czarok Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 Dorothy napisał(a):dumam nad kupieniem jakiejs slomianki zeby mu sie lapy nie slizgaly w przejsciu gdzie mam panele i jest za slisko, widze ze bardzo ostroznie i wrecz niechetnie tamtedy przechodzi, ale to droga do pokoju i kuchni, nie ma wyjscia. Narazie znalazlam mate z jakichs lisci palmowych 1x1,5 m za jedyne 150 zl :p chyba ich pogielo. Czy ktos wie gdzie sie kupuje slomianki?? W meblowo-dywanowych nic nie znalazlam...:shake: Dorothy, może wykorzystasz mój pomysł. Mieliśmy On-kę po wypadku ze sparaliżowaną przednią łapą....Na panelach i kafelkach masakra....Kupiłam w Auchanie takie małe dywaniki o wymiarach 59x39 cm i porozrzucałam to w strategicznych miejscach. Jeden taki dywanik kosztował ( jak dobrze pamiętam) 6-8 zł. Tylko zwróć uwagę, żeby były podgumowane od spodu ( wtedy się nie ślizgają - w ostateczności na bardzo śliskich podłogach można tę gumę lekko zwilżyć i się przyklei do podłoża). Toto było sprzedawane pod dwoma szyldami jako wycieraczka i dywanik do łazienki. Trzymajcie się cieplutko :loveu: Quote
andzia69 Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 a ja na zimę kupuję w komforcie najtańszą podgumowaną wykladzinę - tak w cenie ok. 5-6 zł za m2 - kładę ją w przedpokoju na terazkocie i nie muszę bez przerwy wycierać kałuż pośniegowych - nie ślizga się, tania i jak się zużyje to nie żal wyrzucić:evil_lol: Quote
-Martyna- Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 calkiem dobry pomysl ...to ja jeszcze podsune takie cos ... takie gumiasto-gabczaste, nie slizgajace sie ,do wszystkiego :do wanny, na podloge , na polki, kupuje sie w rolkach i jest do prania ... Quote
Dorothy Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 :multi:dzieki za wszystkie pomysly!!:multi: jutro ide poszperac w sklepach podbudowana nimi :-) natomiast dzis Filipowi rozwinelam w strategicznym miejscu moj (stary bo stary i nieco wytarty) ale iscie krolewski dywan lososiowo kolorowy, niegdys pseudo perski. 190-290 cm. Filip wyglada na zadowolonego. Musze jeszcze to cos do przedpokoju i do kuchni, bo tam nadal slisko :-( bylismy w lecznicy, nastepny zastrzyk za nami, Filip dzis wyraznie dal do zrozumienia ze ta sytuacja go WKURZA :diabloti: natomiast lekarz stwierdzil ze pies nabral nieco ksztaltow, i ze to waga optymalna, oraz ze duzo lepiej wyglada wizualnie, tzn ma ladna blyszczaca siersc, glowa sie zaokraglila a spojrzenie rozjasnilo. I mimo ze doopka nie jest w najlepszym stanie, przestal wygladac jak ten bezpanski pies, ktorego przynioslam pierwszy raz. Jak dla mnie to komplement ;) Quote
loozerka Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 Ale to całkowicie subiektywne wrażenie, ja tam mysle, ze pan wet Cię "zelżył" ( jak to mawial mojej S.P wujek. Cieszę sie, ze obiektywne oko zobaczyło poprawę :) A potrafił coś powiedziec o tych wewnątrzstawowych sprawach? Quote
przyjaciel_koni Posted January 12, 2007 Posted January 12, 2007 Dorothy wciąż o Was myślę i jak tylko mogę wszystko czytam. Mnie się wydaje, że ponowna próba z kolejną kuracją bonharenem (oczywiście, jeśli lekarz uzna za możliwe) nie jest nierozsądna. Trzeba by zapytać o to kogoś naprawdę dobrego w ortopedii. Podzielę się z Tobą smutną dla mnie i Córki wiadomością (tylko się nie śmiać - my naprawdę cierpimy). Mój szczuruś jest chory - zupełnie jak Filip - ma spondylozę. Tylko u szczurków właściwie niewiele da się zrobić.... Quote
