Jump to content
Dogomania

Biszkoptowo-Ruda Galeryjka- Gangster z ADHD i Kuki- nasze ciasteczko :)


Recommended Posts

Posted

Haniu- ta pamietliwosc i skora cienka do przesady, to niestety cecha nieodłaczna psów lekliwych...one boją sie z założenia, i sytuacje budzące jakies zagrozenia- rzeczywiste, czy tylko wydumane, potwierdzaja im, ze danej rzeczy trzeba sie bac- czyli mowiac po ludzku- utwierdzają je w przekonaniu, ze lęk, ktory im towarzyszy cały czas - w stosunku do tego konkretnego wypadku jest uzasadniony. W takim wypadku ciezko sie tego leku wyzbyc, bo on własciwie nie ma zródła w sytuacji, a w samym psie- sytuacja tylko ten lęk ugruntowuje..
Tak troche czytam ostatnio i dochodzę do wniosku, ze u Gangstera występuje choroba kennelowa. On oprócz tego, ze nie najlepiej był traktowany przez ludzi, u ktorych był poprzednio, to jeszcze- z tego, co wiem- w zasadzie nie wychodził na zadne spacery, mieszkał w szopie, wychodził tylko do ogrodu, nie miał wiec okazji poznac swiata. W tym najwazniejszym dla niego okresie był pozbawiony kontaktu z wiekszoscia bodzców, a te, ktore mu były dostarczane- niestetry były nieprzyjemne..
Hania, wiesz, tak, jak na niego patrze, to stwierdzam, ze gdyby świat składał sie ze mnie, mojej rodziny, kilkorga znajomych, no i wiekszości psów i ich włascicieli- to moje malenstwo byłoby najszczęśliwszym zwierzakiem na ziemi. Gdy nie ma obcych wokoło, on jest radosnym, wesołym psiakiem, skorym do zabaw, zaczepiającym, uśmiechnietym....szkoda, ze nie dane jest mu tak sie cieszyc zawsze...
Ale mnie jakies refleksje naszły od rana :D

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

no wierze, ze to problem- ale Sochaczew, zdaje sie w tym glosowaniu juz szans nie ma wielkich..
a z poprawa nastroju- w zasadzie chyba nie ma powodów, bo wbrew temu, co mozna sądzic z dzisiejszych moich postów, to ja nie jestem w jakims wisielczym nastroju, wrecz przeciwnie- moze w tych postach wyłażą podświadomie moje lęki zwiazane z koniecznoscią przekazania na tydzien opieki nad gangsem :)

Posted

loozerka napisał(a):
Haniu- ta pamietliwosc i skora cienka do przesady, to niestety cecha nieodłaczna psów lekliwych...one boją sie z założenia, i sytuacje budzące jakies zagrozenia- rzeczywiste, czy tylko wydumane, potwierdzaja im, ze danej rzeczy trzeba sie bac- czyli mowiac po ludzku- utwierdzają je w przekonaniu, ze lęk, ktory im towarzyszy cały czas - w stosunku do tego konkretnego wypadku jest uzasadniony. W takim wypadku ciezko sie tego leku wyzbyc, bo on własciwie nie ma zródła w sytuacji, a w samym psie- sytuacja tylko ten lęk ugruntowuje..
Tak troche czytam ostatnio i dochodzę do wniosku, ze u Gangstera występuje choroba kennelowa. On oprócz tego, ze nie najlepiej był traktowany przez ludzi, u ktorych był poprzednio, W tym najwazniejszym dla niego okresie był pozbawiony kontaktu z wiekszoscia bodzców, a te, ktore mu były dostarczane- niestetry były nieprzyjemne..
Hania, wiesz, tak, jak na niego patrze, to stwierdzam, ze gdyby świat składał sie ze mnie, mojej rodziny, kilkorga znajomych, no i wiekszości psów i ich włascicieli- to moje malenstwo byłoby najszczęśliwszym zwierzakiem na ziemi. Gdy nie ma obcych wokoło, on jest radosnym, wesołym psiakiem, skorym do zabaw, zaczepiającym, uśmiechnietym....szkoda, ze nie dane jest mu tak sie cieszyc zawsze...
Ale mnie jakies refleksje naszły od rana :D


Aniu Od wczoraj kilka razy czytałam ten post i wszystko jest dokładnie tak jak pisałabym o naszej Choculce.

