Toska1 Posted November 30, 2006 Author Posted November 30, 2006 Pojechałam wczoraj do lecznicy po odbiór dokumentów... Była godz. 17-ta, kiedy przechodziłam jak wiele tysięcy razy wcześniej przez nasz park przy Panoramie Racławickiej, byłam zadowolona, że jest już ciemno i mogę sobie spokojnie popłakać. W gabinecie 13-letnia kotka podłączona do kroplówki - mocznica - może się jeszcze uda, pozostałe wyniki bardzo dobre. Skąd ja to znam? Też miałeś dobre wyniki, a serce rewelacyjne, tylko chodzić nie mogłeś i jeść nie chciałeś:placz: . Siedziałam przy biurku, nigdzie mi się teraz nie spieszy, kiedy przyszła młoda para z czteromiesięczną koteczką na odrobaczenie, przemijanie - stare ustępuje przed nowym, normalna sprawa, ale jak nas nie dotyka bezpośrednio... Wracałam później ulicą przy której był nasz dom, opuszczony dwa miesiące wcześniej, abyś nie musiał chodzić po schodach na trzecie piętro. Patrzyłam w ciemne okna i nie czułam nic, byłam nawet zdziwiona. Żadnych łez? 11 lat biegłam z pracy, do ciebie, a teraz stoję tu bez wzruszenia. Bo to nie jest już żaden dom, twoja obecność czyniła z niego miejsce do którego chciało się wracać, a teraz to niewielka klatka dla ludzi położoną obok setek podobnych. Nie mam teraz swojego miejsca na ziemi, jeśli jeszcze będę kiedyś u siebie ty będziesz tam ze mną. Najtrudniejsze są ranki, budzę się z poczuciem beznadziei, choć wieczorem zdarza mi się snuć plany. Śnił mi się dom, jakby nasz nowy wymarzony na wsi i był tam wielki pies jakby bernardyn , ale czarny i wiedziałam, że nazywa się Atos, przechadzał się obok mnie, ale taki jakiś nieobecny, zaczęłam mu tłumaczyć, że bardzo mi przykro, ale musi zmienić imię, bo Atos w moim życiu był tylko jeden.. Zauważyłam, że sierść przeciera mu się w miejscu, gdzie ty miałeś tę okropną ranę (leczona dwa tygodnie prawie zagoiła się w dzień śmierci) byłam przerażona tym, ze nie dam sobie rady z takim ciężkim psem...Przyjacielu, czy musisz do mnie powracać w takich smutnych snach? A może dla odmiany jakaś szaleńcza gonitwa po łąkach albo pływanie w morzu... Quote
zurdo Posted November 30, 2006 Posted November 30, 2006 Nasza pamięć bywa dla nas bezlitosna. Albo pustka teraźniejszości, albo wspomnienia pełne naszego przerażenia i bezradności i Ich cierpienia. Ja też miewam sny z Rastą i są to takie sny, że wolałabym wcale nie spać. A przecież było kilkanaście lat szczęscia, radości, wspólnych wypraw, zabaw, przygód, rozmów. Tyle cudownych wspomnień. One wrócą. Wierzę w to. Quote
Toska1 Posted December 2, 2006 Author Posted December 2, 2006 Trzecia sobota, od rana błękitne niebo i piękne słońce, którym nie mogę się cieszyć, a prawdę mówiąc trochę mnie irytuje. Kiedy przestanę liczyć kolejne soboty, wtorki? Kiedy przestanę budzić się tak wcześnie, choć nie muszę? Mam nową pracę, wierzę , że jest mi dana aby jakoś przejść przez ten traumatyczny okres życia... Skoro na razie lekarstwem na jedną miłość nie może być druga, to może stres związany z nowymi niełatwymi zadaniami pomoże zagłuszyć trochę rozpacz rozstania. Wieczorem idę do Agaty, zaniosę twoje zdjęcia - będziesz miał swój portret nad kominkiem w naszym przyszłym domu...:placz: naszym? Quote
sota36 Posted December 2, 2006 Posted December 2, 2006 Tosiu - zwasze bedziesz liczyc te soboty, zawsze... Quote
