Medorowa Posted November 5, 2006 Posted November 5, 2006 Witaj Dona:lol: Ale masz śliczny pokoik:crazyeye: :crazyeye: :p Quote
Kamila Posted November 5, 2006 Posted November 5, 2006 Ale macie ladnie,szczegolnie kolorystyka mi sie podoba tych scian :loveu: No i sucz piekna jak zwykle :lol: Quote
fattyciak Posted November 5, 2006 Posted November 5, 2006 Amfetka jest mniam i pyszota, zawsze tak twierdziłam :) (grube-cus z niebieskiego ;) ) Quote
Dona__ Posted November 19, 2006 Author Posted November 19, 2006 Cieszę się, że i Amf i mieszkanko po remoncie Wam się podobają ;) . A tu link do nowych fotek Łaciatej -> http://amstaff-pitbull.cyberdusk.pl/viewtopic.php?t=120&start=780 A tu jeszcze jest trochę fotek z posłuszeństwa ;) -> http://www.amstaff-pitbull.cyberdusk.pl/viewtopic.php?p=196108#196108 Quote
Medorowa Posted November 19, 2006 Posted November 19, 2006 Dona śliczne fotki łaciatej krówki;) :loveu: Musiałam wkleić tą fotke :loveu: :loveu: Quote
Dona__ Posted February 7, 2008 Author Posted February 7, 2008 A u nas wszystko w porządeczku :) . Króffa vel Krystynka - jak na nią - wyjątkowo ostatnio zdrowa i grzeczna. Tylko nie wybiegana... bo ciągle syf na dworze i błoto po kostki. Posłuszeństwo robi jeszcze ładniej i dokładniej niż wcześniej (ach ta pańcia-perfekcjonistka ;) ). Może niedługo zbiorę się żeby troszkę zaktualizować jej temacik. Co jeszcze - możliwe, że niebawem Krystynka będzie miała małego rudego braciszka ;) , ale chwalić się będę dopiero jak zawita do nas, a drogę ze Stanów ma daleką i sporo załatwiania formalności to wszystko wymaga, więc nie wiem kiedy to nastąpi (o ile się uda, chociaż "braciszek" podobno już zarezerwowany)... Quote
Medorowa Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 Dona_Paweł napisał(a):A u nas wszystko w porządeczku :) . Króffa vel Krystynka - jak na nią - wyjątkowo ostatnio zdrowa i grzeczna. Tylko nie wybiegana... bo ciągle syf na dworze i błoto po kostki. Posłuszeństwo robi jeszcze ładniej i dokładniej niż wcześniej (ach ta pańcia-perfekcjonistka ;) ). Może niedługo zbiorę się żeby troszkę zaktualizować jej temacik. Co jeszcze - możliwe, że niebawem Krystynka będzie miała małego rudego braciszka ;) , ale chwalić się będę dopiero jak zawita do nas, a drogę ze Stanów ma daleką i sporo załatwiania formalności to wszystko wymaga, więc nie wiem kiedy to nastąpi (o ile się uda, chociaż "braciszek" podobno już zarezerwowany)... No to rewelacja:multi: :multi:Trzymamy kciuki za pojawienie się braciszka;):kciuki: Czekamy na aktualizację galerii;) Pogoda fakt do doopy, ale jeszcze troszkę i wiosna (oby jak najszybciej);):p:p:p Quote
Dona__ Posted February 13, 2013 Author Posted February 13, 2013 Proszę o przeniesienie wątku mojej kochanej psieńki do Tęczowego Mostu. Od początku kwietnia 2012r. walczyłyśmy obie o każdy jej dzień, jednak w grudniu w końcu przyszedł ten straszny czas, kiedy musiałyśmy się poddać. Przegrałyśmy pierwszy i ostatni raz... z chłoniakiem :( . Quote
