Toska1 Posted January 9, 2007 Author Posted January 9, 2007 Zurdo...jesteś niesamowita. Cieszę się, że Ciebie mam, jeśli oczywiście pozwolisz mi tak o sobie myśleć. Dawno nie pisalam, bo doszłam do takiego punktu, w którym słowa już nie potrafią oddać stanu ducha. Czytasz w moich myślach, dziękuję. Quote
Toska1 Posted January 13, 2007 Author Posted January 13, 2007 Miałam do załatwienia sprawę w naszej dzielnicy i włóczyłam się trochę dawnymi ścieżkami. Spotkałam kilka znajomych osób wiedzą. że odszedłeś i wspominają cię ciepło. Szłam przed siebie, zgarbiona, powłócząc nogami, trasą, którą jeszcze we wrześniu pokonywałam niczym bolid, śpiesząc się do ciebie. Ul. Oławska zawsze pełna spacerujących ludzi, jeszcze niedawno strasznie mnie irytowali, bo przecież ja tak się śpieszyłam, a tam normalne korki z pieszych. Tym razem ja byłam najwolniejszym przechodniem, podziwiałam świąteczne dekoracje i pięknie odnowione budynki i trotuary. Jeszcze w zeszłym roku odprowadzaliśmy naszych gości tą trasą i nie było tak pięknie, ale czuliśmy się dobrze, bo byliśmy RAZEM. Doszłam do Rynku, piękny olbrzymi świerk (a może to jodła) umiera na stojąco ustrojony żółtymi lampkami, pewnie jest starszy od ciebie, może ma nawet 30 lat, mam nadzieję, że dał ludziom trochę radości i jego śmierć nie będzie bezsensowna. Miasto się zmienia, w lutym zaczną jeździć tramwaje niskopodłogowe, na które czekaliśmy od dwóch lat, szkoda, że nie doczekałeś. Boli mnie serce, to nerwicowe, bo EKG miałam zawsze wzorcowe, ale nie martwi mnie to, dzięki temu wiem, że żyję. Quote
szarotka11 Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Tośka, jestem z Tobą. Ty pięknie piszesz o swoim Atosku. Ja jak zaczynam pisać, to łzy mi lecą i nie mogę ich opanowac. To minęło dopiero 11 dni. Mój Morusek był w podobnym wieku, podobnie się zachowywał do ostatnich chwil zycia. Też niektórzy ( w tym wet.) mówili, że męczę psa. Ale ja widziałam w nim taką wolę zycia, tyle radości ze spacerów. Nie wiedziałam tylko, że teraz tak będzie boleć. Tak bardzo usiłuję uwierzyć, że nasze pieski są szczęśliwe za Tęczowym Mostem. Atosku odszukaj mojego Morusa i zaprzyjaźnij się z nim Quote
szajbus Posted January 13, 2007 Posted January 13, 2007 Nie muszą sie szukać, te, które tam są witają nowych. Najwazniejsze, że sa szczęśliwe. Quote
zurdo Posted January 14, 2007 Posted January 14, 2007 Atosku, dwa miesiące temu przestało bić Twoje serduszko... Biją inne, w nich - Ty. Quote
Toska1 Posted January 14, 2007 Author Posted January 14, 2007 Dziękuję wszystkim za odwiedziny i pamięć o Atosie. Dziś - dwa miesiące po jego odejściu znowu analizuję wszystkie swoje decyzje podjęte w ostatnich miesiącach jego życia. We wrześniu, kiedy poważnie osłabła jego zdolność przemieszczania się, dowiedziałam się o bonharenie - leku stawiającym na nogi psy w bardzo złym stanie. Miałam dwie możliwości sprowadzenia tego leku - przez osobę z Czech, który miał przyjechać na wystawę do Wrocławia i panią z Warszawy. W tym drugim wariancie, trzeba było jechać następnie do Warszawy po odbiór, a ponadto byłam na krawędzi limitu na koncie i brakowało mi pieniędzy na ewentualną podwójną dawkę bonharenu. Stwierdziłam, że postawię na hodowcę z Czech i nieudało się... nie zdążył zamówić leku i zostałam z niczym. Bonharen można kupić w kraju ale jego cena kilkakrotnie przekracza tą czeską. Być może, gdyby Atos we wrześniu otrzymał bonharen, jeszcze do dziś byłby ze mną. Zawiodłam przyjaciela, który był gotowy oddać za mnie życie. Atosiu, przepraszam, że