Dorin91 Posted June 18, 2011 Posted June 18, 2011 Jak można doprowadzić psy do takiego stanu :( Kama83 napisał(a):jest tez osoba (moze sama sie wypowie), wolontariuszka z Sosnowca, ktora zna jakas hodowczynie briardow, poprosi ja o pomoc w szukaniu domu... zdjecia pozniej. To co prawda nie jest hodowczyni briardów, tylko innej rasy, ale dzięki temu zna też innych hodowców, dlatego powiedziałam o bidach, popytają. Quote
kamil19201 Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 Ja wyszedłem z Aresem, początkowo był bardzo zestresowany. Kiedy chcieliśmy iśc w przeciwnych kierunkach, Ares bardzo piszczał i ciągnął w kierunku Alaski. Psy raczej ignorował, jednak jeśli jakiś był zbyt nachalny, czasem potrafił zawarczeć, jednak mogło to być spowodowane strachem. Kiedy poszliśmy do lasu psy się trochę otworzyły, bardzo domagały się pieszczot, Alaska nawet łasiła się jak kot, Ares w sumie też. Ares boi się samochodów (Alaska mniej), gdy zobaczył samochód, ciągnął w stronę lasu... Kiedy poszliśmy na wybieg, oba się ucieszyły, biegały za nami, ogony poszły w górę, jednak widać było, że są zestresowane, na wybiegu ignorowały psy. Quote
madzia.uje93 Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 Jestem u biedynych psiaków, oba pragną kontaktu z człowiekiem, nawet po tym co im się przytrafiło:( Quote
maciaszek Posted June 19, 2011 Author Posted June 19, 2011 Kamilu, dzięki za relację :). Wygląda na to, że rzeczywiście muszą trafić do wspólnego domu. Tylko jak taki znaleźć? To duże psy wszakże... Quote
jofracy Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 Jeśli mogę nieśmiało wyrazić swoje zdanie, to uważam, że one są teraz w takim stresie, że jeżeliby je trzeba było rozdzielać to właśnie teraz. Będą mogły zacząć od zera i jakoś przeboleją. Naciskając na wspólny dom (choć jeśli by się taki zdarzył byłoby cudownie) obawiam się, że zmniejszamy im szansę na adopcję. Quote
maciaszek Posted June 19, 2011 Author Posted June 19, 2011 Wolelibyśmy, żeby znalazły dom razem, ale to nie znaczy, że jak się znajdą 2 osobne to ich nie rozdzielimy. W nadchodzącym tygodniu, jak już pisałam, schronisko rozdzieli je do osobnych boksów. Zobaczymy co się będzie działo. Quote
Onaa Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 Według mnie najtrudniejsze może być to że nie wiadomo czy one mogą , będą umiały mieszkać w bloku czy tylko nadają się do domu z ogródkiem , no i czy są łagodne. Quote
maciaszek Posted June 19, 2011 Author Posted June 19, 2011 Z mieszkaniem w domu/bloku na pewno na początku będą problemy. Choćby z zachowywaniem czystości albo ograniczoną przestrzenią. Ale to jest, jak sądzę, do przeskoczenia, dla cierpliwego właściciela oczywiście. Z czasem pewnie nauczą się, że w mieszkaniu też da się żyć ;). Co do łagodności to do ludzi na bank nastawione są pozytywnie i łagodnie, z psami to zagadka i tego pewnie się nie dowiemy (przynajmniej na razie). Quote
kamil19201 Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 zapomniałem jeszcze dodać, że gdy Alaska sie oddalała to Ares piszczał ale tylko wtedy gdy ją widział.... jak tracił ją z oczu to przestawał i zachowywał się 'normalnie' Quote
natija Posted June 19, 2011 Posted June 19, 2011 a ja jednak mam nadzieje,ze znajda sie dla nich domek i beda razem,trzymam mocno za nie kciuki :) Quote
Jasza Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 Zapisuję wątek. Widzę, że ciotek briardowych sporo. Kciuki zaciskam. Quote