Dona__ Posted February 14, 2013 Author Posted February 14, 2013 (edited) Dziękuję za przeniesienie wątku... nie uzupełnię już tutaj jej galerii... mnóstwo zdjęć i filmów z tych wszystkich lat zamieszczałam na naszym forum... Długo się zbierałam... - skrót ostatniej części historii mojej Amf. Niech to będzie i tutaj. Dlaczego - bo była wyjątkowym psem... KWIECIEŃ: Wszystko wyszło nagle i zupełnie niespodziewanie... raz na jakiś czas zdarzało się Amf lekko odkaszlnąć podczas spania, więc rok temu (3 kwietnia) zawiozłam ją do wetów na sprawdzenie serducha. Po wykonaniu standardowego prześwietlenia klatki piersiowej - grom z jasnego nieba - okazało się, że w jej płucach jest kilkadziesiąt rozsianych guzów różnej wielkości, najprawdopodobniej przerzutowych. Usłyszałam "kilka tygodni, może kilka miesięcy". Zaczęły się dodatkowe badania, konsultowanie ich wyników z onkologami z różnych stron kraju, kombinacje - wszyscy byli zgodni - pozostaje opieka paliatywna, w takim stadium zaawansowania choroby, nie było już sensu myśleć nawet o chemioterapii. A Amf śmigała... brykała jak zawsze pełna radości i energii, niczego nieświadoma. Od tej chwili zaczęłyśmy walkę z czasem i rozciąganie go jak gumy... dokumentowałam każdy kolejny miesiąc, robiąc zdjęcia, nagrywając filmy - takie z naszej codzienności - bo do tej pory, choć miała ich nagranych mnóstwo, były to prawie wyłącznie filmy z jej występów na przeróżnych przez lata szkoleniach. Rzuciłam wszystko inne, szkoda mi było każdej godziny... w domu - http://www.youtube.com/watch?v=r6jFgN6_BSA w naszym ukochanym parku - http://www.youtube.com/watch?v=ewg0Q6SJ2YI w Chełmie - http://www.youtube.com/watch?v=3BhZMtRZAsY MAJ: w parku - http://www.youtube.com/watch?v=YTAD2WQOIl8 CZERWIEC: w Chełmie - http://www.youtube.com/watch?v=Jw2HAcul4n4 LIPIEC: nad stawem w Mełgwi - http://www.youtube.com/watch?v=ACUcLMZdmho Zaczęły się pierwsze problemy z apetytem, kilka dni po nagraniu tego filmu, na usg jamy brzusznej pokazał się pękający już, mały guzek na śledzionie. Decyzja musiała być natychmiastowa bo jego pęknięcie mogło nastąpić w każdej chwili, a to oznaczałoby śmierć w potwornym bólu. Chirurg był gotów podjąć się operacji usunięcia śledziony, mimo jej ciężkiego stanu ogólnego i anemii. Kolejny dzień - operacja - pod narkozą wziewną, z kontrolą kardiologiczną, anestezjologiem i transfuzją krwi. Podczas transfuzji - wstrząs anafilaktyczny, maksymalna dawka sterydów dożylnie - trzymałam ją w ramionach, wiedziałam, że walczy o życie, mówiłam do niej, że będzie dobrze, że jeszcze nie czas, że jeszcze będziemy biegać po parku - udało się... Jednak dawny apetyt wrócić nie chciał (chociaż jeszcze jadła wystarczająco - nowa dieta, wspomagająca produkcję krwinek - najlepsza wołowina, wołowa wątroba, tarte warzywa, leki). Kolejne rtg klatki piersiowej (tydzień po operacji) - guzów w klatce piersiowej ponad trzy razy więcej niż w kwietniu (gdy było ich kilkadziesiąt). Wynik badania histopatologicznego guzka ze śledziony nie pozostawiał najmniejszych złudzeń - chłoniak limfocytarny... Nikt nie wiedział jakim cudem przeżyła operację. A ona dalej śmigała i cieszyła się wszystkim, chociaż było widać, że zaczyna męczyć się szybciej niż do tej pory, zaczęły zdarzać się pokasływania. Nad nasz ulubiony staw więcej już nie pojechałyśmy. SIERPIEŃ: w parku (niedługo po operacji) - http://www.youtube.com/watch?v=1Y7B1l_xjug WRZESIEŃ: Problemy z apetytem narastały... codziennie