nie udało się, że musieliśmy się rozstać. Chcę wierzyć, że jesteś gdzie indziej, znowu młody i zdrowy, ale nia zawsze mi to wychodzi. Chyba zdecyduję się na dom w okolicy miejsca twojego spoczynku. Postaram się w przyszłym tygodniu go obejrzeć, wymaga jednak wykończenia i przeniosę się tam zapewne dopiero jesienią, jak dobrze pójdzie. Jakie to smutne, że gdy marzenia zmieniają się w plany a potem w rzeczywistość, źródło tych projektów gaśnie zostawiając pustkę, zdziwienie i żal. Poprzedniej nocy "wybierałam" się z tobą na spacer, wsiedliśmy do dziwnej windy i bardzo długo zjeżdżaliśmy w dół, zaczęłam się niepokoić, że nie zdążymy z sikaniem na dwór, ale w tym czasie głaskałam cię i byłeś bardzo zadowolony, to było takie realne, czegoż ta podświadomość nie wymyśli, aby człowiek całkiem nie zwariował... Quote
szarotka11 Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 Tosia, mój Morus, kiedy już nie łapał równowagi, też dostawał zastrzyki - wet przyjeżdzał do domu. Ale nie dawał nadzieji. Mówił, że to trochę pomoże, czasowo postawi na nogi, ale niedowład bedzie postępował. I tak było. Nie miej do siebie żalu, że za mało zrobiłaś. Wiem, że to trudne. Sama analizuję całą sytuację i myślę, że może gdzieś za późno zareagowałam. To serce się miota pod wpływem świeżego bólu. Wiara w istnienie TM daje ukojenie. Atosku i Morusku bądźcie zdrowi i szczęśliwi. I spoglądajcie na nas zza TM. Napewno nie chcielibyście, abyśmy ciągle płakały. Quote
szajbus Posted January 15, 2007 Posted January 15, 2007 Pewnie, że by nie chciały. Nie raz zlizywały nam łzy płynące po policzkach wykazując przy tym niepokój. Tylko te łzy same lecą. Quote
zurdo Posted January 16, 2007 Posted January 16, 2007 W kolejny smutny wtorek, Atosku <*> Tośka, czy słyszałaś, jak Atos ostatnio szczekał oburzony? Nie zawiodłaś Go. Nikt z nas nie zawiódł. Wszyscy robiliśmy, co w naszej mocy. Nie udało się... Tu nie ma winnych, nie my odpowiadamy za porządek świata, w którym zapomniano powiązać wagę istnienia z jego długością... Quote
Toska1 Posted January 16, 2007 Author Posted January 16, 2007 Cóż ci mogę powiedzieć Atosku w dziewięć tygodni po... zdarza mi się uśmiechać do ludzi. choć chwilę później ukradkiem ocieram łzy zawstydzona przelotną słabością. Nie chcę się uśmiechać, nie chcę podejmować decyzji, które będą skutkować coraz większą przepaścią między NASZYM życiem a tym nowym wyłącznie już moim... Czas zawieszenia nie może jednak trwać, wybacz, że dalej pójdę już sama. Bardzo za tobą tęsknię, wydaje mi się, że coraz więcej. Quote
szarotka11 Posted January 17, 2007 Posted January 17, 2007 Taka jest chyba kolej rzeczy, mimo dojmującego bólu i tęsknoty. Musimy zacząc nowy etap - bez starego przyjaciela. Ale może nieśmiało przebije się myśl o nowym przyjacielu. Wiem, że to teraz trudne - u mnie minęło dopiero 15 dni, ale może za jakiś czas... Quote
Toska1 Posted January 19, 2007 Author Posted January 19, 2007 Będzie na pewno, mógłby być nawet już, ale nie mieszkam teraz u siebie, a rodzina boi się zasikanych dywanów... W moim życiu były już pieski, wszystkie kochane i opłakiwane, ale tak to życie się toczyło, że odchodziły do innych domów i miejsc. Atos trafił do mnie, gdy byłam jeszcze dziewczyną, przeżyłam z nim najlepsze, najbardziej twórcze lata mojego życia i był pierwszą istotą, której śmierć oglądałam z bliska. Może kiedyś jeszcze poczuję. że życie ma jakiś ukryty smak, zawsze jednak zaprawiony nutą goryczy. Wszystko ma sprzedaż Atosku, nieznani ludzie oglądają NASZ prywatny