pa-ttti Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 tak jak mówię, uśpienie nie boli.... ja bym takiego staruszka w schronisku nie leczyła. zabrałabym go na dłuuugi spacer, dała do zjedzenie smaczną dużą kość, wygłaskała, wybawiła.....i tak by wyglądały ostatnie chwile jego życia, każdy pies zasługuje na chociażby odrobinę szczęścia. zasnąłby mi na ręku. czy to jest zła śmierć dla psa, który być może całe zycie spędził w schronie, albo błąkał się , albo był maltretowany przez właścicieli? ja myślę, że bardzo dobra. Quote
Sybel Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Jak poszłam wykastrować mojego poprzedniego psa, akurat weterynarz zamykał w pokoju obok młodziutkiego boksera. Był strasznie wzburzony. Okazało się, ze pies ma niecałe 2 lata, a jego "pan", kark w stylu redneck, przylazł go uspić, bo "dał się pogryźć". Pies został zaatakowany przez innego i się poddał, więc dostał wyrok śmierci. Wet powiedział, że facet nie musi czekać, on psa uśpi i zutylizuje - więc psa wykastrował i znalazł mu nowy dom. Quote
pa-ttti Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 nie rozumiem takich ludzi.... ja kiedyś byłam świadkiem innej sytuacji: ludzie chcieli uśpić psa, stary, schorowany. wet zaproponował że zoperuje go za darmo, żeby dać mu szansę. oni jednak zdecydowali się na uśpienie. być może tylko oni wiedzieli, jak pies się męczy...nie wiem. ja bym skorzystała z pomocy, nie rozumiem czemu nie chcieli zoperować psa, ale trudno oceniać w takiej sytuacji, to był stary, ciężko chory pies. jednak widać było że płakali przy usypianiu, że go kochają... Quote
Martens Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 pa-ttti napisał(a):nie rozumiem takich ludzi.... ja kiedyś byłam świadkiem innej sytuacji: ludzie chcieli uśpić psa, stary, schorowany. wet zaproponował że zoperuje go za darmo, żeby dać mu szansę. oni jednak zdecydowali się na uśpienie. być może tylko oni wiedzieli, jak pies się męczy...nie wiem. ja bym skorzystała z pomocy, nie rozumiem czemu nie chcieli zoperować psa, ale trudno oceniać w takiej sytuacji, to był stary, ciężko chory pies. jednak widać było że płakali przy usypianiu, że go kochają... A ja ich doskonale rozumiem, kiedyś bym myślała tak jak Ty; teraz jak zobaczyłam jak moja suka cierpi już od samych bóli od wątroby, jak bardzo się boi w klinice na samych badaniach, nie zdecydowałabym się nigdy w jej podeszłym wieku na żaden poważny zabieg o wątpliwych rokowaniach... Wolałabym, żeby jej ostatnie dni były w miarę przyjemne, a nie były jednym z największych horrorów w jej życiu (a ona tak właśnie odbiera wizyty u weta) tylko po to, żebym ja mogła pocieszyć się jej niezbyt już komfortowym życiem przez kilka dni czy tygodni, miesięcy więcej.. Quote
pa-ttti Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Martens, ja nie rozumiem tych ludzi-w sensie człowieka, o którym pisała wyżej Sybel. i pewnie się ze mną zgodzisz.... a co do tej sytuacji którą ja opisałam, to tak jak mówię, ciężko oceniać.... Quote
Martens Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Napisałaś, że Ty byś skorzystała z pomocy i nie rozumiesz czemu nie chcieli zoperować psa - odniosłam się do tego ;) Quote
pa-ttti Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 a po przecinku było napisane, że trudno oceniać w takiej sytuacji:) nie wyrywaj mi z kontekstu:) tylko oni wiedzą tak naprawdę co ten pies przeżywał, jak cierpiał w domu... Quote