kombinowałam jak jej jedzenie urozmaicać, gotowałam, stawałam na głowie, żeby dostarczać organizmowi jak najwięcej tego, co powinna dostawać. Kaszel zaczął przeszkadzać, Amf denerwowała się, gdy nie mogła robić wszystkiego tak, jak przez całe życie była przyzwyczajona. Pod koniec września zapadła decyzja o włączeniu dużych dawek sterydów (na stałe). I moja dawna psieńka wróciła. na lotnisku - http://www.youtube.com/watch?v=c976GZqXzPo PAŹDZIERNIK: w parku - http://www.youtube.com/watch?v=BwW3Dc2_pj4 To nasz ostatni taki jeszcze normalny spacer... Od miesiąca nie jadła już sama. Gotowałam dla niej wołowinę, ryż, warzywa, miksowałam na papkę i karmiłam ją ze strzykawki. Nie protestowała, (jeszcze) szło to zupełnie sprawnie. W nocy po nagraniu tego filmiku było źle, kaszel męczył ją strasznie. Na szybko podałam jej Furosemid - pomogło. To dało mi (i wetom) do myślenia. Pojechałyśmy na echo serca - stwierdzono nadciśnienie w aorcie. Leków obniżających nie można było włączyć przy anemii, zaczęły się jeszcze bardziej rozpaczliwe próby walki z nią, niestety... wyniki (powtarzane co tydzień) za każdym razem wychodziły tylko jeszcze słabsze. Został nam Furosemid (który pomagał obniżając ciśnienie) i zmieniony na inny steryd. Zaczęła tracić wagę, przestałam już robić jej zdjęcia... chciałam by w mojej pamięci została taka, jak na tym właśnie filmie. LISTOPAD: Było kiepsko... anemia się pogłębiała, przychodziły gorsze dni, gdy męczył kaszel. Karmienie trzeba było rozłożyć na więcej małych porcji, bo zdarzało jej się zwrócić (dalej karmiłam ją papkami przez strzykawkę). Na spacery do parku zaczęłam wozić ją samochodem (chociaż to trzy minuty drogi od domu). Zaczynały pojawiać się objawy neurologiczne, psieńka momentami się wyłączała, jakby traciła kontakt z rzeczywistością. Na mój głos i komendy jednak reagowała - jak automat, na zasadzie przyzwyczajenia przez lata. Jeszcze trochę biegała za swoją piszczącą piłeczką, trochę za patykami i chociaż wyglądała na zadowoloną, czasem jakby lekko odpływała. Zdecydowałam się wykonać jej jeszcze raz usg jamy brzusznej (tym razem z dopplerem), spodziewając się kolejnych guzów (wtedy zaczęłabym rozważać eutanazję). I znowu zdziwienie... guzów w brzuchu nie znaleziono, za to pokazało się nadciśnienie na żyle wrotnej i poszerzone naczynia wątroby (co powodowało duże obciążenie serca i wytworzenie się krążenia obocznego). Do Furosemidu i sterydu doszły leki nasercowe - pomogło. Kaszel już aż tak nie męczył. Jednak psieńka słabła... zdarzyło jej się stracić przytomność, na dwór często ją nosiłam, żeby jej dodatkowo nie męczyć schodami. Straciła 3 kg, skończyły się spacery do naszego ukochanego parku... tylko jeszcze czasem (w lepszych momentach) biegała za blokiem za kamykami, które jej niby-rzucałam. GRUDZIEŃ: Wiedziałam, że przyszedł czas, żeby się rozstać. Czekałam tylko na moment, gdy zobaczę, że ona wreszcie się z tym pogodziła... A ona - choć widziałam, że rozumie - jeszcze wyciskała ten ostatni czas jak cytrynę. Nie przyjmowała już prawie wcale pokarmu, często po karmieniu zwracała. Straciła w miesiąc kolejne 6kg... na dwór ją wynosiłam (ubraną w grube ubranka), jeszcze kilka razy pobiegała za ukochanymi