Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

To jednak ta sunia nie przeżyła.

Ludziom, którzy patrzyli na niedolę tej psiny i nie znaleźli dla niej kawałka miejsca przy swoim domu, składam najserdeczniejsze życzenia wszystkiego najgorszego.

Rano się poryczałam jak ją zobaczyłam a teraz jeszcze raz. Co za wstrętny świat.

Posted

To nie sunia tylko piesek. Nie umarł sam ale z moją pomocą :placz: Dzisiaj kilka razy byłam u pieska próbowałam podejść do niego ale on był bardzo przerażony. Już kiedy ręcę miałam przy pyszczku on próbował pokazywać ząbki. Powiem Wam szczerze że tak zniszczonego psa psychicznie nie widziałam nigdy!
Rozmawiałam z facetem i prosiłam o jakąkolwiek pomoc jednak oni wszyscy bo tak się wyraził będą wdzięczni mi za przysługę zabrania go stąd:angryy: Powiedział mi że oddam psu wielką przysługę jeśli psa uśpię i że oni dawno by to zrobili ale to kosztuje:angryy: Nawet nie wiem jak nazwać takie zachowanie bo tu pokazywał że mu żal a tu kazał się go pozbyć! Powiedział mi że piesek jest od 5 lat "z nimi" i że na początku był bardzo wycofany dopiero po długim czasie przestał biegać za nimi z zębami jak miał podawane jedzenie. Że jest potwornie zniszczony psychicznie i że musiał dużo przejść za nim trafił do nich na osiedle! On nawet nie wiedział czy to pies czy suka :angryy: Dwa razy weterynarz zmieniał godzinę ale w końcu przyjechał. Opowiedziałam mu co tubylcy o piesku sądzą. Wziął ten hycel i złapał go na niego a psinka nawet nie protestował.Ze trzy razy udało mu się zrobić unik od linki ale za czwartym udało się. Jestem złą na siebie że nie pomogłam:placz: Że nic więcej nie zrobiłam tylko przyzwoliłam na drugą dawkę zastrzyku! Kiedy psiunio już był otępiały podeszłam do niego i jak nigdy w życiu go nie głaskał głaskałam go by poczuł że nie jest niczyj:placz: że kocham go! Płakałam i bardzo długo nie pozwoliłam zrobić zastrzyku. Za nim podaliśmy mu dawkę śmiertelną weterynarz obejrzał go i pokazał mi węzły powiększone przy pachwinach. Uspokajał mnie mówiąc że nic lepszego nie może go spotkać od tego co robię dla niego. Zobaczył tą wielką dziurę w brzuchu i powiedział że on może pozszywać to jednak on jest przekonany że nie dziura robi problem tylko stan nowotworowy i się poddałam.Przepraszam! Odchodził ode mnie z główką na rękach głaskany i kochany! Przepraszam ale ja się nie nadaje bo psychika mi w takich momentach siada!
Piesku biegaj po Tęczowym Moście i nie miej do mnie żalu za to co zrobiłam!!!!!!!!!!!

Posted

Romenko, uratowałaś go od wielkiego cierpienia, śmierci w bólu, głodzie i zamarznięcia. U nas dziś cały dzień pada śnieg-jak on by się schował przec sniegiem ???
Podziwiam Cię , nie pierwszy raz zresztą.
I chyba najtrudniej jest pomóc w ten sposób. Smutny, niewdzięczny , bez spektakularnego , szcześliwego zakończenia.
Trzeba po prostu być Człowiekiem.

Posted

Kochany psiulku wybacz proszę....Widać było że to nie świat dla Ciebie. Za dużo cierpienia ,za dużo krzywdy zaznałeś! Teraz jesteś już wolny choć miałam nadzieję że się to inaczej zakończy! Przykro mi że przez nas ludzi takie życie Cię poczekało! Wstyd mi że nie umiałam pomóc inaczej i że przerosło mnie to! Widziałam dużo ale tak skrzywdzonego pieska jak TY nigdy i to nawet nie ta rana z zewnątrz ale Twoje wnętrze,serduszko krwawiło potwornie. Chociaż w tak podłej chwili nie byłeś sam :( Przepraszam Cię!

