Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 552
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

No, jestem.
Historię o tym, że Budryska i psiaki TIR chciał zgładzić juz znacie. My czekaliśmy na nią we Wrocławiu od 20-tej, a ona dojechała do nas po 23-iej. Do domu wyjechaliśmy ok. w pół do 12-tej, a dotarliśmy o 3-iej, położyliśmy sie o 4-tej nad ranem. o 6-tej Rufus mnie obudził :-) Ledwie widziałam na oczy.
A teraz o psiakach.
To wygląda tak.
Najpierw Rufus chcial zagryźć Fifiego (imię Fifi nie może zostać, muszę mu zmienić, bo jedna z moich suk ma tak na imię :-) ) i pogryźć tych, kt. mu w tym przeszkadzają, czyli mnie i męża. Pracowaliśmy nad nim od samego początku, już w nocy w czasie drogi z Wrocławia do nas. Zatrzymywaliśmy się kilka razy, mimo, że była głęboka noc i byliśmy zmęczeni, spacerowaliśmy z oboma, żeby je oswajać, zmuszaliśmy do "odpuszczenia" i uleglości. To samo po dojechaniu na miejsce. Rufus odpuścił, przestał sie rzucać na (Fifiego), a mały przestał sie trząść ze strachu. Z naszymi sukami zapoznaliśmy je na neutralnym terenie. Moja 13-toletnia suka Fifi, mix ON, ma w psim gronie pozycję Królowej i z tym żaden z chlopaków nawet nie próbuje dyskutować, mała Tami, mix Schetland, radzi sobie z nimi, choć np. pozwala sobie zabrać zabawkę, nie walczy o nią, ale jest sprytna i przy pomocy jakiegoś małego fortelu po chwili ja odzyskuje :-) Moja mała mądralka :-) :-) Niestety (Fifi)Czarnuszek nie odpuścił do końca, jak sie szybko okazało. Myśle, że w ktorymś momencie popelniliśmy jakiś błąd, przeoczyliśmy chyba jakąś chwilę, w kt. poczuł sie pewny i od razu spróbował to wykorzystać, by zyskac przewagę. Oczywiście awantura zaczęła sie na nowo. Okazało sie, to wobec Rufusa (Fifi) ma taki uraz, bo np. wobec jamnika sąsiadki zachowywał sie spokojnie. Owszem najpierw troche burknęli na siebie, ale po interwencji męża zapanowała zgoda i potem bez najmniejszych problemów szli obok siebie na spacerze. Rufus na jamnika nie zwracał w ogole uwagi, bo akurat był tak zaaferowany zabawą w aportowanie piłeczki, że "nie miał czasu na głupstwa" ;-) ;-) Gdy chlopaki są osobno, odpreżaja się, zaczynają sie bawić - natomiast, gdy są razem, są od razu spięci, nerwowi i wszystkie nauki idą w las... To niestety hamuje proces ich resocjalizacji, bo cala uwaga musi być poświecona na przetrwanie, zamiast na proces zaufania i nauki dobrych psich manier. Zapewne da sie to przepracować i opanować, tylko, że trzeba na to czasu i dwóch osób do współpracy. W pojedynke jest trudno zapanowac nad dwoma agresywnymi psami, jesli nie można ich fizycznie całkowicie odseparować, a nie mozna, bo choć mamy duzy dom, to mieszkamy obecnie w jednym (wielkim, 40 m2) pokoju na parterze, bo ja nie za bardzo moge chodzić po schodach, tzn. jestem w stanie wejść dwa, trzy razy, ale bieganie kilkanaście razy dziennie jest dla mnie niewykonalne.
Mój mąż uważa, że te psie zapasy za dużo zdrowia mnie kosztują i dobrze byloby jednemu z nich znaleźć inny DT... Ja, cóż, własciwie tez tak uważam, bo jestem wykończona (dla kogoś z roznymi niewydolnościami, np. serca taka ciągła "jazda bez trzymanki" jest męcząca, naprawdę), w dodatku mąż jest w domu tylko w weekend, pracuje daleko i przez pięć dni go nie ma, czyli tak naprawde jestem sama z psami. ALE... ja bardzo, ale to bardzo nie lubie sie poddawać, więc nie zamierzam sie poddać. Zamierzam nadal z nimi pracować. Baksa (z dogo) poda mi kontakt do sprawdzonego behawiorysty.
Slowem - walczę dalej. (Walcze oczywiście o nie, nie z nimi) :-)
Byloby mi bardzo przykro, gdybym musiała "pozbyć się" jednego z nich ! Mam nadzieje, że dam radę i wszystko sie ułoży.

