Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

behemotka - ja do tego wszystkiego podchodzę trochę emocjonalnie, ale bo mi zależy na zdrowiu psa ;) więc trochę szokujące są dla mnie słowa, że karmy przemysłowe to "aż takie zło". psa na suchym żarciu mam niecały rok - i wychodzi mnie to dużo taniej [bo wrażliwiec, fileciki z kurczaka tylko drobno przemielone przegryzione przeżute i podane dopiero ;)] i szybciej - to nie ma co ukrywać. dostawał acanę, która przestała służyć, przechodzę na royala dla wrażliwców - i jako że o royalu wiele złego i gorszego czytam to wszystkie takie informacje, jakie podajesz - odbieram że tak powiem intensywnie :) mój poprzedni pies karmiony był "jak leci" - a to mięsko a to puszka z kaszą a to jakaś zupka [zwłaszcza na wczasach] i poza nadwagą to wyglądała super a biegunek i innych problemów nie było, teraz mam psa który reaguje biegunką na pół kromki chleba czy liść sałaty podany extra poza miską, to jest mi trochę trudno dobrać dietę. zwłaszcza, że trafiam na weterynarzy po szkoleniu RC - że li i tylko weterynaryjna dieta royal canin, a na pytania - co poza tym, jakie rzeczy pies z zespołem jelita drażliwego może jeść - wzruszają ramionami i nie wiem - RC hypoalergenic najlepiej bo pewnie szkodzi mu wszystko ;) to leczę psa na własną rękę że tak powiem z póki co super skutkami, tylko to żarcie. co dawać, żeby problemy nie wróciły ale żeby psu krzywdy nie robić przy tym. tej długofalowej też.

  • Replies 66
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='filodendron']Oczywiście, że się liczą, ale to się sprowadza do przerzucania się przykładami - znałam psa, który żył lat 15 na ryżu z kurczakiem i marchewką. Żył całkiem fajnie aż umarł. Sekcja wykazała, że miał zniszczoną wątrobę. Znałam psa, który żył lat 17 na suchej karmie. Sekcji nie zrobiono. Tak czy siak oba psy nieźle sobie pożyły. Znam osobę wybitnie mięsożerną, która praktycznie nie choruje mimo swoich 78 lat i wegetariankę z tak schorowanym organizmem, że od lat nie może zajść w ciąże, choć bardzo chce. Kłopot polega na tym, że zupełnie nic z tego nie wynika, poza tym, że niektórzy są lepiej a inni słabiej obdarzeni potencjałem genetycznym.Umyślnie nie przerzucam się przykładami. Podałam argumenty różnorakiej natury, na które jakoś brak kontry. Zapytałam o jakikolwiek argument ZA paszą przemysłową - odpowiedzi też brak (poza wygodą dla człowieka, oszczędnością czasu człowieka oraz zwolnieniem człowieka z konieczności myślenia o psim jedzeniu).

Miło, że chociaż przykład podajesz. Oba psy dożyły słusznego wieku. Z ciekawości: jakich były gabarytów i ew. rasy/w typie rasy? Pozostaje jeszcze naturalnie kwestia, z czego wynikało zniszczenie wątroby, ale nie jest to pytanie zbyt istotne, jako że w późnych latach nawet świetnie traktowany organizm ma prawo po prostu przestać działać.

[quote name='filodendron']Jaki sens ma wyliczanie takich przykładów. Ani Ty nie wiesz, czy Twój pies pożyje długo na gotowanym, ani ja nie wiem, czy na barfie, ani Dobert nie ma tej pewności w kwestii suchej. Jedynie bezstronna statystyka, choćby ograniczona terytorialnie, mogłaby coś w tej kwestii wykazać, no ale takiej nie ma, więc i rozmowa jest jaka jest - można jedynie pogdybać i powymieniać się informacjami o tym, co kto woli i co się u niego lepiej sprawdza.Serio uważasz, że wyłącznie bezstronna statystyka może coś udowodnić? Więc bez bezstronnej statystyki nie przyjmiesz też np., że pies codziennie bity i przypalany papierosami ma spore szanse nabawić się jakiejś traumy? Wybacz, ale stwierdzenie jak powyżej wydaje mi się... niebezpieczne. Toż fani amputacji estetycznych przekonują do swojego systemu wartości za pomocą identycznego trybu: szczeniaka przecież nie boli, jak mu na żywca odetniemy ogon; w końcu nikt tego na odpowiednio naukowej drodze nie udowodnił, nie? :shake:

Genetyka - ależ oczywiście, ma swoje prawa. W pełni się zgadzam, że wpływa na długość życia, nieraz ją determinuje. Ale oprócz kart wyjściowych organizm gra też tym, co dostanie w trakcie partii. Przykładowo niejeden palacz z trzydziestoletnim stażem nałogu jest zdrowy jak koń. Równolegle na nowotwory zapadają też ludzie, którzy papierosa nigdy w ręku nie mieli. Jedni i drudzy najpewniej zawdzięcza stan zdrowia m.in. wrodzonym skłonnościom, czyli genom. Tym niemniej palacz ma jakby ździebko większą szansę zapoznać się bliżej z rakiem płuc (o krtani nie wspominając). Chyba że i z tym się nie zgodzisz?

Na zapomniany zdrowy rozsądek: Każdy organizm ma się lepiej (= jest sprawniejszy, lepiej przystosowany do odparcia ataku ew. choroby, bardziej odporny etc.), żyjąc na diecie przystosowanej do jego potrzeb gatunkowych oraz indywidualnych. Możesz wyjaśnić, z jaką częścią tego założenia - i na jakiej podstawie - się nie zgadzasz? Bo z Twojego postu można wysnuć wniosek, że pies karmiony otrębami ze smalcem będzie miał takie same widoki na długie i zdrowe życie jak ten na menu dostosowanym pod każdym względem do potrzeb jego organizmu.

Przecież nie twierdzę, że każdy bez wyjątku pies karmiony wyłącznie tudzież prawie wyłącznie chrupkami szybko się rozchoruje i odejdzie. Tak samo jak nie każdy pies wypuszczany dzień w dzień na samowolne spacery przy drodze szybkiego ruchu skończy jako krwawa plama na poboczu. Ale doświadczenie pokazuje (choć nie ma na ten temat żadnych bezstronnych statystyk :roll:), że niepilnowany zwierz ma dużo większą szansę zakończyć życie w gwałtowny i tragiczny sposób niż futro, na które opiekun uważa.

[quote name='filodendron'](btw może warto wrócić do rozdrabniania warzyw, bo z tego co wiem, pies nie trawi celulozy będącej budulcem ścianek komórkowych roślin i maksymalne rozdrobnienie sprzyja zwiększeniu przyswajalności pokarmu roślinnego)A kto mówi, że nie są rozdrabniane? Sam sobie rozdrabnia, zębami ;-)

Posted

pauli_lodz, to świetnie, że zależy Ci na zdrowiu psa. Tym bardziej: uważaj, co mu dajesz. Bo karmiąc chrupkami, naprawdę nie masz żadnej gwarancji, co jest w składzie. Na szok nic nie poradzę, niestety :sad:. Sama byłam w lekkim szoku, dowiedziawszy się, że poważne, duże, cieszące się zaufaniem klientów firmy dodają do karm m.in. odparowane odchody oraz ciała zwierząt uśpionych w lecznicach i schroniskach. W jeszcze większy wstrząs wprawiła mnie informacja, że jest to działanie jak najbardziej legalne i dozwolone, w związku z powyższym raczej się nie zmieni :crazyeye:

Też początkowo dałam się przekonać troskliwym koncernom :oops:, że tak naprawdę to jestem za głupia na samodzielne żywienie zwierzaka, że oni wiedzą lepiej, jak idealnie zestawić składniki, więc powinnam tylko grzecznie kupić, co dają, nie zadawać żadnych pytań i przypadkiem nie dawać nic na własną rękę.
A potem zaczęłam myśleć.