Posted

loozerka napisał(a):
nie miał wiec okazji poznac swiata. W tym najwazniejszym dla niego okresie był pozbawiony kontaktu z wiekszoscia bodzców, a te, ktore mu były dostarczane- niestetry były nieprzyjemne..

ba i dotyczy to także ludzi tylko jak to oswoić bo odkręcić się nie da? To tak jak dzieci , które jeśli do 3 roku życia nie nauczą się mówić to już nie będą pomimo,że fizycznie nic im nie dolega.
taki przypadek przytrafił sie siostrze znajomej która adoptowała 2 dzieci (braci) i młodszy nie mówi choć pod względem fizycznym jest zdrowy ( nawet czasem coś uda się mu "powiedzieć" ale jest to tak trudne ,że lekarze zalecili miganie)

Posted

No niestety, ponoc to, co spotkało, czy tez nie spotkało psa w wieku socjalizacji czyli do 4 miesiaca, a szczególnie w 3,4 miesiacu zycia jest nie do odkrecenia. Na trwałe wryje sie w osobowosc psa i moze wybuchnąc na nawet po latach..w zupełnie nieoczekiwanej sytuacji..
Ale nie wiedzialam, ze u ludzi moze sie pojawic tak głeboki problem wynikajacy z braku- socjalizacji własnie......:roll:

Posted

przypomniały mi się wilcze dzieci, :-( ,nauka mowy była niemożliwa a i nawet często chodzenie na dwóch nogach. o czywiście, pomijam przypadek Tarzana,rrr. Socjalizacja to podstawa. Ale patrzę czasami na mojego 15-latka i mam wrażenie że coś mi umknęło.....

Posted

Agnieszka....pewnie jak większosc rodzicow 15-latkow ;)
Moi zapewne w tym czasie rozmyślali za jakie grzechy przydarzyla im sie taka córka, jak ja ;) Ale teraz- odpłacam ( mam nadzieje ) za te wszystkie zmartwienia :)
A co do tarzana- to tylko brak czasu rano powstrzymał mnie od wspomnienia o nim w poprzednim poscie... no i ten Romus i Romulus ;)

Posted

Agnieszka gdybyś mnie poznała troszke wcześniej widziałabyś w jakim nastroju idę i wracam z każdego zebrania w szkole u Krzysia. Chyba w przyszłym tygodniu mamy próbny test.
Pozdrawiam Ewa

Posted

Urlop świetny był, ale narciarsko nie czuję sie do konca spełniona, niestety warunki byly kiepskie, choć dojeżdzając spodziewaliśmy sie gorszych- jeszcze 20-30 km przed Wierchomlą widac bylo tylko łyse stoki i trawę, nie chodzily wyciagi- kicha. Na szczescie na miejscu troche sniegu bylo, a że tam polnocne stoku, to i nasniezanie troche pomogło. Jednak, w czasei naszego pobytu temp. byly dodatnie glownie, padalo nawet troche deszczu, wiec warunki raczej dla bardzo zdeterminowanych- a my po 600 km jazdy do takich nalezelismy. Jednak z warunkami w poprzednim roku nie bylo porównania.
Zainteresowanych informuję, ze mialam bliskie postkanie 3 stopnia z panami Goprowcami, nie takie jednak atrakcyjne, jak w zeszłym roku, bo nie wozili mnie na niczym :p, jednak musialam z ich siedziby odebrac syna znajomych, ktory sobie pierwszego dnia pobytu złamał rękę na snowboardzie. Strasznie mi bylo zal chlopaka.....

