Isiak Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Tak przeglądam i przeglądam to forum, czytam i czytam, i beczeć mi sie chce. Tyle stworzeń czeka na pomoc! I czuję sie taka bezsilna wobec tego ogromu smutku i nieszczęść. Sama mam psa rasowego, i odczuwam coś w rodzaju kaca moralnego, że zamiast pomóc jakiemuś psiakowi i dać mu kochający dom, kupiłam rasowca. Chyba po raz ostatni w życiu... Nie umiem sobie poradzić sama z sobą :-( chyba wpadnę w depresję... Adoptowałam na odległośc sunię z chorzowskiego schroniska... ale to wcale nie uspokoiło mojego sumienia. Quote
TangoBlue Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Nie wiem, jaka jest Twoja sytuacja, ale przeciez mozna znalezc towarzysza dla Twojego psa :). Nie widze nic zlego w posiadaniu rasowego psa. Najpierw mialam dwa - jednego rasowego, drugiego znalezionego na ulicy, kundelka. Pozniej doszedl jeszcze jeden rasowy. A jakbym miala tylko dwa rasowe to tez ok, albo tylko jednego kundelka. W zyciu jest tak, ze czesto decyduje przypadek. My jechalismy pewnego dnia taksowka z Oswiecimia do Krakowa, po drodze bylo schronisko. Za kilka dni mielismy plynac promem do Kopenhagi. Wtedy nie mialam zadnego psa, i poprosilam taksowkarza, zeby zatrzymal sie przy schronisku. Niestety, bylo juz zamkniete. Nie wiem, jakby sie to skonczylo gdyby bylo otwarte. Jeszcze wczesniej w Toruniu znalazlam blakajacego sie psa. Bylam akurat z grupa zydowska na typowej objazdowce. Byli tak mili, ze nawet nie zaplacili mi za hotel wiec wyladowalam na noc na ulicy. Wiec poszlam na dworzec, bo tam bezpieczniej. I wlasnie tam spotkalam tego psa. Brudny, smierdzacy, sto nieszczesc. Niestety, grupa nie pozwolila mi go zabrac, a ja bylam w pracy, musialam wiec go zawiezc do schroniska nastepnego dnia rano. Kilka dni pozniej zadzwonilam do tego schroniska, kiedy tour zydowski byl juz skonczony. Okazalo sie, ze ten psiak mial wlascicielke, i juz zostal odebrany ze schronu. Ja zadzwonilam, bo chcialam po niego pojechac do Torunia. Przez te jedna noc zwiazalam sie z nim psychicznie. Razem spedzilismy noc na dworcu, nawet go karmilam kielbasa zakupiona w dworcowym barze. Ale jak widac, nie byl mi przeznaczony ;) . Quote
Isiak Posted September 13, 2006 Author Posted September 13, 2006 Kiedyś też miałam dwa psy... ale jakoś wtedy miałam więcej czasu. Mama była jeszcze sprawna, zajmowała się domem, czasem zakupy zrobiła... Teraz na mojej głowie cały dom, praca, mama, która od 3 lat nie wychodzi już z domu, kilka razy tygodniowo miewa ataki przyspieszonego pulsu nawet 160 lub arytmii, codzienne dwukrotne mierzenie ciśnienia, dawkowanie leków, lekarz na każde zawołanie... Mama nie zgadza się na drugiego psa w domu (mieszkanko mamy 38 m2). Byłoby bez problemu, gdyby mogła też z tymi psami wychodzić. A tak, to w południe moją sunię wyprowadza sąsiadka, też starsza, schorowana kobieta. Wszystko przez to, że mama nauczyła moją sukę wychodzić na dwór w południe. Na nic zdało się tłumaczenie, żeby jej tak nie przyzwyczajać, że wystarczy, jak wyjdę rano i potem jak wrócę z pracy (pracuję blisko domu). Teraz pies jest tak nauczony i kropka. A z drugim to już sąsiadka by nie wychodziła :shake: Quote
TangoBlue Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Isiak - Kiedys na pewno bedziesz miala czas i warunki na to, zeby przygarnac psa ze schroniska, albo chocby z ulicy ( niestety, takich tez jest sporo ). Jestes wspaniala osoba, wrazliwa, na pewno pomozesz jeszcze nie jednej, ale kilku biedom ( niekoniecznie poprzez adopcje ). Zobaczysz. Quote
