da-NUTKA Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 O Boże, Zosiu............ co Ty........... Przecież było tak pięknie............ Quote
anula1959 Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Nie ........... to niemożliwe ............ Zosiu :placz: Michuniu (i) Quote
Rudy Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Bardzo, bardzo mi przykro...:-( Jedynym pocieszeniem jest to, że było mu u Ciebie Zosiu tak wspaniale... Jak odszedł Michu? Zosiu, trzymaj się:-( Quote
Kasia25 Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Zosiu jesteśmy z Tobą! Misiu [*].................................. Quote
Celina12 Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 :-(-bardzo mi przykro Zosiu,,trzymaj się Kochana-wiem,że żadne słowa nie pocieszą,nie złagodzą bólu. Misiu-biegaj po zielonych łąkach.....pozdrów naszych Przyjaciół,którzy odeszli:placz:..spotkamy się.... Quote
Zosia4 Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Kochani - ja teraz naprawdę krótko, bo nie mam sił po nieprzespanych nocach i po tym całym krótkim "całokształcie" : Misiek zgasł dosłownie w ciągu kilku dni. NAGLE - po prostu nagle przestał jeść, osowiał, przestał reagować na cokolwiek. Codzienne wizyty u weta (wczoraj 6 godzin) - usg, rtg, ekg, badania krwi, kroplówki, zastrzyki itd. Diagnozy były różne; 1) nowotwór 2) skręt śledziony 3) stres (nie wiem od czego) 4) woda wokół płuc 5) powiększone jakieś coś w wątrobie 6) coś z jelitami 7) i już nie spamiętałam co tam jeszcze przepowiadali Jeszcze wczoraj wieczorem podałam mu sama kroplówkę z czymś tam (oczywiście po uzgodnieniu z wetem). Właściwie to przez ostatnie dni żył tylko dzięki kroplówkom. Pił bardzo dużo i od razu zwracał całą wypitą wodę. Zjadł wczoraj po czterech dniach trochę ryżu z chudym mięskiem kurczaka, wypił dużo wody - a rano nie muszę chyba mówić co zastałam na podłodze w całym domu. Nawet już nie miał siły się podnosić. Jeszcze dziś wsadziliśmy go do samochodu i do weta. Ważył już niecałe 35 kg. Wróciliśmy po rozmowie z wetem. I już wiedziałam !!!!! To ja podjęłam tę decyzję. Umówiłam się z wetem, że przyjedzie po południu do mnie i pomoże mu odejść. Nie mogłam patrzeć na jego cierpienie, nie mogłam słuchać jego jęków, nie mogłam i nie chciałam go dłużej męczyć. To była moja decyzja !!!!!!!! Odszedł cicho i spokojnie - na moich rękach. Leży niedaleko Liska. Quote
masienka Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 :calus: :calus: :calus: dziekuje Zosienko, ze bylas przy nim do konca:-( Quote
akucha Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Nie, nie, nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze nie!!!!!!!!!!!!! :-( :-( :-( Michu... Zosiu... Quote
GoniaP Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Bardzo, ale to bardzo jest mi przykro :-( Trzymaj się Zosiu. Miśku, bądź szczęśliwy [*] Quote
loozerka Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 to nie do wiary :( takie nieprawdopodobne.......tak mi przykro, z powodu Twojego smutku Zosiu i z powodu Miska, ze tak krótko mogł sie cieszyc byciem z Tobą.... Tak przykro....:( Quote