OK, może mi łatwiej mówić, bo pies jest zasadniczo w miarę spożywczo bezproblemowy: nie grymasi, rzadko miewa niestrawność czy podobne atrakcje. Tylko miał w swoim czasie skórne objawy alergiczne, z którymi się bujałam na restrykcyjnej diecie wyłącznie z hypoalergicznego rc. Zniknęły na BARFie + acanie (chrupki były dodatkiem).

Przy psie wrażliwym jest z pewnością trudniej. Nie wyciągnę z rękawa rozwiązania, bo ani zwierza nie widziałam, ani nie jestem ekspertem ;). Na Twoim miejscu na pewno nie dawałabym mu samych chrupek - zwłaszcza takiej jakości jak rc, odkąd firmę przejął producent pedigree i whiskasa. W żywieniu jak w leczeniu, diagnoza najważniejsza, więc dlaczego właściwie acana (to ma większe szanse być stosunkowo porządnym żarciem) przestała służyć? Co się zmieniło? Próbowałaś innych linii, niekoniecznie przeznaczonych dla wrażliwców? Próbowałaś BARFa gotowego, w zmielonej postaci (może zmielone kości przyjmie)?

I dlaczego nie mieszać? Gotowane posiłki, surowe mięso (najpierw trzeba by się zorientować, czy psu z nietolerancją kości można podawać mięso np. z preparatami wapniowymi, żeby nie zaburzyć proporcji fosforowo-wapniowych), chrupki też...


Zachowajmy wszyscy zdrowy rozsądek ;). Z suchymi karmami jest jak z czekoladą - gdyby były aż tak trujące, jak ostrzegają najbardziej zajadli przeciwnicy, większość psów już dawno by się przekręciła. Natomiast pod wpływem samodzielnego myślenia, zdobytej wiedzy oraz badań ludzi, którzy w przemyśle żywienia zwierząt siedzą od -nastu lat, nie mam wątpliwości, że karmienie wyłącznie lub prawie wyłącznie paszą przemysłową jest dla psa szkodliwe i znacząco zmniejsza szanse na długie życie.

Posted

Behemotka, trochę przeinaczasz to, co piszę, albo raczej doszukujesz się drugiego albo i trzeciego dna. Nigdzie nie napisałam, że karma przemysłowa jest lepsza od jedzenia nieprzetworzonego. Więcej - napisałam, że karmię psa barfem. Napiszę jeszcze więcej - rok, w którym karmiłam suchą karmą był statystycznie najgorszym rokiem w życiu mojego psa (najwięcej wizyt u weta) ale też karmę wybrałam wyjątkowo fatalnie - Royal Canin. Może gdybym wybrała Biomill albo jakąś Nutrę, to byłoby zupełnie inaczej. Po prostu nie wierzę w to, że karma przemysłowa jest produkowana w celu skrócenia życia psów ;) (No, może poza molochami idącymi wyłącznie w ilość a nie jakość - typu pedigree.) Psy to klienci - im dłużej żyją, tym więcej zjedzą. I nie wierzę w powszechność przekrętów typu utylizacja zwłok usypianych zwierząt. Na tym rynku jest ogromna konkurencja - gdyby szkodliwość suchej karmy wynikająca z jakości składników użytych do ich produkcji była taką oczywistością, to mielibyśmy full wypas reklamy negatywnej. Żaden producent nie przegapiłby takiej okazji pogrążenia konkurencji w oczach klientów. Karmy są oczywiście bardzo różne. Trzeba umieć wybrać. Ale nie sądzę, żeby dobrej jakości karma znacząco wpływała na jakość i długość życia psa w porównaniu z żywieniem "domowym", szczególnie że w grę wchodzi jeszcze czynnik ludzki w postaci podkarmiania, smakołyków, kanapeczek, resztek kotletów czyli to, co de facto przez pokolenia było normalnym jedzeniem psa. Bardzo mało psów jest chowana wyłącznie i bez wyjątku na suchej karmie. (A jeśli są, to ja bym widziała w tym zupełnie inne niebezpieczeństwo - monodieta prowadzi do nadwrażliwości przewodu pokarmowego i taki pies dość często choruje, gdy zdarzy mu się "upolować" coś innego niż karma).
Artykuł Pani Wałkowicz też bardzo lubię i zdarzało mi się go już tu na forum przytaczać. Poza wieloma cennymi radami można w nim znaleźć także to:
Czy więc zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede wszystkim wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się obawiać, że zepsuje się w wysokiej temperaturze. Stały i stabilny skład – cecha ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy naszego pupila pod czyjąś opieką – unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej zbilansowany skład, niż zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie optymalne, nie jest też takie złe.
I to:
To może rzeczywiście odrzucić granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka naszego pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw. żywienie kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas – gotujemy, w dni ,,pracowite” – granulat (plus ewentualnie nasze resztki – może być praktycznie wszystko, byle bez przypraw).
Oraz to:
O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli jest żywy i energiczny, wygląda zdrowo i dobrze się czuje – to znak, że wszystko jest w porządku.

Tak, sądzę że bezstronna statystyka mogłaby coś udowodnić w kwestii żywienia psów i wpływu na długość życia, ale z powodu wyżej wspomnianego czynnika ludzkiego jest raczej trudna do skonstruowania. Proponowane analogie do katowania psów czy kopiowania są mało merytoryczne.
Wspomniane przeze mnie psy do miksy średniej wielkości. Coś w okolicach labradora - gabarytowo.

Pies nie rozdrabnia zębami w stopniu umożliwiającym naruszenie komórek roślin - nie posiada zębów przystosowanych do żucia ani enzymów charakterystycznych dla przeżuwaczy. Jak zapewne wiesz, właśnie z tego powodu w barfie stosuje się maksymalnie rozdrobnione (sokowirówką) papki zmieszane z podrobami - mają udawać zawartość żołądka upolowanego roślinożercy, od którego psowate ponoć zaczynają swój posiłek. Są to warzywa przeżute i nadtrawione - idealne dla psa. W warunkach domowych nie do podrobienia, no chyba że ktoś ma ochotę pluć do psiej miski, ale też jestem za zdrowym rozsądkiem ;)

Posted

behemotka - ano acana przestała służyć i pojawiły się problemy, na weta wydałam trzy stówy by dojść do mało precyzyjnej diagnozy że to raczej jelito drażliwe - przez ostatnie prawie 2 lata żyłam w przekonaniu, że pies ma chorą trzustkę :roll:
gotowane kości też przerabiałam - podgotowane, sparzone, dawane na chwilę coby tylko kawałeczek chrząstek zjadło bydle - efekt zawsze taki sam - paw i problemy ;) gamoń za zbędne uważa gryzienie takich rzeczy i łyka wielkie kawały. no ale mniejsza z tymi kośćmi już :)
pewnie spróbuję na krótko royala [chyba mi psa nie zrakowacieje po jednym worku :crazyeye:] i sama najchętniej bym potestowała karmy bezzbożowe, wysokobiałkowe - orijen, acany bezzbożowe, etc. tylko się obawiam czy to nie za ciężkostrawne jedzenie [?? w ogóle jest to ciężkostrawne?] bo się do żadnej porządnej informacji nie mogę dokopać a weterynarze rozkładają ręce i jednym głosem - RC weterynaryjny. także pozostaną mi testy do usr*** śmierci, bo acana też zaczęła szkodzić dopiero po kilku miesiącach.

