Jagoda1 Posted January 20, 2011 Author Posted January 20, 2011 sylwuś napisał(a):Gdzie Junior-SZCZĘŚCIARZ :-) teraz przebywa? Mowa tu o boksie schroniskowym?? Przebywa w boksie hotelikowym. Quote
Ewka :) Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Jestem, Kapselku. W moim roztrzepaniu nie zapisałam chyba swojej odpowiedzi i piszę jeszcze raz :| Serce się kraje :( A czy psiak normalnie funkcjonuje? Dziwna sprawa, że właściciele sami nie poprosili o wsparcie finansowe, przecież gdy się zrzekali mogli zapytać o taką możliwość... Quote
sylwuś Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Jagoda1 napisał(a):Przebywa w boksie hotelikowym. uff całe szczęście, choć to zapewne nie to samo co kochający domek. Ja jestem ciekawa reakcji dotychczasowych właścicieli na ewentualną propozycję pozostania Juniora u nich i pomoc w leczeniu. Jeśli kochają to bez zająknięcia powinni się zgodzić tylko czy kochają.... Quote
emhokr Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Sylwuś..mi się zdaje, że oni po prostu nie chcą. Za szybko to poszło. Nie mnie oceniac... ja jestem inna, może źle myślę... ale walka do ostatka o psa, konia, papugę - to nie jest obce. I może dlatego nie umiem zrozumiec tego postępowania... Walczyłam nie o mojego konia... do dziś pomagam spłacac dlug klinice. A niby nie muszę, nie ja się podpisywalam... Wiem, że bywa róznie. Na razie mnie stac na Rudego. Na operację, gdyby - nie daj Boże - była taka potrzeba. Ale wiem, że nei zawsze musi tak byc...i jesli by coś się stało, a ja bym nie miała, czy to na ratowanie koni, czy to na ratowanie psa - trudno, duma do kieszeni... prosilabym, gdzie się da... może dlatego, że taki wzór mialam w domu-walki do końca. A przecież to kupa pieniędzy...walka o bullterierkę to była kwestia dużych pieniędzy...Dlatego ciężko mi powiedziec, czy aby na pewno tam, gdzie podjęto taką decyzję, była miłośc... czasem pies jest, bo jest... jest jakaś odpowiedzialnośc, opieka, ale jak trzeba coś więcej - to już ciężko... jak to mówią.."pieniądze to nie wszystko..." powtórzę się - ja bym stawiała na DT...może, by się ustrzec niebezpiecznej sytuacji, kiedy okazałoby się, że ktoś będzie od fundacji wymagał leczenia, karmienia i wszystkiego, co dotyczy psa, a jak się okaże, że pies potrzebuje opieki, to telefon i słowo "zabierajcie go"... Quote
gazzy Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Ponieważ Junior jest pod opieką Fundacji SOS bokserom , to moja znajoma - pani Małgosia M. przeleje pieniądze na operacje na konto fundacji z dopiskiem "na Juniora." Quote
Jagoda1 Posted January 20, 2011 Author Posted January 20, 2011 gazzy napisał(a):Ponieważ Junior jest pod opieką Fundacji SOS bokserom , to moja znajoma - pani Małgosia M. przeleje pieniądze na operacje na konto fundacji z dopiskiem "na Juniora." Bardzo dziękuję w imieniu Juniora:lol:. Quote
Kapsel Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 emhokr napisał(a):Sylwuś..mi się zdaje, że oni po prostu nie chcą. Za szybko to poszło. Nie mnie oceniac... ja jestem inna, może źle myślę... ale walka do ostatka o psa, konia, papugę - to nie jest obce. I może dlatego nie umiem zrozumiec tego postępowania... Walczyłam nie o mojego konia... do dziś pomagam spłacac dlug klinice. A niby nie muszę, nie ja się podpisywalam... Wiem, że bywa róznie. Na razie mnie stac na Rudego. Na operację, gdyby - nie daj Boże - była taka potrzeba. Ale wiem, że nei zawsze musi tak byc...i jesli by coś się stało, a ja bym nie miała, czy to na ratowanie koni, czy to na ratowanie psa - trudno, duma do kieszeni... prosilabym, gdzie się da... może dlatego, że taki wzór mialam w domu-walki do końca. A przecież to kupa pieniędzy...walka o bullterierkę to była kwestia dużych pieniędzy...Dlatego ciężko mi powiedziec, czy aby na pewno tam, gdzie podjęto taką decyzję, była miłośc... czasem pies jest, bo jest... jest jakaś odpowiedzialnośc, opieka, ale jak trzeba coś więcej - to już ciężko... jak to mówią.."pieniądze to nie wszystko..." powtórzę się - ja bym stawiała na DT...może, by się ustrzec niebezpiecznej sytuacji, kiedy okazałoby się, że ktoś będzie od fundacji wymagał leczenia, karmienia i wszystkiego, co dotyczy psa, a jak się okaże, że pies potrzebuje opieki, to telefon i słowo "zabierajcie go"... Twoje argumenty są bardzo sensowne i każda z nas tak myśli, jednak mimo wszystko jednak uważam że trzeba z Państwem porozmawiać, aby chociaż poznać prawdę i powody ich okropnej decyzji. Quote
sylwuś Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Jak tak sobie patrzę na moją "jedynaczkę" ...jak teraz grzeje cielaczek moją połowę łóżka w sypialni to wierzyć mi się nie chce jak ludzie tak mogą. To pełnoprawny członek rodziny! Ale jak widać można. I tak dobrze że właściciele zdecydowali się wogóle pójść do Lecznicy bo w końcu za uśpienie pewnie też się płaci. Dobrze że nikomu nie przyszły do głowy inne pomysły na "pozbycie " się "przyjaciela". Miał chłopak masę szczęścia! I wierzę że jeszcze będzie miał!! Quote
Ewka :) Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Z drugiej strony, nie wszyscy są świadomi dzisiejszych możliwości, nie wszyscy znają dogomanię i nie wszyscy wierzą w ludzką, bezinteresowną pomoc, zwłaszcza dla zwierząt. Sama kiedyś nie miałam pojęcia o tym wszystkim.... :( Prawda jest też taka, że opieka nad chorym psem wymaga mocnej psychiki, pies nie powie czy i gdzie boli i czy lepiej się czuje, tak jak człowiek. Ile dołów przeżyłam przy Bonicie... pewnie jak każda z Was. Może po prostu boją się tego ciężaru? Quote
Ania_i_Kropka Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Junior przyjechał do lecznicy 18.01.2010 ponieważ zaczął mieć problemu z równowagą i wstawaniem. Po wstępnej konsultacji neurologicznej właściciele zostali odesłani do chirurga na zdjęcie rtg i badanie ortopedyczne. Badania nie wykazały zmian ortopedycznych więc Junior trafił do Katedry Chorób Wewnętrznych gdzie po badaniu usg stwierdzono dużego guza oplatającego lewą nerkę. Nerka funkcjonuje normalnie. Właściciele zostali poinformowani, że pies powinien zostać poddany zabiegowi usunięcia guza podczas, którego będzie można ocenić stan psa. Państwo nie zdecydowali się na zabieg, ponieważ ich nie stać na wyłożenie tak dużej kwoty plus koszty opieki pooperacyjnej i zdecydowali się uśpić psa. Gdy z nimi rozmawiałam i przekonywałam do zrzeczenia się psa i dania mu szansy właściciele pytali czy pies będzie mógł do nich wrócić. Prosili mnie abym dała im znać czy Junior przeżył zabieg i jak się czuje. Junior jest psem w dobrej kondycji zarówno fizycznej jak i psychicznej. Jego obecny stan jest dobry, choć miewa zachwiania równowagi co najprawdopodobniej jest związane z obecnością guza. Jutro będą wyniki badań krwi. Junior jest bardzo towarzyskim i grzecznym psem. Jest bardzo zdezorientowany nową sytuacją. Za nic w świecie nie chce wracać do boksu. Zaczyna się zapieracć już przy wejściu do budynku. Zabieg wstępnie został zaplanoweany na Poniedziałek lub Wtorek. Od dzisiaj Junior dostaje leki. Quote