sota36 Posted December 2, 2006 Posted December 2, 2006 A oto przystojny brunecik - Atos Toskowy :) Piekne psisko!!! to moje ulubione zdjecie! Milo mi, ze poznalam Twojego Toska :) Quote
Toska1 Posted December 2, 2006 Author Posted December 2, 2006 Dziękuję bardzo Jolu za pomoc:Rose: , te zdjęcia były robione w zeszłym roku wiosną i latem, Atos był rzeczywiście pięknym psem, jeszcze dwa tygodnie przed śmiercią, kiedy poruszał się dość sprawnie choć powoli, ludzie zwracali na niego uwagę. Chciałam tutaj podkreślić, że choć wszystkie "ochy" i "achy" były dla nas zawsze miłe, to tak naprawdę jego uroda nie miała wpływu na mój stosunek do niego, ta szczególna więź wynikała z cech jego charaktery: przebojowości, uporu, poszanowania dla słabszych, wytrwałości - te cechy nie są również mi obce, może dlatego tak dobrze się rozumieliśmy... Quote
anka11 Posted December 2, 2006 Posted December 2, 2006 przepraszam.....myślałam, że to galeria.... :roll: Przykro mi :( (') (') Quote
sota36 Posted December 2, 2006 Posted December 2, 2006 anka11 napisał(a):przepraszam.....myślałam, że to galeria.... :roll: Przykro mi :( (') (') Galeria, tyle ze zza Teczowym Mostem:) Quote
Toska1 Posted December 2, 2006 Author Posted December 2, 2006 anka11 napisał(a):przepraszam.....myślałam, że to galeria.... :roll: Przykro mi :( (') (') Nie przepraszaj, cieszę się, że Atos Ci się podoba, dzięki za współczucie, to dla mnie ważne. Quote
Toska1 Posted December 3, 2006 Author Posted December 3, 2006 Tęsknię strasznie, mam wrażenie, że coraz bardziej, jednocześnie twoja postać zaczyna się z lekka zacierać w mojej wyobraźni, czy będę Cię pamiętać za rok, za 5 a za 20? Coś dzisiaj postanowiłam, czuję lekki przypływ energii i jednocześnie straszne poczucie winy. Nie mogę dojść do ładu sama z sobą... Byłam z ciebie taka dumna, że nie widać starości, że mądry, łagodny, miły, choć potrafiłeś czasem zaskoczyć w obliczu zagrożenia, ale wszystko w dopuszczalnych granicach. Mieszkaliśmy w nieciekawej dzielnicy i czasami czułam wstyd z powodu ludzi przed tobą - tyle miałeś w sobie godności. Jestem bardzo zmęczona, nie mogę spać, choć oczy mam czerwone od łez i braku snu. Boję się poranków, budzę się i nie słyszę lekkiego posapywania, nie ma cię wcale i wciąż. Chodzi mi po glowie piosenka z trochę nieudanej polskiej komedii: "Szukam cię cierpliwie dzień po dniu, staram się podążyć twoim śladem, szukam cię i sama nie wiem juz i sama nie wiem, kiedy znowu cię odnajdę". Quote
Toska1 Posted December 5, 2006 Author Posted December 5, 2006 Podobno cierpienie uszlachetnia, mam inne zdanie na ten temat. Wtorek. Trzy tygodnie. 19:30 oczekiwanie na rzeczy ostateczne: kroki na schodach, dzwonek do drzwi, łagodny uśmiech na miłej twarzy... Miałeś ciekawe życie Atosku, a śmierć jak z filmu. Dziękuję Bogu, że mogłeś odejść jak żyłeś z godnością. Zawsze mogłam na ciebie liczyć, choć nie byłeś rozkosznym psiakiem, ale miłość zdobyta z trudem ma chyba jednak większą wartość. Pamiętam jak na I roku miałam dwa egzaminy dzień po dniu, w tym jeden koszmarny z matematyki. Obudziłam się w nocy ze snu pełnego wzorów i zadań, a ty stałeś przy łóżku i lizałeś mnie po twarzy - nigdy nie byłeś wylewny, musiałam chyba krzyczeć, a może czułeś jakieś niebezpieczne iskrzenie w moim biednym przegrzanym mózgu. Dziękuję za wszystko. Kupiłam wczoraj "Mojego Psa", dziwne wrażenie: mój pies na papierze, mój pies jako tapeta na monitorze, mój pies w ramce na nocnym stoliku, ale to wcale nie pomaga. Tylko kto powiedział, że będzie lekko? Quote