Posted

Pauli-lodz, ostatnio pojawiło się trochę głosów o tym, że coś niedobrego dzieje się z Acaną. Możesz o tym poczytać m.in. na forum krakvetu (i w ogóle o karmach).
Jeśli jesteś zdecydowana na karmy suche typu weterynaryjnego to może przyjrzyj się karmom Trovet.

Posted

ano też coś o acanie złego czytałam i w sumie ostatni worek - na którym psu się jakby pogorszyło bardziej [na poprzednich rzadko problemy, ogólnie w miarę w miarę] jakoś inaczej śmierdzi, bardziej rybnie niż poprzednie. więc i acana jedzie w dół niestety. ja nie jestem zdecydowana na weterynaryjne - bo mój portfel nie jest na długoterminowe karmienie weterynaryjną karmą przygotowany niestety - weterynaryjne karmy polecają mi weterynarze i nie potrafią powiedzieć czym innym mogę psa żywić ani w jakim kierunku szukać - więc muszę szukać po omacku niejako ;) i testować na psie co mi się wyda bardziej przyzwoite :/

Posted

[quote name='filodendron']Po prostu nie wierzę w to, że karma przemysłowa jest produkowana w celu skrócenia życia psów ;-) (No, może poza molochami idącymi wyłącznie w ilość a nie jakość - typu pedigree.) Psy to klienci - im dłużej żyją, tym więcej zjedzą.Ależ oczywiście :). A firmy chętnie i masowo oferują wynagrodzenie wyższe niż przeciętne/niezbędne, skoro przecież wiadomo, że dobrze opłacony pracownik jest lepszy, wydajniejszy, bardziej zadowolony i skłonny do zostania, a jako taki tańszy niż ciągłe szkolenie nowych niezadowolonych. Też mam słabość do utopii ;-), ale raczej w wersji "chciałabym, aby tak było", nie "w braku dowodów wierzę, że tak jest".

Nie "w celu". Zasada brzytwy Ockhama: Najprostsze wyjaśnienie jest zwykle prawidłowym wyjaśnieniem. Naprawdę nie ma więc sensu doszukiwać się spisków, złych zamiarów i nienawiści do zwierząt, gdy w grę wchodzi (duża) kasa. Stosowanie odpadków tudzież wypełniaczy jest zwyczajnie tańsze. A jeśli zwierz krócej pożyje... trudno, efekt uboczny. Przy czym dobrze wiadomo, że klient kupi następnego czworonoga, więc przepływ pieniądza trwa.

[quote name='filodendron']I nie wierzę w powszechność przekrętów typu utylizacja zwłok usypianych zwierząt. Na tym rynku jest ogromna konkurencja - gdyby szkodliwość suchej karmy wynikająca z jakości składników użytych do ich produkcji była taką oczywistością, to mielibyśmy full wypas reklamy negatywnej. Żaden producent nie przegapiłby takiej okazji pogrążenia konkurencji w oczach klientów.Zauważam, że w ogóle Twoja "obrona"* granulatów opiera się głównie na wierze ;-)

Akurat istnieje szereg powodów, dla których konkurencja nie będzie się doszukiwała afer z psami jedzącymi martwe psy. Może nie chcą prowokować dyskusji o jakości karm w ogóle, bo mają swoje oszczędności. Może nawet sami robią dokładnie to samo. Nie wspominam o sprawach mniej drastycznych niż odchody albo zutylizowane zwłoki, mianowicie o wypełniaczach. Już widzę, jak rc gromkim głosem ostrzega przed pedigree, bo tam jest za dużo płatków, kukurydzy, pszenicy czy podobnych atrakcji :evil_lol:. Pomijając, że to ta sama firma...

Może grube, kontrowersyjne przekręty są powszechne, może nie są. Nie wiem. Właśnie na tym polega problem: NIE WIEM. Podając paszę przemysłową, nie mam pojęcia, co je mój kot czy pies. Mogę wierzyć w skład, mogę mieć nadzieję, że firma nie oszczędza na składnikach. Ale przy braku narzędzi kontroli moja wiara i nadzieja pozostaje pobożnym życzeniem. Chyba że będziemy regularnie testować losowo wybrane próbki pokarmu, przy użyciu odpowiedniego sprzętu laboratoryjnego oraz podręcznika do chemii organicznej. Ręka do góry: Kto tak robi?

* nie w sensie, że jesteś za nimi - zwłaszcza że karmienie BARFem stanowi pewną deklarację ;-) - tylko w znaczeniu odpierania krytyki

[quote name='filodendron']Tak, sądzę że bezstronna statystyka mogłaby coś udowodnić w kwestii żywienia psów i wpływu na długość życia, ale z powodu wyżej wspomnianego czynnika ludzkiego jest raczej trudna do skonstruowania. Proponowane analogie do katowania psów czy kopiowania są mało merytoryczne.
Wspomniane przeze mnie psy do miksy średniej wielkości. Coś w okolicach labradora - gabarytowo.A dlaczego podane analogie są mało merytoryczne (ja już tak mam, często zadaję niewygodne pytania, które są albo ignorowane, albo zbywane jako nie pasujące do przyjętej koncepcji...)? Przedstawiasz sytuację trochę tak, że bez badań na szeroką skalę, bez bezstronnych statystyk ponoć nic się nie da powiedzieć. Badań i statystyk w obecnych warunkach raczej nie będzie - kilkakrotnie wyjaśniłam dlaczego. Pytam więc:
[quote name='behemotka']Serio uważasz, że wyłącznie bezstronna statystyka może coś udowodnić?Umyślnie podałam dość ostre przykłady... bo po nich (mam nadzieję) widać, że jednak bez bezstronnej statystyki można się niekiedy obyć i przyjąć konkretne tezy na innej podstawie.

Z serii pytań bez odpowiedzi:[quote name='behemotka']Na zapomniany zdrowy rozsądek: Każdy organizm ma się lepiej (= jest sprawniejszy, lepiej przystosowany do odparcia ataku ew. choroby, bardziej odporny etc.), żyjąc na diecie przystosowanej do jego potrzeb gatunkowych oraz indywidualnych. Możesz wyjaśnić, z jaką częścią tego założenia - i na jakiej podstawie - się nie zgadzasz?

Zauważ, że w cytowanym artykule wśród zalet karmy przemysłowej znajdziemy wygodę człowieka, zwolnienie człowieka z myślenia o komponowaniu psiego menu, lepszy skład niż zapewniliby "niektórzy" ludzie (w sensie ci karmiący otrębami ze smalcem?). A, i jeszcze wybawienie. Dla nas, rzecz jasna, przecież nie dla psa. To chyba ukłon w stronę realizmu - świadomości, że ludzie CHCĄ karmić psa chrupkami i już. I mowa zdecydowanie o tym, by granulat stanowił dodatek do diety, nie jej podstawę.