Isiak Posted September 13, 2006 Author Posted September 13, 2006 Też tak sądzę, że kiedyś napewno! Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś. Quote
Marta i Wika Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Isiak napisał(a):Też tak sądzę, że kiedyś napewno! Kilka lat temu ktoś podrzucił meleńkiego szczeniaczka na klatkę schodową naszego bloku. To była mlutka, puszysta biała kulka, sunia, miała może z 5-6 tygodni. To był styczeń, zima. Szczeniak płakał strasznie na klatce, echo się niosło, nikt z lokatorów nosa nie wyściubił. Ja najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu tam kwiczą, ale nie dało mi to spokoju i zeszłam na dół. No i co? Łzy mi napłynęły do oczu (zawsze ryczę, jak się wkurzę, taki głupi odruch), malutką na ręce i do domu. I wtedy wszystkie drzwi po kolei się otwierały i padały pytania, co z tym psem zrobię. Chyba ludzie stali pod drzwiami i czekali co będzie, wiedzieli o tym malcu!!!! I nikt wcześniej nie zareagował!!! Wściekłam się jeszcze bardziej, powiedziałam im, że psa zjem, i poszłam. Mieliśmy wtedy dwie nasze seterki. Malucha nakarmiliśmy, i jeszcze tego samego wieczora znalazłam mu (a właściwie jej) dom. Wyrosła na śliczną, szpicopodobną sunię i jest szczęśliwa do dziś. Dokładnie tak było z Wiką, też ktoś w nocy wyrzucił 6 szczeniaków na klatkę, piszczay strasznie, wszystkie psy w bloku szczekały i nikt nie wyszedł, dopiero gdy z koleżanką wyszłyśmy, zaczęły się drzwi otwierać, ludzie zaczęli się interesować. Quote
dobka Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Isiak nie masz sie co dołować! Masz wielkie serce to napewno. Zobaczysz przyjdzie czas, że bedziesz miała warunki na kilka ogonków:loveu: do kochania. Spójrz na to z tej strony, ilu jest samolubnych ludzi którzy mogliby poprawić byt niejednemu znajdkowi, ale są za wygodni i zbyt egoistyczni. Quote
Isiak Posted September 13, 2006 Author Posted September 13, 2006 Właśnie, i to mnie też wkurza! Mam koleżanki, które straciły swoje psy (ze starości) i wiem, że u nich pies miałby sie naprawde dobrze. Często im podsuwam fotki nieszczęśliwych psiaków do adopcji, ale zawsze słyszę to samo: eeee, to juz nie będzie mój pies, takiego już nie będę mieć... tyle przeszłam z moim jak chorował, już nie chcę tego przeżywać itp. Z czystego egoizmu i wygodnictwa odmawiają szansy na dobre życie biedactwom! :mad: Quote
Piesik Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Ja wiem, że wrażliwym osobom trudno przejść obojętnie wobec psiego (i nie tylko) nieszczęścia... No ale cóż, jedna osoba nie może wziąć wszystkich psów ze schroniska. I tak zrobilaś wiele, adoptujac tego psiaka z Chorzowa. Quote
Sara Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Isiak napisał(a):Właśnie, i to mnie też wkurza! Mam koleżanki, które straciły swoje psy (ze starości) i wiem, że u nich pies miałby sie naprawde dobrze. Często im podsuwam fotki nieszczęśliwych psiaków do adopcji, ale zawsze słyszę to samo: eeee, to juz nie będzie mój pies, takiego już nie będę mieć... tyle przeszłam z moim jak chorował, już nie chcę tego przeżywać itp. Z czystego egoizmu i wygodnictwa odmawiają szansy na dobre życie biedactwom! :mad: Ktoś może był tak przywiązany do swojego psa że zwyczajnie nie jest w stanie innego przygarnąć, to jest egoizm ? Egoizmem jest chęć posiadania