Confess Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Junior to cudowny psiak! Wychodzę z nim na spacery i aż serce boli, że spotkał go taki niewdzięczny los ... Jest pogodnym energicznym psiakiem, z boksu wychodzi z niezwykłą radością, która towarzyszy mu przez cały spacer. Wącha obserwuje , podbiega na pieszczoty. W jego oczach widać jednak smutek i zdezorientowanie , myślę, że nie rozumie co się wokół niego dzieje, skąd te zmiany ... Mam ogromną nadzieję, że ta historia dobrze się zakończy ... Quote
Ewka :) Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Aniu, z tego co napisałaś wynika, że właściciele chcieli się dowiedzieć co mu jest, że na całą sytuację miał wpływ też brak pieniędzy. Ja wierzę, że im zależy na psiaku. Jak pomyślę, że Junior nie chce wrócić do boksu... płakać się chce. Trzymam kciuki, żeby szybko wrócił do zdrowia po operacji, a później do domku :) Dziękuję Aniu za opiekę nad nim! Quote
jostel5 Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Mój Boże,jaki dramat musi ten psiak przeżywać...! Ania_i_Kropka-czy według Ciebie dotychczasowym właścicielom Juniora faktycznie na nim zależy...? Łudzę się (i nie chciałabym się pomylić),że może jednak nie wiedzieli do kogo zwrócić się o pomoc,a cała sytuacja w pierwszej chwili ich przerosła...? Może ochłoną,zrozumieją...Jak myślisz? Quote
wykrywka Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Wiem, że to co dla jednych jest znane i oczywiste, dla drugich takie nie jest. Ludzie nie wiedzą o psich forach, o fundacjach, nie maja pojęcia, że można poprosić i co ważniejsze otrzymać bezinteresowną pomoc finansową na leczenie zwierzaka. Każdy z nas tu obecnych ratowałby swojego psa do końca, nie szczędząc czasu ani pieniędzy, zadłużyłby się po uszy, wysprzedał wszystko co ma, ... ale jest gdzieś granica finansowych czy zdrowotnych możliwości i wtedy jedynym wyjściem, aby nie patrzeć na cierpienie i nie móc pomóc jest ... :shake:. Zakładam, że sytuacja przerosła właścicieli, przeraziła, zbyt szybko się poddali nie wiedząc, że mogą liczyć na pomoc w walce o zdrowie i życie Juniora. Oczywiście wspomogę grosikiem bez względu na to jaka będzie decyzja Fundacji i mocno trzymam kciuki za udaną operację. Quote
Mysza2 Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 ja też swoje trzy grosze napiszę, Myślę że jeśli jechali do jednego weta, do drugiego to los psa nie jest im obojętny, my najlepiej tu wiemy jak sobie radzą Tacy którzy maja psa gdzieś. Tak jak pisała wyżej wykrywka nie wszyscy mają świadomość że można i jest gdzie zwrócić się o pomoc. Nie wiemy też dokładnie co usłyszeli od weta, jakie dokładnie dawał szanse na wyleczenie . A jeśli Juniorowi było wczesniej tam dobrze to będzie tęsknił (nawet jak jest źle to pies tęskni). Poczekajmy na wyniki zabiegu i diagnozę po nim. A właścicieli dobrze byłoby lepiej poznać. Ja bym tak jednoznacznie ich nie przekreślała bo za mało wiem żeby wyrokować. Ja bym walczyła pazurami nawet gdybym nie miała zupełnie kasy na leczenie psa, przecież my tu o "cudze psy" walczymy a co dopiero o własnego, ale zanim poznałam dogomanię to też nie miałam pojecia o pewnych możliwościach. Quote