sota36 Posted December 5, 2006 Posted December 5, 2006 Mnie rowniez otaczja zdjecia Toska - juz myslalam, zeby dac spokoj,zeby je schowac, bo tyle czasu juz przeciez minelo. Ponad 2 lata.Ale czy tak naprawde ja tego chce?Chyba nie- siadam przed telewizoremw salonie i co widze- moje ukochane zdjecie Atosa. Ide spac - patrze na Atosa i mowie mu "dobranoc Sloneczko". Nawet teraz kiedy pisze te slowa, wiem, ze kiedy sie odwroce zobacze Jego, bo portrecik wisi na scianie,obok Gucia, mojej przyjaciolki, babci i dziadka - przeciez to Rodzina mi najblizsza! I to jest piekne!!! Quote
Toska1 Posted December 9, 2006 Author Posted December 9, 2006 Sobota, uwielbialiśmy je, kiedy byłeś jeszcze pieskiem w bardzo dobrej formie (tak do ok.12 lat) byłeś na tyle łaskawy, że nie budziłeś mnie przed 10-tą. W kolejnych latach wstawałam skoro świt, wypijałam "zieloną" mini kawę i szliśmy na krótki spacerek, potem spałam jeszcze do 10-11 i budziłam się wypoczęta w nastroju pogody i radości z wolnego dnia. Sprzątaliśmy chałupę - ty bardzo pomagałeś - grzecznie ewakuując się do pomieszczeń juz oporządzonych i cierpliwie czekałeś na koniec cotygodniowego "trzęsienia ziemi". A potem długi spacer, najciekawszy w tygodniu, bo spotykaliśmy dużo piesków na codzień nieosiągalnych - nagle następował "cud": Atos powoli człapiący nagle dostawał wigoru i usilnie dotrzymywał kroku Morisowi - małemu sznaucerkowi i już wcale nie miał ochoty skracać spaceru. Dzisiaj obudziłam się wypoczęta ale pogoda ducha i radość są dla mnie tylko wspomnieniem, takim jak ty mój piesku. Nie trzeba wstawać, nie ma z kim podzielić się jogurtem... Jak ty pięknie i z namaszczeniem wylizywałeś kubeczki po jogurtach, zwłaszcza wysokie:lol: . Chciałam nakręcić filmik na ten temat i wysłać do "Śmiechu warte", ale skończyło się tylko na planach, były wydatki ważniejsze od kamery. Czy ty mnie jeszcze pamiętasz? Czy tam się tęskni? Quote
sota36 Posted December 9, 2006 Posted December 9, 2006 Tośka - przeczytaj i pomysl - " W tej czesci nieba jest miejsce zwane Teczowym Mostem, Kiedy odchodzi zwierze, ktore bylo szczegolnie bliskie komus, kto pozostal po tej stronie, udaje sie na Teczowy Most. Sa tam laki i wzgorza, na ktorych wszyscy nasi przyjaciele moga bawic sie razem i biegac razem. Maja tam dostatek jedzenia, wody i slonca, jest im cieplo i przytulnie. Wszystkie zwierzeta, ktore byly chore i stare powracaja w czasy mlodosci i zdrowia, te ktore byly okaleczone sa znow cale i silne, takie jakimi je pamietamy,marzac o czasach i dniach, ktore przeminely. Biegaja i bawia sie razem, lecz przychodzi taki dzien, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje sie i spoglada w dal. Jego lsniace oczy sa skupione, Jego spragnione cialo drzy. Nagle opuszcza grupe, pedzac ponad zielona trawa, a Jego lapy poruszaja sie wciaz szybciej i szybciej. To Ty zostales dostrzezony, a kiedy Ty i Twoj najlepszy Przyjaciel wreszcie sie spotkacie, obejmujecie sie w radosnym ponownym uscisku, by juz nigdy sie nie rozlaczyc. Deszcz szczesliwych pocalunkow pada na Twoja twarz, Twoje reca znow pieszcza ukochany leb. Patrzysz znow w ufne oczy swego Przyjaciela, ktory na tak dlugo opuscil Twoje zycie, ale nigdy nie opuscil Twojego serca. A potem przekraczacie Teczowy Most - juz ...razem." Mysle, ze one spogladaja na nas zza TM:) i czekaja.... Quote