Dorothy Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 to szczury maja tez spondyloze?? :crazyeye: wspolczuje, o rany. Nic tylko trwac przy nim i go glaskac, bo co tu poradzic?? Lekarz uznal ze moznaby zakupic nastepna dawke bonahrenu i podawac juz teraz co dwa tygodnie. Tak ustalilismy wczoraj. A wiec oglaszam wielka zbiorke i zaraz kontaktuje sie z Peterem zeby zalatwial. Zaraz beda nowe zdjatka :-) Quote
Dorothy Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Filip na posterunku Filip i kotka Zocha (oraz nowy perski dywan Filipa:evil_lol:) Filip i Sunia Quote
loozerka Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 jaki gościnny z niego chłopak, zaprasza na swojego persa wszystkich domowników :D Dorothy, a tak serio, to on ma tam teraz cudownie- nie dośc, ze łapki sie nie slizgają, to i dupka sie grzeje. A wiesz, ze Sunię rezydentkę widzę pierwszy raz? Ona chyba jest najstarsza z Twoich psów, tzn jest u Ciebie najdłużej, tak? Przynajmnije tyle wywnioskowałam z przeczytanych część Hossi :) Quote
Czarodziejka Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Piękności Filipek na piękności dywaniku - suni widać pasuje taki imponujący kolega. I on nie goni kociczki, jak mój Rex! :placz: Quote
Dorothy Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 No, z gonieniem mialby niejakie trudnosci, probowal na poczatku za kotem pomykac ale szybko okazalo sie, ze Zocha jest zwinna a on niezbyt sprawny. Rozjezdzaly mu sie nogi, raz sie wywrocil, i wtedy westchnal ciezko.... i odpuscil. Teraz Zocha kladzie sie obok, i bawi sie jego ogonem albo lapa, a on tylko wzdycha patrzac na nia cieplymi oczami. Udalo mi sie komorka zlapac moment jak Zocha lapkami zaczepia jego lape, jak mi sie uda zgrac to wstawie. Loozerka w tej chwili psem nadluzej u mnie jest Bertus, moj rodowodowy bobtail ktorego mam od szczeniaka, na cycku wykarmilam i wynianczylam. Historia Berta i jest dluga i tez by sie Czarodziejce spodobala do zbioru opowiesci, tyle ze nie jest o psach w potrzebie. Ale jest o duszach. Jak chcecie opowiem.:razz: Sunia byla druga, uratowalam ja od uspienia w Niemczech, gdzie w piwnicy mieszkala wraz z innymi sukami hodowlanymi w strasznych warunkach... tez okropna historia. Potem byl Mazak, watek Mazaka tez byl na dogo. Mazaczek odszedl...:-( Przyszla Hosia i ciotka Bunia. I Filipek :multi: Quote
loozerka Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 No wiem, ze na Hossi zwrócilas uwagę z powodu jej podobienstwa do Mazaka ( chyba ). A Sunia jest rodowodowa? Bo ja te powszechnie znane, to i owszem, ale wiekszosci ras nie kojarzę :) A historie Berta- chetnie wysłuchalabym..................:)) Quote