Klementynkaa Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 mamy też taką dobermanią parkę... ona śliczna dobermaneczka, on dobkopodobny. szukamy i szukamy wspólnego domku i kiepsko :( wiem, że to mało racjonalne ale psy też się potrafią polubić i przezywac rozstanie. kiedys w to nie do końca wierzyłam ale od czasu jak obserwuję relacje moich osobistych dwóch potworów to czasem łza się w oku kręci ze wzruszenia! porozsyłałam je do znajomych i wiem, że oni podeslą dalej, trzymamy kciuki. Quote
__Lara Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 Zaglądam do psiaków. Czyli wiemy już coś więcej o nich, to dobrze :) Quote
Kosmaty Gałganek Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 [FONT=Comic Sans MS]Z całych sił trzymam kciuki za ten jeden wspólny dom. Ale życie życiem ...[/FONT] Quote
maciaszek Posted June 20, 2011 Author Posted June 20, 2011 Niestety nie mam dobrych wiadomości... Alaska odeszła dziś w nocy :placz: :placz:. Nie wiadomo co się stało. Wczoraj była w dobrej formie (dobrej jak na swój stan). Normalnie jadła, żadnych objawów chorobowych, nastrój ok. Dzisiaj rano leżała martwa w boksie :placz:. Tak po prostu, była i jej nie ma :(. Nie umiem sobie miejsca znaleźć... Mam do siebie pretensje, że czekałam... trzeba było ją zabierać, trzeba było je rozdzielić. Żyłaby... :placz:. Chcieliśmy dobrze, a zrobiliśmy tylko gorzej :(. Przepraszam Cię psino, zawaliłam... Mam nadzieję, że lepiej Ci tam, gdzie teraz jesteś... :-( Ares został sam. Nawet jakoś daje radę. Został przeniesiony do boksu hotelowego, bo akurat się zwolnił. Tam ma lepsze warunki i większy spokój. Mamy dla niego dom tymczasowy, ale dopiero od następnego czwartku-piątku. Mam zatem pytanie-prośbę - czy ktoś mógłby go do tego czasu "przechować"? 10 dni. Potem na pewno zostanie przez dt zabrany. Boję się, że jeśli go nie wyciągniemy ze schronu to powtórzy los Alaski... Cholera, taka jestem wściekła na siebie... Można było Alaskę uratować. :( Quote
Eden Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 [*] dla Alaski, trzymam kciuki aby Aresowi się udało. Quote
leonarda Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 Kasia, wiem, że słowa nic nie pomogą i wiem, jak się czujesz. Ale jednak napiszę - sama w głębi duszy na pewno wiesz, że to nie Twoja wina. Tylko tych ................, co dopuścili do takiego stanu psów. Co do Alaski - te jej oczy i ona cała, i to że jej już nie ma - tu brak słów w ogóle:-(:-(:-(:bluepaw: Quote
soboz4 Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 Bardzo przykre, biedne psiaki, zabijane na raty, to wyjątkowe bestialstwo!!! Quote
maciaszek Posted June 20, 2011 Author Posted June 20, 2011 leonarda napisał(a):Kasia, wiem, że słowa nic nie pomogą i wiem, jak się czujesz. Ale jednak napiszę - sama w głębi duszy na pewno wiesz, że to nie Twoja wina. Tylko tych ................, co dopuścili do takiego stanu psów. Wiem, wiem ze już dawno ktoś mógł z tym coś zrobić, że już dawno ktoś coś zawalił i na te osoby, które udawały, że nie widzą jestem strasznie wściekła... Wiem, że to nie moja wina, że Alaska była w takim stanie. Ale moja, że za długo się wahałam czy je rozdzielać czy nie. Trzeba było ja wyciągać i już. Może i tak by odeszła, ale przynajmniej w domu, przy człowieku... A może udałoby się ją uratować. Teraz trzeba się skupić na ratowaniu Aresa. Przypominam, że można go brać, choćby już. Dt ma od następnego piątku. Ale do tej pory trzeba by go gdzieś ulokować. Macie jakieś pomysły?! Quote
Onaa Posted June 20, 2011 Posted June 20, 2011 Nie spodziewałam się takiej wiadomości :(. Chociaż Alaska była już stara, i taka wychudzona, na pewno miała wyniszczony organizm. Nie zaznała dobra ludzkiego, ale nie była sama, miała przy sobie wiernego Areska. Teraz to Ares został sam. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.