Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wszyscy z naszego otoczenia go wspierają - teraz jest z nim moja dziewczyna, zaraz niestety musimy jechać na egzamin, więc Kongo poznał mojego przyjaciela, z którym spędzi najbliższe dwie-trzy godziny, wszystko gra. On urzeka wszystkich swoim urokiem, a sam jest totalnie bezproblemowy, jeśli mnie nie ma, to po prostu leży i śpi grzecznie, nawet nie popiskuje.
Wcześniej dostał, zdaniem pani doktor, kotlecik w płynie, a teraz dostaje "red bulla w płynie", wygląda to nieźle, poszedł na krótki spacerek, chce iść na kolana, zaczyna obwąchiwać, interesować się innymi pacjentami kliniki, jest ciągle słaby, ale coraz więcej pozytywnych oznak życia u niego widać. Mam nadzieję, że dziś tak od 18-19 będzie już w domu, jutro od rana taki sam maraton, ale dzięki wsparciu wspaniałych ludzi z naszego otoczenia mamy aż nadmiar chętnych do pilnowania go, na pewno nie będzie ani sekundy sam na tej kroplówce.

  • Replies 86
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Jestem naprawdę pod wrażeniem ile w Was sił i wytrwałości, mocno trzymam kciuki oby to wszystko pomogło Kongusiowi i oby szybko doszedł do siebie...Gacekccm nawet nie chcę sobie wyobrażac ile kosztuje leczenie może Was chociaż trochę wesprzec, może uda się zrobic jakąś zbiórkę na leczenie chłopaka???

Posted

Leczenie na dzień dzisiejszy po wliczeniu testów na nosówkę i parwo wyszło łącznie kilkaset złotych - dziękujemy za propozycję, ale na szczęście mamy środki, dzięki którym możemy chłopaka wspierać.
Wróciłem z nim z kroplówki dopiero jakąś godzinę temu, stąd późna pora wiadomości. Jutro znów dostanie tę samą dawkę, to znaczy dwie kroplówki, zastrzyki wzmacniające. Dziś lekarka zasugerowała, by wziąć dla niego zastrzyk z "bombą" immunologiczną, bardzo mocno stawiającą ten układ na nogi, może go brać co dwa dni, więc dziś oczywiście go wzięliśmy, i będziemy go brać, kiedy będzie tylko trzeba.
Osocze wziął wczoraj, zwykle wystarcza jedna dawka, więc trzymamy kciuki, żeby już tego nie musiał brać.
Dziś na odchodnym lekarka prowadząca stwierdziła, że to inny pies, niż wczoraj, o wiele lepiej wygląda, interesuje się światem, jest po prostu lepiej. Jutro na pewno spędzi kolejne kilkanaście godzin pod kroplówką, prawdopodobnie w czwartek również.

Trzymajcie wszyscy kciuki, bo nadzieja jest z minuty na minutę coraz mocniejsza, że z chłopakiem będzie wszystko w porządku.

Posted

Cześć :)
Kongo zamiast wymiotować co 4-5 godzin zwymiotował wczoraj koło 18 i dopiero dziś kilkanaście minut temu. Zaraz znów wybieramy się na kroplówkę, Kongo więc pewnie znów do 20 posiedzi, miejmy nadzieję, że wróci do domu jak najszybciej.
Sam już schodzi po schodach, podchodzi do drzwi, żeby wyjść na zewnątrz, nawet chciał wskakiwać na meble, więc zachowuje się zupełnie inaczej, niż w poniedziałek, gdy się go przenosiło z kroplówki na kroplówkę, i do domu z ogrodu do koszyka. Widać zresztą w jego oczach już, że jest lepiej.
Dziś decydujący dzień, napiszę wieczorem, jeśli będzie wiadomo cokolwiek nowego, do tego czasu niestety będę musiał znów kursować na linii lecznica-uczelnia, na szczęście ma się Kongiem kto zająć w czasie, gdy mnie nie będzie przy nim.

Posted

Kongo dziś usłyszał, że możemy zacząć wieczorem karmić go bardzo skromnie i ostrożnie specjalnie kupioną karmą dla psów po parwowirozie/z podrażnionymi jelitami i układem trawiennym. Obwąchiwał moją bułkę i batonika, oby jadł. Jest z nim już dużo lepiej, sam chodzi na spacery trzymając się blisko mnie, nie trzeba go nosić. :)

Posted

Kongo wczoraj wieczorem nie chciał jeść, jak się spodziewaliśmy, nawet łyżeczki do herbaty swojej karmy nie przełknął. Teraz jest na kroplówce już od półtorej godziny, zaraz idę tam z jego karmą, będzie dokarmiany na siłę, oby się przełamał.
Wieczorem bardzo ładnie chodził, pomimo rany ze zdjętego wenflonu, przeszedł całą drogę z lecznicy do domu (kilkaset metrów, ale w poniedziałek nie było mowy o przejściu kilkunastu metrów na siku), wieczorem trochę polizał swoją ranę po wenflonie, który mu zdjęto z powodu rosnącej opuchlizny, dziś pewnie założono nowy.
Według prognoz lekarek wczorajszy i dzisiejszy dzień jako 3 i 4 dni leczenia, są decydujące w tej kuracji, czy nie będzie jakiś powikłań. Wczorajszy dzień poza brakiem apetytu był super, trzymajmy kciuki, żeby dziś znów było bardzo dobrze.