Naklejka Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Ja na szczęście nie miałam takich problemów z psami... Ale jezeli zwierze jest ciężko chore, rokowania złe, meczy się to lepiej skrócić jego cierpienia.... Przechodziłam różne rzeczy ale ze swinkami morskimi. Ostatnio jedna bardzo poważnie zachorowała, wet ją zobaczył i burkną coś typu ojojoj... Nie dawali dużych szans na przeżycie, ale miała siłę, walczyła. Po tygodniu leczenia stanęła na nogi i biega z resztą stada, mało która świnka by z tego wyszła. Leczenie kosztowało ok 200zł.... A i tak wetka nam za darmo dała krople, kroplówki, taniej liczyła za wizyty. Cały czas w głowie przewijały się myśli o uśpieniu jej jeżeli nie będzie poprawy, bo czemu ma się męczyć, biedna leżała na boku, wykręcało ją, miała przykurcze łapek, nie jadła sama, nieraz popiskiwała z bólu... Quote
corrida Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 pa-ttti napisał(a):tak jak mówię, uśpienie nie boli.... . Taki offtop... czasami boli, zwłaszcza jak wet spapra robotę. Jakieś 8 lat temu usypiałam moją 13letnią pudliczkę. Mała, jak się okazało chorowała na raka. Choroba rozłożyła ją w przeciągu może 3 tyg? Sucz, która do tej pory zachowywała się jak szczeniak nagle przestała chodzić, piszczała była cała obolała. Oczywiście badania, zdjęcia, dwa tygodnie bolesnych zastrzyków z wit.B i jakichś innych (bo lekarze stwierdzili, że coś jest nie tak z kręgosłupem), codzienne dojazdy do kliniki... a z psem z dnia na dzień coraz gorzej. Kiedy Mimi z odbytu zaczęła tryskać krew wiedziałam, że diagnoza była chybiona i przeczuwałam, że to już chyba koniec. Dopiero wtedy weci zaczęli diagnozować ją pod kątem nowotworu. Okazało się, że jej organizm jest już do tego stopnia wyniszczony przez raka, że jedynym wyjściem jest zastrzyk. Lekarz pozwolił mi z nią zostać. Usypiali ją przez może 15 minut, może dłużej... nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, bo w takich momentach czas upływa w zupełnie innym tempie. Spaprali coś z dawką chyba, bo mój pies zamiast planowych dwóch zastrzyków dostał 3. W między czasie dostała drgawek i zachowywała się tak jakby się dusiła. Piszczała, płakała, a ja tuląc ją do siebie cierpiałam razem z nią. Za uśpienie lub raczej dobicie mojego psa nie policzyli mi wtedy nic (wet stwierdził, że i tak za dużo już wydałam u nich na nietrafione leczenie - rachunek wynosił coś ok. 700zł). Byłam przerażona tym jak wygląda uśpienie psa. Przeżyłam szok, kiedy w lipcu ubiegłego roku moja Corri odeszła szybko i cichutko po jednym zastrzyku. Quote
pa-ttti Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 o błędach lekarzy możnaby rozmawiać godzinami.....ja sama mogłabym przytoczyc mnóstwo bardzo przykrych sytuacji. teraz na szczęście znalazlam już dobrego weta. Quote
