Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Może Jaaga ma jakieś sugestie co do tekstu . Tola niestety nie jest łatwym psem do adopcji. Trzeba wyważyć tekst ogłoszenia, aby nie zatajać prawdy, a jednocześnie nie odstraszyć potencjalnych chętnych.

  • Replies 389
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ja nie mam zupełnie drygu do ckliwych tekstów. Może ktos cos wymysli ze schroniskiem, ciążą, odebraniem dzieci, samotnością, nie wiem sama. Ci co nia byli zainteresowani nie zdecydowali sie jednak.
Wiekszośc mama powie w rozmowie telefonicznej , więc może nie odastraszać w ogłoszeniu oprócz tego, że nadaje się tylko do spokojnego domu, najlepiej bez małych dzieci i na krótkie spacery.
jeszcze bez opcji transportu. Nie zawsze zachowuje czystość, więc może byc zwrot z adopcji, ale lepiej zaryzykować, niż nie próbować. Dlatego myslę, że dom powinien być na wszelki wypadek niezbyt oddalony.

Posted

Reasumując ;) Tola ma 3 zdjęcia(1 ze schronu). Tekst sklece opierając sie na wersji z pierwszej strony i wyśle Wam tutaj do autoryzacji:evil_lol:.Zarejestrowałam się na FB z myślą,ze tam bym cos próbowała w kwesti psiaków trudnych, ale póki co pozostałam na swojej stronie i nie wiem o co chodzi....:cool3: No, ale pierwsze koty za płoty:roll:

Posted

TOLA MUSI ODZYSKAĆ WIARĘ W CZŁOWIEKA!
Jeśli czytasz te słowa, to znaczy ,że dla wystraszonej Toli zapłonęła malutka iskierka nadziei. Nie proszę o wiele, doczytaj do końca i pomyśl czy nie możesz jej przygarnąć.
Wypatrzyłam Tolcię wśród zdjęć psów do adopcji z kieleckiego schroniska w Dyminach kilka miesięcy temu, gdy głośno było o koszmarnej sytuacji znajdujących się tam zwierząt. Natychmiast podjęłam decyzję ,że ja stamtąd zabiorę. Minęło jednak parę długich dni, nim do mnie trafiła. Czekając na jej przyjazd, ciągle miałam przed oczami ufne, pełne nadziei spojrzenie ze zdjęcia. Mogłam i bardzo chciałam pomóc zapewniając dom tymczasowy, w którym spokojnie będzie czekała na swojego jedynego człowieka.
Jaki koszmar wydarzył się w tym czasie w jej psim życiu, że zamiast ufnego, o pewnym spojrzeniu psa ze zdjęcia, przyjechała do mnie kupka nieszczęścia, bojąca się ludzkiego dotyku?!
Moja mama, gdy zobaczyła przerażenie TOLI, która próbowała wcisnąć się w najciemniejszy kąt i stać się niewidzialną, po prostu się rozpłakała. Mijały dni, tygodnie… Otoczona miłością i opieką sunia powoli dochodzi do siebie. Ale dom, taki dom na zawsze, którego jej szukamy musi być domem wyjątkowym, wyrozumiałym i spokojnym.
Suczka ma tylko trzy zdjęcia(w tym jedno ze schroniska),bo nie chcę jej dodatkowo stresować błyskiem flesza. Bezpieczeństwo i spokój, tego teraz najbardziej potrzebuje. Na tych trzech fotkach przecież doskonale widać jej subtelna urodę. Jest śliczna i delikatna.Ma miła w dotyku, aksamitna sierć. Lubi zwinąć się w kłębek. Taka nakolankowa przytulanka. Nie jest hałaśliwa, nie niszczy.
Jestem wdzięczna osobom, które pomogły mi w zabraniu suni ze schroniska, zawiozły ją do weterynarza a później dostarczyły w miejsce, skąd mogłam ją zabrać. Jestem wdzięczna losowi, że pozwolił mi pomóc temu psiakowi. Chciałabym jeszcze bardzo, by postawił na drodze Toli jej własnego człowieka, delikatnego, wrażliwego i wyrozumiałego. Człowieka odpowiedzialnego. PoprostuCZŁOWIEKA. Wierzę, że ktoś taki istnieje, chciałabym tylko wiedzieć, kiedy uda mi się go znaleźć.
TOLA jest wysterylizowana, zaszczepiona, odrobaczona.
Przebywa w domu tymczasowym w Katowicach.
Jeśli chciałbyś jej ofiarować kąt w swoim domu i całe swoje serce skontaktuj się:
660 124 623
i podałam maila erki:roll:

And what?:roll: Jakies sugestie,bo po autoryzacji jutro bym ja wklepała jakos....:razz:
EDIT: No to, jedziemy bez autoryzacji,mam nadzieje,ze telefon dobry,wzięłam z ogłoszen lary_

Posted

Miałam już pytanie o Tolę z kupiepsa. Pani dzwoniła w gruncie rzeczy o Anilkę, bo ją wcześniej sobie wybrała i miała nadzieję, że jeszcze jest u nas. Jesli chodzi o Tole, to zastanowi się jeszcze, bo ma dominującego psa, który musiałby ją zaakceptować. Jak coś to ma przyjechac zobaczyc ją.
Wszyscy dzwonią o Anilke. Ciekawe, ze jak tyle czasu była u nas, to nikt jej nie chciał.

