delfy2000 Posted April 8, 2011 Posted April 8, 2011 Katarzyna Janik napisał(a):Siada od razu, pojękuje/popiskuje, szczeka. Jak mu zdejmę szelki (mam wrażenie, że to albo te szelki, albo ten wiatr powodują/powoduje w nim takie zachowanie), to przejdzie się kawałek, siada i znów to samo - popiskuje/pojękuje, szczeka. Gdy tylko biorę go na ręce i niosę do domu - robi się spokojny, a w mieszkaniu chętnie zaczyna dreptać po pokoju. A to mądrala - jak tak dalej pójdzie, to zmienimy Pepisiowi imię na Fochuś... na rączkach noszony książulo... ale mu się trafiłaś Kasiu... Quote
caryca26 Posted April 8, 2011 Posted April 8, 2011 Dzielny piecho! Umie wyegzekwować fochem to co chce:) Super Kasiu ,że to na Ciebie trafił.Rozpuścisz królewicza.Dobrze chociaż ,że je sam z miski bo 2 z moich 4 psów to jedzą z łyżeczki podawane do pycha:) Quote
delfy2000 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Pepiniu - może dzisiaj spróbuj bez foszków, co? Quote
kazik132 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 I ja witam królewicza, życząc miłego wekendu!Jak minęła nocka kolejna? Quote
martka1982 Posted April 9, 2011 Author Posted April 9, 2011 dzisiaj też wieje wiec obstawiam kontynuacje foszka Quote
KatarzynaJanik Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Przykro mi...jest mi ogromnie ciężko...niestety... Mały już śpi...już na zawsze...już jest mu dobrze i nie męczy się... Niestety, w nocy najprawdopodobniej dostał udar, na krótki czas sparaliżowało mu lewą stronę... Piszczał pół nocy, męczył się, był bardzo pobudzony, a zarazem totalnie wyczerpany - przewracał się cały czas, plątał...a rano dostał ataku padaczko-podobnego... Zawiozłam go szybko do weterynarza. Dostał leki uspokajające, steryd i kroplówkę (lek, który miał ograniczyć obrzęk mózgu)... Niestety, był bardzo pobudzony i bardzo się męczył, mimo leków...piszczał, ciężko oddychał... Lekarz powiedział, że rokowania na tamten moment (i na jego obecny stan w ogóle) są, po prostu, złe, a Mały się męczy... Było mi bardzo ciężko podjąć tę decyzję, ale nie mogłam patrzeć, jak on się miota, jak piszczy, jak wyje momentami... Siedziałam z nim ponad dwie godziny...próbowałam uspokoić... Leki chyba nie dały pożądanego efektu...sama już nie wiem... W każdym razie...on cierpiał...a ja nie chciałam mu tego cierpienia przedłużać... Teraz już sobie śpi...już na zawsze...już się nie męczy... Zasnął ok. 12... Tak bardzo, bardzo mi przykro... Zdążyłam go pokochać, teraz serce mi pęka, nie umiem się uspokoić... Jest mi ciężko... Nie chciałam, żeby dłużej się męczył... Przykro mi... ;((( Quote
Becia Lublin Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Kasiu bardzo Ci współczuję, najważniejsze, że mały się już nie męczy. Quote
martka1982 Posted April 9, 2011 Author Posted April 9, 2011 szkoda,ze nie skontaktowalas sie ze schroniskiem...moze mały nadal by zył przykro mi ze nie dostal szansy....rozumiem przerazenie spowodowane tym jak sie zachowywal,sugestie weterynarza itp ale mam wrazenie ze ta decyzja zostala podjeta za szybko sama mam dwa psy jeden po udarze, drugi ma padaczke....ale one ŻYJĄ nadal a PEPINO JUŻ NIE ŻYJE......... Quote
natalka85n Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 nie placz kasiu, jestem w myslach z toba, ja czulam ze tak bedzie, ale moze pomysl tak ze dzieki tobie poczul prawdziwy domek i milosc, i ze pewnie cieszy sie ze mogl odejsc przy tobie, nic wiecej nie moglas zrobic a to co zrobilas to bardzo duzo... Quote
Charly Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 padaczka ma to do siebie, że nie wygląda przyjemnie. Wiem, że są weci, którzy widząc starego trzęsącego psa nie widzą powodów aby go dalej leczyć. Może tutaj takiego powodu zabrakło. Tego już się nie dowiemy. Nie mam psa z padaczką (mój miał tylko jeden raz atak), absolutnie nie znam się na tym. Bardzo bardzo smutne i przykre, ze zabrakło kontaktu ze schroniskiem. Bardzo mi Ciebie i prezeski żal Martka. Szczególnie w ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach. Bardzo Quote