Dorothy Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Sunia jest rodowodowa. ma tatuaz w uchu, byla suka hodowlana. Jednak wyciagajac ja stamtad nie w glowie mi byly rodowody... tak wiec papiera nie ma. Bertus... no historia jest taka. Mialam kiedys rasowego bobtaila... Tata kupil mi go na moja prosbe na urodziny, chyba 24 te...? Misior mial 6 miesiecy i byl slabowitym szczeniakiem po parvowirozie, ledwo odratowanym. Byl moim najwiekszym przyjacielem, mieszkalismy razem w kawalerce na 8 pietrze (alez bylam potepiana) wszedzie jezdzil ze mna (wolny zawod, nie siedzialam w pracy poza domem, jak juz jezdzilam do klientow, to on ze mna na tylnej kanapie), na wczasy we dwoje, codzien do lasu na spacer, nad rzeke, na laki... Wyszlam za maz, urodzilam Jule, Misior caly czas byl z nami. Byl cudownym madrym psem. To bylo porozumienie dusz. Ja myslalam, ze juz pora na spacer, Misior wylanial sie z sasiedniego pokoju gotowy do spaceru. Ja myslalam ze moze dam mu przysmaczek, on przylatywal spod drzwi (gdzie przed momentem spal) patrzac z nadzieja i wywieszonym ozorem. Ja bylam smutna, on przychodzil i przytulal sie. Zasypialismy cale lata tak samo, ja na materacu, on obok na podlodze, ja stopa wyciagnieta spod koldry polozona na jego grzbiecie.... Wiedzialam kiedy jest chory, kiedy boli go brzuch, zanim ktokolwiek cos zobaczyl. Zagladalam w jego dusze a on w moja. I nadszedl czas, gdy dostal przepukliny... trzeba bylo operowac. Mial 7 lat. Operacja sie udala. Zabralam psa do domu... Na drugi dzien odszedl - odchodzil w mekach, na moich rekach, zalany moimi lzami, na skret zoladka. Lekarz nadjechal za pozno, zreszta i tak szansa na pomoc byla mala.... Moja rozpacz nie miala dna. Nie jadlam, nie spalam, nie zylam. Ponad miesiac jak w spiaczce. Az poczulam potrzebe, ze chce usiasc do internetu, poogladac zdjecia... najpierw ogladalam zdjecia Miska. Tak pragnelam, zeby wrocil....:-( Potem zaczelam grzebac w internecie, wrzucilam bobtaile w googla... pokazala sie strona int. hodowli bobtaili Tagmowe Gniazdo. Zaczelam czytac... Historia suki, wymarzonej, wyczekanej... cudem wykupionej od hodowcy... suka nazywala sie Berta. Cos mi zaswitalo.... Berta byla jedyna ich sunia bobtailica. procz niej mieli samoyedke. Na stronie opisana byla tragiczna historia. Berta byla w ciazy, i nie mogla normalnie urodzic, porod opoznial sie. Dotarli do lecznicy, zdecydowano o cesarce. Cesarka sie odbyla... wyciagnieto 1 (slownie jedno) szczenie. Prawie martwe. Reanimowano je pol godziny. Udalo sie. Sunie zeszyto. Zabrali ja do domu. Na nastepny dzien sunia odeszla... na niespodziewany skret zoladka. Bylo to 4 dni po tym, jak odszedl moj Misior. On 17 kwietnia. Jego siostra 21-go... Zostalo szczenie, chlopczyk. Na pamiatke po mamie nazwali go Bert. Wychowala go zastepcza matka, samoyedka. Na koniec smutnej historii napisali ze szukaja odpowiedzialnych i wyjatkowych opiekunow dla malego Berta. SUNIA BERTA ktora go urodzila - BYLA SIOSTRA mojego MISIORA.:crazyeye: To byly jedyne dwa szczenieta ocalale z miotu, ktore widzialam, gdy pojechalam z tata do Krakowa wybrac szczeniaka. Ja wybralam Misiora. Kilka dni pozniej Ania zabrala Berte.... tez kochala ja nad zycie. Historie ktore mi opowiadala o jej zwiazku z Berta byly jak moje - z Miskiem. Ich smierc, tak podobna, w tak krotkim odstepie czasu - wstrzasajaca. I maly Bert.... Gdy jej napisalam, ze moj Misiek byl bratem jej Berty i odszedl, kiedy i jak to sie stalo, potem dlugo plakalysmy obie w sluchawke. Nie znalysmy sie... ale poczulysmy sie sobie bardzo, bardzo bliskie. A maly Bert.... juz wiecie. :-) Quote
