Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted


Z ostatnią kartką kalendarza zerwijmy wszystkie złe nastroje,niewarte pamięci chwile. Niech pozostana z nami najlepsze wspomnienia . Niech pamięć o naszych przyjaciołach przyniesie nam dużo uśmiechu i wzmocni nadzieję na lepszą przyszłość.
Szczęśliwego Nowego Roku.

Posted

Dzisiaj odszukałam Na Tęczowym Moście kilka piesków, których nikt ostatnio nie odwiedził. Chciałam przypomnieć, że pamiętamy. Nawet wtedy gdy nie piszemy o tym tutaj. Jak wiele jest takich, które jak "niezauwazona Samba" nie tylko żyły niezauważone ale niezauważone odeszły; takich o których już nikt nie pamięta. To dla nich dzisiaj, gdy kończy sie ten magiczny czas wspomnień i nadziei, zapalam światełko z nadzieją, ze za Tęczowym Mostem już nie są samotne.




A w moich wspomnieniach i pamięci oprócz Puni na zawsze pozostaną Kama i Abi. Nigdy o nich nie zapomniałam, chociaż nie pamiętam dat ich narodzin i dat przekroczenia bram Tęczowego Mostu. Pamiętam tylko, ze zarówno Kama jak i Abi były ze mną bardzo krótko- każde ok. pół roku. Nie mam ich zdjęć ale ich obraz mam w pamięci: Kama- pointerka biała z czarną kropką na łebku... Ona pierwsza nauczyła mnie tej szczególnej miłości do naszych czworonożnych przyjaciół. Żyła krótko ale, mogę powiedzieć, intensywnie. Poświęcałam jej bardzo dużo czasu- na długie spacery i zabawy. Zdążyła zobaczyć morze- pamiętam jej szaleństwa i radość na plaży. Zachorowała nagle i straszliwie. Nie umiałam jej pomóc. A potem nie umiałam bez niej zyć. Kilka miesięcy później byłam na placu, na którym sprzedawane były psy. Znalazłam się tam przypadkowo... Ale czy na pewno? Tam zobaczyłam Abiego- rudego spaniela. Sprzedawcą był mężczyzna, który raczej nie był jego panem. Chyba nawet twierdził, że to pies sąsiadki albo znajomej. Dał mi świadectwo szczepienia psa. Byc może, że to na zaświadczeniu było imie psa a może to ten człowiek powiedział że pies nazywa się Abi? Miał podobno 1,5 roku. Do dzisiaj nie wiem jak to sie stało, że zdecydowałam się go kupić? Na pewno nie uzgodniłam tego z domownikami; postawiłam ich przed faktem dokonanym. Abi okazał się psem idealnym. Trudno mi było uwierzyć, że ktoś się go pozbył. Może był kradziony? Wtedy chyba się nad tym nie zastanawiałam. Pamiętam, że przez kilka dni byłam przerażona swoją decyzją; wydawało mi sie, że nie potrafię pokochać tego psa; był taki....obcy. On natomiast od początku okazywał mi swoje przywiązanie. Przełomowy moment nastapił po ok. tygodniu: poszłam z Abim na dość daleki spacer do parku; ok. 3-4 km od domu. Bylismy tam wtedy pierwszy raz. W parku Abi się gdzieś zawieruszył (nie miałam wtedy takiej wyobraźni jak dzisiaj i od początku spuszczałam go ze smyczy na spacerach). Nie mogłam go odnaleźć. Zrozpaczona wróciłam sama do domu. Pod moim blokiem spotkałam mamę z .......Abim. Okazało sie, ze on wrócił do domu długo przede mną a mama zaniepokojona, że cos mi sie stało wyruszyła z nim na poszukiwania. Wtedy juz wiedziałam: kocham tego psa. Kilka miesięcy później Abi zginął pod kołami taksówki. Wracałam wtedy od mojego brata; Abi jak zawsze bez smyczy. Pobiegł za jakimś psem. Zanim zdążyłam zareagować usłyszałam pisk hamulców :placz:. Do dzisiaj prześladuje mnie nie tylko ten wypadek. Ale o tym może napiszę innym razem.
Po śmierci Abiego uznałam, że nie mogę juz nigdy więcej mieć psa ani żadnego żywego stworzenia. Tak myślałam przez kilka lat, także wtedy gdy mój kolega szukał domu dla Puni (a właściwie Pini). Gdyby nie jego upór Punia byłaby szczęśliwa? w innym domku a ja nie przeżyłabym 12 szczęśliwych lat. Ale nie tylko Punia..., bo gdyby nie Punia nie wiedziałabym pewnie, że domu poszukuje Fraszka. Mam nadzieję, że jest ze mną szczęśliwa i pozostanie jeszcze przez wiele lat. Mogę też powiedzieć, że jesteśmy z Fraszką dzięki Kamie, Abiemu i Puni.