zurdo Posted December 9, 2006 Posted December 9, 2006 Tośka, często tutaj zaglądam. Chociaż nie czuję się na siłach nic napisać. Czytam i płaczę. Te same zabawy, piłeczki, patyki, śnieżki. I jeszcze to mycie pojemników po jogurtach. Ślad przestępstwa na nosie i wąsach... I spacery z kumplami, na których wracały siły, żeby zwyczajom stało się zadość... Ta sama mądrość i porozumienie, w którym słowa są tylko dodatkiem. Podobne problemy przed, podobne ból i samotność po. Dziękuję Ci za Twój wpis u Rasty. Czasem czuję się jak ekshibicjonistka. Dopóki Rasta żyła nie musiałam mówić o swoich do Niej uczuciach. One były oczywiste. Teraz z kolei - mówić o nich nie mogę, nie potrafię zadręczać swoim cierpieniem innych, nawet najbliższych. A wyrzucić z siebie to kłębowisko uczuć - muszę, zanim rozsadzi mnie od środka. Niezależnie od tego, jak nazywamy swoje uczucia i jak o nich piszemy, każdy z nas - tych, którzy po latach pięknej przyjaźni zostali sami przed TM, odczuwa podobnie. I to jest wspaniałe, bo daje pewność, że to, co przeżywamy, nie jest jeszcze objawem szaleństwa. Quote
zurdo Posted December 11, 2006 Posted December 11, 2006 Jeszcze raz, kolejny, oglądam zdjęcia Atosa. Jest taki piękny. Nawet nie zdążył posiwieć. Tak jak Tuśce - lekko posypał się siwy włos pod noskiem. Za szybko to wszystko, o wiele za szybko. Tośka, myślę o Atosie i jestem z Tobą. <*> <*> <*> Quote
KarolinaGdansk Posted December 11, 2006 Posted December 11, 2006 Ja tez slyszalam o Kubusiu,mam nawet stosowny opis na gg, nie tankujemy w orlenie i wszystkim mowie NIE TANKUJCIE W ORLENIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Quote
Toska1 Posted December 12, 2006 Author Posted December 12, 2006 Dzisiaj mija czwarty tydzień od śmierci mojego Atosa, Tosia, Niusia, Puszka-Śmierdziuszka, Kochanej Wredoty... można by długo wyliczać. Tego dnia wyniosłam cię na rękach na siku, byłeś wylękniony ale wiedziałeś, że cię nie upuszczę. Potem stałeś spokojnie lekko podtrzymywany i powoli, z namaszczeniem węszyłeś przestrzeń: wszystkie zapachy znane i nowe napływały do ciebie a ty delektowałeś się nimi jak koneser win wykwintnymi trunkami. Jestem pewna, że miałeś świadomość niezwykłości tej chwili... Wróciliśmy z pewnym trudem pokonując te kilka stopni do windy po raz ostatni. Po raz ostatni RAZEM weszliśmy do domu, ostatni raz napiłeś się wody, jadłeś ciastka i próbowałeś nawet bawić się piłeczką. Okryłam cię niemowlęcym kocykiem Justysi, wciąż mimo upływu lat cieszącym oczy intensywnie ciepłym, słonecznym kolorem, i już nic nie mieliśmy do roboty. Patrzyłam na ciebie, i podobnie jak niegdyś Sara - "mała księżniczka" z cudownej książki z dzieciństwa uczyła się na pamięć swojego ojca, tak ja usiłowałam nauczyć się ciebie. Przepraszam cię za moje łzy kapiące na twoją biedną zmęczoną głowę, wiesz, że zawsze byłam istotą emocjonalną... Wcześniej już przygotowałam plastikową koszulkę i nożyczki - pan Marek od małego Atoska zostawił sobie na pamiątkę sierść zza uszka, chciałam również... ale o tym zamierzeniu przypomniałam sobie, kiedy byłeś już szczelnie zawinięty w "mój-twój" brązowy futrzak i nie chciałam zakłócać twego snu... Osoba, która jest dla mnie autorytetem i lubi psy powiedziała, że po śmierci zwierzę jest już tylko padliną i nie należy o nim myśleć... Trudno mi się z tym pogodzić, muszę przestudiować Biblię pod tym kątem. Quote