zofia Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Po wstępnej konsultacji neurologicznej właściciele zostali odesłani do chirurga na zdjęcie rtg i badanie ortopedyczne. Badania nie wykazały zmian ortopedycznych więc Junior trafił do Katedry Chorób Wewnętrznych gdzie po badaniu usg stwierdzono dużego guza oplatającego lewą nerkę. Nerka funkcjonuje normalnie. Właściciele zostali poinformowani, że pies powinien zostać poddany zabiegowi usunięcia guza podczas, którego będzie można ocenić stan psa. Gdy z nimi rozmawiałam i przekonywałam do zrzeczenia się psa i dania mu szansy właściciele pytali czy pies będzie mógł do nich wrócić. Prosili mnie abym dała im znać czy Junior przeżył zabieg i jak się czuje. Według mnie ci ludzie mieli zamiar mu pomóc, a to świadczy o tym, że zależy im na nim. Z drugiej strony - pies jest zagubiony w nieznanym sobie świecie. I pytanie- gdzie szybciej dojdzie do zdrowia? W boksie- wśród nieznanych sobie ludzi, czy przy kochanych , znanych mu ludziach? Co jest lepsze dla niego? Quote
emhokr Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Ewka..jak byłam w fundacji ratującej konie nie było tylu forów, nie było takiej dostępności do sieci... ze znajomymi, którzy konia widzieli na obrazku siadaliśmy z gitarą na Starówce i graliśmy na gitarach, śpiewaliśmy... dało się ;) Nie wymagam tego od każdego! Absolutnie...jak mówią moi Rodzice - maja ten plus, że na kasiorkę nie narzekają - trzeba miec szmergla...niby kpili, a jednak jakoś chyba..podziwiali determinację? Zdaję sobie sprawę, że opieka nad zwierzakiem, zwłaszcza chorym, jest ciężka przez brak slownej relacji. To jak z koniem. Jak wsiadam i coś nie idzie na treningu - odpuszczam. Mam ten plus, że pracuję z końmi dla siebie, starty mi przeszły. Nie traktuję koni przedmiotowo, jak maszyny. Mogą miec gorszy dzień. Pies też ma prawo do gorszego samopoczucia. Natomiast czy chory jest ciężarem? Jak byłam mała Tata, lesnik z wykształcenia i zwierzomaniak z wyboru, tłukł mi do łba, że to relacja podobna do tej między ludźmi. Bywa ciężko, ale to jest wpisane w nasz los. Nie wiemy, czy nasze dziecko/rodzic/brat/małżonek jutro nie dowie się, że ma raka i będzie umierał w domu. CO za tym idzie - czy gdybym ja się w takiej sytuacji znalazła to chciałabym, by mnie oddano? Może myślę za radykalnie. Ale mnie przez 26 lat takiej miłości uczono. Kapselku - owszem, zawsze warto - ba, nawet trzeba, poznac relację drugiej strony. Aczkolwie już się uprzedziłam...taki...choleryczny drań ze mnie :( Sylwuniu... lepiej, pewnie, bez dwóch zdań, że wybrali lecznicę, niż las/tory kolejowe, ulicę...bywa róznie. Powtarzam się do znudzenia...ale zawsze jest możliwośc rozesłania wiadomości i znalezienia miejsca...może ktoś pomoże? Może weźmie? Może zna kogoś, kto weźmie? Mimo wszystko - i niezależnie od wszystkiego - wierzę, że po tych perturbacjach dla Juniora zacznie się szybko nowy, DOBRY rozdzial w życiu... wierzę w Mądrośc Germaine. Wierzę w jej osąd i decyzje. Nie pozwoliłaby na krzywdę... i na tej podstawie opieram mój spokój o los Juniora po operacji ( bo rękami i nogami się zapieram o wiarę, że częśc chirurgiczna przebiegnie prawidłowo) Quote
Mysza2 Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 emhokor, mnie nie musisz przekonywać że trzeba robić wszystko żeby ratować swojego psa, rodzica dziecko męża bo mnie wychowano tak samo jak Ciebie. Przeciez dlatego tu jesteśmy wszystkie, dlatego że tak nas wychowano mamy też siłę. Ale mnie wpajali żeby nie sądzić pochopnie i wg siebie. Ja myślę o Juniorze co dla niego będzie lepsze. I nie mam tej pewności bo nie znam właścicieli Quote
emhokr Posted January 20, 2011 Posted January 20, 2011 Myszko, pewnie. Nie nam oceniac...tylko jakoś czuję dystans, który bywa niesprawiedliwy, kiedy się za dużo widziało i potem tylko gryzło palce do krwi z bezsilności i w bezsenne noce mówiło " a gdyby...". Czasem jedno słowo, jedna decyzja... Nie chce oceniac...acz samo wychodzi..mea maxima culpa... Teraz najważniejszy jest los psa, jego zdrowie, operacja. Gdzies we mnie jest strach..fajnie, były dom psa weźmie.. ale wejdzie opieka, choroby starcze..co dalej? Nie. Nie przekreślam nikogo. Tylko rozbujałam wyobraźnię........... Quote
