kazik132 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 azalia napisał(a):Mówienie,że Pepiś pojechał do Kasi po śmierć jest conajmniej nie na miejscu,jak pisałam wcześniej to właśnie ona dała mu dom i serce,choć mogła przygarnąć młodego,zdrowego psa.To ona codziennie borykała się z jego niedoskonałościami i dzielnie sobie radziła.Nie bądźcie niesprawiedliwi,bądźmy obiektywni,Jej nie było łatwo podjąć taką decyzję i teraz też jest Jej bardzo ciężko.Tak, prawie ze wszystkim się zgodzę! Kasia dała Pepisiowi dom, serce, poczucie bezpieczeństwa. czas.Jestem też pewna, że kochała Pepisia i chciała dla Niego dobrze! Ale nie musiała podejmowac tej strasznej decyzji, wiedząc, że jest tu tyle osób, którym zależy na psiaku, osób, które mają doświadczenie ze starymi, schorowanymi psami. Powinna była zadzwonić i zapytać! I do schroniska, i do darczyńcy, która ma ogromne doświadczenie z psami w takim stanie, o czym Kasia wiedziała. Ja w każdym razie nigdy bym sama tej decyzji nie podjęła:( Ani o walce bym sama nie decydowała, ani o eutanazji:( Quote
kazik132 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 " class="ipsImage" alt=""> ................................................nie ma PEPINKA...............................:( Quote
Meggan Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 To, co piszecie jest wielką niesprawiedliwą. To była decyzja weterynarzy oraz nasza. Żadne schronisko, darczyńca, największe doświadczenia nie zmienią faktów. Pepiś przyjechał ze schroniska wygłodzony, z uszkodzonym okiem i bardzo smutny. Dostał w naszym domu, co mogłyśmy mu dać. Pełną miskę jedzenia, wody, dużo miłości, spacery, głaskanie, a dziś w nocy... czuwanie. Nieustanne czuwanie. W poprzednim poście pisałam, że walczyć będziemy do wygranej, nie do utraty sił. Nie przewidziałam cierpienia, na które nigdy byśmy się nie zgodziły. Wiem, że wszyscy tutaj bardzo czujnie śledzili Jego życie wcześniejsze i teraźniejsze. Przepraszam, ale nie uważam, by był ktoś, kto wie więcej niż weterynarze (nie, nie jeden!). W naszym domu był już wcześniej pies z udarem. Wiemy, jak to jest walczyć i mieć nadzieję, kiedy są rokowania. Wiemy też, jak ciężko jest gdy słyszymy: "nie można nic zrobić". Dzisiaj poczułyśmy to z Kasią i moją Mamą ponownie. Może tego nie wiecie, ale kiedy mówimy o udarze, to nie mówimy o jednostce chorobowej o typowych objawach. Dla jednych jest szansa. Inni jej po prostu nie mają. Nie byliście tutaj. Nie widzieliście. Nie płakaliście. Widziałam dziś w nocy i nad ranem psa w stanie agonalnym. Psa, który wył z rozpaczy i bólu. Dla którego każdy ruch wzmagał ból i strach. Powiedzcie, dlaczego potraficie napisać, że pies jedzie po śmierć? Co zrobić, gdy pies zwalnia? Gdy każdy oddech to walka i najgorsze... gdy nie pomaga żaden lek? Kiedy czuje się bezsilność wobec Kochanego Psiaka u którego zawodzi farmakologia, cała medycyna? Co zrobić? Poprosić, by był dzielny? Poprosić, by wytrzymał kilka dni, bo może mu przejdzie? Tu nie pomogłoby schronisko, darczyńcy czy góra pieniędzy. Pepino dostał od nas jeszcze wczoraj wieczorem jedzenie, spacer, dużo przytulania i drapania. A potem przyszedł ten moment, którego wszyscy się spodziewali... Nie dane nam było wywalczyć wygranej, ale walczyliśmy do końca. Wszyscy. Uszanujcie to. Quote
Kamila Proc Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Bardzo mi przykro. Wiem, co przezywacie. I te ataki.... Łatwo mowic z daleka. Trzymajcie sie. Jestem z Wami. Quote