wymarzonego psa , a nie pierwszego lepszego z ulicy ? A może kogoś nie stać na utrzymanie znowu chorującego psa ? To też egoizm ? Gdyby nikt nie kupował rasowych psów wszędzie byłyby kundle. A przecież dążymy do tego żeby kundelków było jak najmniej i żeby miały jak najlepsze warunki !Procent wyrzucanych psów rasowych w stosunku do kundelków jest niewielki. Ja też ostatnio coraz częściej myślę o zaadoptowaniu jakiegoś "jamnika" w potrzebie, co nie zmienia faktu że mój kolejny pies będzie z rodowodem i nie zdecyduję się wtedy na kundla. Quote
dobka Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 ja w tragicznych okolicznościach pożegnałam się ze swoim ukochanym pieskiem, bez którego nie wyobrażałam sobie życia. przeszłam gehennę gdy chorował, a jeszcze gorzej było po jego śmierci. zarzekałam się, że nigdy więcej...ale miesiąc później chciałam, żeby w moim domu nastała znowu radość za sprawą nowego ogonka. teraz mam psiaka, co prawda rasowego, psiakom ze schroniska pomagam jak mogę. czuję beznadziejność ich sytuacji, ale zdaję sobie też sprawę, że pewnych rzeczy nie przeskoczę:placz:. dlatego właśnie wkurzają mnie ci, który mogą, a nie chcą.:shake: nie rozumiem ich. Quote
Martek88 Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 nie jest czyms niemoralnym kupowanie rasowego pieska jesli ktos marzy o takim badz potrzebuje psa konkretnej uzytkowosci czemu nie...Byle nie kupowac z pseudohodowli i nie popierac bezsensownego rozmnazania. jesli ktos chce po prostu psa do kochania to mozna wziasc rowniez ze schronisk. Obiecałam sobie, ze jak tylko bede miec warunki i tylko wlasne 4 katy;) przygarne najwieksze schroniskowe nieszczescie.. tez nie moge przejsc obojetnie obok potrzebujacego zwierzaka i oburza mnie znieczulica innych, niestety dla wielu ludzi ziwrze jest tylko i wylacznie nie czujaca rzecza, lub zabawka:( Quote
Sara Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 dobka to chyba lepiej że nie chce teraz niż żeby potem wyrzucił. Nie każdy z Was szaleje na punkcie bezdomnych dzieci prawda ? więc nie każdy musi robić wszystko i stawiać swoje życie na głowie dla bezdomnych psów. Trochę tolerancji... Quote
Niufomanka:) Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 ja mam jednego "prawie rasowca" i jednego mieszańca. Strasznie mi szkoda psiaków w schronisku:( Powiecie pewnie , że to co mówię jest okropne, ale popieram zasadę stosowaną w częsci krajów , a mianowicie jeśli znajdą bezdomnego psa, kotka, oglada go lekarz, robi mu szczepienia, leczy i jest uruchamiany proces adopcji. Jeśli przez miesiąc lub dwa nie znajdzie się były lub nowy właściciel, zwierzak jest usypiany... USYPIANY- humanitarnie, a nie zdycha w schronisku w którym i tak nie ma dla niego żadnych szans:( Quote
diabelkowa Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 niufka wiem ze to nie powinno byc takie porownanie ale to jakby sie prezeprowadzalo eutanazje na dzieciach z domu dziecka . Uwazam ze kazdy zwierzak ma swoja szanse i nie mozna go niej pozbawiac Quote