[quote name='filodendron'] Pies nie rozdrabnia zębami w stopniu umożliwiającym naruszenie komórek roślin - nie posiada zębów przystosowanych do żucia ani enzymów charakterystycznych dla przeżuwaczy. Jak zapewne wiesz, właśnie z tego powodu w barfie stosuje się maksymalnie rozdrobnione (sokowirówką) papki zmieszane z podrobami - mają udawać zawartość żołądka upolowanego roślinożercy, od którego psowate ponoć zaczynają swój posiłek. Są to warzywa przeżute i nadtrawione - idealne dla psa. W warunkach domowych nie do podrobienia, no chyba że ktoś ma ochotę pluć do psiej miski, ale też jestem za zdrowym rozsądkiem ;-)Wiem. No i przecież nożem mu też nie naruszę komórek ;-). I m.in. z tego powodu nie karmię samym gotowanym, tylko mniej więcej po równo gotowanym i BARFem, z licznymi dodatkami dla urozmaicenia.

Posted

pauli_lodz napisał(a):
gotowane kości też przerabiałam - podgotowane, sparzone, dawane na chwilę coby tylko kawałeczek chrząstek zjadło bydle - efekt zawsze taki sam - paw i problemy ;-) gamoń za zbędne uważa gryzienie takich rzeczy i łyka wielkie kawały. no ale mniejsza z tymi kośćmi już :smile:
Nie gotowane, a zmielone :). Takie są w gotowych do podania porcjach BARFowych. Gotowane być nie mogą niejako z definicji BARFu, nawet z rozwinięcia skrótu ;)

pauli_lodz napisał(a):
pewnie spróbuję na krótko royala [chyba mi psa nie zrakowacieje po jednym worku :crazyeye:] i sama najchętniej bym potestowała karmy bezzbożowe, wysokobiałkowe - orijen, acany bezzbożowe, etc. tylko się obawiam czy to nie za ciężkostrawne jedzenie [?? w ogóle jest to ciężkostrawne?] bo się do żadnej porządnej informacji nie mogę dokopać a weterynarze rozkładają ręce i jednym głosem - RC weterynaryjny. także pozostaną mi testy do usr*** śmierci, bo acana też zaczęła szkodzić dopiero po kilku miesiącach.
Widać, że się mimo wszystko bardzo stanowczo skłaniasz ku chrupkom... A dlaczego nie mieszać?

Co się zepsuło z acaną, bo nie słyszałam? Gorsza jakość składników, proporcje, coś innego?

Posted

behemotka napisał(a):
Nie gotowane, a zmielone :). Takie są w gotowych do podania porcjach BARFowych. Gotowane być nie mogą niejako z definicji BARFu, nawet z rozwinięcia skrótu ;)

księciunio jest zwyczajnie na tyle francuskim pieskiem, że surowizny też się boję - po zjedzeniu kilku kawałków surowej wołowiny pierwsza klasa na tatara, którego jedli moi rodzice i nic im nie było - ciężko się struł, czy coś w mięsie było czy surowe czy co nie wiem - ale po prostu chłopak ma jazdy bo ekstrawaganckim jedzeniu ;)
behemotka napisał(a):

Widać, że się mimo wszystko bardzo stanowczo skłaniasz ku chrupkom... A dlaczego nie mieszać?

ano skłaniam się, skłaniam - zwyczajnie z powodów finansowych czasowych i tego, jak mi pies przybrał masy na chrupkach. jak mu gotowałam filety z kurczaka z ryżykiem i marchewką było super, ale wcinał 3 michy dziennie i był zawsze smukły, na chrupkach przytył, zbudował masę. a w gotowanym żarciu co najmniej połowa ilości to było czyste mięso - chude filety z kurczaka lub indyka [chuda delikatna dieta bo żywiony był pod kątem trzustki, na jelita też skutkowało dobrze]. zwyczajnie ceny drobiu tak dalece skoczyły w górę, że mnie nie stać bo pies mi przejadał i 200 złotych miesięcznie, chrupki w takiej cenie za worek starczają na 2 miesiące. mogłabym jeszcze tysiąc innych powodów podać, że to nie do końca ode mnie zależy [finanse, jestem bez pracy i kasa na psa idzie z góry ;) a kulki wychodzą wyraźnie taniej], że chwilami bywam już zmęczona tym wszystkim bo bardzo przeżywam sytuację zdrowotną mojego psa [straciłam szczeniaka przed tym psem, więc na tego chucham dmucham od zawsze] i dążę do jak największej stabilizacji, na którą liczę przy kulkowej monodiecie. jeszcze bym mogła powymieniać na kilka stron tych powodów ;) a tak naprawdę to samą siebie przede wszystkim próbuję przekonać, że nie robię tak źle, bo wewnętrzne przekonanie mam takie, że im świeższe żarcie tym lepsze i najlepsze dla psa byłoby jednak to gotowanie kurczaczka z kleikiem ryżowym i mielenie mu tego na papkę [większe kawałki mięsa - biegunka i wychodzą jak weszły :/] i nie wiem co tam jeszcze. dla uspokojenia własnego sumienia znajduję milion tłumaczeń.
mieszałam też swego czasu, 2 gotowane i kolacja z kulek, ale to miało te minusy gotowania - czas, kasa, kasa, kasa :/
behemotka napisał(a):

Co się zepsuło z acaną, bo nie słyszałam? Gorsza jakość składników, proporcje, coś innego?

gdzieś tu na dgm przewinęły mi się przed oczami wypowiedzi, że nowe worki różnią się od poprzednich, i sama tego doświadczyłam [inny bardziej rybny zapaszek karmy jakby]. a czy psu zaszkodziło bo zmiana, czy raczej mu się jelitka rozregulowały bo próbowałam innej karmy - trudno powiedzieć. tak czy siak - przez pierwsze miesiące acana służyła super [poza okazjonalnymi gazami..], ale przestała.

Posted

Behemotka, weź sztandar i idź na barykadę. Ja piszę o wyborze przyzwoitej karmy, robionej z mięsa, a Ty wyskakujesz z otrębami ze smalcem. Ja o tym, że przy w miarę normalnym żywieniu (przyzwoitą karmą lub domowym) o długości życia psa decydują raczej geny, a Ty wyskakujesz z palaczem, rakiem krtani i płuc. Ja o tym, że teoretycznie byłoby możliwe stworzenie statystki dotyczącej wpływu żywienia i że mogłoby z niej coś wynikać, a Ty o obcinaniu ogonów. To ma być rozmowa?
Oczywiście, że konkurencja robi analizę składu karm. O ile wiem, nawet Ty możesz to zrobić - zdaje się, że SGGW przeprowadza takie badania.
Doszukiwanie się zutylizowanych psich zwłok w każdej suchej karmie to nie jest spiskowa teoria? Tak wygląda Twoja brzytwa Ockhama? Kontrowersyjne przekręty i produkcja karm ze zwłok w świecie wolnego rynku i mediów to nie jest zbędny, żeby nie powiedzieć mocno ryzykowny, byt?

Posted

I że to JA przeinaczam wypowiedzi? :lol: Komedia.