martka1982 Posted April 9, 2011 Author Posted April 9, 2011 (edited) ogromny ból! Edited May 8, 2014 by martka1982 Quote
natalka85n Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 kurde przeciez to nie byla sama padaczka i nikt nie powiedzial zreszta ze to padaczka, mial jakis atak, do tego udar, a do tego jakies zmiany w mozgu i pelno jeszcze innych rzeczy oko, watroba, ucho, serce, bolaca lapka po wypadku. moim zdaniem zdecydowanie on cierpial, moze i by przezyl ten udar ale i tak by cierpial, slowa ktore tu wypowiadacie do kasi sa zdecydowanie nie na miejscu, ona bardzo to przezywa, bo to ona musiala zdecydowac, i patrzec na jego cierpienie, wyplakac morze lez, a teraz czyta ze pepino jechal po smierc, ze mogla zrobic to czy tamto, tak naprawde nie dalo sie nic zrobic, nie w jego stanie. Quote
Karolcia_ko5 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 [*][*] . . . Mały Pepinko................... Quote
kazik132 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 martka1982 napisał(a):szkoda,ze nie skontaktowalas sie ze schroniskiem...moze mały nadal by zył przykro mi ze nie dostal szansy....rozumiem przerazenie spowodowane tym jak sie zachowywal,sugestie weterynarza itp ale mam wrazenie ze ta decyzja zostala podjeta za szybko sama mam dwa psy jeden po udarze, drugi ma padaczke....ale one ŻYJĄ nadal a PEPINO JUŻ NIE ŻYJE......... Charly napisał(a):padaczka ma to do siebie, że nie wygląda przyjemnie. Wiem, że są weci, którzy widząc starego trzęsącego psa nie widzą powodów aby go dalej leczyć. Może tutaj takiego powodu zabrakło. Tego już się nie dowiemy. Nie mam psa z padaczką (mój miał tylko jeden raz atak), absolutnie nie znam się na tym. Bardzo bardzo smutne i przykre, ze zabrakło kontaktu ze schroniskiem. Bardzo mi Ciebie i prezeski żal Martka. Szczególnie w ostatnich dniach, tygodniach, miesiącach. Bardzo martka1982 napisał(a):Myślisz,że pies jedzie po lepsze życie a dostaje śmierć. Z tym się nie pogodzę tym bardziej,że sama mam 2 psy - jednego po wylewie (w wieku zbliżonym do Pepino) a drugiego z padaczką. Moje psy żyją, bo walczyłam i walczę o nie!!!!! Ja nie mam sił napisać nic! Straszne słowa cisną mi sie na usta! No to pomogliśmy Pepisiowi, nie ma co! Jestem po rozmowie z darczyńcą Pepisia, który był w stałym kontakcie z Domkiem...jest zapłakana i zdruzgotana! Po rozmowie z Kasią była taka spokojna! Nie mam sił! Nie mam sił! Nie tak miało być i to się nie powinno zdarzyć! Quote
kazik132 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 natalka85n napisał(a):kurde przeciez to nie byla sama padaczka i nikt nie powiedzial zreszta ze to padaczka, mial jakis atak, do tego udar, a do tego jakies zmiany w mozgu i pelno jeszcze innych rzeczy oko, watroba, ucho, serce, bolaca lapka po wypadku. moim zdaniem zdecydowanie on cierpial, moze i by przezyl ten udar ale i tak by cierpial, slowa ktore tu wypowiadacie do kasi sa zdecydowanie nie na miejscu, ona bardzo to przezywa, bo to ona musiala zdecydowac, i patrzec na jego cierpienie, wyplakac morze lez, a teraz czyta ze pepino jechal po smierc, ze mogla zrobic to czy tamto, tak naprawde nie dalo sie nic zrobic, nie w jego stanie.Nie! nie musiała podejmować i nie powinna była sama tego robić! Powinna zadzwonić do schroniska, i powiadomić, zapytać!Ale teraz już po wszystkim!:( Quote