Posted





a wewnątrz widać wnętrzności było :placz: Ile musiał cierpieć :placz:
Przepraszam że mało zdjęć ale czułam się podle kiedy je robiłam! Mam zdjęcia kiedy czekałam na weta i kiedy on ledwo wstał by móc odejść ode mnie ! Przykulony, umęczony życiem. Do końca chyba będę miała ten widok przed oczami! Tak mi przykro że nigdy nikt mu nie dał kawałek swojego serca a wręcz przeciwnie zabrał mu jego własne!:placz:

Posted

Kiedy patrzę na tą umęczoną psinę, która umierała na oczach tylu ludzi, cierpiała z zimna, upałów, pragnienia tyle lat, to myślę, ze ludzi już nic nie zdoła wzruszyć. Życzę im wszystkim, aby całe cierpienie tego bezimiennego psa, śniło się im po nocach i wróciło do nich ze zdwojoną siłą.
Śpij piesku - czas odpocząć...

Posted

Jestem pewna że pieska nikt nigdy nie dotkną i kiedy go głaskałam jak zasypiał wiedziałam że On właśnie TEGO pragnie. Kiedy dostał głupiego jasia ja do niego poszłam i złapałam go delikatnie za łepek on wtedy położył go na moich rękach z takim spokojem jakby chciał właśnie tylko tego i wiem że wtedy jeszcze wiedział co się koło niego dzieje bo weterynarz niechcący go przestraszył a ten jeszcze próbował wstawać a ja znów go zaczęłam głaskać i mówić że go kocham :placz: wtedy znów się uspokoił tak bardzo mi ufając:placz: Po raz pierwszy chyba wtedy zaufał człowiekowi i niestety mi która dostała prawo odebrania mu życia :placz: Boże jak ja się podle czuje !!!!!!!!!!!!!!!

Posted

Aniu to prawda....Ja już wczoraj spać nie mogłam bo miałam Go na myśli ale nie spodziewałam się że tak się to skończy. Obiecałam sobie po mojej Diance że nie uśpię żadnego psa już bo za bardzo to przeżyłam a zobacz w sumie zostałam do tego zmuszona! Mogłam powiedzieć nie ale co by to dało? Pewnie naraziłabym pieska na kolejne cierpienia. Nie wiem czy On kiedykolwiek zaufałby człowiekowi?! Mnie uspokaja fakt że zaufał mi w momencie kiedy jeszcze nie był aż tak otępiały i to mi daje nadzieję że on chciał mieć Święty Spokój! Odchodził od nas na ludzkich rękach ale tych co go nie biły, nie wyganiały nie tych przez które tak strasznie się nacierpiał! Dla mnie patrząc się na Niego to był wrak psa zniszczony przez ludzi tego było mi najbardziej żal! Jak się patrzyłam na niego miałam wrażenie że chce zaufać ale za bardzo się boi by to zrobić! Kochany piesek i pomyśleć że jeszcze 4 dni temu odganiałam go od nogi Kubusia kiedy próbował ją złapać....:( Może tak miało być? Zbyt duży zbieg okoliczności chyba! Ja w to wierzę bo pewnie inaczej nie zwróciłabym uwagi na Niego....
Śpij Aniołku spokojnie....
[*]

Posted

Romenko, zrobiłaś wszystko, co byłaś w stanie... czasem człowiek nic nie może :(

nie znoszę, kiedy muszę podejmować ostateczne decyzje, niestety, żaden z moich psów nie odszedł sam :(
wiesz, mój najukochańszy pies, kiedy odchodził, przed podaniem zastrzyku patrzył w lekarza jak w anioła, który przyniesie mu wreszcie ulgę...
czasem naprawdę najsensowniejszym rozwiązaniem jest skrócić cierpienie, gdy nie ma szans wyleczenia i sytuacja jest tylko coraz gorsza, a cierpienie nie do wytrzymania...

