, że jego metody działają w porównaniu do pozytywnych, które w przypadku trudniejszych psów średnio lub nawet słabo się sprawdzają.


Jesteś również za metodami takimi jak kopanie w podbrzusze psa, który dawno zaprzestał ataku na innego czy straszenie na bieżni przeraźliwymi hałasami w ramach odczulania od lęku przed hukiem, czego efektem jest dygoczący, śliniący się pies, obok którego siedzi Cesar z radosnym uśmiechem twierdzący, że pies jest zrelaksowany? To wszystko z jego programu. Jeśli nie oglądałeś całości i nie zapoznałeś się z opiniami na ten temat zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników, niebezpieczne jest pisanie "jestem za jego metodami" ;) Jest masa szkoleniowców, którzy nie szkolą tylko i wyłącznie pozytywnie, a są dużo bardziej godni naśladowania niż Millan - różnica tylko taka, że oni nie mają programów w tv, trzeba do nich ruszyć tyłek i poobserwować przy pracy ;) Millan to showmen korzystający z metod wymyślonych dawno przez innych; w jego programie nie ma prawie żadnych nowości, za to osoba wprawiona w temacie po kilku odcinkach z pewnością zaobserwuje straszne błędy w czytaniu mowy ciała psa (być może pod publiczkę, bo Millan lubi udramatyczniać, albo wmawiać, że pies jest zrelaksowany, choć wcale nie jest), jak i zdecydowany nadmiar brutalności w sytuacjach i przy psach tego nie wymagających.

SAIKO napisał(a):
W pracy z własnym psem koryguję złe zachowania, a dobre nagradzam jednak dążę do tego, aby pies mnie szanował, szanował moją i czyjąś przestrzeń i wiedział, że "nic złego nie zagraża ze strony otoczenia".


I bardzo fajne podejście. Po co odziewać je w ten dominacyjno-hierarchiczny płaszczyk? ;)

SAIKO napisał(a):
Najnowsze badania udowodniły dwie rzeczy; pies jest psem, ale nie bardzo rozumie że jest innym gatunkiem niż człowiek...wiele swoich zachowań czerpie z "pradawnej wilczej natury", jest hierarchiczny - to fakt, jak może to sobie ustawi człowieka, różni go od wilka tylko to, że korzysta z obecności człowieka...:smile:


Skoro pies nie odróżnia człowieka od innego psa, nie łapie różnicy gatunkowej, to jakim cudem mnóstwo psów przejawia problemy behawioralne tylko w odniesieniu do innych psów, a do ludzi nie, lub odwrotnie? Co powiesz o TTB, zazwyczaj niezwykle łagodnych do ludzi, a bardzo trudnych w kontaktach z innymi psami tej samej płci? Przecież nie rozumieją, że człowiek to inny gatunek, więc czemu nie przenoszą tych zachowań? Proszę, nie róbmy z psów idiotów. Pies doskonale wie, kiedy widzi psa, kiedy człowieka, a kiedy kota. Może mieć problemy z porozumieniem, bo przy braku socjalizacji nie zna mowy ciała tych zwierząt, ale zazwyczaj podejście do tych 3 gatunków ma odmienne, więc jak można powiedzieć, że on nie widzi różnicy?
Że niby od wilka różni psa tylko korzystanie z obecności człowieka to już kompletna herezja - różnic jest masa i na poziomie anatomicznym, i behawioralnym. Gdyby istniała tylko ta jedna różnica, psy nie nadawałyby się na naszych towarzyszy. Gdyby psy przejawiały taką hierarchiczność jak wilki, po powrocie z długiej podróży albo w razie choroby miałbyś spore szanse na zagryzienie przez swojego zwierzaka - bo tak to się odbywa w stadzie wilczym. Tam hierarchia to nie przelewki; lider po nieobecności nie jest witany merdaniem ogonków i lizaniem, tylko dostaje ostro w kość, żeby sprawdzić, czy jeszcze daje radę; jego choroba czy słabość nie powoduje, że osobniki podległe liżą mu mordkę i leżą obok - zwykle inny samiec bardzo szybko przejmuje jego rolę lub nawet eliminuje ze stada. To jest hierarchiczność w wilczym wydaniu, nasze psy, choćby nie wiem jak "dominujące" to przy tym pikuś ;) one w ogromnej większości nie są nawet same w stanie stworzyć stabilnego naturalnego stada...

Posted

SAIKO napisał(a):


Wybacz, ale stacja, która emituje odcinki cudownego zaklinacza, który ni mniej ni więcej robi wielkie SHOW i nic poza tym nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem ;)

BTW., metod Millana nie należy stosować samodzielnie - on to ciągle powtarza, w takim prostokąciku w trakcie emisji programu zdaje się też jest ostrzeżenie, ale jak widać można je sobie o kant d. potłuc, skoro zwolennicy Cesara, stosujący samodzielnie jego tricki, wyrastają co i rusz jak grzyby po deszczu :roll:

SAIKO, poczytaj różne pozycje z literatury - serio. Sięgnij po Mrzewińską, Waldoch, Sjosten, Corena, McConnell, Dennison i innych. Poczytaj, pogadaj z prawdziwymi szkoleniowcami, behawiorystami, czy nawet właścicielami problemowych acz ułożonych psów, wyrób sobie swoją własną opinię na temat układania psa. Bo zobaczyć show w TV i się nim kierować w normalnym życiu to tak trochę nie bardzo ;)

  • 4 weeks later...
  • 3 years later...
Posted

Jaki właściciel, taki pies. Mam psa, małego, ma 2 lata. Jest on najspokojniejszym psem jaki istnieje. Nigdy na nikogo nie zawarczał, na inne psy nie zwracał nigdy uwagi. Jest jamnikiem, czyli teoretycznie powinien być wredny, no więc jak widać, rasa nie gra tu żadnej roli. 3 miesiące temu przeprowadziłem się razem z nim do Niemczech. Tak jak w Polsce wszystkie psy reagowały zazwyczaj spokojem na jego spokój, tak tu już dwukrotnie został pogryziony. Psy zrywają się ze smyczy tylko po to, żeby go zaatakować. Jednak nie obwiniam o takie zachowanie psów, czy ich charakterów. Niemcy są najwredniejszym, najpodlejszym narodem w stosunku do spokojnych(nie lubiących przesadnej zabawy) osób. Sam nie jestem zbytnio zabawowy i miałem już kilkakrotnie okazję doświadczyć ich gościnności wobec takich ludzi. W Polsce też widywałem czasami takich państwa, jak w Niemczech, ale tylko w małych ilościach. Mogę się założyć, że ty, właścicielko tego owczarka, zdążyłaś już się zarazić "wielką Europą" i jeśli ty nie zmienisz swojego nastawienia, to twój pies pozostanie taki, jaki jest.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...