Gangster pobyt w SPA zniosł rewelacyjnie, nawet nie witał mnie tak euforycznie, jak mogłam sie spodziewac....troche nam przeszkodzili wrogowie, ktorzy sie akurat pod klatką pojawili- jacyś ludzie, samochód ktory akurat odjeżdzał....
A tak serio, to wydaje mi sie, ze dopiero w samochodzie, gdy jechalismy do domu, moj chlopak tak na dobre zorientował sie w czym rzecz. siedział mi na kolanach, bez przerwy sie oglądał na mnie i polizywał mnie w twarz- czego normalnie nigdy nie robi. W ogole raczej taki malo lizący jest, a teraz zostałam wylizana za wszystkie czasy. NO i w domu, nie odst ępował mnie juz na krok, cały czas mu ogon chodził, lasił sie jak kotek, łaził miedzy nogami, osemki krecił , ocierał sie. Niesteety na spacerach na razie nie sprostam Karolinie ( opiekunce tymczasowej ) , bo wrocilam z gor lekko kulejąca, skrecilam sobie leko kolano i mnie boli, na szybkie marsze, nie wspominając o biegach na razie sie komletnie nie nadaje :)

a to kilka fotek ubieglorocznych z Wierchomli, jak tylko odzyskam kabelek od aparatu wkleje tegoroczne, dla porównania warunkow.

To widok z domku, w ktorych mieszkalismy


tu widok, na koncową cześc głownego stoku- tym razem były tam łachy piasku, a reszta byla oblodzona


troche sniegu, dla tych spragnionych tego widoku na drodze od stacji wierchomla do hotelu należacego do tego kompleksu


nieco romantycznego zachodu slonca

Posted

Ho ho Loozerko ho ho... co za widoki... ślicznie było...ale przesadziłąś kondycyjnie:shake: Gangster za mało się starał i nie przygotowął Cię należycie do ekstremalnych warunków:shake:
Ganges pierwszy raz wczasował się bez Ciebie?

Posted

Hania, najgorsze, ze moj uraz z kondycja niewiele miał wspolnego..po prostu wyjezdzlam wyciuagiem krzesełkowym, zagadalam sie ze znajomymi, na wyjściu nagle mi jakiś facet z dzieckiem wyrosł i musialam kombinowac przy wysiadaniu, narty mi sie zaplatały, jedna sie nie wypieła no i niestety górna czesc nogi poszla za mna, dolna za nartą i kolano nie mialo innego wyjscia, jak sie skrecic ;)

A widoki niestety ubiegłoroczne. tam jest slicznie, jednak zdecydowanie potrzebny jest snieg, albo wiosenno-letnia zielen, teraz bylo brudne coś i nadgniła trawa i łyse drzewa...
A Gangster na takim pobycie byl pierwszy raz. Owszem bywalo, ze ja wyjezdzalam, ale zostawał w domu z moją córką, ostatnio wyjechałyśmy razem na 2 dni na pogrzeb, ale był wtedy u kolezanki, ktorą zna, a ktora mieszka kilkaset metrów ode mnie i w domu bywał, ale tak na dlugo, w innym miescie, zupelnie z nieznajomą osobą po raz pierwszy. On ejst u mnie od maja i terazniejsze wakacje tak organizaowalam, by moc z psem jechac...

Posted

Hania, to nie tak, on jest lekliwy, ale jesli czlowiek przekona go do siebie, to nie boi sie go. Ja juz wielokrotnie pisalam, ze z nim jest ten własnie problem, ze ludzi znajomych to on przy kazdym powitaniu zjesc potrafi- z radosci, wita ich wrecz euforycznie. Poczatkowo myslalam, ze tak sie zachowuje tylko wobec starych znajomych, ale od jakiegos czasu juz wiem, ze także nowych ludzi, ktorych pozna traktuje przyjaznie. Jednak ilu nowych ludzi by nie poznał- do osób nieznanych jego stosunek jest taki sam- lekliwy, i najcześciej wobec tego agresywny. Ujada na nich, obszczekuje, z zalozenia stara sie odgonic. Karolinę, u ktorej był, poznał 2 tygodnie wczesniej, pojechalam specjalnie do Olsztyna, bylysmy na okolo godzinnym spacerze, na ktorym przykupywala go parówkami i pileczka. W pierwszej chwili jednak ujadał na nią starsznie, nie dał sie zblizyc, tylko obszczekiwał odstraszająco. Mimo zapoznania, przy ponownej wizycie odniosł sie do niej z pewną nieufnoscią, ale bez takiej agresji. Jednak, gdy w czasie oddawania go, Karolina przypadkowo pogłaskała go koło ogona, tak sie na nią rzucił, ze obawiałam sie, ze nas pogoni dziewczyna. Zdała jednak egzamin na samym wstepie :).
Z jej relacji wiem, ze jej wspollokatorke z pokoju dosc szybko zaakceptował, ale dwie pozostałe dziewczyny przez dwa dni obchodził szerokim lukiem, mimo, ze probowały go na wszelkie sposoby przekabacic.

