Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

A ja oczywiścia wykazałam się delikatnością jak słoń w składzie porcelany.:shake: Nie czytałam poprzednich wpisów o Bolusiu i Nestorze :-( i wyskoczyłam z Sonią taka zadowolona. Przepraszam, ale obie z Czarodziejką podnosiłyśmy ją do upadłego...

Posted

Olesia.b napisał(a):
A ja oczywiścia wykazałam się delikatnością jak słoń w składzie porcelany.:shake: Nie czytałam poprzednich wpisów o Bolusiu i Nestorze :-( i wyskoczyłam z Sonią taka zadowolona. Przepraszam, ale obie z Czarodziejką podnosiłyśmy ją do upadłego...


Nigdzie im tak dobrze nie będzie jak za Tęczowym Mostem ;)

Posted

No...ciociu AniuG, namordnik raniuteńko dotarł - pięknie dziękujemy :loveu:
Czym prędzej nadziałam go na Rexowy pysk i wypuściłam chłopaka na dwór...doleciał Misiek i....oto fotoreportaż :mad: :placz:
Koszmar zaczął się już w progu.





Pętla śmierci, Rexowi z pyska aż ślina kapie. Misiek wgryzł mu się w skórę do krwi, dobrze, że zęby ma nie za ostre, ale cudem go oderwałam. Oczy nabiegły mu krwią...Sama wściekłość.



Spiję poranną kawę, trochę późno...i nadzieję na Misiowy pyszczek kagańczyk, w którym przyjechała do mnie ze schronu Frotka. Będzie chyba w sam raz. I niech się duszą i tarmoszą. Może się zmęczą i dadzą spokój.

Posted

AnkaG napisał(a):
O kurna !!! Facetów faktycznie powaliło. Weź nalej w spryskiwacz wody i jak się bedą podduszać to wodą po pysku.

Ale rozmiar namordnika jak widać OK.


Zastosujemy :diabloti:
Rozmiar faktycznie idealnie trafiony. Masz miarę w ręku :razz:
Narazie psy siedzą w swoich kątach i żaden nie kwapi się wyjść. Rex zanim wystawi nos, najpierw dokładnie się rozgląda, czy gdzieś w pobliżu nie czai się małe zło. Misiek, kiedy ma wyjść z jednego pokiju do drugiego zaczyna popłakiwać i powarkiwać, ale już widzę, że podnosi mu się fantomowa kita - stracił ogon w walce rok temu.

Posted

Tylko dlatego, że ja tam byłam :placz: :mad:

Założyłam kaganiec Miśkowi i namordnik Rexowi. Misiek rzucił się w tym kagańcu i tak długo szarpał w Rexowym uścisku, aż oswobodził pysk. Wgryzł się w Rexa tak silnie że pękł mu kieł...pewnie go teraz boli, bo pół zdrowego została - jakby ktoś piłą w połowie ściął. Patrzyłam w na przeładowany wściekłością Misiowy wzrok i oczom nie wierzyłam, że to moje stare psiątko. Szarpałam Rexa, a Misiek wisiał mu pod brodą prawie na samych dziąsłach. Kieł wraz ze śliną i krwią wisiał na Misiowej mordce, a on tego nie czuł.
Zrozumiałam dziś psią naturę...kiedyś wydawało mi się, że one walcząc czekają na koniec walki, żeby silniejszy puścił, a mniejszy i słabszy mógł się bezpiecznie oddalić. Dziś zrozumiałam, że ta psia wściekłość jest absolutnie ślepa, jest jak amok. Gdyby Rex zagryzł Miśka na śmierć - a to stałoby się napewno - Misiek wyzionąłby ducha nie czując bólu, rozwścieczony i walczący, rzucający się do samiutkiego końca. Pewnie jego butna dusza rzucałaby się jeszcze za Tęczowym Mostem....
Podczas tej walki wylałam 2 wiadra wody - jak widać wszędzie mokro.
Rozdzielenie ich okazało się wyczynem ponad ludzkie siły. Mam świetną kondycję, jestem wysportowana, prowadzę dość aktywny tryb życia, ale po próbach rozdzielenia psów byłam skrajnie wykończona - serce mi waliło, jak po maratonie. Byłam zszokowana tym osłabieniem bardziej niż tym, że one się rzucają na siebie nawet w kagańcach. Misiek na tych ostatkach kłów wisiał u Rexowej szyi, a ten go dusił, wgniatał w beton....
Misiek wcale nie reagował na moje wołanie, zupełnie zdziczał, białka naszły krwią..."Trzymaj albo giń" - to chyba Miśkowe motto.
Nie wiem, jakim cudem ich rozdzieliłam.
Kiedy na chwilę Misiek odpadł od Rexa, odciągnęłam go za obrożę, a Misiek rzucił się do Rexa tylnej łapy i szarpał, jak dziki - tyle, że nie miał za bardzo czym złapać i Rex nie odniósł ran. Brodę miał tylko troszkę pokrwawioną. Musiałam podwieszając Rexa na obroży ciągnąć go do domu odkopując jednocześnie Miśka, bo to małe psie goowno nie odpuszczało. Gdyby Rex nie miał namordnika....ona ma takie zdrowe kły.
A potem każdy w swoim kącie siedział i liczył na współczucie.
Misiek bez zęba, ubłocony, uśliniony, zakrwawiony wyglądał jak brudna szmata. Patrzył na mnie tymi ślepkami :placz: ale widziałam, że nic do niego nie dociera, gdyby Rex wyszedł znów by się rzucił.
Rex w pokoju patrzy na mnie swoimi sarnimi oczyskami i smutny taki...