natalka85n Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 i co by schronisko powiedzialo, nie nie usypiaj niech cierpi, byleby zyl? moim zdaniem to bardzo egoistyczne podejscie , a pepino zdecydowanie cierpial, mysle ze wtedy juz mu nie bylo najlepiej a co dopiero po udarze, i to ze juz 2 weterynarzy mowilo o tym zeby sie zastanowic nad eutanazja to widac nie przypadek, ja wiem ze wy jestescie bardzo dobre dziewczyny i macie wielkie serce i bardzo kochacie zwierzeta ale trzeba miec troche trzezwe podejscie do sprawy i nie skazywac psa na niepotrzebne cierpienie. Quote
Charly Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 natalka85n napisał(a):i co by schronisko powiedzialo, nie nie usypiaj niech cierpi, byleby zyl? moim zdaniem to bardzo egoistyczne podejscie , a pepino zdecydowanie cierpial, mysle ze wtedy juz mu nie bylo najlepiej a co dopiero po udarze, i to ze juz 2 weterynarzy mowilo o tym zeby sie zastanowic nad eutanazja to widac nie przypadek, ja wiem ze wy jestescie bardzo dobre dziewczyny i macie wielkie serce i bardzo kochacie zwierzeta ale trzeba miec troche trzezwe podejscie do sprawy i nie skazywac psa na niepotrzebne cierpienie. oczywiście, że tak. Ja rozumiem Kasię. Tylko nie ufam weterynarzom. Z doświadczenia. Po prostu. Mój piesek dawno by już nie zył, gdybym im wszystkim ufała. Rozumiem, także natalko, ze nie znasz schroniska w Koninie, jesli twierdzisz, ze postawę "nie nie usypiaj, niech cierpi, byleby żył" można przypisać wlasnie tym osobom. Nie można. Po prostu. Nie wiem co zrobiłoby schronisko. MOze poleciło zaufanego weterynarza. Weterynarz weterynarzowi nie równy! NIgdy! Martka tak reasumując wydarzenia myslę, że przy adopcji trzeba dodatkow pytać o balkony, zabezpieczenie i odstęp między prętami. Ja o tym nigdy nie myslalam. W umowie zobowiązać osobę adoptującą do kontaktu przed podjęciem decyzji o eutanazji (czy Wasze psy przechodzą " na wlasność" adoptującego?) No i odnośnie kotów dwa rózne typy umów; jedną dla kotów ktore definitywnie mogą/muszą być wychodzące (wtedy okreslenie warunków przyszłego domu; nie przy ulicy itd itd) no i drugą dla kotów, które wychodzące być nie mogą/ nie muszą! Odnosnie Spajka to wiadomo...ech Quote
Karolcia_ko5 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Rządzą nami emocje . . . niestety. . . Sama starość ma to do siebie, że ma sie sporo dolegliwości. . bolą łapy, serduszko słabsze, wątroba w gorszym stanie . . no i również pojawiąją się ataki padaczki, udary . . Według mnie padaczka i udar nie powinny skreślać psiaka. . Może nie jestem doświadczoną osobą nie mam psa z padaczką, udarem, ale widziałam psiaki podczas ataków, walczyły tygodniami z chorobą i jakoś dostały szansę żyją . . mają domy. . . Nikogo nie obwiniam no bo już teraz to nic nie zmieni . . ale warto o doświadczenie na przyszłość przez takie sytuacje, a ostatnio tych doświadczeń zbyt wiele - Priam, Pepino . . . eh. Wiele jest starszych psów które cierpią - nawet mając jedną dolegliwość mimo to żyją, a my staramy się uśmierzyć im ból, dać to co najlepsze. . Słowo weterynarza też pewnie dało do myślenia, bo w końcu to weterynarz. . . diagnozuje. ., ale czy powinno się zdać na niego w 100 % . . Pojawia się tu również pytanie . w którym momencie należy stwierdzić, że pies się męczy, cierpi . . . kiedy stwierdzić, że eutanazja to jedyne rozwiąznie. . Quote
azalia Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Nie wiem zupełnie co powiedzieć,mętlik w głowie i straszny smutek.Myślałam sobie,że Maciuś odszedł,Priamek zginął,dobrze że chociaż Pepiś miewa się w miarę dobrze i ma domek.A tu taki cios,biedactwo maleńkie. Quote