świat, dziwią się dlaczego szafa wnękowa kończy się metr od podłogi - legowisko dla psa? Bardzo dziwne. Bidet? fajnie, że jest - rzadko ludzie miewają - do mycia psich łap? A dlaczego pani sprzedaje, jak takie ładne? Bo pies nie mógł chodzić po schodach? Niektórzy to proszę pani w głowach mają poprzewracane tak się nierozumnym zwierzęciem przejmować... Cieszę się, że nie muszę tam chodzić, że ktoś mnie wyręcza...wracałam wczoraj zmęczona rozmowami z agentami nieruchomości, szłam jak zwykle odkąd ciebie nie ma powłócząc nogami, minęłam beztroskich młodych ludzi pod Heliosem i stwierdziłam, że nie wiem kim jestem i nie wiem gdzie idę. Jadę jutro oglądać dom, nie czuję żadnych emocji, gdzieś po prostu trzeba mieszkać, byłoby zupełnie inaczej, gdybyś żył, wiem, że kiedyś musiałeś odejść, ale tak mi żal, że nie doczekałeś... Quote
szarotka11 Posted January 20, 2007 Posted January 20, 2007 Mam już "trochę" lat i od wczesnego dzieciństwa zawsze przy nas był pies, albo dwa. Nie licząc kotów. Albo zyły do późnej starości, albo ginęły tragicznie pod kołami samochodu. Bo moje dawne psy bardzo nie lubiły samochodów i jak były won, to za nimi biegły i ....Morusek miał 15 lat i 4 mies. , ale on najbardziej potrzebował mnie. Był w swojej chorobie bardzo zalezny ode mnie i dlatego nasza więź była tak silna i nawet dla mnie zaskakująca. Teraz dom jest tylko z jednym rudym kotkiem, ale nie wyobrażam sobie narazie głaskania i tulenia innego psa. Jeszcze nie.... Quote
Toska1 Posted January 23, 2007 Author Posted January 23, 2007 Dostałam od siostry zdjęcia, których wcześniej nie widziałam. Zrobione kilka lat temu, gdy nieuchronność rozstania nie było tematem do codziennego rozważania. Uświadamiam sobie, że tęskniłam za tobą, gdy jeszcze byłeś, już wtedy czułam żal, że kiedyś to się musi skończyć, ale ciągle miałam nadzieję, że jeszcze miesiąc, kwartał, rok... Nie potrafię już o tym mówić, drażnią mnie własne sformułowania, gdy próbuję uzmysłowić ludziom co czuję, są takie banalne, zupełnie nie oddają tego co kłębi się w mojej duszy. Na ogół więc milczę i płaczę. Analizuję po raz kolejny powody, które spowodowały podjęcie DECYZJI. Nie wiem dzisiaj, czy naprawdę tak należało zrobić, kim jest człowiek, aby decydować o czyjejś śmierci. To przyszło chyba zbyt łatwo, zima taka łagodna, może doszedłbyś jeszcze do siebie. Nie wiem i nigdy juz się nie dowiem. Trwam, ale z życiem niewiele to ma wspólnego. Quote
szajbus Posted January 23, 2007 Posted January 23, 2007 Tośka, tego co dzieje sie w duszy nie da się ubrać w najpiękniejsze słowa. Kto przeżył rozstanie ze swoim psem wie, co czujesz. Nikt z nas nie potrafi tego naprawdę opisać, po prostu brakuje słów. Nie zadręczaj się, nie cofniesz czasu. Pamiętaj, nie podjęłaś tej ostatecznej decyzji dla własnego widzimisię, chciałaś zaoszczędzić cierpień swojemu najwierniejszemu przyjacielowi. Mogłabyś mieć wyrzuty sumienia gdybyś uśpiła zdrowego psa. Ty walczyłaś o niego, o każdy miesiąc, tydzień,dzień, godzinę. Strata psa boli, bardzo boli i odczuwamy ją bardzo dotkliwie- wszyscy. I nie ma znaczenia czy pomogliśmy mu pobiec na tęczowe łąki czy pobiegł sam. Może wyda ci się bezlitosne to co napiszę, ale odejście Psoni chyba gorzej przechodzę. Dlaczego? To proste, ona nie chorowała to stało się nagle, krótka choroba i szok, nie tylko dla nas , ale i dla lekarzy. Nie miałam czasu na przygotowanie się do jej odejścia. Nawet nie brałam tego pod uwagę. Wierzyłam, że przed nami jest jeszcze wiele wspaniałych lat wspólnego życia. Widziałam