Poker Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Biedne dziewczyny i Pepik, któremu jedynemu jest teraz dobrze, bo reszta na swój sposób cierpi. Kasia z mamą i siostrą dały wszystko co mogły. Na odległość łatwo się mówi "nie powinna, mogła to czy tamto".Ale one były tam i wtedy i nikt nie mógł pomóc.Co by dały telefony w nocy? Co by schronisko na odległość pomogło ? Kto byłby w stanie podjąć decyzję nie widząc psa? Mogła to zrobić tylko Kasia, jej rodzina i weterynarze. Oddając starego , ciężko schorowanego psa należy się liczyć , że jego kres może szybko nadejść. Nie ma cudów niestety. Wiem ,że dostałyście po ddd w ostatnich dniach współczuję.Nie jest łatwo pomagać w hospicjum, odpowiedzialność i obciązenie psychiczne jest ogromne.Czasem porywamy się na to co , co się wydaje niemożliwe.I czasem się udaje, a czasami nie. trzeba to brać pod uwagę u tak chorych i starych psów. Wszystkie dałyście z siebie wszystko . Trzymajcie się dziewczyny , nie załamujcie .Takie jest życie.Raz na górze, raz na dole. Quote
Meggan Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Dałyśmy wszystko z siebie i dałyśmy wszystko Pepisiowi. Dałyśmy mu swoje serca, opiekę, i najbardziej godne dni swojej starości, jakich nie miał w ostatnim czasie... Dał nam wiele radosnych chwil przepełnionych nadzieją na każdy następny dzień. Wierzę, że wiedział, jak był tutaj kochany i ważny. Nikt tego nie chciał. Nikt nie spodziewał się, że dostaniemy tak mało czasu na walkę. Wszyscy wiedzieliśmy, że Pepiś powoli wybiera się w daleką drogę... Quote
Karolcia_ko5 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 martka ma swoje psy schorowane, jeden z padaczką drugi po urazie, też walczyła, walczy. Również sporo wypłakała, wycierpiała.... wie co to walka z udarem u psa, padaczką. . jak to się objawia....... Dlatego pewnie ta reakcja bo ona dała im szansę, mimo tego w jakim stanie są psiaki . . . no ale może rzeczywiście jej pieski są silniejsze i nie na takim stadium wiekowym jak Pepi . . . Zrozumcie też ją. . . Każdy z nas kochający zwierzaki musi to przeżyć, żeby wiedzieć jak to jest - tylko wtedy nabiera się zrozumienia i doświadczenia, choć wiadomo do każdego psiaka trzeba podejść indywidulanie. . . . . . Nie wiem co bym zrobiła, próbuje sobie wyobrazić, że to był by mój pies, z jednej strony robiła bym wszystko walczyła, z drugiej ma cierpieć ? ? To ciężkie tematy wciąż poddane dyskusji . . . Cenię sobie ludzi, którzy te psiaki biorą i opiekują się nimi, że nie umierają "na zimnym betonie w schronisku" ! ! To wielka odpowiedzialność, wysiłek. . . sporo nerwów, łez i czasu . . . . To też należy docenić. Quote
_Aga_ Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Kamila Proc napisał(a):Bardzo mi przykro. Wiem, co przezywacie. I te ataki.... Łatwo mowic z daleka. Trzymajcie sie. Jestem z Wami. Dokładnie. Popieram. Też jestem z Wami. Quote
Meggan Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Karolcia_ko5 napisał(a):martka ma swoje psy schorowane, jeden z padaczką drugi po urazie, też walczyła, walczy. Również sporo wypłakała, wycierpiała.... wie co to walka z udarem u psa, padaczką. . jak to się objawia....... Dlatego pewnie ta reakcja bo ona dała im szansę, mimo tego w jakim stanie są psiaki . . . Wie zapewne, że pies mający 15 lat ma najmniejsze szanse na wygraną z problemem neurologicznym. Pies, który nic nie widzi, niewiele słyszy, nie może utrzymać się na nogach. Nie wie co się z nim dzieje. Odczuwa ból i wielki strach. Przestaje reagować na dotyk ludzi, którzy go kochają. Przestaje reagować w ogóle. To była walka nie tylko z chorobą ale ze starością również. Nie zaczęła się tu, u nas w domu. Walkę ze starością się przegrywa... zawsze. I w naszym i w zwierzęcym przypadku... Quote