loozerka Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Dorothy, historia niemalże mistyczna.....az niesamowita..... Quote
Peter Beny Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Ale historia :lol: , życie nam same niespodzianki przynosi :lol: , pozdrawiamy z Barim :evil_lol: Quote
przyjaciel_koni Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Dorothy - dla mnie jesteś naprawdę wyjątkową Osobą. Ta historia i obecna historia Filipa utwierdza mnie w tym przekonaniu. Wciąż potrzebne jest wsparcie finansowe by Filip miał swoją szansę !!! Prosimy o wpłaty !!! Co do szczurów - niestety tak jest - myślałyśmy na początku, że to zwyrodnienie korzeni rdzeniowych, bo podobne objawy. RTG wykazało spondylozę. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku rokowania mizerne. Quote
Dorothy Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 :oops::oops::oops: dziekuje az mi glupio, przeciez nic takiego nie zrobilam. Za to Filip, HOHO odbyl spacerek dluzszy niz zwykle, na wlasnych lapkach, to po pierwsze do krzakow przy ktorych nigdy nie byl. Co za nowe zapachy!!! Myslalam ze go stamtad nie oderwe :evil_lol: a po drugie przychodzi juz za kazdym razem do mnie jak tylko gdzies usiade, i pilnuje moich nog, oraz pcha leb :-) A jak wyjde z domu podobno lezy pod drzwiami i piszczy zalosnie dluuugo dlugo.... Gdzie sie podzial ten wycofany ostrozny pies?:crazyeye: Normalnie przylepa jest teraz, mowie Wam.... Quote
JoannaLN Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 :lol: :lol: :buzi: Dla Ciebie i Filipka. Quote
elles Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 Piękna i wzruszająca opowieść... Głaski i ucałowania dla Filipa :loveu: dzielny chłopak :) Quote
romenka Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 Dorotko napisałam Ci na gg wiadomośc ale kiedy pisałam niedoczytalam do końca wątku.W tej chwili właśnie skączyłam czytać.Moja wiadomość brzmiała "co pomogło Filipkowi" ale teraz nie wiem czy jesteś w stanie na to odpowiedzieć. Ja mam podobną sytuacje z dobcią tyle że ona jest w schronisku :-( a ja mało moge jej pomóc.Chjcę namówić weta z Palucha by podał dobci Bonharen ale nie wiem czy się godzą.O tym porozmawiam z Panią dyrektor by się zgodziła bo ja mam wrażenie że Filipkowi właśnie pomógł ten lek. Z dobcią nie jest tak tragicznie jak z Filipkiem jednakże lekarze wykryli spondylozę u niej i jakiąś narośl na kręgosłupie(myślę że jest to spowodowane właśnie tą chorobą :-( -ale o to już się wypytam na miejscu) Ona chodzi ale jej nóżki co jakiś czas odmawiają posłuszeństwa i poprostu upada po czym zaraz wstaje.Raz tylko na spacerku (w sobotę) upadła i trzeba było jej pomóc wstać ale tak to zawsze daje radę sama.Bardzo modlę się by pozwolili mi ją adoptować tyle że dopiero za jakiś czas ale tam mówią że Dianka nie nadaje się wogole do adopcji :-( Teraz co drugi dzień chcę jeździć do niej i wyprowadzac ją na dłuuugie spacery żeby ćwiczyła mięście (tu prosze cię o odpowiedź-czy dobrze robie że ją wyprowadzam i troszkę forsuje?)jednak myślę że to zapobiegnie zastaniu mięśni. To zapewne początek choroby bo kiedy była u mnie biegała jak młodzianka a teraz jest w takim stanie :placz: .Proszę odpisz mi jeśłi będziesz miała tylko czas.Mi zależy na zdrowiu tej suczki tak bardzo jak tobie na zdrowiu Filipkowi.Płacze i modle się by wszystko się ułożyło tak samo u Ciebie z Filipkiem jak u mojej kochanej Dianki:-( .Bardzo mocno trzymam za was kciuki. Quote