Bodaj wszystko Ci się poprzekręcało, która analogia do czego się odnosiła i który argument na co odpowiadał. Że już nie wspomnę o rozbrajających wnioskach, jakie wyciągasz:
[quote name='behemotka']Może grube, kontrowersyjne przekręty są powszechne, może nie są. Nie wiem. Właśnie na tym polega problem: NIE WIEM.
[quote name='filodendron']Doszukiwanie się zutylizowanych psich zwłok w każdej suchej karmie to nie jest spiskowa teoria?
Między "może przekręty są powszechne, może nie są; nie wiem" a "doszukuję się zutylizowanych psich zwłok w każdej suchej karmie" jest jednak solidna różnica semantyczna. Jeżeli jej nie dostrzegasz - a chyba nie dostrzegasz - to rzeczywiście rozmawiać trudno. Brak wspólnej płaszczyzny językowej, na podstawie której można wymieniać opinie. Przykro mi, ale jeżeli u Ciebie "nie wiem" = "teoria spiskowa", to ja po Twojemu nie potrafię mówić...

Na pytania oczywiście w tych wszystkich zawiłościach nie raczysz odpowiedzieć. Rozumiem, pewnie nie zamierzasz.

Posted

[quote name='pauli_lodz']ano skłaniam się, skłaniam - zwyczajnie z powodów finansowych czasowych i tego, jak mi pies przybrał masy na chrupkach. jak mu gotowałam filety z kurczaka z ryżykiem i marchewką było super, ale wcinał 3 michy dziennie i był zawsze smukły, na chrupkach przytył, zbudował masę. a w gotowanym żarciu co najmniej połowa ilości to było czyste mięso - chude filety z kurczaka lub indyka [chuda delikatna dieta bo żywiony był pod kątem trzustki, na jelita też skutkowało dobrze].W trudnej sytuacji - rozumiem wybór. Pomińmy, dlaczego smukłość psa miałaby być problemem ;). Życzę, byś po poprawie sytuacji mogła wrócić do tego systemu, do którego masz większe przekonanie :). Bo finanse są w konkretnych okolicznościach jak najbardziej poważnym powodem jakiejś tam "niewygody" u zwierzaka (moje koty też muszą sobie poczekać na nowy drapak, choć stary już się chwieje i strzępy z niego czasem lecą; ale trudno, są inne priorytety w budżecie ;)). Apeluję tylko, by do tej decyzji nie dorabiać ideologii, że tak dla zwierza przecież lepiej - a jeśli już, to z argumentami.

Posted

Dobert napisał(a):

nie mam specjalnie problemów z karmieniem czymś innym ale zauważyłem, że w karmienie psa wszystkim byle nie suchym jest jak wegetarianizm. nagle z jedzenia robi się filozofia i zaczyna pochłaniać odczuwalną ilość czasu :(

chociaż może ten barf... ale to tak trochę trąci ideologią na siłę. Jeśli psy to odszczep wilków, którego bardziej niż polowanie na łosie zafascynowały śmieci wokół ludzkich osad powinny być chyba karmione resztkami...


Bardzo smutna refleksja mnie naszła po tym poście. Żywienie psa, jeden z najważniejszych aspektów zachowania go w dobrym zdrowiu i kondycji zaczyna pochłaniać CZAS... Jakim prawem?
Btw o tym, że barf jest czasochłonny słyszę tylko od osób, które go nigdy nie praktykowały. A prawda jest taka, że cała praca nad barfem to pójście do mięsnego i na stragan z warzywami, pomrożenie trofeów i późniejsze rozmrażanie ich i podawanie w całości, plus raz na kilka tygodni odpalenie sokowirówki i zrobienie paciai z warzyw i pomrożenie jej w porcjach. 1-2 h z myciem machiny, raz na kilka tygodni/miesięcy.

kornel napisał(a):
No to ja już się pogubiłam. Wkońcu pies żyje krócej czy nie?;/ Czy to tylko bajka?


Tak jak piszą dziewczyny, wystarczy się rozejrzeć. Kiedyś niczym dziwnym nie był pies dożywający w zdrowiu 16-18 lat - mimo karmienia resztkami ze stołu. Zbilansowanych specjalistycznych karm nie było.
Kiedyś ludzie powyżej 80-90 roku życia sami potrafili obrobić obejście, teraz mimo niby postępu medycznego i rzekomego wydłużenia życia, masa 60-70 latków jest już schorowanych i ledwo zipie, o ile nie leżą w piachu.
Wszyscy żremy gotowe napakowane chemią żarcie - my mamy fast foody, masę "E" nawet w głupim chlebie czy jogurcie, psy mają suche bobki i resztki naszego gównianego jedzenia. Zdrowe, ekologiczne jedzenie, które kiedyś było normą szczególnie na wsi, teraz jest rarytasem i wymysłem zielonych.

Dobert napisał(a):
Trafiałem parę razy na sugestie, że pies nie musi mieć tak zróżnicowanego jedzenia jak człowiek. Dlatego psa na nowy rodzaj jedzenia trzeba przestawiać stopniowo. Chyba, że to dotyczy tylko chrupek :lol:
(...)
a nawet jeśli jakimś psom jakaś karma podrażnia to z tego dalej bezpośrednio nie wynika dowód na krótsze życie mojej własnej psicy.


Te sugestie zostały wymyślone przez producentów karm. Przy monotonnym żywieniu flora przewodu pokarmowego ubożeje i sensacjami kończy się nagłe wprowadzenie czegokolwiek nowego, choćby nie wiem jak zdrowego. Psowate w naturze nie jedzą monotonnie; jedzą wszystko co zobaczą, myszy, padlinę, odpadki, treść pokarmową najróżniejszych ofiar, jagódki, zioła... To, że pies wymaga monodiety nie ma żadnych podstaw naukowych.
Notoryczne podrażnianie jakiejś struktury organizmu, zwłaszcza w przewodzie pokarmowym, jest jednym z głównych czynników kancerogennych, więc musi wpływać na długość życia.
Btw ostatnio cały czas wzrasta liczba zachorowań na raka odbytu; żołądka chyba też, i u ludzi, i u zwierząt. Ciekawe dlaczego.

pauli_lodz napisał(a):
behemotka piszesz, że często psy na suchym żarciu są chudsze, słabsze, etc. mój na gotowanym wypieszczonym jedzonku - ważył kilogram mniej niż waży po roku chrupania chrupek, w gotowanym żarciu, w którym ponad połowa to było chude mięso - musiał mieć za mało kalorii, białka czy czego tam, by zbudować masę. ale mniejsza o to ;-)
(...)
najprostsze wyjście to może barf w takim razie - ja całkiem chętnie bo filozofia żywienia mi odpowiada - ale mój pies rzyga po kościach i ma biegunki - to się chyba nie sprawdza jako kandydat. w ogóle co przy psie z wrażliwymi jelitami? jako taką stabilizację i kupek i wagi i wyglądu psa mam na suchej karmie jednego rodzaju z rygorem żadnych dodatków i resztek - mam się czuć jak potwór że karmię psa syfem i skracam mu życie?:shake:


Moje psy najgorzej wyglądały na gotowanym właśnie, a najlepiej na barfie, więc nie wrzucałabym tych metod żywienia do jednego worka.
Jeśli ktoś psu karmionemu karmą, z wrażliwymi jelitami, nagle podaje kawał surowego mięsa czy kość, to MUSI skończyć się sensacjami. Najpierw wypadałoby popolewać trochę karmę jogurtem naturalnym, zacząć ostrożnie podawać wołowe żołądki z treścią, i potem spróbować z jakąś delikatną kostką np. kurzą łapką.
To trochę nie fair, jak psu będącemu całe życie na gotowanym/karmie, ktoś nagle podaje kość, oczywiście najbardziej ciężkostrawną wołową czy cielęcą, bo nasłuchał się, że te lżej strawne z drobiu poprzebijają jelita, albo w ogóle podawanie kości sprowadza do nafutrowania psa gnatami z pieczonych żeberek i potem pies dostaje zaparcia/wymiotów, i czyta się, że czyjś pies nie może być na barfie czy nie toleruje kości...