Karolcia_ko5 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Pozostaje nam samemu wyciągnąć wnioski, każdy ma swoje zdanie na ten temat - jednak nic Pepsiowi życia i zdrowia nie wróci . Zapalam płomyczek dla Pepisia. . ['] . Quote
KatarzynaJanik Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Karolcia_ko5 napisał(a):martka ma swoje psy schorowane, jeden z padaczką drugi po urazie, też walczyła, walczy. Również sporo wypłakała, wycierpiała.... wie co to walka z udarem u psa, padaczką. . jak to się objawia....... Dlatego pewnie ta reakcja bo ona dała im szansę, mimo tego w jakim stanie są psiaki . . . Mam nadzieję, że jej psy nie są sparaliżowane, że nie przewracają się nawet wtedy, kiedy siedzą. Mam nadzieję, że nie jęczą, nie piszczą z bólu lub ze strachu. Mam nadzieję, że reagują na dotyk, na uspokajanie, na podawane leki - zamiast w obłędzie miotać się na wszystkie strony... Quote
Kamila Proc Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 biegaj maluchu za Teczowym Mostem. ucaluj moje zwierzaczki Quote
Trisza Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Potwornie mi smutno.Żegnaj Pepi, biegaj kochany tam gdzie już jest dobrze, i zielono i słońce świeci.Tam, gdzie anioły tulą Cię do siebie i nie pozwolą już nigdy skrzywdzic......:-( Quote
Charly Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Katarzyna Janik napisał(a):Mam nadzieję, że jej psy nie są sparaliżowane, że nie przewracają się nawet wtedy, kiedy siedzą. Mam nadzieję, że nie jęczą, nie piszczą z bólu lub ze strachu. Mam nadzieję, że reagują na dotyk, na uspokajanie, na podawane leki - zamiast w obłędzie miotać się na wszystkie strony... no własnie. Większosć z nas nie wie jak to jest. Większość nie ma psa staruszka z padaczką, po udarze. Nikt z nas oprócz Was nie był na miejscu. Może wypowie się ktoś kto ma takie pieski. Czy to objawy padaczki, udaru? Czy "to" się leczy? Czy nie?... Quote
Cleo2008 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 A tak sie cieszylam ze Pepis ma domek i teraz moze byc tylko lepiej :( Chyba wszystcy tak mysleli i stad rozczarowanie. Smierc jest zawsze niesprawiedliwa. Wszystko jedno gdzie i w jaki sposob :( Ile czasu Pepis byl u Kasi? 2 tygodnie? Quote
Felka z Bagien Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Pepisiu biegaj,już za Tobą to piekło na ziemi.Będziemy pamiętać. Quote
moni12 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Weszłąm jak co dzien na wątek Pepisia , przeczytac jak małemu minął dzisiejszy dzień. A tu ...., łzy same mi lecą . Kasiu jesli o mnie chodzi to dziękuje Ci za te ostatnie dni Pepisia, w których Pepino miał to co kazdy starowinek miec powinien: duzo miłosci, głaskania, uwagi mu poświęcanej.Wiem , ze to cięzka decyzja, ale wiem , ze czasami konieczna .:-(:-(:-( Biegaj Pepinku juz bez bólu za TM. Quote
delfy2000 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Poker napisał(a):Biedne dziewczyny i Pepik, któremu jedynemu jest teraz dobrze, bo reszta na swój sposób cierpi. Kasia z mamą i siostrą dały wszystko co mogły. Na odległość łatwo się mówi "nie powinna, mogła to czy tamto".Ale one były tam i wtedy i nikt nie mógł pomóc.Co by dały telefony w nocy? Co by schronisko na odległość pomogło ? Kto byłby w stanie podjąć decyzję nie widząc psa? Mogła to zrobić tylko Kasia, jej rodzina i weterynarze. Oddając starego , ciężko schorowanego psa należy się liczyć , że jego kres może szybko nadejść. Nie ma cudów