Z pewnością trzeba je jak najszybciej wykastrować. Wiadomo, że czasem po zabiegu przez jakiś czas jest wręcz gorzej z agresywnym psem, a nie lepiej, i dopiero po jakimś czasie sytuacja sie poprawia, jednak żaden z nich nie jest tak naprawdę psem agresywnym, one są po prostu neurotyczne i niestabilne wewnetrznie, więc można liczyć na to, że kastracja powinna przynieśc w miare szybka poprawę.

To samo wklejam na wątku Rufuska.

Posted

Beatko,życzę Ci powodzenia,Ty jesteś silną psychicznie i mądrą dziewczyną,wierzę że Ci się uda.Gdybyś potrzebowała mojej pomocy,to slużę w każdej chwili.Psiaki są po przeżyciach,zdezorientowane,zestresowane,potrzeba im czasu i cierpliwości.mam wielką nadzieję,że będzie dobrze.

Posted

Dzieki za slowa wsparcia, Azalio! :-) To naprawde pomaga, gdy jest ciężko.

Prosze wszystkie psie anioły, skoro uratowalyście Budryska i psiaki przed TIRem, to i mnie pomóżcie pomóc tym ciaptuchom!
No, i wzywam św. Franciszka! :-) Nie obijaj sie , chłopie, bo ja mam tu nóż na gardle! :-D

Posted

[quote name='azalia']Beatko,życzę Ci powodzenia,Ty jesteś silną psychicznie i mądrą dziewczyną,wierzę że Ci się uda.Gdybyś potrzebowała mojej pomocy,to slużę w każdej chwili.Psiaki są po przeżyciach,zdezorientowane,zestresowane,potrzeba im czasu i cierpliwości.mam wielką nadzieję,że będzie dobrze.

Wiem,że nie będzie bezstresowo... i mocno trzymam kciuki!!!

Podkreślam zdecydowanie też, żeby nie doszło do niedopowiedzeń- oba psiaki i Czarnuszek i Rudasek są baaaaaaardzo pro ludzkie! Nie ma mowy,żeby zrobiły krzywdę człowiekowi jak są same.

Jedynie niebezpiecznym i newralgicznym momentem jest spięcie z innym psiakiem. Na ten moment obydwa sa niezbyt pewne wśród psiaków i na zapas prezentują zachowania agresywne, przy czym zdecydowanie bardziej zdeterminowany i zażarty ( i trudno orzec z jakich powodów... najprawdopodobniej za całokształt życia i ostatnie doświadczenia włączając w to i punkt i zmiany ostatnich dni) jest Rudasek. Ma też większą siłę sprawczą- Czarnuszek też mnie złapał, ale udało sie mu jedynie zasinić rękę, natomiast Rudasek ma mocny chwyt, siłę i determinację i w przypadku ataku na psa nie patrzy na nic, więc udało mu się całkiem nieźle mnie poranić.
Ale tak jak pisałam- zabrakło z mojej strony wcześniejszego przygotowania ( spryskiwacz, szlauch...lub cokolwiek do rzucania!) i niestety umiejętności docenienia determinacji obu maluchów i mam to czego chciałam. W końcu nie psy obdarzono rozumem i możliwością przewidującego zapobiegania, a ponoć mnie ;)
Prawda też jest taka,że oba psiaki wtedy gdy leżałam na ziemi i trzy trzymałam je w sposób wcale dla nich nie sympatyczny, nawet nie próbowały skierować ataku bezpośrednio na mnie! Nawet przez moment nie byłam obiektem ich ataku! Oberwałam, bo znalazłam się między nimi!

