Jump to content
Dogomania

SALSA - malutka amstaffka, zostaje na stałe w DT u Bulletów :))))


Recommended Posts

  • Replies 332
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

a kto by ją w tej budzie miział? poza tym salsik jest pierwsza gotowa do spania w łóżku pod kołderką wieczorem :) bulisław śpi na sofie, Sals na łóżku nam zostaje psie legowisko i klatka. (ogólnie rzecz biorąc o szlabanie łóżkowym nikt już nie pamięta) Jak dzieciary widzą, że się szykujemy do spania to każde rozpełza się na swoje "łożo-posłanie". Wiecie ile te psy wtedy ważą? a jak na nie działa grawitacja! :D

Posted

Ja sobie wyobrażam, bo mam to samo - 2 boksie na nogach i jamniśka pod kołdrą! :) Mój mąż jak widzi psiska porozwalane tak, że nawet przycupnąć nie ma gdzie mówi, że "piękną psią budę sobie kupiliśmy" - widocznie Wy też :)

Posted

[quote name='Aneczka&Sułtan'] Powiedziałam jej, że absolutnie Salsika do budy nie oddam! A Pani jeszcze zdziwiona, że pies ma w domu mieszkać - no przecież nie ma miejsca
he he jak nie ma miejsca w domu dla pieska to nich sobie kupi pluszaka.

  • 2 weeks later...
Posted

Mam dużo nowych wieści od Salsika.
po pierwsze: w czwartek Salsik miała zabieg u dr. Traczyka. Dziewczynce zostały usunięte 2 guzy z listwy mlecznej wraz z czterema sutkami i węzłami chłonnymi oraz guzn na karku. Laleczka czuje się super i chyba mniej się stresowała całym wydarzeniem niż my. Bulisław jak zobaczył Salsę po zabiegu (nieprzytomną w fartuszku i troszkę popiskującą) postanowił być grzeczny żeby nie zarobić takiej "kary" jak Salsa. Niestety takie oddziaływanie na Bulisława nie było długoterminowe i od wczoraj znowu jest kawałem cholery :D
W sobotę byłam z Salsikiem na kontroli wszystko wygląda ładnie i mamy obserwować czy nie zrobi się ropień w miejscach gdzie dr. usunął guzy. Podajemy też lasce antybiotyk.


Po drugie: znalazł się właściciel Salsika. Podobno dziewczynka nawiała mu z podwórka na którym mieszkała w kojcu i była wypuszczna na noc. Spokojnie - Sals do niego nie wróci. Jak się dowiedział, że miała zabieg zapytał tylko ile kosztował (nawet się nie interesował co jej było) i czy będzie musiał za niego zapłacić. Jeśli rzeczywiście Sals to jego Sunia to w domu nazywała sie Berta i ma 11-12 lat:crazyeye: Chcę się spotkać z tym kolesiem bo chciałabym, wiedzieć czy Salsa rzeczywiście jest jego sunią a co za tym idzie babcią :) na pewno mu jej nie oddam ! Sals nie wróci na żadne podwórko. Koniec końców facet się już do mnie nie odezwał.

Posted

O rety! To przez Was była taka kolejka w lecznicy!!!! :diabloti: I mój Lesio się nie załapał na USG, bo na zabieg czekała kolejna sunia w typie Salsy, tylko jaśniutka. :evil_lol: Nic to - poszukamy zaginionego jajka inną razą - najważniejsze, że Salsik ma już za sobą zabieg i wraca do sił. Co do Bulisława - mam w domu taki sam dynamit, który nie pozwala Lili spokojnie dojść do siebie po operacji bioderka i sterylizacji! :mad:
A co do "właściciela" Salsuni, to ja lepiej się nie będę wypowiadać, bo jeszcze mi obecność na dogo miła... :razz:

Posted

doddy napisał(a):
Chyba z Salsą Skadi była u dr Traczyka. :evil_lol:


Zwana także Pomyłką :D Żebyście widziały jak dziewczyna dzielnie walczyła żeby nie odlecieć na głupim jasiu :evil_lol:

Nutusiu jak to się mogło stać, że się nie spotkaliśmy :roll: musiałaś przyjść akurat w tych 30 minutach kiedy poszliśmy na obiad.