Posted

Kongo będzie już niedługo do odbioru, dziś kroplówek będzie mniej. Dokarmiany był na siłę, ale na szczęście przełknął, nie zwrócił, więc jest lepiej, dużo lepiej, bo jednak 8 godzin krócej posiedzi w lecznicy, niż wczoraj. Przyjął kilka kolejnych zastrzyków, wenflon, wzmocnienie odporności, kroplówki, wieczorem dostanie kontrast i rano sprawdzimy, co i jak, mamy nadzieję wykluczyć kolejnych kilka groźnych scenariuszy, które wiszą nad psiakami z takich melin.
Oby zaczął normalnie jeść tę karmę, a trudno go poduczać tak, jak powinien być uczony nowy w domu pies, gdy on choruje i to jest kwestia życia, czy zje więcej tej karmy, czy wcale.

Najważniejsze, że żadnego ze spodziewanych szoków (powrót parwo, posocznica, itp) nie było.

Posted

Niewiele piszę,ponieważ czas mi na to nie pozwala,ale cały czas czytam i trzymam kciuki!

Gacekccm-tak bardzo Ci dziękuję,że dałeś Kongowi dom i tak bardzo walczysz o jego życie.Gdybym wiedziała wcześniej...Nic na to nie wskazywało.Jeżeli będzie potrzebna Wam pomoc finansowa,zrobimy zbiórkę.

Posted

Avilia - o finanse się nie martw, nie jest żadna zbiórka potrzebna. Daj lepiej znać, jak i czy się trzymają pozostałe psy, lekarka powiedziała, że gdyby nie nasza opieka i leczenie przede wszystkim, to chłopaka by już do wtorku nie było. Najważniejsze teraz, to pozbyć się tej parwo, później już pójdzie z górki - usuwanie kamienia, szczepienia, odrobaczenie, przycięcie pazurków, kastracja, za pół roku będzie z niego piękny pies. ;) Cieszę się, że się nadal pytasz o jego stan, na szczęście chłopak tęsknił za Tobą tylko chwilę po Waszym odjeździe i teraz zupełnie dobrze się w domu zaadaptował, tym lepiej do nas, że w końcu prawie cały czas spędza z nami, albo śpi w koszu obok mojego łóżka, albo na tej kroplówce.

Kongo ładnie teraz leży w koszu, musi się przyzwyczajać do tego powoli, że nie cały świat się kręci wokół niego i nie na co dzień będę siedział przy nim po kilkanaście godzin dziennie, więc póki co trochę popiskuje, kiedy wchodzę na piętro, by cokolwiek napisać. Apetytu na razie nie miał wcale, ale przed wyjściem z lecznicy zjadł trochę karmy, którą wcześniej wypluł, odrobinkę z mojej ręki, więc jest to już jakiś postęp. Śpi teraz w koszyku w kuchni, obok siebie ma miski z wodą i odrobiną karmy, co schodzę na dół, to mam nadzieję, że jej trochę ubyło. Trzymajmy kciuki, bo na pewno interesuje się jedzeniem dużo bardziej, niż wcześniej. Oby jadł normalnie.

Posted

Już tak ładnie chłopak zaczął się zabierać do zlizywania karmy w lecznicy, że byłem przekonany o rozpoczęciu wylizywania miski do wieczora.
Tymczasem nadal trzeba mu jedzenie jak gęsi wtykać głęboko do gardła, musi coś jeść, bo za chwilę nie będzie już mógł brać kroplówki. Gdyby tylko jadł, to wszystko z dnia na dzień by się uspokoiło, a dopóki nie je, to wszyscy się martwią i wymyślają różne powody. Jutro będą badania rentgenem, również w kierunku nosówki, ale przecież on nie może mieć takiego pecha...

Strasznie nas martwi ten brak łaknienia, odchylanie łebka, gdy chce coś zjeść, a najbardziej ta bezradność - bo ani nosówka nie wyszła, ani inne choróbsko, dzisiejszymi wynikami krwi mógłby się chwalić przed wieloma innymi psiakami, i na dobrą sprawę nie wiemy, czy mu się chowa jakieś świństwo jeszcze w brzuchu, czy to po prostu kwestie zaufania i zachowania, coś go w głowie blokuje, może coś z przeszłości, albo ciągle przeżywa szok. Przecież psiak miał ostatni tydzień straszny - od poniedziałku więcej czasu spędzam z nim na kroplówce, niż jestem w domu.