Niestety, Czarnuszek przegryza w tri miga każdą smycz (chyba poza taką, która jest dla molosów o grubości ponad centymetra, ale i tego dziś nie byłabym pewna!) i niestety sytuację, która powstała u mnie sprowokował właśnie on. To on rzucił się na grzbiet Rudaska, nie reagując wtedy na moje krzyki.
Tak więc nie ma co liczyć,że teraz psiaki nauczą się ze sobą współżyć... dziś jeszcze nie- zbyt są jeszcze rozstrojone ostatnimi dniami i niestety powstałymi już wcześniej bójkami. Dziś w mojej opinii najlepiej jest doprowadzić do sytuacji, że psiaki te nawet się nie widzą, nie mają ze sobą mozliwości jakiegokolwiek kontaktu. Nie mogą nakręcać i podsysać wzajemnej awersji.
Na spotkanie przyjdzie czas, gdy już wyciszą się, uspokoją, ustabilizują w nowej sytuacji i nowym otoczeniu, przyzwyczają do ludzi i zwierząt pozostałych. Ze zwierzetami też zdecydowanie byłabym ostrożna i to przy Czarnuszku i Rudasku. Czarnuszek jest zaczepny, natomiast Rudasek bardziej zdeterminowany i na pewno zaatakuje i to bezwzglednie. Nie odpuścił nawet gigantycznemu Luckowi.
Nie umiem bezposrednio poradzić jak osiagnąć taki stan, bo nie znam bezpośrednio możliwości, ale ja nie miałam oporów, by zaastosować nawet smycz w stosunku do Benia i Rudaska oraz odseparować Czarnuszka od pozostałych psiaków. Przez dłuższy moment niestety i Lucek spedził w kotłowni. No i bezwzglednie priorytetem było bezpieczeństwo wszystkich psiaków, więc musiałam zrobić wszystko, by nie dopuścić do tragedii i zaogniania się sytuacji między psiakami.

Oj, mam świadomość, że nie będzie łatwo i bezstresowo.
Pocieszające jednak dla mnie było to, że jednak Rudasek reagował na spryskiwacz i zabawki (piłeczki i kamyki)...no i nie przegryzał smyczy :)... a Czarnuszek nie mając dostępu do Rudaska, uspokajał się i nawet ładnie chodził po ogródku(ale już na smyczce grubej, bernardyniej!) mimo,że widział Rudaskana tarasie.

Mocno trzymam kciuki! Oba psiaki dla człowieka będą wspaniałymi towarzyszami do tulenia i głaskania...

Posted



Powiem Wam, że wczoraj to już naprawdę sie wkurzyłam i powiedzialam, że dość tego. Będzie spokój i harmonia w moim domu i koniec!! Żadnych awantur między psami nie bedzie, BO JA TAK MÓWIĘ !!
Nie bedę ich izolować, cackać sie z nimi i znosić ich fochów, bo one wykorzystują mój nadmiar łagodności i starają sie postawić na swoim, wprowadzic swoje "zasady" w moim domu. Maja sie dostosować do zasad mojego stada i basta.
Wczoraj pod wieczór ćwiczyłam z nimi wzajemną akceptacje na podwórku. Za spokojne przebywanie w poblizu siebie dostawały nagródki, bardzo ładnie nam szlo, aż tu nagle w jednym ułamku sekundy Czarnuszek spojrzał na Rufiego, Rufi na Czarnuszka i rzuciły się na siebie z taką siłą, że sie wyswobodziły z szelek i nie miałam nawet za co ich złapać, żeby rozdzielić. Podobną awanture zrobiły dwie godziny wczesniej. Dobrze, że byl jeszcze mąż, dobiegł i pomógł mi je oderwać od siebie. Tym razem byłam już sama. No i miarka sie przebrała. Pomyślałam, więcej mi nie będziecie tu robic takiego cyrku, ma być spokój i koniec, wy słodkie gnojki! Złapałam obu za karki, przycisnęłam obok siebie do ziemi i trzymałam tak długo, aż sie uspokoiły. Najpierw Rufus wściekał się, warczał i próbował sie wyrwac, ale zrozumiał, że nic z tego i w końcu poddał się. Leżały spokojnie, długo, wyciszyły sie, odprężyły. Puściłam je, ale nie pozwoliłam sie ruszyć, nawet nie próbowały drgnąć. Leżały spokojne obok siebie, aja stałam nad nimi. Potem kazałam im wstać i zaprowadziłam do domu, polożyły sie i po chwili zasnęły.
Jeśli ktoś uważa, że Cesar Millan stosuje zbyt twarde metody, to opowiedzcie mu o mnie, zmieni zdanie. :-D :-D