KatarzynaJanik Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Małego w nocy sparaliżowało. Nie chodził, przewracał się. Piszczał pół nocy, całe rano, u weterynarza wręcz skomlał i miotał się. Atak padaczko-podobny był wynikiem jakiejś (kolejnej) zmiany w mózgu psiaka. W nocy najprawdopodobniej dostał udaru. Weterynarz podał mu wszystkie leki, jakie mógł mu podać, prawie dwie godziny siedzieliśmy z nim pod kroplówką. Mimo leków - Pepi miotał się i skomlał. W końcu padł, zaczął siusiać pod siebie, jęczał/piszczał. Serce bardzo mu zwolniło, oddychał z coraz większym trudem. To nie była decyzja podjęta "ot tak". Weterynarz już przy pierwszej wizycie powiedziała mi, że z Pepim nie da się zrobić już nic, poza utrzymaniem wątroby w w miarę stabilnym stanie i pilnowaniem, by serducho nie szalało za bardzo. Problem tego Malucha polegał na uszkodzeniu mózgu. Powiedziała to weterynarz, która pierwsza tutaj zaopiekowała się Małym, powiedział to dr Wrzosek, powiedział to nawet okulista, a dzisiaj także weterynarz, który podał mu wszystko, co można było mu podać. Pepi wydawał się nie reagować w ogóle - leki uspokajające nie działały. Weterynarz powiedział, że rokowania są złe, że Mały zdecydowanie się męczy. Po kilku godzinach miotania się - padł i tylko jęczał, ciężko oddychając. Nikt nie wie i nikt wiedzieć nie może, czy za parę godzin/dni sytuacja by się nie powtórzyła, a takie prawdopodobieństwo istniało. To był mózg, pamiętajmy o tym. Z uszkodzonym mózgiem ciężko walczyć, zwłaszcza u tak starego i zniszczonego chorobami psa. On się męczył (również sam ze sobą momentami). Czuwałam nad nim caluteńką noc, całe rano, trzymałam go, podczas ataku, kiedy wierzgał na wszystkie strony. Byłam przy nim stale, również przez ostatnie godziny. W moim mniemaniu - on bardzo się męczył, a lekarz (niejeden zresztą) potwierdził to. Nie chciałam więc, by dłużej cierpiał - on był bardzo wycieńczony chorobą. Jeśli uważacie, że Pepi pojechał do mnie po śmierć - zostawiam was z tym, nie będę tego komentowała, bo to i tak nie ma sensu... Jest mi bardzo przykro... Quote
azalia Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Myślę,że nie mamy prawa oceniać Kasi.To ona dała mu dom,choć był niemłody i chory,dbała o niego i kochała go całym sercem.Czy ona miała głowę dzwonić do schroniska?Ostudźmy emocje,dziewczyna napewno chciała jak najlepiej dla malutkiego,to ona patrzyła na jego cierpienie nie my.Bardzo Ci Kasiu współczuję i mimo wszystko cieszę się,że choć na koniec Pepiś miał swój dom i był kochany i pielęgnowany. Quote
natalka85n Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 po pierwsze to znam schronisko bardzo dobrze bo przychodzilam tam prawie co dzien przez piec lat, jak jeszcze zyla pani ela nasza kochana kierowniczka, po drugie nie znam tam wiekszosci obecnych ludzi ale bardzo dobrze znam marte i wczoraj sie z nia spotkalam i opowiadalam jej o pepino i o tym ze mi sie wydaje ze moze cierpiec i ze nic nie da sie zrobic tylko podtrzymywac, a dzis dowiedzialam sie o udarze, mysle ze kazdy weterynarz by byl za eutanazja tym bardziej ze juz tylu o tym mowilo. mysle ze pies moze miec udar i wyjsc z tego ale nie w takim stanie jak pepi, on juz wtedy na badaniach byl w kiepskim stanie. uwazam ze kasia dobrze zrobila Quote
azalia Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Mówienie,że Pepiś pojechał do Kasi po śmierć jest conajmniej nie na miejscu,jak pisałam wcześniej to właśnie ona dała mu dom i serce,choć mogła przygarnąć młodego,zdrowego psa.To ona codziennie borykała się z jego niedoskonałościami i dzielnie sobie radziła.Nie bądźcie niesprawiedliwi,bądźmy obiektywni,Jej nie było łatwo podjąć taką decyzję i teraz też jest Jej bardzo ciężko. Quote
Karolcia_ko5 Posted April 9, 2011 Posted April 9, 2011 Konsultacja ze schroniskiem - nie wróciła by mu życia i zdrowia, po prostu - chodziło o podjęcie dezycji również uwzględniając zdanie schroniska.... ja tak to odbieram . . . . . . . . . biega za Tęczowym Mostem nikt tego już nie zmieni . . . . . . Przynajmniej nie odszedł w schronisku. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.