Posted

Pieknie to opisałaś.
One wszystkie, każdy z osobna uczył nas kochać, a to jest dar , o którym inni mogą sobie tylko pomarzyć.
Dzieki tej miłości Fraszka ma dom, jest bezpieczna i bardzo szczęśliwa

Punieczko

Posted

Dzisiaj chciałam popełnić "świętokradztwo":oops:- zmierzałam pozyczyc dla Fraszki obrózke Puni. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że nie mogłam jej znaleźć:-(. Wiem, że jest w pudełku i byłam przekonana, że wiem gdzie jest pudełko, ale go tam nie ma:shake:. Zrezygnowałam od razu z poszukiwań, bo zrobiło mi się jakoś nieswojo. To chyba nie był dobry pomysł. Dzisiejsza sytuacja przypomniała mi, że kiedy chodziłam jeszcze na spacery "integracyjne" z Fraszką, wtedy gdy była jeszcze w domu tymczasowym, wzięłam smycz Puni (bo ta "fraszkowa" była za krótka). Po powrocie ze spaceru rozlepiałam jeszcze ogłoszenia o poszukujących domków szczeniakach Fraszki. Musiałam wtedy te smycz trzymać jeszcze w ręce, no i niestety zgubiłam ją. Przez kilka następnych dni przeszukiwałam bezskutecznie te miejsca, w których wtedy byłam. Miałam poczucie, że straciłam coś wtedy dla mnie najcenniejszego. To tak jakbym przerwała więź z Punią. Było to przecież niewiele ponad trzy miesiące od czasu gdy Punia odeszła za Teczowy Most.
A dzisiaj jest 4 stycznia- ten szczególny dzień miesiąca: minęło juz 2 lata i 4 miesiące. I właśnie dzisiaj ta historia z obrożą....Ale ja przecież wiem, że to nie może nic oznaczać: ja tęsknię niezmiennie.

Posted

Bo tęsknić będziemy już zawsze.
Gubiąc smycz nie straciłaś więzi z Punią. Ona jest w twoim sercu.
Wiesz, ja tez jestem przywiązana do rzeczy Psoni. Mam w koszyczku jej zabawki, szeleczki skórzane szyte na miarę, smycz a nawet kostki i nagryziony i nie zjedzony przez nia ostatni precelek. Jedna maleńką czarna piłeczke, znaleziona podczas remontu za segmentem noszę przy sobie w torebce. Jednak wiem, ze to są rzeczy Psoni.
Kiedy trafiła do nas Zuzia z nienacka ( sobota po godz 18, sklepy u nas zamkniete) bez namysłu wzięłam Psoni komplet stalowych miseczek na stojaczku. Balbinka miała kupione takie same, ale nowe. Te Zuzi są po Psoni i tak juz pozostało.
MYslę, ze Psonia nie ma mi tego za złe, a wręcz odwrotnie, Pewnie była zadowolona, ży przyjęlismy Zuzę , sunie po przejściach w wielkiej potrzebie na tymczas bez przygotowania, na wariackich papierach........... i zostawilismy.
Ale reszty nie dam moim pannicom. Reszta jest MOJA, tylko moja.

Posted

Mam już dosyć tej zimy:mad:- zimna, krótkich dni, które konczą się zanim na dobre się zaczęły. Kiedy wracam z pracy jest już ciemno. Nie mam już wtedy ochoty na długie spacery z Fraszką (a właściwie nawet na krótkie spacery:roll:). Tym bardziej, że przez kilka dni to naprawdę była udręka. W czasie tych mroźnych dni Fraszce tak marzły łapki, że nawet kilkuminutowy spacer był trudny. Nie mówiąc już o soli. Biedna, aż przewracała się a ja co chwilę musiałam jej rozgrzewać łapy. Przy tym tak histeryzowała, że za każdym razem byłam przerażona, że cos strasznego sie stało. Teraz na szczęście jest troche cieplej. No i coraz bliżej wiosny.

Mam nadzieję, że zwierzakom za Tęczowym Mostem taka tęsknota jest obca, bo tam przecież jest wciąż zielono i ciepło. Ale przede wszystkim chciałabym, żeby nie tęskniły tam za nami tak jak my za nimi.



Posted

Zima była moją ulubiona porą roku. Była, bo już nie jest. Za młodych lat, czekałam na śnieg, na mróz, na białe szaleństwo. Kochałam marznąć, a potem rozgrzewać się w cieple domowego ogniska przy szklance dobrej herbaty.
Tak było kiedys...........
Teraz śledzę z uporem maniaka prognozy i panikuję, jak zapowiadają silne mrozy. Wcale nie chodzi tu o mnie czy o moje psy, ale o te w schroniskach, o te bezdomne, które sa przepędzane z klatek schodowych, gdzie przyszły żeby się rozgrzać.
Moja Zuzia źle znosi mrozy, smaruje obu dziewczynom łapinki, zakładam kubraki i wio, idziemy na spacer, Wyjście te 4 razy dziennie im nie zaszkodzi, ale jak pomysle o tych bidach to mam serce w kawałkach.