Posted

behemotka napisał(a):

Na pytania oczywiście w tych wszystkich zawiłościach nie raczysz odpowiedzieć. Rozumiem, pewnie nie zamierzasz.

Oczywiście, że nie zamierzam. Przecież ja nie karmię suchą karmą, więc nie poluję po necie za argumentami na jej rzecz. To Ty nieustannie ubierasz mnie w zbroję z herbem suchej karmy na tarczy :D Ja jedynie twierdzę, że ludzie mają prawo do wyboru i że sucha karma nie jest trucizną, i że wyjątkowo rzadko zdarza się ktoś, kto karmi wyłącznie suchą karmą bez jakichkolwiek dodatków. I że te dodatki najwyraźniej wystarczają, żeby mimo bazy żywieniowej w postaci karmy przemysłowej zwierzaki żyły zdrowo i całkiem długo, jak np. 10-letnia suka mojej znajomej, duża, zdrowa jak ryba i w świetnej kondycji, jak kot szwagra - 16 rok - o zgrozo - na whiskas. (Nawet nie mam odwagi, żeby im doradzić jakieś urozmaicenie, bo nie daj Boże kotu by się pogorszyło.)
Mam czas na gotowanie, przygotowywanie surowego. Ale jeśli mi go z jakichś powodów zabraknie i będę musiała wrócić do suchej, to z góry uprzedzam, że egoistycznie nie zacznę szukać psu nowego domu ;)

Posted

Martens napisał(a):

Moje psy najgorzej wyglądały na gotowanym właśnie, a najlepiej na barfie, więc nie wrzucałabym tych metod żywienia do jednego worka.
Jeśli ktoś psu karmionemu karmą, z wrażliwymi jelitami, nagle podaje kawał surowego mięsa czy kość, to MUSI skończyć się sensacjami. Najpierw wypadałoby popolewać trochę karmę jogurtem naturalnym, zacząć ostrożnie podawać wołowe żołądki z treścią, i potem spróbować z jakąś delikatną kostką np. kurzą łapką.
To trochę nie fair, jak psu będącemu całe życie na gotowanym/karmie, ktoś nagle podaje kość, oczywiście najbardziej ciężkostrawną wołową czy cielęcą, bo nasłuchał się, że te lżej strawne z drobiu poprzebijają jelita, albo w ogóle podawanie kości sprowadza do nafutrowania psa gnatami z pieczonych żeberek i potem pies dostaje zaparcia/wymiotów, i czyta się, że czyjś pies nie może być na barfie czy nie toleruje kości...


Martens - ja pierwsze próby z kośćmi robiłam jak pies miał 2,5 miesiąca i żywienie miał znacznie bardziej urozmaicone niż teraz - bo i gotowany kurczak z marchewką i biały serek z jogurtem i jakieś owoce i warzywa. więc to nie tak że był na monodiecie i nagle dostał wielką kość, zeżarł wszystko i ojej jakie zaskoczenie są kłopoty ;) robiłam wiele prób z surowymi, parzonymi, gotowanymi - efekt zawsze nieciekawy i się poddałam. wrażliwiec i tyle. poprzedni pies dostawał wielkie kości wołowe, zostawiała z tego malutkie tutki i nigdy nie miała problemów a żywiona była bardziej śmieciowo niż obecny pies - wniosek dwojaki - albo miała żelazne jelita albo porządne urozmaicanie jej te jelita wyrobiło ;) temu psu nawet musiałam gotowane drobno przemielić - mięso pokrojone w kawałki dawało efekt ten sam - jakie weszło takie wyszło plus biegunka. no francuz i tyle.
mniejsza już o kości i resztę. ja nie dorabiam super ideologii do żywienia kulkami - co więcej ciągle próbuję się przed sobą tłumaczyć, że daję kulki a nie gotuję - bo zwyczajnie z powodów podawanych wyżej tak teraz muszę robić. jestem daleka od idealizowania zbilansowanego idealnie dobranego jedzenia przemysłowego i dawania wiary słowom, że nie umiałabym "zbilansować" psu jedzenia tak dobrze, jak to robią koncernowi specjaliści.
tylko się burzę trochę czytając, że aż tak źle robię dając te cholerne kulki :)

Posted

Martens napisał(a):
Bardzo smutna refleksja mnie naszła po tym poście. Żywienie psa, jeden z najważniejszych aspektów zachowania go w dobrym zdrowiu i kondycji zaczyna pochłaniać CZAS... Jakim prawem?


nie czas a odczuwalną jego ilość (z naciskiem na odczuwalną). chodzi w tym momencie o to, że żywienie psa plus zastanawianie się czy w lodówce jest wszystko, co mu potrzeba, zajmuje dużo więcej niż żywienie samego siebie. zwróć uwagę, że nie każdy żyje głównie dla psa. dla niektórych pies jest dodatkiem do życia. a żebyś trochę przychylniej spojrzała na to co piszę to dodam, że nigdy nie narzekałem i nie będę narzekał na to, że dużą część wolnego czasu poświęcam na zabawy, mizianie i szkolenie. chodzi mi tylko o to, że do całego czasu poświęconego psu dochodzi jeszcze filozofia żywienia, do której chyba nie jestem przekonany.

napisałaś, że barf w opinii osób początkujących uznawany jest za czasochłonny. wiesz czemu? bo na tym forum są wątki z jadłospisami rozpisanymi na tydzień i dłużej, bo kości dla psów wielkości yorka się mieli, bo trzeba mieć zawsze w domu śliwki etc a jak kurczak uczula to piszecie o mięsie nutrii... come on! to brzmi czasochłonnie...

a gdzie wiarygodne źródło informacji na temat właściwych ilości, które nie będzie polegało na liniowym kalkulatorze wyciągającym 2% z wagi psa? ZTCW u psów ras małych powinno być trochę więcej...

barfować gotowymi mrożonkami-mielonkami? mógłbym ale skąd wtedy pewność, że są lepszej jakości niż sucha/mokra/gotowane? każda firma chce zarobić a te produkujące barf charytatywnie tego nie robią :(

zainteresował mnie ten wątek ze względu na krótsze życie psów na suchej. wiesz czemu? bo sam nie jestem do niej przekonany. Behemotka próbuje oprzeć wywód na braku dowodów zdrowia psów karmionych suchą. jak bardzo bym się nie starał i tak mnie to nie przekonuje. niestety jedyny argument jaki do mnie dociera to jego niewłaściwa struktura, która podrażnia układ pokarmowy. może podrażnia może nie podrażnia. wielkich badań nie zrobiono. kości pewnie podrażniają w podobnym stopniu.

anyway ani ja nie bronię suchego ani mój pies go nie lubi. Potrzebuję rady jak karmić psa nie robiąc z tego filozofii życiowej.