Posted

No proszę :roll: Zlot jakiś miałyście w tej klinice? Następnym razem uprzedźcie. Też pojadę :D

Z tym "właścicielem" Salsy/Berty to niezły numer :/ Bardzo bym chciała by mi wyjaśnił kilka rzeczy.

Posted

Niestety laleczce zaczęła się zbierać ropa w pachwinie. W środę byliśmy u dr. Traczyka. Upuścił z Salsika całą nerkę ropy laska dostała kolejne leki - Aescin 2x dziennie. Mam nadzieję, że już nie trzeba będzie upuszczać jej ropy. Wieczorem wyglądała ładnie. (finalnie koszty wet. to 500 a nie 400 zł jak pisałam wyżej)

Na szczęście humor Sals ma przedni. Zachowuje się jakby nic jej nie dolegało, choć w domu chętniej korzysta z klatki ku niezadowoleniu Bulisława, który odkąd Sals zapałała miłością do klatki okupuje klatkę nieustannie najchętniej oboje naraz by w niej siedzieli

Posted

wcale się nie chce dziewucha bezproblemowo goić. W sobotę znowu musiałam jechać z laską do weta na upuszczenie płynu. Było go chyba jeszcze więcej niż za pierwszym razem. na szczęście stanu zapalnego brak. Tym razem płyn nie był spuszczany przy użyciu igły, tylko lasce dr. otworzyła cięcie operacyjne (zdjęła jeden szew) i w ten sposób laska ma teraz otwór drenujący (czy jakoś tak to się zwie). Teraz mogę sama lasce oczyszczać miejsce po zabiegu. W sobotę wieczorem upuściłam trochę płynu. Wczoraj rano pozbyłyśmy się znowu około 0,5 l. płynu wieczorem już prawie nic się nie nazbierało.

O dziewczynkę miałam kolejny telefon. Rodzina z 3 dzieci z Warszawskiej Woli. Mieli przyjechać w niedzielę na zapoznanie, ale się nie pojawili - a w piątek chcieli ją już z miejsca zabierać

Posted

Ooo to nie za dobrze, ale skoro wieczorem już prawie nie było, to może już w końcu będzie się goić. Trzymam kciuki za Salsika, chociaż ostatnio chciała mi Miczkę dziabnąć;)

co do adopcji to coś szybko się rozmyślili, w tej sytuacji może lepiej dla Salsy..

Posted

Salsik, zdrowiej panna! Żebyśmy się w czwartek nie musiały u dr Traczyka spotkać :)
A co do domku, który chciał w piątek zabierać i się nie pojawił to powiem tylko: I CAŁE SZCZĘŚCIE!!!!! (dla Salsy oczygwizdek :))

Posted

w sobotę lasce zdjęto szwy. wszystko na reszcie ładnie się goi - jak na psie - orzekł dr. Traczyk.

W ramach rozrywki opiszę Wam telefon o Salsa wczoraj - niedzielę późnym wieczorem dzwoni Pan (P):

P: ja w sprawie tego amstaffa, dlaczego Pani chce go oddać?
Ja: sunia jest u mnie w dt a zamierzeniem dt jest znaleźć pieskowi dom stały
P: aha - to sunia jest w schronisku? (już tu się załamałam;) ale byłam twarda)
Ja: nie, sunia od kilku miesięcy jest u mnie i czeka na domek stały
P: aaaaa to ona niszczy w domu! (i tu się załamałam powtórnie)
Ja: nie, skąd takie przypuszczenie? Sunia nie niszczy natomiast nie toleruje innych zwierząt.
(tu Pan się zawiesił na dłuższą chwilę)
P: właściwie to pies dla mojej koleżanki bo ona się boi sama w domu siedzieć (nietrudno się domyślić, że w tym momoencie załamałam się po raz trzeci)
Ja: wolałabym w takim razie, żeby to koleżanka kontaktowała się w sprawie adopcji
P: to ja ją już daję

myślałam, że gorzej już być nie może. och jak bardzo się pomyliłam - słuchawkę przejęła Pani: (P1)