Smaruj Fraszce łapki. Kupiłam bardzo dobry kremik dla psa. Jest stosunkowo niedrogi, bardzo wydajny i naprawde rewalacyjny. W tym sezonie ani razu Zuzi nie zmarzły łapiny. Jak jestes nim zainteresowana to skontaktuj sie na pw z sota36.

Punieczko

Posted

4 lutego, czyli mija 2 lata i 5 miesięcy. I właśnie dzisiaj w pracy rozmawiałam z koleżankami o cmentarzach dla zwierząt. Nawet nie wiem skąd ten temat sie pojawił (na pewno to nie ja zaczęłam) ale po raz pierwszy powiedziałam głośno to co od 2 lat i 5 miesięcy niemal codziennie do mnie wraca i wciąż boli:-(- to, ze zostawiłam Punię w lecznicy. Nawet nie miałam odwagi, żeby ją zobaczyć po operacji, kiedy już podjęłam decyzję, żeby jej nie budzić. Nawet nie wiem czy w ogóle było to możliwe. Czy gdybym wiedziała, że jest możliwe chciałabym tego? Chyba nie- to byłby juz skrajny egoizm: wiedziałam, że już nie mogę jej zatrzymać.
Nie powiedziałam jeszcze głośno tego, że przed operacją, zanim wyszłam z gabinetu, kiedy Punia już spała, zdjęłam jej obróżkę: to był odruch- próbowałam się przygotować na to na co jeszcze nie byłam przygotowana.
W Krakowie nie ma cmentarza dla zwierząt. Był taki pomysł i propozycja lokalizacji w pobliżu jednego z cmentarzy "ludzkich" ale oczywiście były protesty i nic z tego nie wyszło. Gdybym miała miejsce, gdzie mogłabym pochować Punię na pewno nie zostawiłabym jej wtedy w lecznicy. Chociaż ze wstydem przyznam, że wtedy gdy usłyszałam, że operacja się nie udała, nie chciałam tego widzieć. Może nie przyjmowałam tego do świadomości? może w ten sposób próbowałam się oszukiwać? Nie wiem. Do dzisiaj tamten wieczór wydaje mi sie nierealny. Jak zły sen. Może byłoby mi łatwiej godzić sie z tym co sie stało, gdybym miała to miejsce na działce, na cmentarzu, czy gdziekolwiek, gdzie mogłabym odwiedzać Punię, zapalic jej prawdziwa świeczkę i przynieść świeże kwiaty?
No ale mam takie miejsce tutaj- dlatego tu jestem od 2 lat i 5 miesięcy.

Posted

Śniła mi sie Punia, ale...jakoś dzwnie:shake:: inaczej wyglądała, była u obcych ludzi. W tym snie nie dziwiło mnie to. Dopiero kiedy się obudziłam nie mogłam tego zrozumieć. Ale chyba wiem jak zinterpretować ten sen, tylko trudno mi o tym napisać.
Chyba nigdy nie uwolnię sie od żalu, że już nigdy jej nie zobaczę takiej jaka była. Za to nie mam wątpliwości, że zawsze ją poznam, nizależnie od tego jak wygląda. Bo przecież kiedys się spotkamy.

  • 2 weeks later...
Posted

4 marca czyli mija kolejny miesiąc. Trzydziesty. Coraz trudniej je liczyć ale nawet jeżeli się mylę, to bez znaczenia. Tęsknię tak samo niezależnie od upływu czasu.

Posted

Szajbus, jestem Ci wdzięczna, ze odwiedzasz Punię:Rose:. Ona też na pewno cieszy sie z Twoich odwiedzin- zawsze była taka zadowolona gdy ktos okazywał jej zainteresowanie a jeżeli nie okazywał to je wymuszała:lol:. Czasem stawało się to niestety uciązliwe:roll:, szczególnie kiedy bywali u nas goście, którzy mieli raczej chłodny stosunek do psów. Ze wstydem przyznam, że dla mnie bardziej uciążliwi byli ci goście niż Punia, no ale.......:cool3:


  • 2 weeks later...
Posted

Znowu 4-ty dzień miesiąca, znowu odliczam ile to już miesięcy minęło od 4 września 2006 roku? Powinnam policzyć dni, bo na pewno w tym czasie codziennie myślałam o Puni. Ale przecież nie mogę o tym codziennie pisać.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...