zurdo Posted December 12, 2006 Posted December 12, 2006 Tośka, wtorek. W ten dzień zawsze myślami jestem z Rastą i Atosem. <*><*><*> A autrytet - może to mądra osoba, ale z sercem to chyba u niej nie najlepiej. Cokolwiek o tym myśli, nie powinna tak mówić. Wiedza nie zawsze jest najważniejsza, czasem ważniejsze są uczucia. Quote
Aga76 Posted December 13, 2006 Posted December 13, 2006 Tośka, przeczytałam Twój wczorajszy wpis i poryczałam się bez opamiętania, ech...niezrównoważona emocjonalnie kobieta rzekłby ktoś. Ukryty przed światem głeboko w sobie rozdzierający ból rozstania czasem sie budzi i wtedy potoku łez już nie sposób powstrzymać. Wspomnienia zawsze żywe i miłość, to przecież wieczne uczucie. " class="ipsImage" alt=""> Quote
Toska1 Posted December 14, 2006 Author Posted December 14, 2006 Tak więc Atosku dziś mija pierwszy miesiąc bez ciebie. Cóż mogę powiedzieć, zadziwiające, ale jednak jakoś żyję. Mam nadzieję, że ty masz się lepiej niż ja. Zawsze bardziej dbałam o twoje sprawy i przedkładałam twoje potrzeby nad własne. Teraz już nie muszę dbać o nikogo, za nikogo nie jestem odpowiedzialna i jest mi z tym dziwnie. Ale trzeba przeżyć taki stan przejścia z jednego etapu życia do kolejnego. Niedawno mijał mnie z naprzeciwka maleńki shi-tzu, musiał poczuć twój zapach na wełnianych spodniach i obszedł mnie dookoła aby powąchać. Miałam mieszane uczucia, z jednej strony cieszyło mnie, że dla niego ty wciąż jesteś realny, z drugiej, po raz kolejny dotarło do mnie, że już NIGDY... Wyobrażam sobie, że głaszcząc cię, przesuwam rękami po twojej głowie, czuję pod palcami jedwabiste kudełki za uszami, zbliżam do karku, muszę uważać aby nie ucisnąć krwiaka na łopatce - pamiątki po ataku niewychowanej koleżanki - aby zakończyć na chudych nóżkach zanikającymi mięśniami, ukrytymi dla niepoznaki w gęstwinie czarnego futra. Wydaje mi się, że wystarczy się odwrócić a ty będziesz się wpatrywał z wyrzutem, jak zawsze, gdy za długo przesiadywałam przed komputerem, jak miło karmić się tą iluzją. Wczoraj odważyłam się zerknąć do książki. Ty wiesz dlaczego mi tak trudno, To była taka nasza godzina, kiedy już po północnym spacerze i ostatnim twoim posiłku (często też moim-nieplanowanym) kładłam się do łóżka z poczuciem dobrze przeżytego dnia i świadomością, że jesteś wysikany, nakarmiony i zadowolony, więc i ja mam chwilkę na relaks z lekturą. Nie mogłam czytać książek po twoim odejściu, wczoraj spróbowałam i na razie już nie chcę, chociaż twórczość Małgorzaty Musierowicz zawsze była balsamem na moje smutki. "Frywolitki 3 - odkryłam je u mamy na półce - muszą jeszcze poczekać". Quote
zurdo Posted December 15, 2006 Posted December 15, 2006 Tośa, dziękuję za dzisiejszy wpis, strasznego dziś doła złapałam. Bardzo lubię czytać to, co piszesz o Atosie. Bo choć nasze psy były dla nas jedyne i wyjątkowe, to były też jakoś podobne i choć to w sumie 4 różne życia, to jakoś powiązane. Piszesz i nazywasz to, czego ja już, dzięki Tobie, nie muszę nazywać. Quote
zurdo Posted December 17, 2006 Posted December 17, 2006 Atos Atos, dżentelmenie, oderwij Rachę od obowiązków i idźcie na długi niedzielny spacer. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.