Posted

Dobert napisał(a):

napisałaś, że barf w opinii osób początkujących uznawany jest za czasochłonny. wiesz czemu? bo na tym forum są wątki z jadłospisami rozpisanymi na tydzień i dłużej, bo kości dla psów wielkości yorka się mieli, bo trzeba mieć zawsze w domu śliwki etc a jak kurczak uczula to piszecie o mięsie nutrii... come on! to brzmi czasochłonnie...

a gdzie wiarygodne źródło informacji na temat właściwych ilości, które nie będzie polegało na liniowym kalkulatorze wyciągającym 2% z wagi psa? ZTCW u psów ras małych powinno być trochę więcej...


Dla mnie łatwiejsze jest karmienie psa z jadłospisu 2-3 tygodniowego, gdzie jednego dnia daję psy skrzydełka z kurczaka, drugiego kefir i szyjkę z indyka, trzeciego podroby z warzywami, niż babranie się jednego dnia z odrobiną mięsa, kości, warzyw i nabiału. Długoterminowe jadłospisy są prostsze i łatwiejsze w przygotowaniu.
Dorosłemu yorkowi nic się nie mieli; mieli się małym szczeniakom.
Te śliwki nie wiem skąd wziąłeś ;) Cała filozofia warzyw i owoców to tak jak pisałam, wycieczka do warzywniaka raz na 2-3 miesiące, kupienie wszystkiego po trochu (prócz winogron, cebuli, awokado), wrzucenie w blender/sokowirówkę i popakowanie do zamrażalnika w porcyjkach na 2-3 miesiące. Zakupy plus godzina roboty raz na x tygodni. Jak mamy dać warzywa, wyjmujemy i odmrażamy.
Jak kurczak uczula, to w każdym mięsnym masz jeszcze indyka, wieprzowinę, niekiedy królika, grzbiety z kaczki (królika można dostać nawet w biedronce). A psów alergików jest mniejszość. Psa alergika łatwiej karmić świeżym jedzeniem, kiedy po prostu nie dajemy tego czego nie może - to o niebo prostsze niż studiowanie godzinami składów dziesiątek karm, czy jest w nich kurczak, czy może "tłuszcze zwierzęce" w których ten kurczak być może, czy nie uczuli psa jakiś dodatek nie wymieniony w składzie :roll: to dopiero dłubanie...

Psa wielkości chi z powodzeniem można karmić do woli, zachowując proporcje i patrząc czy nie tyje. Naprawdę barf nie polega na wyliczaniu wszystkiego co do grama.

Dla mnie gotowanie jest o wiele bardziej czasochłonne, już samo stanie w garach, brrr... Barf poza tym ogarnianiem co jakis czas warzyw sprowadza się do zakupów, wkładania/wyjmowania z zamrażalnika i podawania. Trzeba tydzień czy dwa, żeby wejść w rytm, potem nie zabiera to czasu, bo po prostu wstawiając wieczorem zupę z obiadu do lodówki wyjmujesz jednocześnie kość z zamrażalnika; rano ją dajesz psu i wyjmujesz z zamrażalnika porcję warzyw i podrobów; wracasz po południu, mieszasz podroby i warzywa, dajesz kapkę oleju i stawiasz psu. To dosłownie kilka minut dziennie i nie ma w tym żadnej filozofii ani medytacji nad miskami ;)

Ta nieprawidłowa struktura to najmniejszy problem z suchą karmą i jej szkodliwością dla zdrowia. Największy to po pierwsze zmniejszona wchłanialność wszelkich witamin, bo przy obróbce i przetwarzaniu większość składników naturalnych ulega rozkładowi i nawet jeśli ich zawartość dodana jest sztucznie i potem ładnie wygląda w składzie na opakowaniu, przelatuje przez psa, bo pozbawiona jest naturalnych kompleksów chemicznych, z którymi występuje w naturalnych produktach, a które ułatwiają przyswajanie. Po drugie dietetycy na całym świecie zalecają spożywanie pokarmu jak najmniej przetworzonego - a sucha karma jest przykładem przetworzenia w stopniu skrajnym. To tak, jakbyś całe życie jadł pulpety ze słoika i zupki w proszku i na oczy nie widział mleka, warzyw, owoców, normalnego kotleta z grilla. A z czym wiąże się przetworzenie? Ano przede wszystkim ze wspomnianą degradacją składników odżywczych, w wielu przypadkach na skutek zmian chemicznych wydzielaniem substancji antyżywieniowych czy wręcz toksycznych, nafaszerowaniem pokarmu substancjami poprawiającymi smak i zapach oraz zapobiegającymi psuciu, których w wielu przypadkach producenci nawet nie mają obowiązku wymieniać w składzie. I po trzecie, gdybyś zobaczył, z czego zrobiono te śliczne kształtne kuleczki, prawdopodobnie byś zwymiotował ;) Do karm idzie wszystko, czego nie da się nawet wsadzić w parówkę; producenci karm są miejscem zbytu wszytskiego co tak brzydkie i mało wartościowe, że nikt tego do niczego nie potrzebuje. A płacisz za to więcej niż za śliczną szyję z indyka w sklepie, bo musisz opłacić wszystkie transporty, przetwórstwo, pracowników, marketing, opakowania - w skrócie kupujesz badziew za kupę kasy :)

Ok, karma z wyższej półki może być dodatkiem, częścią żywienia, ale według mnie opieranie na niej całego żywienia psa, kiedy można inaczej jest zwyczajnie niezdrowe i nieopłacalne na jakiejkolwiek płaszczyźnie.

Posted

Martens napisał(a):
Te śliwki nie wiem skąd wziąłeś ;) Cała filozofia warzyw i owoców to tak jak pisałam, wycieczka do warzywniaka raz na 2-3 miesiące, kupienie wszystkiego po trochu (prócz winogron, cebuli, awokado), wrzucenie w blender/sokowirówkę i popakowanie do zamrażalnika w porcyjkach na 2-3 miesiące. Zakupy plus godzina roboty raz na x tygodni. Jak mamy dać warzywa, wyjmujemy i odmrażamy.

to rozumiem, brzmi przyjaźnie dla użytkownika i zdaje się nie zajmować wcale czasu. czy dało by się ten cytat automatem wrzucić na początek każdego wątku o barfie? oczywiście bez śliwek ;)

to jeszcze dwa pytania: na jak długo można mrozić mięso - też 2 miesiące? i jak "wykończyć" przygotowanie, żeby psiak zimnego nie jadł - mikrofalówką?

dla mnie jedyny plus suchej taki, że jest szybko i wygodnie a składem mineralno-witaminowym (kwestionowanym :)) nadaje lepszy kierunek żywienia niż kasza z parówką. Behemotka zaproponowała coś równie sensownego a brzmiącego zdrowiej a Martens rozwiała moje wątpliwości o skomplikowanym przygotowaniu. O suchej karmie, z mojej strony EOT.

Posted

Dobert napisał(a):
i jak "wykończyć" przygotowanie, żeby psiak zimnego nie jadł - mikrofalówką?

Chyba lepiej wyciągnąć odpowiednio wcześniej i zostawić, żeby samo doszło do temperatury pokojowej. Chyba że masz dokładną mikrofalę, która rozmrozi a nie podgrzeje zanadto. W mojej się to nie udaje, bo to jakiś siermiężny i stary model, więc jeśli mam mało czasu to pojemnik z papką wstawiam do naczynia z ciepłą (nie gorącą) wodą.