Posted

[quote name='Cantadorra']Romenko, czy wet powiedział, skąd ta dziura w jego brzuchu? Czy on się nadział na jakiś pręt?[/QUOTE]
Weterynarz powiedział że nie mógł to zrobić człowiek tylko tak jak piszesz na coś musiał się nadziać zresztą według mnie również tak musiało być. On nie dał się dotknąć ludziom...Podchodził ale nie na tyle żeby go móc pogłaskać. Wy nie widzieliście tej dziury ja ją widziałam i widziałam co On ma w środku! Tragedia! Nie wiem jak długo był z tą wielką raną ale mam nadzieje że nie męczył się długo :( To było poszarpane a potem ta dziura przez którą widać wnętrzności! On chyba faktycznie umierał ale obawiam się że niepotrzebnie zaufałam wetowi :( Myślę że to może dla uspokojenia mnie powiedział o tym nowotworze? Może za szybko się poddałam!? Zbyt dużo myśli miałam wtedy! Chciałam ratować ale nie miałam nawet szans! W sumie weterynarz powiedział że może Go pozszywać ale według niego nie ma to sensu bo przekonany jest o nowotworze! Widział zęby i powiedział że stary jest i ma parodontozę...Wszystko to nie daje mi spokoju :(

Posted

Romenko, nie rozpamiętywuj i nie obwiniaj się, zrobiłaś to co mogłaś i najlepiej jak mogłaś.
Zawsze przy takich decyzjach mamy wątpliwości, gdybamy ale nikt z nas nie jest jasnowidzem.
Gdyby nie ty cierpiał by dalej gdzieś samotny w zimnie.

Posted

Może rak, ale napewno ogromna zinfekowana rana, możliwe,że uszkodzone narządy wewnętrzne. Pies w dobrych warunkach, w ciepłym opiekuńczym domu , leczony ze wszystkich sił często przegrywa walkę. On by tego nie miał (podły świat mu nie dał ). Męczyłby się jeszcze trochę , żeby umrzeć. A jeśli był rak, to męczyłby się okrutnie, nadal nie kochany , niczyj.
Już go nic nie boli, nie jest głodny, nie jest mu zimno, nikt go nie przegania [']. Czuł, że ktoś dobry i kochający przeprowadził go przez TM.

Posted

Teraz czasu już się nie cofnie...wiem tyle że nie był sam, nie cierpi i nie będzie więcej już czuł tego co czuł przez te pięć lat! Ja miałam za dużo wtedy myśli. Przeraziłam się stanem pieska tym psychicznym! Jeszcze przed tym wszystkim bałam się tego co będzie po wizycie! Kto go weźmie, kto się nim zajmie potem! Mieszkańcy mieli w dupie los psiaka a ja wiedziałam że u mnie nie zostanie. Megii1 zapsiona nie mogła pomóc! Słowa weterynarza jakby mnie uspokoiły bo jeśli to faktycznie nowotwór to lepiej tak niż zostawić go w mrozy znów na łaskę tych ludzi żeby sam odszedł w bólu, zimnie bez szans że ktoś mu pomoże! Jakby kiedyś ktoś oddał mu kawałek serca jestem pewna że piesek byłby najwierniejszym przyjacielem! Stan pieska jak patrzyłam na niego wskazywał na rezygnacje ze wszystkiego. To że nie protestował kiedy weterynarz zakładał mu linke świadczyło że nie ma sił i ma już dość bo dziki pies tak nie robi tylko ucieka jak najdalej a jak nie ma sił to próbuje chociaż gryźć. Jego już wszystko bolało i rany zewnętrzne i te wewnętrzne! On jak się patrzył na mnie to po chwili odwracał wzrok tylko przy jakichś moich ruchach znów się patrzył na mnie zgarbiony ,umęczony.... Myślałam że serce mi pęknie bo takiego cierpienia nie widziałam jeszcze u psa! Teraz ma spokój i nie musi jeść ochłapów ,liczyć na tych "cudownych" wszystkich sąsiadów bo takie było jego życie bo nawet ci "cudowni" ludzie mu przez pięć lat budy choćby prowizorycznej nie zrobili by mógł schronić się przed deszczem!A oni dumni z siebie że dzięki ich ochłapom piesek przez pięć lat przeżył ale rany w brzuchu, to że pies nie szczeka jak zwykle, nie biega za samochodami nie zauważyli! Tacy byli wspaniali i teraz przypinają sobie medale że dzięki nim właśnie on był pięć lat!Szlak by ich trafił!

Posted

[quote name='beka']Romenko a co z onką o której mi mówiłas?[/QUOTE]
Oneczka nie widziałam ale dzisiaj podjadę w środek sadu tam gdzie ona właśnie poszedł...Może on gdzieś tam leży?! :(

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...