Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Jak można doprowadzić psy do takiego stanu :(

Kama83 napisał(a):
jest tez osoba (moze sama sie wypowie), wolontariuszka z Sosnowca, ktora zna jakas hodowczynie briardow, poprosi ja o pomoc w szukaniu domu... zdjecia pozniej.

To co prawda nie jest hodowczyni briardów, tylko innej rasy, ale dzięki temu zna też innych hodowców, dlatego powiedziałam o bidach, popytają.

  • Replies 176
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ja wyszedłem z Aresem, początkowo był bardzo zestresowany. Kiedy chcieliśmy iśc w przeciwnych kierunkach, Ares bardzo piszczał i ciągnął w kierunku Alaski. Psy raczej ignorował, jednak jeśli jakiś był zbyt nachalny, czasem potrafił zawarczeć, jednak mogło to być spowodowane strachem. Kiedy poszliśmy do lasu psy się trochę otworzyły, bardzo domagały się pieszczot, Alaska nawet łasiła się jak kot, Ares w sumie też. Ares boi się samochodów (Alaska mniej), gdy zobaczył samochód, ciągnął w stronę lasu... Kiedy poszliśmy na wybieg, oba się ucieszyły, biegały za nami, ogony poszły w górę, jednak widać było, że są zestresowane, na wybiegu ignorowały psy.

Posted

Jeśli mogę nieśmiało wyrazić swoje zdanie, to uważam, że one są teraz w takim stresie, że jeżeliby je trzeba było rozdzielać to właśnie teraz. Będą mogły zacząć od zera i jakoś przeboleją. Naciskając na wspólny dom (choć jeśli by się taki zdarzył byłoby cudownie) obawiam się, że zmniejszamy im szansę na adopcję.

Posted

Wolelibyśmy, żeby znalazły dom razem, ale to nie znaczy, że jak się znajdą 2 osobne to ich nie rozdzielimy.
W nadchodzącym tygodniu, jak już pisałam, schronisko rozdzieli je do osobnych boksów. Zobaczymy co się będzie działo.

Posted

Według mnie najtrudniejsze może być to że nie wiadomo czy one mogą , będą umiały mieszkać w bloku czy tylko nadają się do domu z ogródkiem , no i czy są łagodne.

Posted

Z mieszkaniem w domu/bloku na pewno na początku będą problemy. Choćby z zachowywaniem czystości albo ograniczoną przestrzenią. Ale to jest, jak sądzę, do przeskoczenia, dla cierpliwego właściciela oczywiście. Z czasem pewnie nauczą się, że w mieszkaniu też da się żyć ;).
Co do łagodności to do ludzi na bank nastawione są pozytywnie i łagodnie, z psami to zagadka i tego pewnie się nie dowiemy (przynajmniej na razie).

Posted

zapomniałem jeszcze dodać, że gdy Alaska sie oddalała to Ares piszczał ale tylko wtedy gdy ją widział.... jak tracił ją z oczu to przestawał i zachowywał się 'normalnie'

Posted

mamy też taką dobermanią parkę... ona śliczna dobermaneczka, on dobkopodobny. szukamy i szukamy wspólnego domku i kiepsko :( wiem, że to mało racjonalne ale psy też się potrafią polubić i przezywac rozstanie. kiedys w to nie do końca wierzyłam ale od czasu jak obserwuję relacje moich osobistych dwóch potworów to czasem łza się w oku kręci ze wzruszenia!
porozsyłałam je do znajomych i wiem, że oni podeslą dalej, trzymamy kciuki.

Posted

Niestety nie mam dobrych wiadomości...
Alaska odeszła dziś w nocy :placz: :placz:. Nie wiadomo co się stało. Wczoraj była w dobrej formie (dobrej jak na swój stan). Normalnie jadła, żadnych objawów chorobowych, nastrój ok. Dzisiaj rano leżała martwa w boksie :placz:. Tak po prostu, była i jej nie ma :(.
Nie umiem sobie miejsca znaleźć...
Mam do siebie pretensje, że czekałam... trzeba było ją zabierać, trzeba było je rozdzielić. Żyłaby... :placz:.
Chcieliśmy dobrze, a zrobiliśmy tylko gorzej :(.

Przepraszam Cię psino, zawaliłam... Mam nadzieję, że lepiej Ci tam, gdzie teraz jesteś... :-(




Ares został sam.
Nawet jakoś daje radę.
Został przeniesiony do boksu hotelowego, bo akurat się zwolnił. Tam ma lepsze warunki i większy spokój.
Mamy dla niego dom tymczasowy, ale dopiero od następnego czwartku-piątku.
Mam zatem pytanie-prośbę - czy ktoś mógłby go do tego czasu "przechować"? 10 dni. Potem na pewno zostanie przez dt zabrany.
Boję się, że jeśli go nie wyciągniemy ze schronu to powtórzy los Alaski...

Cholera, taka jestem wściekła na siebie...
Można było Alaskę uratować. :(

Posted

Kasia, wiem, że słowa nic nie pomogą i wiem, jak się czujesz. Ale jednak napiszę - sama w głębi duszy na pewno wiesz, że to nie Twoja wina. Tylko tych ................, co dopuścili do takiego stanu psów. Co do Alaski - te jej oczy i ona cała, i to że jej już nie ma - tu brak słów w ogóle:-(:-(:-(:bluepaw:

Posted

leonarda napisał(a):
Kasia, wiem, że słowa nic nie pomogą i wiem, jak się czujesz. Ale jednak napiszę - sama w głębi duszy na pewno wiesz, że to nie Twoja wina. Tylko tych ................, co dopuścili do takiego stanu psów.

Wiem, wiem ze już dawno ktoś mógł z tym coś zrobić, że już dawno ktoś coś zawalił i na te osoby, które udawały, że nie widzą jestem strasznie wściekła...
Wiem, że to nie moja wina, że Alaska była w takim stanie. Ale moja, że za długo się wahałam czy je rozdzielać czy nie. Trzeba było ja wyciągać i już.
Może i tak by odeszła, ale przynajmniej w domu, przy człowieku... A może udałoby się ją uratować.


Teraz trzeba się skupić na ratowaniu Aresa.
Przypominam, że można go brać, choćby już. Dt ma od następnego piątku. Ale do tej pory trzeba by go gdzieś ulokować.
Macie jakieś pomysły?!

Posted

Nie spodziewałam się takiej wiadomości :(.
Chociaż Alaska była już stara, i taka wychudzona, na pewno miała wyniszczony organizm.
Nie zaznała dobra ludzkiego, ale nie była sama, miała przy sobie wiernego Areska.

Teraz to Ares został sam.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...