Dzis o 6-tej rano obudzilo mnie drapanie w drzwi, Czarnuszek wyswobodził sie z szelek (!!!) , nie wiem jak, ale na szczęście on też nie wie, udalo mu sie przez przypadek, bo nie potrafi tego powtórzyć - nie poszedł rzucić sie na Rufusa, tylko chciał na podwórko wyjść.
No, tak ma sie zachowywać tymczas u ciotki Bety!

Posted

Czarnuszek od dziś ma na imie Duduś (i niech nikt sie nie sprzeciwia, bo go przycisnę do ziemi :-D :-D )

Dlaczego Duduś? Bo pasuje do niego, znacie serial dla dzieci "Podróz za jeden usmiech"? Trzeba miec tyle lat, co ja, żeby pamietać ten film :-) Bohaterami byli dwaj chlopcy o zupełnie roznych osobowościach, jeden mial na imie właśnie Duduś, a drugi bodajże Poldek. Rufus jest jak Poldek, a Czarnuszek jak Duduś i podobnie sie nie lubili na początku, a potem zaprzyjaźnili... :-) :-) :-)

Posted

Rozrabiaki zrozumiały lekcję. Przestały rzucać sie na siebie. Jednak pomimo wiary w swoje siły i siły natury postanowiłam zastosować zabezpieczenie, bo ewentualna porażka, mogłaby byc tragiczna w skutkach, kupiłam kagańce. Azalia dała mi kaganiec dla Rufuska, od razu bylo widać, że jest za duży, ale myślałyśmy, że da sie dopasować i wystarczy. Niestety zsuwał go sobie, więc dla niego też musiałam kupić. Dopasowałam im tak, żeby bylo jak najmniejsze prawdopodobieństwo, że zdołają sobie zdjąć.
No i żeby nikt nie myślał, że taki ze mnie "mistrzu" :smile: w opanowaniu psiej histerii...
Po zalożeniu kaganców oba chodziły po podwórku i usilowały je sobie zdjąć, normalne. Na szczęście nie były w stanie sie ich pozbyć. Nie wiem, czy może z powodu frustracji na okoliczność kaganców, ale w pewnym momencie natknęły sie na siebie i rzuciły sobie do gardeł. Nie mogły sie ugryźć, więc kotlowały sie po trawie. Zawahałam sie czy przerywać czy może je zostawić, żeby miały okazję sie przekonać o bezproduktywności tej walki, ale postanowiłam przerwać, bo po pierwsze maja wiedzieć, że ja rządze, a po drugie siły są nierówne Rufus jest silniejszy i masywniejszy. Posłuchałam rad Zuzlikowej i Azalii i w korytarzu postawiłam sobie spryskiwacz z wodą, poszlam po niego (bo bieganiem tego niestety nazwać nie można :smile: ) i prysnełam jednemu i drugiemu w nos. "Zatkalo" je. Odsunęły sie od siebie i popatrzyły na mnie bardzo zaskoczone. Jednak jeszcze probowały wrocić do walki, gdy tylko okazały taki zamiar, prysnęłam znowu po nosach, odskoczyły, odsunęły sie od siebie i każdy poszedl w inną stronę. Gloria!!! Juz sie nie atakują. Oczywiście luzem puszczam je na podworku tylko w kagańcach. Bez kagańców narazie tylko osobno.

