Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

twa1001 napisał(a):
Mokka mam jedno pytanko zdaję sobie sprawę że kilogramy będą stanowiły problem , ale..
czy uda Ci się wziąć swojego pupilka na rączki i stanąć w pozycji wyprostowanej tak jak byś chciała go na jakąś przeszkodę typu stół u weta postawić ( oczywiście tej rzeczy nie ma w pobliżu ) czy ON na to pozwoli w jaki sposób się zachowuje w czasie podnoszenia .

Kilogramów jest 35, ale ja krzepka kobitka jestem, więc jak trzeba, to dźwigam kundla (własnoręczie wkładałam go do wanny, zanim nauczyłam go tam włazić bez mojej pomocy :wink: ). Nie ma żadnych problemów w relacjach między nami. Mogę z psem zrobić wszystko, z podnoszeniem włącznie. Jednak obcej osobie nie da się wziąć na ręce, może dziabnąć.

  • Replies 350
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

twa1001 napisał(a):
normalka ze obcemu się nie da po prostu haczyka szukam

domyślam się :wink:

Zresztą problemów domowych nie było nigdy. Pies natychmiast po przekroczeniu progu naszego domu zaakceptował bez zastrzeżeń wszystkich domowników + sukę + 2 koty (a możesz się domyslać, że obcym kotom na dworze nie odpuszcza - jednego z pyska mu już wyciągałam, na szczęście przeżył).

Posted

no i tu jest problem z oceną
brak właściwej hierarchii i koty to nie pasuje a wszystko z hierarchią ok i ataki na inne psy zdaje się że po prostu masz pecha mieszkać w okolicy gdzie same dominanty mieszkają , a chłopak nie ma zwyczaju się poddawać i udowadnia swoją męskość

Posted

twa1001 napisał(a):
no i tu jest problem z oceną
brak właściwej hierarchii i koty to nie pasuje a wszystko z hierarchią ok i ataki na inne psy zdaje się że po prostu masz pecha mieszkać w okolicy gdzie same dominanty mieszkają , a chłopak nie ma zwyczaju się poddawać i udowadnia swoją męskość

Rzecz w tym, że on się tak zachowuje wszędzie, nawet na gościnnych występach w kompletnie nowej i nieznanej okolicy. Obecnie atakuje głównie psy, ale potrafi też trzepnąć sukę i szczeniaka. Jak się dobrze rozpedzi, to nie ma czasu płci zweryfikować. On nie sprawdza, czy przeciwnik jest dominantem, po prostu atkuje.

Posted

twa1001 napisał(a):
(...) zdaje się że po prostu masz pecha mieszkać w okolicy gdzie same dominanty mieszkają , a chłopak nie ma zwyczaju się poddawać i udowadnia swoją męskość


Ale najciekawsze jest to,że z moim psiakiem,cholerykiem i totalnym dominantem-lubią się 8)
W granicach psiego-samczego rozsądku,ale zawsze :wink:

Razem jeździły-w jednym aucie na szkolenie-razem czekały na pozoranta-nie zdarzył się wyskok-z żadnej strony :o
I żaden z nich nie pozwala sobie na to,żeby w jego obecności był inny dominant :o

To jest dopiero zagadka.

Posted

Ekhem, a ja pozwolę sobie cofnąc się o kilka stron tej - jakże ciekawej - dyskusji i zapytać (nieśmiało) Flaire...

Piszesz:
"Z tego co wiem, w Polsce szkoli się sporo psów prądem na zawody i np. obecny Mistrz Polski obedience jest tak szkolony. "

:o :o :o :o

To jest dość zdumiewające (zwłaszcza zważywszy na punkcik cytowany przez Ciebie tuż obok a ktory brzmi:" Odsyłam Cię do punktu 3 Regulaminu:

"3.Jeśli chcesz przedstawić opinię na temat kogoś/czegoś, niech będzie to opinia oparta na Twoich osobistych doświadczeniach. Każda inna jest niewiarygodna, ponieważ może być nieprawdziwa. " ).