śniegowymi gałkami ale to już nie było to co dawniej... Objawy neurologiczne się nasilały, czasem myliła klatki schodowe, piętra, zaczęła spadać przy schodzeniu z łóżka (rozłożyłam na podłodze materace dla asekuracji). Zaczęły się delikatne podkrwawiania z nosa. W połowie miesiąca przyszedł dzień, gdy miałam dzwonić po wet, by przyjechał ją uśpić. I tego dnia (myślę, że czuła wszystko), zebrała się w sobie, pokazała mi żeby dać jej ulubioną piszczącą zabawkę. I nagle jakby 3/4 objawów znikło, kaszel ustąpił, biegała po domu jak szalona. Odłożyłam decyzję... wiedziałam, że to jej ostatni zryw. Trwał dwa tygodnie - mimo, że nie były one łatwe (i miałam wciąż wyrzuty, że ją męczę), codziennie biegała za zabawką - nie wiem na ile jeszcze kontaktowała i cieszyła się tym, a na ile działała wyuczonymi przez lata schematami. w domu - http://www.youtube.com/watch?v=sVWm_XXv1J0 Ostatni filmik... Tydzień po jego nagraniu znów zaczęła słabnąć... krwotoki z nosa się nasilały. Jeszcze wet próbował podać jej lek by je powstrzymać, jednak organizm już go nie przyjął... zaczęła zwracać, dzień później, mimo ogromnego pragnienia przestała pić. Nie można jej było już nawet podać najprostszej kroplówki. I to był koniec. Wiedziała i ja wiedziałam... Wyniosłam ją jeszcze ostatni raz pod blok, stała długo i patrzyła, jakby chciała wessać cały ten widok gdzieś do wnętrza siebie... pożegnałam ją wtedy, ostatni raz trzymając w ręce smycz. Kiedy zaniosłam ją do domu, położyła się, zamknęła oczy i już tylko czekała... leżałam obok niej, mocno ją przytulając, mówiąc by spała. Ani drgnęła podczas zakładania wenflonu... usnęła... słuchałam jak coraz ciszej bije jej serce... koniec. Dalej trudno mi się pogodzić z tym, że właśnie tak wyjątkowy pies jak ona, który nauczył mnie w życiu więcej, niż gdybym miała psów "normalnych" kilka, który działał jak na pilota i czytał moje emocje jak z otwartej książki, musiał odejść tak za wcześnie. Chyba mimo wszystko łatwiej by było odzwyczajać się od siebie stopniowo, przez lata spokojnej starości, niż patrzeć jak z tak radosnego i pełnego energii psa, właściwie w dwa miesiące nie zostaje nic... I chociaż wiem, że udało nam się razem wywalczyć długie dziewięć miesięcy, kiedy mogły być to już tylko tygodnie, niewiele mi to pomaga, gdy pomyślę, że nie miała jeszcze nawet osiem i pół roku. Czas... chyba jedyny dla mnie lekarz... muszę po tym wszystkim odpocząć... Edited June 27, 2013 by Dona__ Quote
Oscar Patric Posted February 16, 2013 Posted February 16, 2013 Dona,przykro Nam bardzo:placz:,podziwiam Ciebie z jaką siłą i determinacją walczyłaś z chorubskiem Amfeci,wiem że nie jeden z Nas by się szybciej poddał.Rana w sercu,którą masz,kiedyś się z pewnością zagoi.Mniej więcej wiem co czujesz,strata przyjaciele jest jednym z najgorszych ciosów jakie dostaje się od życia. Trzymaj się jakoś Quote
heksa82 Posted February 16, 2013 Posted February 16, 2013 Dopiero się zakochałam i już musiałam się pożegnać :-( Przykro mi... Quote
Medorowa Posted February 17, 2013 Posted February 17, 2013 Strasznie mi przykro... :-( Była naprawdę wspaniałym psem, od zawsze podziwiałam Waszą współprace. Trzymaj się... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.