niestety. Wiem ,że dostałyście po ddd w ostatnich dniach współczuję.Nie jest łatwo pomagać w hospicjum, odpowiedzialność i obciązenie psychiczne jest ogromne.Czasem porywamy się na to co , co się wydaje niemożliwe.I czasem się udaje, a czasami nie. trzeba to brać pod uwagę u tak chorych i starych psów. Wszystkie dałyście z siebie wszystko. Trzymajcie się dziewczyny, nie załamujcie.Takie jest życie.Raz na górze, raz na dole. Szczerze przyznam, że ze strachem zaglądałam na wątek Pepinka od momentu kiedy zobaczyłam filmik ze schroniska. On już wtedy odchodził...Bałam się, że nasz kochany staruszek nie przeżyje transportu do Kasi...potem bałam się o pierwszą noc i dzień w nowym dla Niego miejscu...potem stresowałam się badaniami i wynikami...W końcu uwierzyłam, że Pepino dostał drugą szansę na jakiś czas, bo zdecydowanie odżył otoczony miłością, czułością i dobrą opieką u Kasi...Ale On odchodził... Kasia podjęła taką decyzję jaką podjęła, żeby ulżyć cierpieniom Pepisia...na pewno nie było Jej łatwo, bo taka decyzja NIGDY nie jest łatwa... Ale każdy kto chociaż raz widział cierpienia innej istoty potrafi to zrozumieć... Śmierć jest szokująca, bo tak naprawdę nigdy nie jesteśmy na nią przygotowani...Dzisiaj wchodząc na wątek Pepisia zamarłam...Nasz kochany, cudowny staruszeczek już za Tęczowym Mostem... Są uczucia, które trudno wyrazić słowami, więc nawet nie będę próbować...może któregoś dnia znajdą drogę tutaj... Proszę tylko, nie pozwólmy aby ból spowodowany odejściem Pepinka był złym doradcą... Kasiu i Meggan - wiem, że dałyście Pepisiowi wszystko co mogłyście...Dzięki Wam nie odchodził w kociarni schroniskowej samotny, opuszczony, i tęskniący za swoim człowiekiem... Dzieki Wam przeżył swoje ostatnie dni otoczony miłością, czułością, i oddaniem...Dzięki Wam doświadczył na nowo dotyku kochających rąk... I ZA TO WSZYSTKO WAM SERDECZNIE DZIĘKUJĘ !!! PEPINKU, KOCHANY I SŁODKI SKRZACIKU, BIEGAJ TERAZ RADOŚNIE PO TĘCZOWYCH ŁĄKACH, OTOCZONY INNYMI CUDOWNYMI ZWIERZAKAMI...NADSZEDŁ CZAS NA WIECZNĄ SZCZĘŚLIWOŚĆ... Na zawsze pozostaniesz w moim sercu i mocno wierzę, że kiedyś spotkamy się po drugiej stronie Tęczy... Dlatego nie powiem żegnaj, ale do zobaczenia... Quote
Felka z Bagien Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Delfy,napisałaś tak pięknie o Pepinku.Nie zostawiajmy Kasi samej.Wet w klinice przygotowywał ja na to najgorsze, ale nam trudno było to przyjąć do wiadomości.Chciałyśmy do końca wierzyć, że się uda,tym razem się uda.Nie zapominajmy,Pepinek był w domku,miał ciepełko,prosił o mizianko,zaufał... i nadszedł jego czas odejścia, a Kasia nie mogła pozwolić mu cierpieć, odchodzić w cierpieniu.Podziękujmy jej za odwagę.Ja ,dziękuję Ci Kasiu, że nie pozwoliłaś temu małemu, sponiewieranemu ciałku,wymęczonej duszyczce dłużej cierpieć.Jeszcze raz dziękuję ...i biegaj Pepiś po kolorowych łąkach ....i obwąchaj moją ukochaną Kicarabę. Quote
Meggan Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Biegaj tam, Malutki... Tutaj nie mogłeś. Tu resztkami sił pokonywałeś każdy centymetr podłogi i trawy. Tak było od początku, a niewielu o tym wie. Kochamy Cię. Pokochać w tak krótkim czasie można tylko Stworzenie, które miało w sobie wiele czaru... Wiele miłości i wiele pragnień. Quote
Kocurek Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Pepinku,bede pamietac....Kasiu wspolczuje,jestem z Toba...:( Quote
KatarzynaJanik Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Kocham Cię, Mały...i zawsze będę o Tobie pamiętała... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.