Posted

Mam nadzieję, że to kwestia psychologiczna i niedługo zacznie jeść... skoro wyniki dobre. Zobaczymy co pokaże rentgen. A skoro był tak traktowany jak był, może to jakieś "mechaniczne" obrażenia żołądka?

Posted

Właśnie ukuliśmy specyficzną hipotezę:
Gdy mu się wsadzi do pyska jedzenie, a ten je wypluje, to później spokojnie je zjada. Wymyśliliśmy więc, że skoro był z innymi psami, widać, że jadł niewiele, to może jadł same resztki i to, co one wypluły. I dlatego teraz je to, co sam wypluje.
Przetestujemy tę hipotezę na kurczaku, którego mu gotujemy, bo z jedzeniem z puszki nie chcemy. ;) Oby to było tylko psychologiczne, ale co może być innego, skoro psiak z własnej woli je to, co wypluje, a nie jest totalnie na nie względem jedzenia?

Posted

Kongo po nasyceniu kontrastem zwymiotował, zdjęcie mamy zrobić jutro i tak, ale jednak nie wyjdzie tak dobrze, jak powinno... Szkoda.
Koło północy mamy go nakarmić kurczaczkiem, którego mu gotujemy, może jedzenie domowe będzie jadł chętniej.

Posted

Zjadł kurczaka!
Na razie bardzo ostrożnie, ale zjadł. Nie chce jeść przy mnie, woli się władować na kolana i być głaskanym, ale kiedy mnie nie ma w pomieszczeniu, to zjadł wszystko, co mu przygotowaliśmy, i wylizał miskę patrząc się na mamę z wyrzutem, że tak mało dostał.
Niestety, po zwymiotowaniu kontrastu nie możemy przesadzać z karmieniem i musimy mu dawać tego kurczaka ostrożnie, ale psiak może być spokojny, bo ma dwa udka przygotowane i ugotowane, w każdej chwili gotowe mu do podania. Najwyraźniej puszka mu nie podchodzi, ale jak wyzdrowieje, to raczej będziemy go przyzwyczajać do niej. Najważniejsze, to skończyć ten koszmar, usunąć prawdopodobieństwo innych chorób i spokojnie doprowadzać go do spokojnej wagi - jak go odbieraliśmy, to ważył 7,1 kg, dziś waży 6,4, a przecież była z niego chudzina straszna już wcześniej.
Ale to nie z naszej winy, kroplówki i parwo niestety zrobiły swoje. :( Jeśli jutro dalej będzie tak ochoczo pochłaniał jedzenie, jak przed chwilą te paski kurczaka, to jestem spokojny - tylko tym martwiły się jego lekarki prowadzące i tylko ze względu na to obawiały się na przykład o nosówkę.

Mówiąc szczerze ze łzami w oczach patrzyliśmy, jak pierwszy raz wyjadał z ręki tego kurczaka, później wrócił do jedzenia, gdy wyszedłem z pokoju, strasznie długo czekaliśmy, aż się Konguś przełamie.

Posted

To bardzo dobre wieści, że kurczaczek mu zasmakował, oby teraz było już tylko lepiej. Dzięki Wam Kongo ma szansę na cudowne życie i mam nadzieję, że będzie mu dane się nim cieszyc :)

Posted

Chyba już teraz mu jest dobrze - śpi w koszu obok mojego łóżka, co ktoś go widzi, to głaszcze i chwali za postawę, chodzi regularnie na spacery z i do kliniki, w której jest obiektem zainteresowania i opieki wszystkich lekarzy, jest pod doskonałą opieką medyczną, jego państwo chodzą za nim z miską i nawet nie musi się do niej fatygować... Za dwa-trzy dni wróci nasz drugi pies do domu, jak już będzie z Kongiem sytuacja opanowana, to będzie mu tylko przyjemniej, bo się dobrze dogadują z Gackiem. ;)
Oby jutro przy tej wizycie też tak ładnie jadł, to może nie będzie znów pół dnia siedział w lecznicy, nie ukrywam, że mi na tym zależy, bo sesja się sama nie zda. ;)

Posted

Kongo dziś rano obudził mnie wierceniem się w koszu, chciałem go wyprowadzić na zewnątrz, ale zwęszył stojącego na wiatrołapie kurczaka i zaczął skakać po całym pomieszczeniu, żeby cokolwiek mu dać, przy śniadaniu żebrał nawet o chleb z dżemem, a ironia polega na tym, że przed rentgenem nie możemy nic mu dać. ;)
Ale biorę kurczaka do lecznicy i tam będziemy go powoli przyzwyczajać do normalnego jedzenia.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...