Posted

o kurcze, ale masz kosmiczny problem:( Bo to w sumie z humorem napisane, ale naprawde slychac w tym groze...
Jak pozostały zwierzyniec w tych walkach sie odnajduje? A jak reszta domowników? Julka...?

Posted

Ten humor, to chyba w domyśle, bo poważna jestem jak never.
Julka tego nie widziała, tz również. Zaczaiłam się, żeby puścić je luzem w samotności, bez świadków.
Mówię wam, że to jest jatka, wciąż je separuję. Tz zapowiedział, że wkrótce postawi mi kojec, bo bardzo chcę - dla psów of course, nie dla mnie :cool1: Może wówczas, zanim nie runą jego mury będzie odrobina normalności - wciąż chodzę, wypuszczam, kombinuję, atu żadnych perspekty.

Posted

patrzac na zdjecia obawialabym sie raczej o Miska/....:shake:
Czarodziejka tylko kojec i siatka, inaczej padniesz. Ja to znam, moje suki sie gryzly trzy miesiace z kawalkiem, krew plynela, weterynarz zszywal rany, w koncu rozdzielilam i nie spotykaly sie przez miesiac prawie. A potem przybyl Filip i zglupialy :p bo je zaczelam demonstracyjnie ignorowac i zajmowac sie Filipem. Zadyma ? To kopa i na dwor.
Ale smiesznie nie bylo, dziury liczne oraz krwawe placki na podlodze.
To bez sensu. Tylko ze ja na kojec kasy nie mialam, na nic nie mialam...
no wiec pol dnia spedzialam z jedna, pol dnia z druga....:shake:

Posted

Skubany Misiek, czemu zaczał te awanturę....echh, teraz to naprawda ogromną praca nad nimi Cie czeka i niestety metoda wywalania na dwór nie podziala chyba bo tam sie bić bedą...:(

Posted

Mysle ze jedynie metoda izolowania i co najwazniejsze -
metoda WYROZNIANIA I FAWORYZOWANIA Miska.
On jest po prostu zazdrosny i napewno czuje sie zagrozony....
Trzeba mu pokazac ze jest bardzo wazny.

Posted

hmm, nie wiem, czy to nie wywrze odwrotnego skutku, się poczuje wazny i wzmocniony. Z tego, co czytałam to wspierac trzeba nie te słabsze psy, ale te silniejsze charakterem, dominujące, bo wspieranie tego słabszego może naruszyc ich wewnętrzny porzadek i tylko zaszdkodzić- ale to juz Czarodziejka wiedziec bedzie, ktory z nich ten warunek spełnia....

Mi pozostaje miec nadzieje, ze psy jakos wrócą do poprzednich, bezproblemowych relacji...

Posted

tez tak czytalam i w moim konflikcie suczym zaczelam wspierac Hosse. Mloda, silna, zdecydowanie ta mocniejsza. Efekt?
Sunia oszalala, dostala amoku, wydawalo sie ze zezre Hoske chocby miala polec (Jak Misiek) startowala do z gory przegranych bitew, krew sie lala, Sunia nie dawala za wygrana, potrafila wyjsc z walki pokaleczona kulawa i czerwona od krwi by za chwile skoczyc do Hoski ze zdwojona zajadloscia. Ponadto zaczela lac po domu, ogolna katastrofa.
Odkad jak faworyzuje -tj zabieram na gore domu gdzie inne maja "wstep wzbroniony" woze ze soba w aucie jak gdzies wychodze, duzo glaskam itd, Sunia sie nieco uspokoila bo nabrala pewnosci siebie, owszem startuje czasem do Hoski na zasadzie ze ja owarczy albo gryznie, to tyle.
NIe wiem, wydaje mi sie ze nie ma reguły.
W zachowaniu Miska widze wiele "suniowych"cech.... Sunia tez kiedys byla "ta najwazniejsza suka" jak Misiek - ten najwazniejszy. A tu przybywa nowy i sie rzadzi i jeszcze głaski zbiera.
Musialam Suni udowodnic ze NADAL jest najwazniejsza suka i naprawde jest spokojniej. Ale moja SUnia to tez troche neurotyczka....:shake:

Posted

No widzisz.... wiele rzeczy trzeba zweryfikować w praktyce a i czasem mozemy my sami miec problem z odczytaniem, ktory z psów tak naprawde jest predystynowany do tego, by odegrac rolę tego silniejszego w stadzie :)

Posted

Czarodziejko - czytam to wszystko i aż mi dech zapiera.
Odezwę się jutro.
Przepraszam Cię, ale ostatnio byłam tak zganiana, że nie zaglądałam tutaj. Ledwo dawałam radę przeczytać w pracy o PL. Wilk pochłania właściwie cały mój czas - przynajmniej w tej chwili (wyjaśnię jutro).

Posted

Napiszę krótko, bo mam mało czasu.
Wilk to ten psiak z mojego bannerka. Jest stary (jak stary, tego tak naprawdę nikt nie wie). Okropnie jest "zniszczony" - to opinia kilku wetów. Ma spondylozę i inne schorzenia. Niestety leczenie takiego typu jak Filipa, Rexa czy Saby nie wchodzi w grę. Nie wiemy ile ma czasu. Staramy się, by nie cierpiał, robimy badania. Zaczyna nas to przerastać zarówno psychicznie jak i finansowo. Chwilowo jest lekka poprawa, ale niestety środki zastosowane nie są obojętne (Dorothy zapewne wie w czym rzecz).
Reszta w wątku Wilka.

A teraz będę zmuszona kończyć, bo muszę tel. do Czarodziejki.
Przeraża mnie sytuacja między Rexem i Misiem. Szczerze mówiąc nie bardzo mam pomysł, co robić.

Niestety Czarodziejka nie odebrała. Mam nadzieję, że nie z powodu zwierzaków. Spróbuję jutro.

Posted

Nie odbieraam, bo nie syszałam. Julia hucznie obchodziła swoje 4 urodzinki, poprawiny też były ;)
Poza tym reraz dla odmiany strasznie nas zasypało i znowu robota :mad:
Jak nie cyklon, to śniegi, jak nie śniegi, to wiatry i deszcze. To są uroki mieszkania na wsi...Nie wspominając o bonusie w postaci starego domu.
U psów 0 poprawy :roll:
Kiedy rano wstaję - mam ściśle określony schemat działania: najpierw Misiek idzie na dwór, kociczka też, potem wracają, a ja wypuszczam "szopę". Potem kombinuję - kto do domu, kto na dwór, kto do pracowni, a kto przy mnie. I musi być po równo. Zależy jeszcze, które spały w szopie, a które w domu....W sobotę przysnęłam, a tz, który akurat miał wolne wstał skoro świt, wypuścił Misia i poszedł otworzyć szopę - wypadł Rex....
Katastrofa.
Tz je rozdzielił, ale z wielkim trudem, bo Rex zastosował swoją pętlę śmierci. Bilans walki był taki, że Rex miał pokrwawioną brodę, a Misiek żadnego draśnięcia, pomijając uświnioną sierść :roll:
Teraz widzę, że on się zaczyna obawiać wyjść na dwór. Patrzy mi głęboko w oczy, kiedy otwieram drzwi, czy aby nie wypuszczam go na bitwę. Zanim wyjdzie, czai się, wącha....W końcu staruszek jest i słaby, chociaż to Rex odnosi rany.
Oczywiście separacja...
W dodatku kocica przed samą imprezką nalała na dywan przed wejściem do pokoju - odór kociego moczu stał się dominującą nutą zapachową naszego domu :mad:
W dodatku Gaja zrobiła to samo - już któryś raz z kolei - za fotelem, tam skubana znalazła swoje miejsce na ziemi :mad:

Posted

Czarodziejko, ja Cie wspieram z calej sily, biedulo, bo jak to czytam to jakbym czytala o sobie. :shake:
Kropka w kropke...
sniegi, huragany, zaspy, mieszkanie na wsi, siki i kupy na podlodze, gryzace sie psy i codzienny rytual co robie najpierw a co potem ...
pasc mozna ze zmeczenia. Nie daj sie jestesmy z Toba.
Biedny Rex i jeszcze bedniejszy Misiek. Nic nie rozumieja... :shake:
Moze kojec? ja juz nie wiem. :-(

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...