Sara Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Ja uważam tak jak niufka. Jaki sens ma ratowanie starszych schorowanych psów, wydawanie pieniędzy na leczenie psów których nikt nie chce, skoro w schroniskach pełno młodzików. Niech w pierwszej kolejności zostaną adoptowane psy młode, zdrowe bez zwichrowanej psychiki, bo nigdy w życiu piekło schronisk nie dobiegnie końca. Może to okrutne ale uważam że to ma sens. Niech znajdują domy psy które mają na to jak największą szansę i które nie stanowią zagrożenia dla swojego otoczenia. A jeśli chodzi o ludzi, hmm dla mnie to żadne porównanie bo zwierzęta są absolutnie i do końca zdane na ludzi...Stosując takie argumenty nigdzie się nie dojdzie. Co jest lepsze dwa brudne nieszczęśliwe zaniedbane bezdomne psy, czy jeden szczęśliwy z domem ? Ktoś mnie kiedyś do tego przekonał i ja to uważam za zupełnie logiczne wyjaśnienie. Ale zastrzegam że to jest mój punkt widzenia. Quote
nidhogg Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 wiecie to jest troche tak jak z tym czy pary homoseksualne moga adoptowac dzieci. zaraz beda krzyki skad - przeciez to zarazliwe. a za chiwle pochlipywania - ojej jakie te dzieci w domach dziecka sa biedne. to takie torche irracjonalne, bo skoro dziecko ma mozliwosc na kochajacych rodzicow (nawet jezeli sa jednej plci - co z tego, przeciez homoseksualizm nie jest rzecza nabyta od rodzicow), a wszyscy krzycza nie nie bo dzieci sie zwichruja. heh to podobnie jest z psami, wszyscy kwicza - ojej biedne pieski, trzeba wszytskie uratowac, ale jakos nikt nie pomysli o tym, ze pies za przeproszeniem po*******ony nie bedzie mial dobrego domku, bo taki nawiedzony co to wszytsko ratuje go wezmie, a za chwle odda, bo zagryzie mu kotka, pogryzie dziecko czy samego nawiedzonego. uwazam, ze wszytsko w granicach rozsadku i tez podoba mi sie to co robia bodajze anglicy - pies przechodzi "badania psychologiczne" - czy bedzie w stanie zaadaptowac sie w nowym domu czy nie i sory nie ma problemu z syfem, chorobami przepelnionymi schroniskami z glodujacymi zwierzakami i zyciem w syfie. i nie przepraszam za moje poglady - uwazam, ze kazdy zasluguje na godne zycie i godna smierc. a i jeszce zeby nie bylo - nie popieram uspiania starych, schorowanych, ale NORMALNYCH - takie zawsze maja szanse na dom. natomiast popieram usypianie agresywnych. przeciez to nie jest tak ze peis od razu idzie do odstrzalu sa podejmowane proby resocjalizacji, w moemencie gdy nie daja skutku - sory, nie widze zeby lespze bylo meczenie sie psa z samym soba - bo to ani kontaktu z ludzmi ani ze zwierzetami bo zagryza wszytsko. w czym niby takie zycie ma byc lepsze od godnej smierci. Quote
puli Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 nidhogg napisał(a): uwazam, ze wszytsko w granicach rozsadku i tez podoba mi sie to co robia bodajze anglicy - pies przechodzi "badania psychologiczne" - czy bedzie w stanie zaadaptowac sie w nowym domu czy nie i sory nie ma problemu z syfem, chorobami przepelnionymi schroniskami z glodujacymi zwierzakami i zyciem w syfie. Niezależnie od wyniku badań pies żyje w angielskim schronie trzy tygodnie.Potem robi miejsce następnemu.Faktycznie - przepełnień nie ma. Quote
Godelaine Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Ja mam w tej kwestii mieszane uczucia. Z jednej strony faktycznie powinniśmy się starać, by psy jak najkrócej przebywały w schroniskach. By nie przesiąkły nim. Z drugiej jednak usypianie zdrowych psów, których jedynym grzechem jest to, że nie są już młode trochę mnie odrzuca. Sama wzięłam ze schroniska 6 letnią kundlicę, która prawie 3 lata spędziła za kratami. Zrobiłam to świadomie. I decyzji nigdy nie żałowalam. Mimo iż przyszło nam później walczyć z wieloma chorobami. Diana ma fantastyczny charakter, któremu pozazdrościłby niejeden młody, super wychowywany, po super rodzicach