Posted

Pewnie nie przyjechała. Dzisiaj Jaaga szuka Miki, która niestety uciekła i istnieje obawa,ze bedzie chciała wracac w świetokrzyskie. Potrzebna kazda pomoc na slasku w tej kwestii...:shake:

Posted

Pani była, nawet wczesniej, ale nic z tego nie wyszło. Tola, która do tej pory zachowywała sę wobec gości wzorcowo, uciekała i warczała przy próbie kontaktu. Chyba tak miało być, bo żaden z psów nie chciał do tej pani podejść. Sytuacja w ogóle wyglądała tak, że ta pani po umówieniu się zadzwoniła ponownie i odmówiła wizytę, bo bala się adopcji Toli. Potem zadzwoniła jeszcze raz, że jednak przyjedzie. Przyjechała, no i nic nie wynikło na szczęście z tego. a szczęscie, bo w miedzyczasie odezwała się inna Pani z Krakowa zdecydowana na Tolę. Zobaczyła jej zdjęcie ostatnich ogłoszeniach na kraków i takiego własnie psa szukała. Tola jest jej psem idealnym. mimo płochliwości jest zdecydowana na Tole i odbiera ją we wtorek. Rozmawiała jeszcze z moją mamą, bardzo sympatyczna osoba.

Teraz więc kciuki potrzebne do wtorku, a potem jeszcze troche.

Posted

Jaaga, do tej Pani z Krakowa, to może posłać kogoś, albo zapytać u dziewczyn z Krakowa. Tam była taka przemiła Pani,co uśmiercała adoptowane małe sunie :(

Posted

Może rzeczywiście dobrze byłoby sprawdzić dom.
Z Krakowa sporo osób na Dogo.
A do wtorku też jeszcze troszkę czasu.

O Mice wiem, jutro w drodze do pracy będę się rozglądać.

Posted

Ta pani ma dzwonić dziś wieczoram do mamy, to mama weźmie adres.
Czy możecie podpowiedzieć, kogo prosić z Krakowa o wizytę ?

Jaszo, Mika nie żyje.

Posted

Wątku co prawda nie znalazłam / na razie/ ale mam to co dostałam mejlem:

[FONT="Verdana"]Malutka staruszka Ninka zamordowana w 36 godzin od adopcji !

Taki tekst miał się ukazać na naszej stronie internetowej po adopcji naszej ukochanej fundacyjnej suczki Ninki.
Jednak nawet nie zdążyliśmy go umieścić, Ninka została bestialsko zlikwidowana przez osobę, która ją adoptowała.
Przeczytajcie ten tekst i roześlijcie do wszystkich schronisk, stowarzyszeń, fundacji. Wszystkich, którzy prywatnie zajmują się wydawaniem do adopcji zwierząt. Wszystkich zaprzyjaźnionych lecznic – niech powieszą ten tekst w poczekalni.

Jeśli zadzwoni do was „cudowna pani Ela”, bibliotekarka z Krakowa, Wy też dacie się nabrać i wyślecie psa do piekła.

