Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 292
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Zauważył. ;)
To kiedy znika ? Może trzeba to lepiej zorganizować.
Może tak : "a wie pan, ja widziałam, jak latał tu taki wielki kondor, i cap, i po suce...poleciał tam- w stronę Białorusi...Ja krzyczałam na niego, prosiłam, ale mnie nie słuchał, tylko obsrał i poleciał ".

Sorki kochani, ale właśnie przywiozłam 13- tego psa ze stacji benzynowej i chyba głupawki dostaję.
Pozdrawiam-

Posted

Tattoi napisał(a):
Zauważył. ;)
To kiedy znika ? Może trzeba to lepiej zorganizować.
Może tak : "a wie pan, ja widziałam, jak latał tu taki wielki kondor, i cap, i po suce...poleciał tam- w stronę Białorusi...Ja krzyczałam na niego, prosiłam, ale mnie nie słuchał, tylko obsrał i poleciał ".

Sorki kochani, ale właśnie przywiozłam 13- tego psa ze stacji benzynowej i chyba głupawki dostaję.
Pozdrawiam-

Tattoi, litości..:roflt:a wiesz,ze taką opowieść usłyszałam w pracy, podaną jako
100 % prawdę-"mojego szwagra ciotki męża stryj widział na własne oczy jak orzeł pekińczyka.."

Posted

Chwilowo pomóc się nie da. Muszę odczekać i obserwować co się tam dzieje. Zaszczepię ją, a jak się nawinie okazja to capnę:-).
Kiepsko to rozegrałam, mogłam żebrać o miejsce dla nich od początku, ale byłam przekonana, że ich nie chce. A tu masz, wywiózł dorosłą sunię i odwaliło mu jeszcze bardziej.

Posted

Niech ta mała idzie do domku, trzeba będzie wtedy myśleć o jej siostrze.
Tylko musi być ktoś, kto ją zaraz po zaginięciu przygarnie.
Mestudio bardzo przykre jest to co opisałaś o sytuacji z psami i brakiem pomocy w przeszłości.
Miejmy nadzieję, że nic takiego więcej nikogo nie spotka.

To u tego pijaka zniknęła ta sunia o której sterylce mówiłyśmy? Ta mała sunia?

Posted

Kilka lat temu znikęła biała, śliczna kudłaczka, dla której prosiłam o cokolwiek, wykradlam jej małe, wezwałam TOZ - psa znaleźli zamkiętego w komórce w lipcu +30. Siedział tam dwie doby. Zawsze będę pamiętała te przerażone maleństwo uwiązane łańcuchem do zapadniętej budy kiedy zbliżała się burza i panicznie bojącej się mojej ręki jak chciałam ją odczepić. Ta sunia zaginęła, bo nikt jej nie pomógł. Wystarczyły dwie mądre osoby z pewnej fudacji i wszyscy uciekli z wątku.

Matkę tych suczek wywiózł niedawno pod Sieciechów do kogoś (tak mówi), szkoda jej - mała okruszka, może ważyła ze 4 kg.
Nic to, może tym razem będzie dobrze, może koszmar się skończy jak będę go czasami nawiedzała.

Posted

matkooo jakie to strasznie - też mam nadzieję, ze to się skończy - nigdy tego nie zrozumiem czemu ludzie tak się zachowują w stosunku do zwierząt!!
3mam kciuki Mestudio za Ciebie i żeby wszystko dobrze się skończyło!!!

Posted

Jezu 4kg maleńkiej suni, być może dał komuś, a tam kolejna ciąża. Albo zostawił gdzie w lesie....
To straszne z tamtą sunią, tzn te osoby z fundacji nie pomogły?

Posted

mimiś napisał(a):
Tattoi, litości..:roflt:a wiesz,ze taką opowieść usłyszałam w pracy, podaną jako
100 % prawdę-"mojego szwagra ciotki męża stryj widział na własne oczy jak orzeł pekińczyka.."