pies. Poza tym w końcu wiele osób starszych decyduje się na psa już troszkę starszego - a nie 1-2 letniego gówniarza (nie mówiąc o szczeniaku), który wymaga często więcej pracy na co dzień. Będziemy im na siłę wciskać roczne psy w okresie dojrzewania? Zastanawia mnie też gdzie będzie przebiegala granica, ktory pies jest stary, ktory młody? A jeśli ustalimy maksymalny czas przebywania to czy do uśpienia pójdzie każdy pies, nawet ten zdrowy, roczny, o cudnym charakterze? Jak już pisałam - mam mieszane uczucia. I ciężko mi wydawać jednoznaczne sądy. Problem niewątpliwie jest. Ale ja raczej szukałabym rozwiązania poprzez edukację społeczeństwa. Jest to proces długotrwały, ale powinien on przynieść trwałe efekty. Na pewno świetnym pomysłem jest schroniskowy "psycholog", który oceniałby psa. Tyle że kilka minut poświęcone jednemu czworonogowi to za mało. Ale skąd na więcej brać pieniądze? Jednego jednak jestem pewna. Jestem za usypianiem agresywnych psów, które dotkliwie pogryzły (podkreślam pogryzły, a nie lekko podszczypały albo w zabawie złapały za rękę) człowieka. Bez sprawnego systemu sprawdzania nowych właścicieli psów zbyt wielkie jest ryzyko, że taki pies pójdzie w niewłaściwe ręce. Niestety :( Quote
Godelaine Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 puli napisał(a):Niezależnie od wyniku badań pies żyje w angielskim schronie trzy tygodnie.Potem robi miejsce następnemu.Faktycznie - przepełnień nie ma. No i to mnie przeraża niestety. Przepełnień nie ma, ale za jaką cenę? :roll: Quote
myszsza Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 Przez 12 lat miałam rasową niemczyczkę, po jej odejściu podjęliśmy decyzję o psie "z odzysku". Może trzeba zaznać przyjemności rasówy, a potem po prostu kocha się psy. Quote
puli Posted September 13, 2006 Posted September 13, 2006 U mnie było odwrotnie.Zawsze przybłędy albo pseudo,teraz pierwszy raz rasowce.A kaca moralnego mam permanentnie,całe życie,takiego globalnego,za całą ludzkość....jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało.Czasem myślę,że fajnie byłoby móc złamac cichcem rekę i/lub nogę takiemu,co zwierzę krzywdzi. Znowu skrzywdzi-znowu złamać :p Szybko,cicho,i do skutku. Quote
Isiak Posted September 13, 2006 Author Posted September 13, 2006 [quote name='Sara']Ktoś może był tak przywiązany do swojego psa że zwyczajnie nie jest w stanie innego przygarnąć, to jest egoizm ? Egoizmem jest chęć posiadania wymarzonego psa , a nie pierwszego lepszego z ulicy ? A może kogoś nie stać na utrzymanie znowu chorującego psa ? To też egoizm ? Gdyby nikt nie kupował rasowych psów wszędzie byłyby kundle. A przecież dążymy do tego żeby kundelków było jak najmniej i żeby miały jak najlepsze warunki !Procent wyrzucanych psów rasowych w stosunku do kundelków jest niewielki.quote] Saro, uwierz mi, akurat te osoby, które miałam na myśli, naprawdę zrobiły sie wygodne. Jedna z nich straciła collie, tricolora, wiele lat chorował. Był do adopcji identyczny collie, 1,5 roczny, spokojny, posłuszny. Bez rodowodu, bo znaleziony w lesie przywiązany do drzewa. Ale koleżanka, mimo, że bardzo ją kusiło, zrezygnowała z powodu - "nie chce mi się już wychodzić na spacery, nie chcę być uwiązana w domu". No cóż... Inna miała kundla, mix spaniela... Też już się jej nie chce... Trudno. A co do kundli ogólnie - zgadzam się z Tobą, jestem całym sercem za ograniczeniem ich liczebności, ale przez ograniczenie liczby miotów, a nie