Posted

filodendron napisał(a):
Oczywiście, że nie zamierzam. Przecież ja nie karmię suchą karmą, więc nie poluję po necie za argumentami na jej rzecz. To Ty nieustannie ubierasz mnie w zbroję z herbem suchej karmy na tarczy :-D Ja jedynie twierdzę, że ludzie mają prawo do wyboru i że sucha karma nie jest trucizną, i że wyjątkowo rzadko zdarza się ktoś, kto karmi wyłącznie suchą karmą bez jakichkolwiek dodatków.
Sama się ubierasz, zabierając głos po konkretnej stronie ;-). Skoro karmisz BARFem, zapewne nie masz zaufania do pasz przemysłowych. To o co tyle zamieszania? Przecież co do reszty się zgadzamy.

Owszem, człowiek (legalnie) ma prawo karmić suchą karmą; albo chlebem z pasztetem; albo własnoręcznie upolowanymi przepiórkami. Tak samo jak ma prawo wybrać, czy chodzić z psem do weta, czy zabierać go na spacery, czy nauczyć sikać do kuwety, czy trzymać w kojcu 24/7. To wybór człowieka. Konsekwencje prawie zawsze poniesie pies.

Że granulaty nie są jakąś straszną trucizną, już pisałam. Fakt, że nie działają jak arszenik czy inna strychnina. Natomiast też niekoniecznie jak normalne jedzenie...

Posted

[quote name='Martens']Btw o tym, że barf jest czasochłonny słyszę tylko od osób, które go nigdy nie praktykowały. A prawda jest taka, że cała praca nad barfem to pójście do mięsnego i na stragan z warzywami, pomrożenie trofeów i późniejsze rozmrażanie ich i podawanie w całości, plus raz na kilka tygodni odpalenie sokowirówki i zrobienie paciai z warzyw i pomrożenie jej w porcjach. 1-2 h z myciem machiny, raz na kilka tygodni/miesięcy.Nie zwróciłam wcześniej uwagi, ale też chyba tylko od fanów chrupek słyszałam kiedykolwiek opinie, że samodzielne żywienie psa pochłania mnóstwo pracy, czasu, wysiłku etc. Tak samo jak tylko osoby, które absolutnie nic z psem nie robią, wygłaszają autorytatywne opinie, że szkolenie zwierzątko męczy, czyni nieszczęśliwym, zamienia w robota i w ogóle robi krzywdę ;)

[quote name='pauli_lodz']mniejsza już o kości i resztę. ja nie dorabiam super ideologii do żywienia kulkami - co więcej ciągle próbuję się przed sobą tłumaczyć, że daję kulki a nie gotuję - bo zwyczajnie z powodów podawanych wyżej tak teraz muszę robić. jestem daleka od idealizowania zbilansowanego idealnie dobranego jedzenia przemysłowego i dawania wiary słowom, że nie umiałabym "zbilansować" psu jedzenia tak dobrze, jak to robią koncernowi specjaliści.
tylko się burzę trochę czytając, że aż tak źle robię dając te cholerne kulki :smile:Ale to też trochę nie fair ;-). W tej chwili karmisz psa granulatem - z powodów życiowych, zdarza się. Sama masz świadomość, że to nie jest dla niego najlepsza opcja (tym bardziej, że właśnie przechodzisz na rc) i czujesz dyskomfort, że ktoś krytykuje karmy przemysłowe?

Naprawdę nie wtrącam się w Twój wybór. Czasem mamy ograniczone pole manewru. Ale nie tłumaczmy chrupek w celu uspokojenia sumienia, bo potem te argumenty zaczną żyć własnym życiem i naprawdę wyewoluują w ideologię żywienia kulkami ;-)


Dobert, miło, że brzmisz na przekonanego :smile:. Szczerze życzę powodzenia, jeśli planujesz przestawić małą na BARF.

Posted

Ja sama jestem świeżo po etapie powrotu, przynajmniej czasowego, na karmy, i już mam dość. Staruszce posypała się wątroba, jakiś czas była na karmie weterynaryjnej, teraz jest na lightowych plus nabiał, mięso, warzywka z zupy i raczej już przy tym zostaniemy, bo kości przy chorej wątrobie nie są wskazane i wolę nie ryzykować; niemniej jednak daleko mi do trzymania jej na samej karmie.

Młody był odchowywany na barfie, wyrósł i umięśnił się prześlicznie, niestety wyszła alergia pokarmowa na kilka mięs i cały nabiał plus jaja, i przeszliśmy na karmę dla alergików plus do tego jako dodatki mięso, surowe warzywa i owoce, czasem jakaś szyja z indyka. Kupuję karmy praktycznie z najwyższych półek, testujemy w tej chwili piątą i jeszcze chyba z żadnej nie byłam tak zadowolona jak z barfu. Na Trovecie łupież, na Acanie jagnięcej pies jadł i jadł, a mięśnie nikły w oczach, na Acanie Pacifice było ok, ale po całym worku pies praktycznie nią pluł, teraz je White Wolfa z kaczką, też bezzbożowego i sadzi kupy jak stodoła, mięśnie też mi się nie podobają... Do tego od miksowania karmy i kości, mimo zachowania dużych odstępów czasowych ma problemy trawienne.
Trudno, przetestuję jeszcze Wolfsbluta i jeśli nie będzie idealnie, to będę układać barfa beznabiałowego, bezzjajecznego, bezkurczakowego i bezwołowego, bo kondycja, trawienie i wygląd psa na naturalnym były bezkonkurencyjne w porównaniu do stanu na karmach...

Na psie o mniejszych wymaganiach pokarmowych tego nie widać, ale przy mięśniaku z ADHD, który ma przemianę materii porównywalną chyba do ryjówki, najmniejsze pogorszenie jakości pokarmu widać momentalnie i na nim właśnie się przekonuję, że z żadnej karmy, choćby po 250 zł za worek, pies nie wyciągnie tyle co ze świeżego jedzenia, i zawsze będzie to tylko wygodne zastępstwo świeżego pokarmu, a nie najlepsze co można psu dać...

Posted

[quote name='behemotka']Dobert, miło, że brzmisz na przekonanego :smile:. Szczerze życzę powodzenia, jeśli planujesz przestawić małą na BARF.

Ja nie krowa, da się ze mną pogadać i nawet słucham ;) Mała suche zawsze jadła jak za karę a mnie barf zawsze kusił. Skoro da się tym karmić nie zużywając mnóstwa czasu... :) Zwłaszcza, że o niewielkiej przyswajalności witamin dosypanych do trocin wiem nie od dziś więc zmienimy ale z międzylądowaniem w surowych warzywach i gotowanym mięsie (muszę moją piękniejszą połowę przekonać do surowizny i dywanów wysmarowanych krwią :evil_lol:).

Posted

Martens napisał(a):
(...) Na Trovecie łupież, na Acanie jagnięcej pies jadł i jadł, a mięśnie nikły w oczach, na Acanie Pacifice było ok, ale po całym worku pies praktycznie nią pluł, teraz je White Wolfa z kaczką, też bezzbożowego i sadzi kupy jak stodoła, mięśnie też mi się nie podobają... Do tego od miksowania karmy i kości, mimo zachowania dużych odstępów czasowych ma problemy trawienne.(...)


teraz mogę Ci oddać prawie cały TotW bezzbożowo-kaczkowy (tylko nie wiem na ile mu starczy te 2kg) :p

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...