Pewnego dnia trafiła do naszej fundacji malutka, wychudzona, niemłoda już psinka, która natychmiast została Ninką. Trafiła do nas z ulicy, na której stała przez parę godzin i rozpaczliwie płakała. Nie ruszała się z miejsca, jakby nie tracąc nadziei, że jej pan jednak po nią wróci. Tak się jednak nie stało. Jednak jej skowyt poruszył kogoś na tyle, że nie przeszedł obojętnie i tak w naszej fundacji pojawiła się Ninka. Ninka natychmiast pokochała mojego męża: spała wtulona pod swetrem w jego plecy, wchodziła po nim jak kot, byle tylko ją wziął na ręce a jak nie zwracał na nią uwagi, to oczywiście płakała tak długo, aż ją w końcu jednak wziął.
Ninka okazała się być psiakiem zupełnie niekłopotliwym, jednak ze względu na to, że jest malutka cały czas drżeliśmy, żeby inne, większe psy nie zrobiły jej krzywdy.
I nagle dwa dni temu zdarzył się cud: zadzwoniła przemiła pani z Krakowa z informacją, że zamierza adoptować Ninkę. A ja upadłam ze szczęścia, zwłaszcza, że poprzedniego pieska pani adoptowała ze schroniska w Pabianicach a miał on wówczas 11 lat. Piesek, a właściwie suczka przeżyła w swoim nowym domu jeszcze cudowne 2,5 roku a pani po jej śmierci postanowiła przygarnąć kolejną nie najmłodszą sierotkę!
Oczywiście aż się poryczałam. Pani Elżbieto! Przywraca mi Pani wiarę w człowieka. Bardzo Pani i Pani Mamie za to dziękuję. I oczywiście za cudny dom dla Ninki. Okazuje się, że adoptowany piesek nie musi być Yorkiem, nie musi być słodkim szczeniakiem, nie musi mieć maksymalnie rok, aby wart był miłości i zainteresowania. Może natomiast być dziesięcioletnią Ninką, zupełnie nierasową. Jestem za to zupełnie spokojna, że tej decyzji nikt nie będzie żałował, bo Ninka swoim przywiązaniem, przytulaniem i wiernością zrównoważy brak rodowodu! A jak mi ktoś jeszcz,e choć raz powie, że starszy pies się nie przyzwyczai, to chyba nigdy nie przestanę się śmiać: Ninka dwie godziny po przyjeździe do nowego domu na zmianę wylegiwała się z jedną swoją panią w łóżku, a następnie natychmiast przesiadała się na kolana drugiej pani.
Jeszcze raz wielkie ukłony dla nowych właścicieli Ninki.

Taki tekst napisałam po pierwszej rozmowie z nową właścicielką Ninki, kilka godzin po tym, jak wolontariusz naszej fundacji zawiózł Ninkę do Krakowa.
Gdybym wówczas wiedziała, jak bardzo się myliłam!
Chciałam zadzwonić do nowych właścicieli już w czwartek, ale pomyślałam, że poczekam kilka dni, żeby nie pomyśleli, że będę ich tak nękać telefonami i zadzwoniłam w sobotę rano, zupełnie spokojnie, ot tak dowiedzieć się, jak tam nasza mała dziewczynka się sprawuje po tych pierwszych kilku dniach.
I po pierwszych zdaniach „cudownej pani Eli” chciałam umrzeć:

„Ninka była bardzo chora, musieliśmy ją uśpić”.

A ja nie rozumiałam, co ona do mnie mówi. Przecież byłam
z Ninką jeszcze w dzień wyjazdu u lekarza, w przeddzień miała zrobione wszystkie badania krwi, a pani doktor zażartowała, że chciałaby mieć takie wyniki, jak ona! Jeszcze myślałam, że może był to wypadek, Ninka im się wyrwała, wpadła pod samochód, choć przecież chodziła jak trusieczka przy nodze i reagowała na każdy najmniejszy gest przywołania. Ale nie.
Okazało się, że „cudowna pani Ela” uśpiła ją, bo „;Pani doktor podejrzewała niewydolność nerek”.
Dziwne jest tylko to, że „cudowna pani Ela” nie zgłosiła się na powtórzenie badań, które zresztą były zupełnie w normie, tylko jak się później okazało, pani doktor nie spojrzała na jednostki i źle je zinterpretowała a natychmiast skierowała się do najgorszej w mieście lecznicy, słynącej z tego, że usypia zwierzęta „na życzenie klienta” i tam zamordowała naszą Ninkę.
Niestety jedynym wytłumaczeniem, jakie nam się nasuwa jest to, że nasza Ninka się „cudownej pani Eli” nie spodobała i w tej sposób się jej najszybciej, jak to możliwe pozbyła. A przecież doskonale wiedziała, że przyjechalibyśmy po Ninkę natychmiast, gdyby tylko zadzwoniła. Mogła ją oddać do schroniska, mogła ją w końcu wyrzucić na ulicę – wszystko byłoby lepsze od tego, co zrobiła, bo tego już odwrócić się nie da.

Niestety po fakcie okazało się, że Ninka była kolejnym zamordowanym przez nią psiakiem. My wiemy o następujących zwierzakach: sunia wzięta w listopadzie 2005 roku ze schroniska w Krakowie (według „cudownej pani Eli miała guza mózgu i musiała być przez nią uśpiona), kolejna sunia wpadła jej pod samochód, kolejna „zasnęła”, następna była ta szczęściara, która przeżyła u niej ponad dwa lata – podobno ze schroniska w Pabianicach ale też nie wiemy, jaki był jej koniec, podobna, podobno, podobno …
Ile jeszcze psów „musiała uśpić cudowna pani Ela”?
Może ktoś skojarzy fakty i zorientuje się, że też wysłał do tego piekła psa, który miał trafić do raju.. Każdą taką osobę prosimy o kontakt – ten potwór musi ponieść odpowiedzialność.
Dziś rozmawiałam z niekończącą się ilością osób. Każda z nich twierdziła, że miała z nią kontakt. Tylko jedna sunieczka uszła z tego z życiem, chyba jedynie, dlatego, że osoba wydająca psa mieszkała bardzo blisko „cudownej pani Eli” i ta zorientowała się, że gdyby i ten pies zniknął, to sprawa by się bardzo szybko wydała i samo zwróciła psa.
I niestety na to miejsce pojechała nasza Ninka.
Do tej pory przeklinam ten moment, kiedy odebrałam od niej telefon. A tak się wówczas ucieszyłam: przecież tak rzadki, ktoś chce adoptować starszego psa. Przecież nie chcieliśmy się Ninki pozbyć, przecież była najcudowniejszym z naszych psiaków, przecież szaleliśmy z radości, że będzie tam miała lepiej, niż u nas… Gdyby tak można było cofnąć czas…