:D :lol: :o 8)

Interesuje mnie skąd te wiadomości...
:o

Jako żywo obecny mistrz Polski w obedience nigdy nie był szkolony prądem - nie dlatego, żeby jego trenerka uważała że prąd jest szkodliwy "w ogóle" - przeciwnie ,zdarza się jej go używać na niektorych psach - tylko, że akurat przy Ertim jest to absolutnie niepotrzebne i mijające się z celem.

:)

Toteż trochę głupio to wyszło :lol:

Posted

Berek, sorry, jeśli to była plotka, ale na pewno nie była to opinia - bo takowej nie wyrażałam :wink: . Dodatkowo, żeby podkreślić swój brak pewności, napisałam "Z tego co wiem". Jeśli Twoje źródła są pewne, to może źle zrozumiałam coś, co powiedział mi ktoś, kto obserwował takie szkolenie.

Niemniej sens tego, co chciałam powiedzieć, jest oddawany równie dobrze przez informacje z Twojego postu - że trenerka obecnego mistrza Polski agility szkoli (inne) psy przy pomocy prądu. (Chodziło bowiem o to, czy prąd jako narzędzie szkoleniowe został porzucony 50 lat temu - ja próbowałam pokazać, że nie).

Jeśli informacja co do tego, który to był pies była błędna, to dzięki za sprostowanie. :D

Posted

Berek, sorry, jeśli to była plotka, ale na pewno nie była to opinia - bo >takowej nie wyrażałam . Dodatkowo, żeby podkreślić swój brak >pewności, napisałam "Z tego co wiem". Jeśli Twoje źródła są pewne, to >może źle zrozumiałam coś, co powiedział mi ktoś, kto obserwował takie >szkolenie.

Uczestnicząc w treningach tego psa, mam wiadomości z - że tak powiem - samego epicentrum.
:)
Dodatkowo, zadałam proste pytanie trenerce - odpowiedź mnie nie zdziwila bo doskonale wiem że ten pies tego typu pomocy zwyczajnie nie potrzebuje.
Smutne że istnieją ludzie skrupulatnie rozprowadzający tego typu plotki - i wprowadzający w błąd wiele osób (jak to było w Twoim też przypadku - dałaś sie "wpuścić w maliny", więc widocznie opowieść była w miarę przekonywująca, inaczej nie powtarzałabyś tego na publicznym forum).


>Niemniej sens tego, co chciałam powiedzieć, jest oddawany równie >dobrze przez informacje z Twojego postu - że trenerka obecnego >mistrza Polski agility szkoli (inne) psy przy pomocy prądu. (Chodziło >bowiem o to, czy prąd jako narzędzie szkoleniowe został porzucony 50 >lat temu - ja próbowałam pokazać, że nie).


Stąd moje wahanie czy w ogóle się odzywać - bo (pominąwszy owe wątki personalne) dość dokładnie się zgadzam z Twoimi wypowiedziami.
Być może te informacje o straszliwych spustoszeniach w psiej psychice osoba wypowiadajaca się brała wprost z jakichś eksperymentow robionych właśnie w latach pięćdziesiątych...?
Dzisiejsze obroże elektryczne to HiTech, kilkadziesiąt funkcji, wysoki stopień bezpieczeństwa...
Obserwując te psy ktore to nosza i używają :) mogę powiedzieć że wydaje mi się to klinicznie czystym, bardzo mało szkodliwym rozwiazaniem, na pewno mniej dołującym niż np. kolczatka - oczywiście przy założeniu że przewodnik zna się na rzeczy (to samo można powiedziec dokladnie o wszystkim, nawet o smakołykach, tyż prowda :D )


>Jeśli informacja co do tego, który to był pies była błędna, to dzięki za >sprostowanie.


Wbrew powtarzanym hmmm - plotkom, nie opiniom 8) tylko niewielki procent psów z tego klubu nosi obroże elektryczne.