Ja to słyszałam w wersji z jastrzębiem i szczeniakiem yorka :-)

Posted

Awit napisał(a):
Jezu 4kg maleńkiej suni, być może dał komuś, a tam kolejna ciąża. Albo zostawił gdzie w lesie....
To straszne z tamtą sunią, tzn te osoby z fundacji nie pomogły?


Awit, na dzień dzisiejszy mam wrażenie, że te osoby -dwie konkretne- chciały tu zadziałać same medialnie, a ja zrobilam to na własną rękę nie po ich myśli. Najpierw zrobiono na mnie nagonkę pt. nic nie robię, nie chcę podać adresu itp. a potem w drugą stronę, po wizycie TOZ-u niby uzyskano informacje, że tam jest wszystko ok. Co ciekawe mi przez telefon jako głównej zainteresowanej i świadkowi nic nie chciano powiedzieć o dalszych losach sprawy. Właściciel jednak sprzedał stado baranów i uporządkował w miarę podwórko. Na teraz moża uznać, że jest ok z wyjątkiem durnego pijaka, który wymienia sobie pieski jak chce i rozmaża je niepotrzebnie. Ze względu na padłe zwierzęta był tam powiatowy weterynarz. Barany stały latem w zamkniętej stodole bez wody i jedzenia, a ja z córką nosiłam im przez pole wodę w wiadrach.
Omijam szerokim łukiem każdy wątek gdzie jest ktoś z tych fundacji, a a dogo nie umiałam wejść ponad rok czasu. Jak łatwo można kogoś niesprawiedliwie osądzić, prawda?

Posted

Koniec wspomnień wątpliwie miłych.

Dziś wróciłam do domciu i oczywiście najpierw spacery z psami. Usłyszałam po chwili szczek suni, którą musiałam oddać pijakowi. Mój ogród graniczy z jego polem, a jakieś 200 metrów od mojego ogrodzenia jest zapadający się płot pijaczka. Ponieważ u niego było ciemno, a jego dom stoi bardzo daleko od ogrodzenia to zaczęłam wołać małą, niestety pijaczek czuwa i okazało się, że jej piluje. Jak usłyszał, że dłużej szczeka to wylazł i zaczął ją wołać. Szansa na jej zabranie jest, ale trzeba trochę poczekać aż mu się znudzi to pilnownie. Tu w nocy nic nie widać i może kiedyś się uda zadziałać tylko co mi po tym jak nie może ona być u nas nawet godzinę?

Posted

Mestudio- a po co Wyście sie wynosili na tą wiochę, jak sobie z nią kompletnie nie radzicie?
Ani z jej realiami?
Tam trzeba cepem, kłonicą i z buta i z ryjem.
Tak czytam to z mężem i właściwie nie wiemy, czy Wam współczuć, czy się śmiać.
Nie gniewaj się, ale jak piszesz, że Cię terroryzuje notorycznie pijany matoł, któremu alkohol wyżarł mózg- i przejmujesz się, że on zadzwoni na policje i znajdzie świadków, że sobie pieski "wyhodował"- to nie wiem, co mam myśleć. Że Wam cos podpali? Ty mu podpal. Na poczatek ognisko na podwórku. Żeby wiedział, że tez masz zapałki.
11 lat temu zamieszkaliśmy z Pawłem w podobnym miejscu. Mój mąż po UW, z bloku, zero doświadczeń z mętami, ja- Bieszczady, po UJ, ale ze świadomościa, że albo będą Cie szanować, albo Cię zgnoją. Mój mąż najpierw zacząl stosować metodę elegancji. Podziałało na 2 miesiące. A potem poszło jak po sznurku- włamania, zaczepianie mnie chamskie pod sklepem, kradzież winogron, jabłek, gruszek...
Skończyło się, jak wypuściliśmy rottweilery z kojców. Ja chodziłam z rottkiem do sklepu, psy chodziły po terenie. Pod sklepem piłka była krótka- pies siedział i czekał, aż kupię chleb i masło. Pijany matoł postanowił, że mi pokaże, jakiego mam kiepskiego psa. Oni na wsi sa przyzwyczajeni, że jak się schylisz po kamień, albo po kij, to pies spierdala. A tu niespodzianka. Nie dość, że mu pies wyrwał marny patyczek z łapy, to jeszcze patyczek wypluł i zajął sie właścicielem patyczka. Al poszarpał gościa (nie ukrywam, że mogłam to przerwać), ale żaden z kolegów jakoś nie ruszył bohatersko na pomoc.
Policji wezwanej powiedziałam, że facet mnie chciał walnąć kijem (kij leżał). Policja podziwiała psa.
Piszecie tak, jakbyście byli w wieku 30- 50 lat i do tego wyżej wykształceni.