Tak bardzo Cię przepraszam Ninko! Przecież tak nam ufałaś. Tak radośnie podskakiwałaś poszczekując, kiedy biegłyśmy na dworzec, żeby zdążyć na ten przeklęty pociąg do Krakowa!
Pewnie myślałaś, że to nasz najpiękniejszy spacer…
Tak rzadko mamy czas, żeby wyjść z naszymi psami poza nasz teren…
A później nagle znalazłaś się w obcych ramionach, w pociągu, w obcym sobie otoczeniu. Podobno cała drogę płakałaś. Może coś przeczuwałaś? Ale przecież nikt nie słucha takiego małego, starego psiaka. My wiedzieliśmy lepiej…
Było nam przykro, ale myśleliśmy, że to tylko moment, trochę potęsknisz a później już będziesz szczęśliwa, szczęśliwsza niż u nas…
Nie mogę znieść myśli, że Ninka tak bardzo bojąca się obcego otoczenia, tak bardzo bojąca się wszystkich zabiegów w lecznicy przeżyła najkoszmarniejsze 36 godzin swojego życia zupełnie nie rozumiejąc, co się wokół niej dzieje, a później w samotności, w najgorszej lecznicy, została po prostu uśmiercona.
Jak bardzo musiała się wyrywać, walczyć o życie? A nas przy niej nie było. To boli jeszcze bardziej, niż to, że ktoś tak po prostu pozbył się niechcianego psa, psa, którego myśmy kochali. Psa, którego oddaliśmy chcąc poprawić jego los. Psa, którego ktoś pozbył się, jak nieudanych zakupów.
Przecież wystarczyłby tylko jeden telefon a przyjechalibyśmy po Ninkę, szczęśliwi, że ją odzyskaliśmy.
Nic, co teraz zrobimy, nie wróci życia Nince, choć przecież oddalibyśmy wszystko, by tak się stało. Nic nie spowoduje, że nasze poczucie winy będzie mniejsze, choć przecież zrobiliśmy wszystko, by Ninka była szczęśliwa.
Ale możemy przynajmniej sprawić, że może kolejny pies nie trafi do tego piekła.

Dlatego prosimy: roześlijcie historię Ninki, wszędzie, gdzie tylko możecie, zakładajcie wątki, piszcie o tym i ostrzegajcie wszystkich. Tam już nie może trafić żaden pies. A wiemy, że „cudowna pani Ela” będzie szukała psa po całej Polsce, bo w Krakowie już psa nie dostanie nigdy. A każdy, do kogo zadzwoni znowu da się nabrać na cudowną opowieść o tym, „jak bardzo chciałaby dać, choć na krótko dom jakiejś suni staruszce, żeby nie umarła ona w schroniskowym boksie” Za to możemy być pewni, że umrze bardzo szybko w swoim nowym domu a pretekstem może być wszystko: że nasiusia, że popiszczy, że się nie spodoba.
A „cudowna pani Ela” szybko wyda i wykona wyrok. Jak na naszej Nince.

Uwierzcie mi, że każdy z Was oddałby tam zwierzaka: czyściutki, przyzwoity dom, stateczna, „;Przemiła” pani Ela bibliotekarka, do tego starsza mamusia, stale przebywająca w domu z pieskiem i córka.
Trzy przemiłe, wymarzone opiekunki.
Trzy potwory…[/FONT]


Mam wątek: http://www.dogomania.pl/threads/187398-malutka-Ninka-zamordowana-w-36godzin-po-adopcji!!!

Z Krakowa na pewno jest Asior.

Posted

Pani nie odezwała się, jak się umówiła. Pani zupełnie nie mówiła o swoich poprzednich psach, interesowała się głównie zachowaniem czystości i stopniem szczekliwości, bo ma czepliwych sąsiadów. Więcej rozmawiała z mamą, bo podałam do niej telefon..
Wieczorem zadzwonił jeszcze jeden pan, oby wreszcie on z żoną nie zrezygnowali.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...