Cieszę się z wzajemnego zrozumienia jakie, mam nadzieję, udalo nam się osiągnąć.
:)

Posted

Berek napisał(a):
Smutne że istnieją ludzie skrupulatnie rozprowadzający tego typu plotki - i wprowadzający w błąd wiele osób (jak to było w Twoim też przypadku - dałaś sie "wpuścić w maliny", więc widocznie opowieść była w miarę przekonywująca, inaczej nie powtarzałabyś tego na publicznym forum).
Nie, to chyba nie do końca tak- raczej myślę, że to ja być może źle zrozumiałam to, co mi było powiedziane. A ponieważ w kontekscie tej dyskusji był to, tak naprawdę, szczegół bez znaczenia, więc go nie sprawdziłam, jak powinnam była.

Natomiast dla mnie smutne jest to, że ludzie używający obroże elektryczne często czują, że muszą się z tym kryć, że to jakiś grzech - i to nie dlatego, że sami tak uważają, ale raczej z powodu reakcji "znawców", którzy nigdy w pobliżu obroży elektrycznej nawet nie byli. Znam ludzi, dobrych szkoleniowców, którzy z tego właśnie powodu nigdy by się "w towarzystwie" nie przyznali, że używali obroży elektrycznej. I to jest dla mnie smutne.

Posted

>Natomiast dla mnie smutne jest to, że ludzie używający obroże >elektryczne często czują, że muszą się z tym kryć, że to jakiś grzech - i >to nie dlatego, że sami tak uważają, ale raczej z powodu >reakcji "znawców", którzy nigdy w pobliżu obroży elektrycznej nawet nie >byli. Znam ludzi, dobrych szkoleniowców, którzy z tego właśnie powodu >nigdy by się "w towarzystwie" nie przyznali, że używali.

At! Temat mi doskonale znany :D
Mnie to strasznie irytuje, przyznaję.
Zresztą to jest tak. Moja wypowiedź prostowała rzecz całą dlatego, że - całkiem po prostu - akurat Erti jest psem ktory absolutnie nie ma - hm - profilu psychologicznego który wymagałby takiego wspomagania. Chodziło mi nie o użycie tego sprzętu "w ogóle" tylko o to, że jednak używa się go wybiórczo i zdecydowanie z głową, a nie jak leci, ot, po prostu, z rozdzielnika zakładając na każdego psa.

Skąd moje zaperzenie - ano, dokładnie jak piszesz - jeśli traktujesz rzecz całą naturalnie (jedyna opcja, moim zdaniem) i w owym przywoływanym tu "towarzystwie" bez problemu przyznajesz że zdarza Ci się tego użyć - to masz przechlapane o tyle, że... no właśnie - przylepia Ci się łatkę absolutnego elektrycznego potwora :evil: .

Ten-a-ten - fi donc, on katuje psy prądem! :D I koniec rozmowy, koniec dyskusji, koniec jakiejkolwiek próby porozumienia - bo się ludziskom chyba to kojarzy z jakimś filmami o południowoamerykańskich więzieniach i pastwieniu się w ich kazamatach nad opozycjonistami, czy co?
:D
Oczywiście że to jest albo nieznajomość tematu, albo załganie - i zwłaszcza owemu załganiu mówię stanowcze NIE.
:D

(P.S. oczywiście zdając sobie sprawę że to walka z wiatrakami, ale czemużby nie? :lol: )

Posted

Hmmm.
Zauważam tylko 1 kwestię obroża impulsowa jako taka w założeniu ma stanowić uzupełnienie osobowości właściciela .
Na bardzo oporne psy wystarczy zwykła obroża w najgorszym wypadku kolce i to też jest wzmocnienie impulsów wysyłanych przez właściciela .
Nie krytykuję obroży impulsowej jako takiej choć nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem kiedy trzeba by czegoś takiego używać natomiast niepokoi mnie łatwość użycia i jest to główny błąd .
Takie urządzenia w razie potrzeby powinny być rozprowadzane przez ośrodki szkoleniowe dla psów z kursu a nie ze każdy zielony listek coś takiego może sobie kupić .
Znając życie to funkcji tego urządzenia uczą się na psie a nie na sobie więc już występuje problem obsługi manualnej im bardziej jest coś proste tym bardziej jest niezawodne a elektronika do najbardziej niezawodnych nie należy