omry Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 corrida napisał(a):Taki offtop... czasami boli, zwłaszcza jak wet spapra robotę. W te wakacje usypiałam moją ukochaną szczurzycę. Mała była ze sklepu zoologicznego i miała jakiś uraz mózgu.. Przez jakiś tydzień walczyłyśmy. Wetka od razu powiedziała, że szanse są zerowe, bo po małej widać, choć nie wiedziałyśmy jeszcze, co się z nią dzieje. Ale chciałam spróbować. Codziennie rano pakowałam ją do koszyka i jechałyśmy rowerem na zastrzyki, pod kroplówkę i po witaminy. Przez te pięć-sześć dni co pół godziny robiłam jej masaże i dawałam wodę z miodem w strzykawce. Jednego z tych dni wetka uznała, że Fazi ma za długie zęby i trzeba przyciąć, bo zaczną jej się wżynać. Tym bardziej, że po sterydach była lekka poprawa. Przycięła za bardzo.. Strasznie musiało ją to boleć. Na drugi dzień wieczorem Fazi ledwo wywlokła się z klatki, położyła się obok mojej twarzy i zaczęła mi zlizywać łzy z powiek, po czym zasnęła. Byłam w szoku, przecież ona przez te kilka dni była kompletnie niewładna. Widziałam jednak, że gaśnie.. Spała tak całą noc, ja oczywiście nie zmrużyłam oka a rano pojechałam ją uśpić.. Nigdy nie czułam takiego smutku. Wetka dała jej najpierw znieczulenie. Nic to nie dało, więc dostała podwójną dawkę i zauważyłyśmy, że ona po prostu nie ma krążenia - zawartość strzykawki się wylewała z powrotem. Dostała dawkę dla średniego psa i dopiero powoli zaczęła zasypiać. Wetka jakby na siłę ciągnęła mnie, by dać jej ten ostatni zastrzyk, ale ja czułam, że ona jeszcze czuje, że jeszcze nie czas. Wzięłam ją na ostatni spacer i po około dwudziestu minutach przyszłam. Fazi dostała ostatni zastrzyk, znowu dawkę dla średniego psa, ale wetka chyba źle trafiła igłą, bo w jakiś grubszy fragment skóry i było słychać, jak ona jej tę strzykawkę wbiła.. Wtedy Fazi lekko westchnęła.. To było okropne. Przed zakopaniem jej jakieś dwie godziny siedziałam na trawie tuląc ją do siebie. Mimo tego, że już miała zamglone oczy, ja myślałam, że ona dalej wszystko czuje, że się obudzi. Była pierwszym zwierzątkiem, którego śmierć przeżyłam. Była mi naprawdę bliska. Na samo jej imię zanoszę się płaczem. Drugiego takiego zwierzaka nie ma. Żadne inne zwierze nie było mi nigdy tak bliskie, jak ona. Ona była wszystkim.. Pluję sobie teraz w brodę, bo wiem, że ją męczyłam. Wiem, że mogłam ją wytulić i uśpić od razu, zamiast tak ją męczyć w tych ostatnich jej dniach. Bardzo tego żałuję i jest mi jej żal.. Nigdy więcej nie popełnię tego błędu, bo to najgorsze, co można zrobić zwierzakowi. Quote
Dropsik77 Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Dzięki za ten temat. Sama uspałam psa, 18-letniego. Czasami miałam do siebie żal, że może można było jeszcze poczekać...Ale uważam, że u psa liczy się jakość a nie ilość życia. Spotkała mnie też sytuacja, ze bliska osoba rosiła mnie o śmierć, niestety jej cierpieniu ulżyć nie mogłam, w tym momencie człowiek ma mniej prawa , prawa do godnego odejścia.... Quote
Sybel Posted March 27, 2011 Posted March 27, 2011 Taaa... Mój dziadek, facet, który przezył obóz, co opłacił dożywotnią bulimią, świetny pływak, chórzysta operowy, obieżyświat (w tamtych czasach mu się udawało zwiedzać Afrykę i Europę), skończył skomląc o śmierć, z kilkoma nieudanymi próbami samobójczymi za sobą, bo miał 3 wylewy i przez wiele lat walczył z rakiem. W końcu to go położyło, zmarł w moje pierwsze urodziny. Nie dane mu było umrzeć spokojnie i bez bólu. Nie fer. Jego żona miała szczęście, bowiem babcia umarła w 2008 na udar, 3 dni leżała w szpitalu. To był koniec lutego, babcia najpierw z nami zdołała pogadać, a potem aż do końca opowiadała, ze widzi wiosnę, że kwiaty kwitną, że bociany... Tak można umierać... Do końca elegancka, wolna. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.