Dorothy Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 Romenko- wklejam tu ponizej to samo, co poslalam w odpowiedzi na Twoje pytanie na gg. Dodam tylko, ze bonahren trzeba podawac dozylnie (musi byc fachowiec do tego) raz w tygodniu, a 6 dawek mozna zalatwic za nieco ponad 200 zl. Nie jest to az tak drogie jak polski kwas hialuronowy gdzie 1 dawka kosztuje 150 zl. Dobci zaszkodzil schron, to na 100%, tak samo jak Filipowi stajnia. Cokolwiek zrobisz pamietaj jedno - nie wyleczysz tego psa. Mozesz jedynie powstrzymac rozwoj choroby, ale zawsze juz pozostanie niesprawnosc i ryzyko, ze choroba sie "obudzi" i dalej bedzie czynic spustoszenie w kregoslupie. Konieczne jest tez dozywotnie podawanie lekow przeciwbolowych. DOZYWOTNIE. Dlatego tez ktokolwiek wezmie dobcie do siebie (- a leczenie jej w schronie i tamtych warunkach ma niewiele sensu - bo najwazniejsze jest cieplo, sucho i opieka)- musi byc tego swiadomy. Pies ze spondyloza to pies z wyrokiem..:-( ja walcze o zawieszenie tego wyroku, o kazdy dzien.... nie o zdrowie Filipa, bo zwyrodnialy kregoslup nigdy juz nie bedzie zdrowy. Walcze o zawieszenie wyroku po to, by kazdy dzien ktory daje nam Bog wypelnic Filipowi opieka, czuloscia, troska, miloscia. Pomysl o tym. To moj list ktory poslalam na gg: "trudno powiedziec- pomoglo. Poniewaz caly czas jego stan jest dosc chwiejny. Podajemy mu bonahren, czyli kwas hialuronowy, jednak z powodu bolu dostaje tez silne srodki przeciwzapalne i przeciwbolowe, a ostatnio - sterydy. (tzw bron ostateczna medycyny, leki przeciwzapalne i przeciwbolowe, b silne, jednak rujnujace organizm, czyli watrobe, nerki itd. )Dlatego trudno lekarzowi jednoznacznie okreslic, czy Filip chodzi bo pomogl bonahren, czy tez chodzi, bo stawiamy go na nogi eliminujac bol tymi zastrzykami. Moze sie okazac, ze to drugie, a wtedy poki dostaje sterydy, bedzie na nie reagowal- poty bedzie chodzil. Z czasem jednak organizm buntuje sie lub - przyzwyczaja. A jesli te leki przestaja dzialac - nadchodzi paraliz. Nieuchronnie kiedys w tej chorobie nadchodzi, bowiem nie da sie jej wyleczyc. Mozna ja tylko opoznic, zwolnic, a we wczesnym stadium- zatrzymac. U Filipa - to jest bardzo pozne stadium..." Quote
romenka Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 Dorotko dziękuje za informacje.Nie wiem skąd Ty czerpiesz te siły ale podziwiam Cie bardzo...Mocno trzymam kciuki za Was oboje byście nietracili wiary w lepsze jutro i by z kazdym dniem juz było coraz lepiej. Jestem pod wrażeniem tego czego już dokonałaś u Filipka ale nie będe zapeszać tylko Użyczę Wam zdrowia i sił bo teraz to dla Was najważniejsze:buzi: Quote
Dorothy Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 coz, odpowiedz jest prosta, sile czerpie z milosci... do zwierzat w ogole, do Filipa - w szegolnosci :oops: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.