Ja rozumiem, że Wy nie chcecie sie zniżać do takich klimatów. Ale wybór miejsca zamieszkania obliguje Was do jakiegos zachowania, to znaczy co? Kto ma Wam pomóc ?
Co chcecie robić? Nadal być delikatni, miastowi i praworządni?
Nie da się. Albo tam siedzicie i walczycie z tym, albo wracajcie do miasta.

Posted

Wiesz co Tattoi, daruj sobie. Twój post jest obraźliwy i głupi. Omijaj moje wątki szerokim łukiem. Nikt mi tu gdzie mieszkam ani nie ubliża ani nie poniża, a z debilami żyję zwyczajnie bo debil jest 1 + jedna głupia rodzina.
Zwyczajnie wynieś się z moich wątków i daruj sobie swoje mądre rady i pisanie po czym jest Twój mąż.

Posted

Przed chwilą brązowa suczka przybiegła sama do naszego ogrodu i szczekała pod drzwiami. Czy jest ktoś chętny aby ją zabrać o świcie???? Ja nie mam samochodu w tej chwili więc nic nie mogę zrobić.

Posted

A gdzie dokładnie mieszkasz mestudio? Nie mam auta, ale skombinowałabym suni jakoś miejsce choć na chwilkę tu W-wie, ewentualnie pewnie yumanji zgodziłaby się przyjąć do hoteliku..

Posted

Mnie też nie stać. Ale myślę, że udałoby się zebrać fundusze, poza tym taka pchełka nie będzie długo domu szukała. Ja bym przyjęła na DT na dłużej, ale siedzi u mnie już jeden tymczas, a mieszkanko maleńkie i w dodatku wynajmowane. Ale na chwilkę mogłabym sunię przetrzymać, gdyby była taka konieczność i potem dalej przekazać.

Posted

Nie mam czym jej z tego miejca wywieźć. Mieszkam miimum 5 km od miasta i w soboty nic tu nie jeździ. Nie wezmę jej pod pachę bo tą drogą jeżdżą wszyscy, a pies jest charakterystyczny. Busem o Warszawy też jej nie zawiozę.
Liczę na jakiś cud.
Z drugiej strony facet i tak sprowadzi za chwilę inną sukę i myśląc, że ukradłam tą nie pozwoli mi nowego nabytku wysterylizować.
W każdym razie teraz jest jedyna szansa.

Posted

Niestety też nie mam auta... A na dzwonienie po zmotoryzowanych znajomych trochę za późno. Może ktoś z dogomaniaków z autem zajrzy na wątek... Wstawiłam sunię to podpisu...

Posted

W każdym razie jeśli ktoś się zdecyduje na zabranie małej do jutra - najlepiej do 7 rano - wtedy jeszcze większość ludzi śpi w sobotę to trzeba przyjechać do Kozienic i w Kozienicach zadzwonić do mnie 507-271-588.
Do nas nikt nie przyjeżdża więc musi to być bardzo wcześnie bo inaczej będzie to podejrzane.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...