P1: ja nie wiem co mam mówić (nie muszę chyba mówić, że nerwy to ja już miałam w strzępach i myślałam o końcu tej rozmowy, z drugiej strony jednak ciekawe to nawet doświadczenie rozmawiać z kimś kto ma taki polot i intelekt :twisted: :roll: )
ja: skoro dzwoni Pani w sprawie adopcji psa to powinna się Pani do rozmowy przygotować. Kolega mówił, że jest Pani zainteresowana adopcją Salsy.
P1: tak. bo ja się boję sama w domu siedzieć i chciałabym, żeby pies dawał mi poczucie bezpieczeństwa
ja: a ma Pani jakieś doświadczenie z psami? wie Pani cokolwiek o psach typu bull
P1: nie. ale ja wiem, że psa trzeba wyprowadzić na spacer - rano, w południe i wieczorem
ja: oprócz spacerów pies ma wiele innych potrzeb. musi Pani też wiedzieć, że Sals jest bardzo ostra do psów. Trzeba uważać na spacerach żeby nie dochodziło do starć.
P1: ale ja nie będę z nią chodzić sama, będą ją wyprowadzać koledzy (czy też już zgłupiałyście - czy tylko ja tego nie ogarniam - dalej będzie jeszcze lepiej)
ja: czy ma Pani zwierzęta? Salsa nie może mieszkać z innymi zwierzętami
P1: tak. mamy psa :diabloti::angryy::mad: :roll: :shock: :o (o matko i córko! słów mi już zabrakło)
ja: przecież od początku uprzedziłam, że Salsa nie toleruje zwierząt jak sobie Pani wyobraża mieć dwa chcące się pozabijać psy w jednym mieszkaniu
P1: ja się z chłopakiem (nagle ma chłopaka) wyprowadzamy niedługo od kolegi a pies jest jego (już nie miałam dalej siły rozmawiać)
Ja: Przykro mi nie wydam Pani Salsy. Do widzenia
P1: ale my się przecież wyprowadzamy
Ja: do widzenia

Posted

mam to ja się z Salsem. Chyba głupota Bulisława jest zaraźliwa bo salsa robi się coraz upierdliwsza:evil_lol: i bardziej niemotowata. W środę o mało zawału przez tą dwójkę czubów omal nie dostałam. Salsa poszła mi na dzika na spacerze ale jak się rozdarłam to spierniczała przed nim do mnie a Bulisław tak się przestraszył zamieszania, że uciekając wpadł do wody, wdrapał na jakiś konar na środku sadzawki i płakał w niebogłosy, żeby go stamtąd zdjąć :evil_lol: po pół godzinie proszenia wołania, grożenia, machania łapami mój szanowny Bulisław raczył zstąpić do wody, która sięgała mu aż po kostki:roll: i wyleźć na brzeg.

Posted

Tylko spójżcie. Jeszcze pół roku temu zastanawiałem się czy Salsa da radę.... przeżyć:nerwy: W schronisku, z powodu zapachu, ciężko było przejść obok niej bez odruchów wymiotnych. Skóra z niedożywienia była zagłębiona po 2-3cm pomiędzy żebra.
Dziś jest zdrowa, zadbana, odżywiona, czysta, pachnąca i kochana
Ania&Kamil GRATULACJE :cool2:
Jakby powiedział Hancock:
-Good job :thumbs:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...