drogę, ale nie widziałam końca. Jakże gorzkie to były łzy. Szok, i niedowierzanie. Reanimowano jej ciałko, a ja się darłam na całe gardło, wyrywałam się mężowi i krzyczałam. Nie, nie wstydzę się tego. Potem miałam pretensje do wszystkich wetów świata. Po raz pierwszy w życiu dosiadłam do komputera i zaczełam szukać przyczyn jej odejścia. Po pewnym czasie zamknęłam się w sobie i tylko mąż i syn wiedzieli, skąd się biorą łzy na moich policzkach. Szukałam swojej winy, zadawałam sobie pytania czy czegoś nie przeoczyłam itp. Nie dany mi był czas na pożegnanie mojej suni. To stało sie tak nagle. Ty trwałaś przy Atosie i wiem, że podjęłaś słuszną decyzję, którą podpowiedziało ci serce przepełnione miłością do swojego psiaka. Nie wiem, może powinnaś być wdzięczna losowi, że dane ci było go pożegnać, oswoić się z myślą, że ten dzień zbliża sie nieubłagalnie? Może tak, chociaż wg. mnie nie ma recepty na rozstanie. Nieważne jak odchodzą, to zawsze boli tak samo. Tośka, nie dręcz się proszę. Z czasem uśmiechniesz się wspominając wspólnie przeżyte chwile. Quote
zurdo Posted January 23, 2007 Posted January 23, 2007 Atosku <*> Tośka, kiedyś śledząc wątek Atosa, napisałam o dwóch równoległych istnieniach - różnych i odrębnych, a jednak w jakiś sposób - podobnych. Widzę, że łączyło je coś jeszcze... Czy też zastanawiasz się czasem, co robiłaś tego dnia, gdy rodził się Atos? Myślisz, gdzie wtedy byłaś i czy poczułaś wtedy, że wydarzyło się coś wyjątkowego? Czasem staram się to odtworzyć, ale to zbyt dawno. Wiem tylko, że 15 lutego 1994 roku był wtorek... Quote
zurdo Posted January 30, 2007 Posted January 30, 2007 Atos <*> Wiele jeszcze pewnie wtorków przed nami. Wtorków odliczanych, wtorków smutnych. Wy tam, my tu, a między nami przepaść połączona jedynie wspomnieniami. Bardzo staram się wierzyć, że ta przepaść - to nie na wieczność... Trzymaj się Tośka... Quote
Toska1 Posted January 30, 2007 Author Posted January 30, 2007 77 dni. Zastanawiam się jaka była twoja ostatnia myśl. Czy poszybowała jak ptak do prawdziwego życia, czy zgasła jak znikający punkt w wyłączanym telewizorze. Takie krótkie pssst i nie było już nikogo. Quote
szajbus Posted January 30, 2007 Posted January 30, 2007 Często zadaje sobie takie pytanie, ale chyba odpowiedx na nie znajdziemy dopiero po spotkaniu z nimi po tamtej stronie. opowiadań nie będzie końca Quote
Aga76 Posted January 31, 2007 Posted January 31, 2007 Atosku, czuwaj nad panią, przybądź utulić ją do snu i ukoić narastający ból... Quote
*zaba* Posted January 31, 2007 Posted January 31, 2007 Kiedys tu na dgm znalazlam taki wiersz: Zapłacz Kiedy odejdzie, Jeśli cię serce zaboli, Że to o wiele za wcześnie Choć może i z Bożej woli. Zapłacz Bo dla płaczacych Niebo bywa łaskawsze Lecz niech uwierzą wierzacy, Że on nie odszedł na zawsze. Zapłacz Kiedy odejdzie. Uroń łzę jedną i drugą, I.. przestań Nim słońce wzejdzie, Bo on nie odszedł na długo. Potem Rozglądnij się w kolo Ale nie w góre Patrz nisko I.. może wystarczy zawołać, On może być już tu blisko... A jeśli ktoś mi zarzuci, Że świat widzę w krzywym lusterku, To ja powtórzę: On wróci Choć może i w innym futerku... Quote
szajbus Posted February 3, 2007 Posted February 3, 2007 Daj nam wiarę, że to ma sens, że nie trzeba żałować przyjaciół. Że gdziekolwiek są, dobrze im jest. Bo są z nami choć w innej postaci. I przekonaj, że tak ma być, że po głosach tych wciąż drży powietrze. Że odeszli po to, by żyć. Lecz tym razem będą żyć wiecznie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.