Kapsel Posted January 21, 2011 Posted January 21, 2011 Niektórzy uważają, ze właśnie uśpienie pomoże psu, aby nie cierpiał... inni z kolei, nie widząc innego wyjścia dla psa, bo muszą oddać go z ważnych przyczyn losowych... też wolą uśpić, niż oddać do schronu, żeby pies nie cierpiał... potrzebny tutaj psycholog, aby wyjaśnił psychikę ludzką i motywy, które kierują ludźmi kiedy podejmują taką, a nie inną decyzję... Quote
Nutusia Posted January 21, 2011 Posted January 21, 2011 Zauważmy, że jednak właściciele nie odpuścili już po pierwszej wizycie u weta. Poszli do innego, skonsultowali, zrobili badania. Sama diagnostyka pochłonęła z pewnością sporo pieniędzy i wieść o operacji mogła przerazić... Jestem niepoprawną optymistką i pomimo dwuletniego doświadczenia na dogo... nadal wierzę w ludzi. Powiem szczerze, że gdybym miała oddać własnego psa do schronu lub z jakichkolwiek przyczyn nie mogła go leczyć, też brałabym pod uwagę eutanazję. Kiedy 2 lata temu pojawiła się u mnie pewna dogomaniaczka na wizycie przedadopcyjnej przed przyjazdem mojej poprzedniej tymczasowiczki, podczas jej "opowieści" oczy mi się robiły okrągłe jak spodki! To była bajka o żelaznym wilku!!!! Tosia została u nas do końca swych dni (ponad 2 lata). Na jej leczenie dogomania i ludzie dobrej woli wyłożyli ponad 8 tysięcy złotych... Gdyby Tosia była moja... pocięłabym się szarym mydłem, bo taka kwota jest absolutnie poza moim zasięgiem. Dodam, że o dogo pojęcia nie miałam jeszcze całkiem niedawno i oprócz przyjaciół i znajomych, nie miałabym pojęcia do kogo się zwrócić... Z kolei z racji wieku i ogólnej niechęci do tzw. "techniki" internet był i jest dla mnie "złem koniecznym" :) Quote
andegawenka Posted January 21, 2011 Posted January 21, 2011 Natusiu, nic dodać , nic ująć. Nie zapominajmy nigdy, ale to nigdy, co odczuwa pies....W życiu Kary nie oddałbym do schroniska, w życiu. Ona nie rozumiała czemu ja ją tak męczę...cały czas lekarz mi powtarzał a do schroniska !!! o matko nigdy... Kto nie przeszedł takiej choroby psa, nie zrozumie tego nigdy...Przepraszam... Quote
baster i lusi Posted January 21, 2011 Posted January 21, 2011 cioteczki podczytuję watek po cichu ,ja też jeszcze niedawno nie wiedziałam co to dogo.musimy pamiętać że nawet najgorszy dom jest lepszy od schroniska i zmian jakie pies musi przeżyć.ale wiem ile choroba psa kosztuje i aż sie boje pomyślec co by było gdyby mnie nie stac było na operacje swojego pupila.Weci liczą sobie kokosy i dla niektórych to kolosalna suma.nie chcę mącić ale może popytajcie i dajcie szanse byłym włascicielom a tym samym Juniorowi. Quote
Jagoda1 Posted January 21, 2011 Author Posted January 21, 2011 Dzisiaj rano zatelefonował właściciel Juniora, sądził, ze boksio jest po operacji, chciał sie dowiedzieć, jak się czuje. Przyjechał, przywiózł mu posłanie, wyprowadził na spacer, pies sikał z radości, Pan popłakał się, kiedy dowiedział się, ze postanowiłysmy, że do operacji Junior bedzie w domu. Podpisał zobowiązanie o dawaniu leków przed operacją. Jutro idę do Państwa z wizytą. Junior tak bardzo przeżywał rozstanie z domem, że była obawa o jego życie. W tej sytuacji najważniejszy jest pies, tym bardziej, że czeka go poważna operacja. Chyba dobra decyzja? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.