Posted

Ja tak tylko ......zażartowałam:oops: Wiem z Twoich relacji ,że jest lękliwy bo wszystko na to wskazuje. No i tym bardziej podziwiam Was oboje ,że tak dobrze zdaliście egzamin z rozstania. Swoją droga ciekawa jestem ,czy ganges choć troche stał się mniej nieufny? No bo jednak skoro poznaje coraz więcej osób nowych i przekonuje się do nich , to może w pewnym momencie przeskoczy mu taka klapka i będzie "zakładał" na wstępie ,że nieznajomy pewnie okaże się miły.. myślisz ,że to możliwe? Może trzeba Gangesa oswajać z maksymalnie dużą liczba ludzi? Wiele dobrych doświadczeń może go w końcu przekona,że nie warto bać się "od razu"

Posted

:oops: Haniu, wiesz.....mnie chyba poczucie humoru opuszcza, jesli pojawia sie temat jego lękliwosci...dlatego zbyt powaznie potraktowalam Twoje podejrzenie i sugestie, że mam psa odważnego ;)
Chociaz muszę stwierdzic, ze chwilami jakby sie poprawia....najcześciej niestety na chwilę :D Ale i to dobre :)
Niestety trwaly uraz zaistniał do grupy psów, z ktorych jeden agresywnie potraktował Gangstera. Wczoraj wieczorem byliśmy na spacerze, z oddali usłyszalam szczekanie tej trojeczki, a w zasadzie jednej najbardziej szczekliwej reprezentantki, ale nie zwrocilam na to szczegolnie uwagi i sobie szlam dalej- w ich kierunku. Po kilkunastu sekundach rozgladam sie, a Gangsa ani widu, ani slychu. Zaczelam nawolywac, rozglądać sie ( co było dość trudne, bo tam nie ma zadnej lampy a najblizsze oświetlenie w odleglosci kilkuset metrow ) i cóz sie okazalo? Mój lew zawrócil i zwiał w przeciwnym kierunku. Podszedl dopiero, gdy tamte skreciły i oddaliły sie...

Wystarczył w sumie jeden atak jednego z psów- nowego w grupie, by zaczał sie bac calej grupy, z ktorą poprzednio super sie bawił....
na szczescie tu nie postępuje, jak w przypadku pozostałych lękow- tzn. nie atakuje, ale wycofuje sie

Posted

Ania, intryguje mnie czy w końcu udało Ci się wyskubać tego Syna Cyrku ze skrzynki pocztowej.... Ta ksiązka jest chyba nawiedzona. Kiedyś zaginęła mi i kilka lat nie moglam jej znaleźć. Okazało się ,ze leżała w szufladzie w domku na wsi. A myszy nic, nie mogły się do niej dobrać.:evil_lol:

Posted

Agnieszka, nie!!! Robilam juz 5 podejsc, niestety przednimi drzwiczkami jest to nie do przejscia bez zniszczenia ksiazki. Listonosz u nas przychodzi ok 10-11, nie ma mowy, bym mogla byc o tej pory w domu, niby mam nienormowany czas pracy, ale ostatnio brak norm niestety polega na zwiekszaniu ilosci czasu i muszę być w pracy wcześnie. Ale juz zmobilizowalam sąsiadkę, ktorą ma obok swojej pracy poczte, zeby tam sie udala i przekazała listonoszce, by ona wyjeła ksiazke i zwyczjanie oddala komukolwiek w klatce. mam nadzieje ksiazke otrzymac tak w ciagu 2-3 dni :)- a moze jutro....?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...