Posted

FINANSE:

wpływ na konto dla Bluesa (dawniej Czarnuszka) -- 0 zł

wydatki -- smycz (bo tę od Budryska pogryzł na 3 części) - 16 zł
kaganiec - 12 zł
obroża insektobójcza "Pchełka" firmy LAB - 11 zł
adresówka - 3,50 zł
______________________________________________
razem = 42,50 zł

plus karma oczywiście ok. 30 zł

razem ok. 73 zł


wpływy spoza dogo, od moich przyjciół , na oba psiaki razem, Rufusa i Bluesa:
50 zł - Maciek
100 zł - Aleksandra
100 zł - Ewa

wydatki:
150 zł - paliwo na wyjazd do Wrocławia po oba psiaki

zostało 100 zł na oba psiaki, czyli dla Bluesa 50 zł

50 zł
-73 zł
----------
= - 23 zł (slownie: minus dwadzieścia trzy zlote)

Psa trzeba odrobaczyć, zaszczepić i wykastrować!

Posted

Kochani, powiedzcie mi, jak to zoorganizować? Czy robimy dwa osobne bazarki dla Rufuska i Bluesa? Czy lepiej jeden dla obu?
Czy nie byloby dobrze założyc jeden wątek dla obu psiaków, skoro są w jednym miejscu z jedna osobą?

Posted

Zdajecie sobie sprawę z tego, że PILNIE trzeba im znaleźć domy, bo sytuacja jest delikatnie mówiąc niekomfortowa i dla nich i dla mnie ??! Trzeba jak najszybciej zbierac pieniądze na kastracje i juz teraz je ogłaszac do adopcji! Nie można zwlekać, bo one oba nie moga długo przebywać w jednym miejscu i życ przez cały czas w kagańcach.
Proszę o pomoc, o powazne potraktowanie sprawy, bo choć sie nie zagryzaja, to wcale nie są rozluźnione i szczęśliwe i co za tym idzie nie są realnie resocjalizowane.
Inna możliwość - niech ktoś weźmie jednego do innego DT. Lubie je już oba, ale tak jak jest teraz, nie może zostać. A jeśli tak będzie wyglądała Wasza pomoc, to przygotowanie ich do adopcji będzie trwalo wieki.
Byc może macie poczucie, że uratowaliście psy od zagłady... Jednak jesteście w błędzie, to był dopiero pierwszy, mały krok, teraz trzeba zrobić to, co najistotniejsze, aby naprawdę uznać je za uratowane.

Posted

gdzie sa osoby ktore plakaly "ratujcie psiaki"?
gdzie jest oferowana pomoc?
czy spiewka powtorzyla sie koleny raz ze jak psy sa w miare bezpieczne to wszyscy spadaja?
jezeli tak to niestety to byly ostatnie psy ktore wyciagnelismy z punktu

nie mamy pod opieka tylko tych 2 psiakow tylko ok 20...jak nie wiecej
na wszystkie musimy uzbierac kase na hotel, na leczenie, mamy masakryczne dlugi
jezeli nie bedzie pomocy to psy wracaja do punktu....nikogo nie stac na ich utrzymanie

Posted

[quote name='zerduszko']Żeby szukać psom domów, trzeba najpierw zrobić im ogłoszeniowe zdjęcia i napisać tekst.

Rzeczywiście, same się nie napiszą... same się nie zrobią.
Ogłoszenia można już zacząć robić nawet na bazie tych zdjęć, które już są- widać na nich jak psiaki wyglądają całkiem nieźle.
A nadto... potrzebne jest wykastrowanie chłopaków- im wcześniej tym lepiej.

Czyżby wyglądało na to, że jak wzięłyście sobie psy do domu, to teraz piszcie, wystawiajcie, kombinujcie pieniądze na kastrację, bo to Wasz interes znaleźć dla nich domy i oddać je tam bezjajeczne?

... jak wiele dt zgłaszać się będzie poza tymi płatnymi... wysoko płatnymi?


A już jest nowy apel:Znowu 2 tygodnie do wywozu psów! Pomóżcie uratować chociaż parę z nich! http://www.dogomania.pl/threads/1884...POMOCY!/page46

...tylko tak naprawdę na czym to ratowanie ma polegać? Zabrać z Pszczyny i... porzucić?

Posted

Ja napiszę tekst dla Bluesa i zamieszczę tutaj, żeby każdy mógł wykorzystać. Już go troche znam i postaram sie go zareklamować. Zdjecia w tej chwili to tylko z komórki, czyli nie ta jakość, dopiero z weekend aparat może przyjechac razem z mężem ;-) Mam też wśród znajomych profesjonalnego fotografa, niestety to czlowiek mocno zajety, a dodatkowo akurat na ten weekend wyjeżdza, jeśli znajdzie chwilę w przyszłym tygodniu, poprosze go o sesję psiaków, dobre zdjęcia moga pomóc.