Tweety Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Zosia4 napisał(a):Kochani - ja teraz naprawdę krótko, bo nie mam sił po nieprzespanych nocach i po tym całym krótkim "całokształcie" : Misiek zgasł dosłownie w ciągu kilku dni. NAGLE - po prostu nagle przestał jeść, osowiał, przestał reagować na cokolwiek. Codzienne wizyty u weta (wczoraj 6 godzin) - usg, rtg, ekg, badania krwi, kroplówki, zastrzyki itd. Diagnozy były różne; 1) nowotwór 2) skręt śledziony 3) stres (nie wiem od czego) 4) woda wokół płuc 5) powiększone jakieś coś w wątrobie 6) coś z jelitami 7) i już nie spamiętałam co tam jeszcze przepowiadali Jeszcze wczoraj wieczorem podałam mu sama kroplówkę z czymś tam (oczywiście po uzgodnieniu z wetem). Właściwie to przez ostatnie dni żył tylko dzięki kroplówkom. Pił bardzo dużo i od razu zwracał całą wypitą wodę. Zjadł wczoraj po czterech dniach trochę ryżu z chudym mięskiem kurczaka, wypił dużo wody - a rano nie muszę chyba mówić co zastałam na podłodze w całym domu. Nawet już nie miał siły się podnosić. Jeszcze dziś wsadziliśmy go do samochodu i do weta. Ważył już niecałe 35 kg. Wróciliśmy po rozmowie z wetem. I już wiedziałam !!!!! To ja podjęłam tę decyzję. Umówiłam się z wetem, że przyjedzie po południu do mnie i pomoże mu odejść. Nie mogłam patrzeć na jego cierpienie, nie mogłam słuchać jego jęków, nie mogłam i nie chciałam go dłużej męczyć. To była moja decyzja !!!!!!!! Odszedł cicho i spokojnie - na moich rękach. Leży niedaleko Liska. Zosiu, to była bardzo trudna decyzja i bolesna ale Michowi przyniosła ulgę. Pomogłaś mu, zapewne nie mniej niz wtedy gdy uwolniłaś go od koszmaru schroniska tak jak teraz od cierpienia i bólu. Trzymaj się cieplutko a Lisiur juz na pewno zajął się Michem i razem sobie hasają jak młode i zdrowe psiaki Quote
brazowa1 Posted April 1, 2007 Author Posted April 1, 2007 Jest mi niesamowicie przykro.To nie tak miało wygladac... Quote
Tiger Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE ZGADZAM SIĘ !!!!!!!!!!!!!!!! KOLEJNA ŚMIERĆ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zosiu.............przytulam Cię mocno....... Misiu .......:placz: :placz: :placz: :placz: Quote
Olesia.b Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Zosiu, jestem z Tobą całym sercem... Misiu ['] ['], jak dobrze, że zaznałeś w swoim życiu miłości. Quote
evita. Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Dlaczego to lepsze życie, które poznał u Zosi trwało tak krótko ? :placz: To takie niesprawiedliwe :shake: Zosiu- trzymaj się :glaszcze: Misiu- bądź szczęśliwy tam gdzie teraz jesteś... Na pewno poznałeś już Liska... Quote
Dabrowka Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Zosiu, trzymaj się... Misiek, nasz kochany wielkopies, zawsze będzie blisko Ciebie... tak wiele miłości nie może przecież tak po prostu zniknąć... Quote
fona Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 :placz: :placz: Misiu, przeciez ja Twój watek czytalam zawsze ostatni, jak bajke na dobranoc, wchodzilam tu na pewniaka, ze po wszystkich smutkach na dogo Michu mnie pocieszy. Misiu, zycie wywinelo ci glupiego psikusa, taki prima aprilis po prostu chrzanie :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: Placze po tobie, Misiu, okropnie, i jestes czwartym psem, ktorego oplakuje na dogo w tym tygodniu... Zosiu, bardzo mi przykro, ze tak szybko po stracie Liska musisz przezywac ten ból tak szybko... Obstawe w niebie bedziesz miala taka, ze nikt Ci nikt nie podskoczy... Quote
Isabel Posted April 1, 2007 Posted April 1, 2007 Zosiu, tak bardzo mi przykro... To stało się tak nagle, nikt się nie spodziewał, było tak pięknie... Michu ostatnie miesiące swego życia spędził w raju, u Ciebie Zosiu, i to się najbardziej liczy. Odszedł szczęśliwy, w swoim domu, u Twojego boku. To bardzo ważne. Quote
Ludek Posted April 2, 2007 Posted April 2, 2007 Zosiu bardzo mi przykro :(. Dałaś mu wspaniały dom. [*] Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.