usypianie zdrowych fizycznie i psychicznie psów, których jedynym nieszczęsciem było trafić na nieodpowiedzialnego właściciela. I NIENAWIDZĘ PSEUDOHODOWCÓW TZW. RASOWYCH BEZ RODOWODU!!! Na zachodzie są organizacje, które wybierają odpowiednie dla swoich celów psy ze schronisk i szkolą je np. na tzw. assistance dog (nie wiem, czy dobrze napisałam), psy-pomocników osób niepełnosprawnych. W ten sposób pomagają i psom, i ludziom. Czy u nas jest może coś takiego? Brak właśnie edukacji społeczeństwa, brak wartości wynoszonych z rodzinnego domu... Nie muszę szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się w pracy, jaki stosunek do psów mają ludzie. Nie twierdzę, że wszyscy muszą je kochać, ale czy muszą być bierni i obojętni, kiedy widzą, że dzieje im się krzywda? To mnie boli najbardziej, ta znieczulica. I może jestem trochę nawiedzona... zawsze taka byłam i chyba taka umrę :-( Quote
Nor(a) Posted September 14, 2006 Posted September 14, 2006 Isiak napisał(a): Saro, uwierz mi, akurat te osoby, które miałam na myśli, naprawdę zrobiły sie wygodne. Jedna z nich straciła collie, tricolora, wiele lat chorował. Był do adopcji identyczny collie, 1,5 roczny, spokojny, posłuszny. Bez rodowodu, bo znaleziony w lesie przywiązany do drzewa. Ale koleżanka, mimo, że bardzo ją kusiło, zrezygnowała z powodu - "nie chce mi się już wychodzić na spacery, nie chcę być uwiązana w domu". No cóż... Inna miała kundla, mix spaniela... Też już się jej nie chce... Trudno. Lepiej tak niż ma się potem pozbyć/wyrzucić psa który się już przywiązał. Nic na siłę. Bardziej to odpowiedzialne jak dla mnie niż branie bez zastanowienia i całkowitego przekonania o słusznośco decyzji, albo robienie czegoś ponad swoje siły (już jedna taka sytuacja na DGM jest - nie wymienie jaka). Ponadto nie każdy każdemu musi się spowiadać ze swojego życia dlaczego nie chce przygarnąć kundelka..i nie chce akurat w tym momencie życia mieć psa. I to wszystko jest Twoim zdaniem takie naganne? Quote
kofee Posted September 14, 2006 Posted September 14, 2006 Ja też chyba jestem "nawiedzona", tak jak Isiak. Też mi smutno, że na razie mogę mieć tylko 2 psy (i kota). Jedna suczka to 10-letnia collka - bez rodowodu, czyli właściwie nierasowa, a druga od prawie 2 miesięcy z nami - ze schroniska (gdyby to była Anglia, Berty niestety już by nie było na świecie:shake:, była w schronie 3 miesiące). Chciałabym adoptować wirtualnie jeszcze jakieś zwierzę, ale chwilowo sytuacja finansowa nam na to nie pozwala. Moja starsza sunia dość często choruje i wtedy słyszę (głównie od moich rodziców), że to taki chorowity pies, taki kłopot itp. Wtedy mówię im, że to dla nas wielkie szczęście, że medycyna wet. jest na takim poziomie, że Nadi może nas jeszcze cieszyć tym, że żyje:lol: i że są psy, które częściej chorują. Też mam koleżankę, która od 6 lat po śmierci swojej suni nie chce innego psa, bo pamięta tylko koszmar związany z jej odejściem. Myślę, że to dla tej koleżanki źle, że nowy pies wniósłby wiele dobrego w jej życie. Ale już jej nawet nie przekonuję. Za to dzielę się swoją radością, z przygarnięcia kolejnego psa. (Nawiasem mówiąc bardzo to odmłodziło moją starszą). I chciałabym miec w przyszłości psa rasowego. Bo chciałabym hodować psy: rozmnażać je, zajmować się szczeniakami. Nierasowe też chciałabym mieć, ale sterylizowane (tak jak mam teraz). Ale to raczej odległa przyszłość. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.