No i temat bazarku.
Jak to zrobić, żeby zebrac rzeczy na bazarek w jednym miejscu? Czy to tak sie robi? No, nie mam pojecia... Mam troche rzeczy, które moge na to przeznaczyć, z pewnością dostanę też coś od znajomych, Teresa Borcz coś deklarowała... tylko jak to sie organizuje? Mam tez taki pomysł, żeby może niektóre "fanty" wystawić na allegro i kasę przeznaczyc na psiaki..? czy tak sie tu robi? Czy raczej to mam zrobic indywidualnie, atu organizuje sie tylko wewnętrzne bazarki?

Posted

Pomyślałam też o "dogadaniu sie " z weterynarzami i wykastrowaniu ich z odroczonym terminem spłaty , ale obawiam sie , że później zostanę z długiem u ludzi, którzy leczą moje suki i będę miała idiotyczna sytuację... A moje suki obie potrzebuja leczenia, starsza ma problemy stawowe i pęcherzycę(choroba autoimmunologiczna) , mloda ma moczówkę prostą. Wymagają kontroli, konsultacji, a leki są drogie. Nie moge sobie pozwolić na "zrobienie w konia" lekarzy moich psów, choć oczywiście, gdyby moje psy były zdrowe też nie chciałabym nikogo "w konia" robić :-) :-)

Posted

beta ata napisał(a):
Ja napiszę tekst dla Bluesa i zamieszczę tutaj, żeby każdy mógł wykorzystać. Już go troche znam i postaram sie go zareklamować. Zdjecia w tej chwili to tylko z komórki, czyli nie ta jakość, dopiero z weekend aparat może przyjechac razem z mężem ;-) Mam też wśród znajomych profesjonalnego fotografa, niestety to czlowiek mocno zajety, a dodatkowo akurat na ten weekend wyjeżdza, jeśli znajdzie chwilę w przyszłym tygodniu, poprosze go o sesję psiaków, dobre zdjęcia moga pomóc.

No i temat bazarku.
Jak to zrobić, żeby zebrac rzeczy na bazarek w jednym miejscu? Czy to tak sie robi? No, nie mam pojecia... Mam troche rzeczy, które moge na to przeznaczyć, z pewnością dostanę też coś od znajomych, Teresa Borcz coś deklarowała... tylko jak to sie organizuje? Mam tez taki pomysł, żeby może niektóre "fanty" wystawić na allegro i kasę przeznaczyc na psiaki..? czy tak sie tu robi? Czy raczej to mam zrobic indywidualnie, atu organizuje sie tylko wewnętrzne bazarki?


w sprawie bazarku: gdyby znalazła się osoba chętna poprowadzić bazarek można byłoby podesłać do niej zdjęcia fantów, albo przekazać jej fanty, ja tak zrobiłam bo niestety nie mam aparatu żeby porobić zdjęcia.

Posted

Zuzilkowa - ale przecież nikt inny nie jest w stanie zrobić teraz chłopakom zdjęć, o tekście nie wspomnę, bo nikt poza dt ich lepiej nie zna ;)

beta ata napisał(a):
No i temat bazarku.
Jak to zrobić, żeby zebrac rzeczy na bazarek w jednym miejscu? Czy to tak sie robi? No, nie mam pojecia... Mam troche rzeczy, które moge na to przeznaczyć, z pewnością dostanę też coś od znajomych, Teresa Borcz coś deklarowała... tylko jak to sie organizuje? Mam tez taki pomysł, żeby może niektóre "fanty" wystawić na allegro i kasę przeznaczyc na psiaki..? czy tak sie tu robi? Czy raczej to mam zrobic indywidualnie, atu organizuje sie tylko wewnętrzne bazarki?

Dobrze, żeby bazarki były podzielone wg osób, które będą wysyłały. A zrobić możesz na obu jeden. Allegro się nie zawsze opłaca.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...