Posted

Problem w tym, że kolczatka jest i łatwiej dostępna i tańsza, a niewłaściwie użyta czyni tyle samo (przynajmniej) szkody co o.e.
Dla mnie w ogóle metody siłowe (a do takich zaliczę i szkolenie kolczatką i przy użyciu o.e.) mogą mieć zastosowanie tylko w ograniczonej liczbie przypadków a i to dla oduczenia psa od pewnych zachowań, a nie do nauczania.
O.e. przynajmniej jeśli chodzi o cenę ogranicza krąg potencjalnych użytkowników. Mało kto decyduje się na wydanie przynajmniej kilkuset złotych na sprzęt szkoleniowy dla psa. Z tego co wiem są to przede wszystkim ludzie związani zawodowo ze szkoleniem psów oraz niestety część "sportowców".

Posted

Obserwuję na forach dużą aktywnośc teoretyków-uogólniaczy.
Mechanizm jest taki :
1) "JA (!) ułożyłem psa bez problemu, więc każdy kto ma kłopoty jest frajerem"
2) "Jak ktos nie potrafi ułożyć psa to nie powinien go kupować"

Ad1) NIE wszystkie psy sa takie same i nie wszystkie metody diałają na KAZDEGO
W ludzkich rodzinach zdarza się, że jeden brat jest profesorem, a drugi mordercą, więc znaczy się ta sama metoda a wynik różny ...

ad2) Głupie stwierdzenie, bo co ma zrobić ktoś kto kupił psa i nie może sobie z nim poradzić? UŚPIĆ? ODDAĆ DO SCHRONISKA?

Co do O.E. to uważam, że stosowanie jej do zwykłej tresury psa nie sprawaiającego specjalnych kłopotów jest przesadą i lenistwem.
Natomiast mając psa sprawiajacego kłopoty w stosunkach z innymi psami, który w innych dziedzinach da się tresować, uważam, że taka "kara z nieba" mogłaby mu pomóc.
Przytaczanie przykładów z lat 60-tych jest bez sensu, bo wtedy rzeczywiście poprostu rażono psa prądem .
Obecnie wielostopniowe piloty dawkujące impuls od ostrzegawczego mrowienia, aż po "emergency STOP" i obroże obliczane do masy ciała i owłosienia psa są zupełnie innym narzędziem.

Mój boi sie psów co w połaczeniu z fanatycznym instynktem obrony stada i terytorium daje psa-kamikadze, który ważąc 8 kg próbuje stawac w szranki z Pittbullami, Mastiffami i O.N. ami.
Jak na razie ignorują pajaca, ale kiedyś może zginąć ...

Wzmacnianie pozytywne w takich sytuacjach to on ma w (_!_)
Owszem smakołyk zje... a potem leci szczekać ...
Jest wytresowany wracać na gwizdek i wraca zawsze oprócz sytuacji gdy zobaczy innego psa...
Jego reakcje sa rózne:
- gdy duży pies podchodzi powoli, to on się kuli i daje powąchac, ale czesto gdy tamten pies się odwróci, to dopada mu do tyłka z ujadaniem i traca go pyskiem w zad.
- gdy podchodzi mały pies, to on sie napreża i szczeka
- gdy z daleka zobaczy psa idacego "na kolizję" to potrafi ze szczekaniem lecieć do niego i 50 metrów (nie wiem co go pobudza, bo tylko do co któregoś - pewnie jakiś psi body-language)
Moim niefachowym zdaniem, to on bojac się psów, traktuje je jako zagrozenie, a że chce bronić stada, więc na zagrozenie reaguje samobójczym atakiem w celu odpedzenia zagrozenia od stada...
Gdy był na PT1 , treserka miał u niego taki mir, że uznajac ja chyba za istotę groźniejsza od innych psów, dawał jej prawo do obrony stada.
Jezeli to objaw dominacji, to F&F się nie sprawdziło, bo normalnie to je po nas, przepuszca nas w drzwiach itd, ale i tak uznaje nas za łagodne fajtłapy niezdolne do stawienia czoła niebezpieczeństwu i przejmuje wtedy inicjatywę... :lol:
To jest jakiś koktajl strachu z instynktem obrony stada - mieszanka silnie wybuchowa ...
To jest chyba tak : "dobra, nie damy mu rady, to ja idę do samobójczego ataku, a wy uciekajcie" :lol:

UPDATE:
Treserka zaczęła znajomość z nim reagując na jego szczekanie rzuceniem łańcucha.
Po tym słuchał jej się panicznie. (my moglismy rzucać łańcuchem do us...nej śmierci i NIC) :roll:
Na nasze szarpanie kolczatką nie reagował.
Ale jak go treserka lekko szarpnęła, to zaskowyczał, przywarł do ziemi i musieliśmy zrobić przerwę, bo nie chciał się ruszyć i nie było mowy o dalszym szkoleniu...
I nie była to reakcja na ból, bo w pierwszej sekundzie nie zareagował (oddałem smycz tak że nie widział), a reakcja była efektem obejrzenia się i zobaczenia kto go szrpnął .. :P

Posted

[quote name='M@d']




Moim niefachowym zdaniem, to on bojac się psów, traktuje je jako zagrozenie, a że chce bronić stada, więc na zagrozenie reaguje samobójczym atakiem w celu odpedzenia zagrozenia od stada...
Gdy był na PT1 , treserka miał u niego taki mir, że uznajac ja chyba za istotę groźniejsza od innych psów, dawał jej prawo do obrony stada.
Jezeli to objaw dominacji, to F&F się nie sprawdziło, bo normalnie to je po nas, przepuszca nas w drzwiach itd, ale i tak uznaje nas za łagodne fajtłapy niezdolne do stawienia czoła niebezpieczeństwu i przejmuje wtedy inicjatywę... :lol:


jak na nie fachowca zadziwiająco fachowy opis sytuacji



UPDATE:
Treserka zaczęła znajomość z nim reagując na jego szczekanie rzuceniem łańcucha.
Po tym słuchał jej się panicznie. (my moglismy rzucać łańcuchem do us...nej śmierci i NIC) :roll:
Na nasze szarpanie kolczatką nie reagował.
Ale jak go treserka lekko szarpnęła, to zaskowyczał, przywarł do ziemi i musieliśmy zrobić przerwę, bo nie chciał się ruszyć i nie było mowy o dalszym szkoleniu...
I nie była to reakcja na ból, bo w pierwszej sekundzie nie zareagował (oddałem smycz tak że nie widział), a reakcja była efektem obejrzenia się i zobaczenia kto go szrpnął ..
:P





O właśnie więc dlaczego tak jest że z tym samym psem dwie różne osoby które robią to samo a występują 2 różne reakcje .
wydaje mi się że przed zastosowaniem takich czy innych środków mających na celu zamaskowanie braków przewodnika należy właśnie na takie pytanie odpowiedzieć .
dlaczego mnie pies nie słucha
miałaś możliwość obserwowania treserki więc co ona ma czego tobie brakuje że twój pies ją słucha a Ciebie nie .
bo to są już sprawy na poziomie psychiki i od tego należy zacząć szukanie przyczyn .
cały czas twierdzę że najpierw przewodnik musi popracować nad sobą potem dopiero nad psem .
co więcej zakładam ze treserka twojego psa nie widziała by tu podstaw do użycia obroży indukcyjnej .
stosowanie zaleceń TD nie zawsze stanowi klucz do sukcesu .
patrząc na te punkty czego nie należy robić to stwierdzam że zawsze popełniałem błędy , a co więcej robiłem to świadomie natomiast z żelazną konsekwencją wymagałem respektowania moich praw i psy to w pełni akceptowały . punkty z TD to nie pacierz to tylko wskazówki w jaki sposób należy psa prowadzić rzeczy które najłatwiej przeprowadzić i przestrzegać , można równie dobrze większość tych punktów olać i taki sam efekt osiągnąć . a problem z psem to nie jest problem z psem tylko z przewodnikiem

Posted

Dodam, że najczęściej mamy problem behawioralny:
pies okazuje jakieś zachowanie (które nam nie odpowiada) - to zachowanie ma jakieś podłoże (przyczynę) i występuje (pies je okazuje) w jakiejś sytuacji (na skutek pewnego bodźca z otoczenia).
Rozwiązaniem problemu jest usunięcie podłoża-przyczyny i unikanie do tego czasu bodźców wyzwalających. Można też wprowadzić i uwarunkować (pies ma reagować automatycznie) zachowanie zastępcze wyzwalane przez ten bodziec. To nie jest łatwe i wymaga dużego nakładu pracy, cierpliwości i konsekwencji od przewodnika (a więc jak pisał Twa1001 - pracy przewodnika nad sobą i nad psem).
Dużo łatwiej jest karać psa za zachowanie licząc, że zniknie ono z "repertuaru" psich zachowań. Ale niestety często są to efekty pozorne i tymczasowe, dają skutki właściwie tylko w przypadku zachowań łowczych (których podłożem jest popęd łowczy psa, a więc takie, które nie są emocjonalne). W pozostałych przypadkach może zdarzyć się, że emocje wezmą górę i pies "zapomni" o spodziewanej karze. Tym bardziej, że pies i tak nie myśli gdy działa pod wpływem emocji.

Posted

Marmasza napisał(a):

Dużo łatwiej jest karać psa za zachowanie licząc, że zniknie ono z "repertuaru" psich zachowań. Ale niestety często są to efekty pozorne i tymczasowe, dają skutki właściwie tylko w przypadku zachowań łowczych (których podłożem jest popęd łowczy psa, a więc takie, które nie są emocjonalne). W pozostałych przypadkach może zdarzyć się, że emocje wezmą górę i pies "zapomni" o spodziewanej karze. Tym bardziej, że pies i tak nie myśli gdy działa pod wpływem emocji.


Wyjątek od zasady wpisanej przez Marmaszę stanowi sytuacja kiedy jakiś bodziec powoduje bezpośredni atak na przewodnika (co zdarza się też nie rzadko ).
Tu już nie wolno rozpatrywać w kategoriach nagroda kara bo jest to otwarta walka czyli element pobudzający powtarza się do skutku wraz ze wszystkimi następstwami .
Dla niektórych psów kilkakrotne wydanie komendy waruj - siad - waruj już stanowi obelgę nie do przełknięcia i atakują , dla innych bieganie na smyczy jest taki bodźcem że po komendzie równaj – równa ale plecy przewodnika .
To są elementy dominacji punkty zapalne które powodują zachwianie w hierarchii stada w niektórych przypadkach można sprawę olać i te zarzewia zostaną tylko zarzewiami ale w niektórych sytuacjach sprawa się nasila i z czasem dotyczy coraz większej ilości sytuacji .
Więc należy rozgraniczyć sytuacje związane z bezpośrednim atakiem na przewodnika od całej reszty nieposłuszeństw .
Najczęstszą przyczyną ataków psa jest – lęk przewodnika (cholewa znów się żuci na tego kundla i będzie trzeba się tłumaczyć i przepraszać ) fifi chodź tu powiedziane głosem który zdradza ten lęk ,
i już mamy sprawę z głowy czyli atak na własne życzenie , jeszcze częstszym błędem przewodników jest pompowanie psa na smyczy (pobudzanie mechaniczne ) , kiedy na zmianę naciągamy i luzujemy smycz tą metodę z tego co wiem stosuje się z wielkim powodzeniem w sytuacjach o których nie chcę mówić .
O ile nie mamy wpływu na własny głos bez zmiany swojego nastawienia psychicznego ( – nie bać się zlać temat i w końcu z lekką nutką zniecierpliwienia i irytacji w głosie olewająco powiedzieć NIEEE RUSZSZSZSZ dając psu do zrozumienia że to nie jest dla nas zagrożenie i jest stworzony do wyższych celów niż atakowanie jakichś tam kundli ) .
O tyle mamy wpływ na bodźce mechaniczne przekazywane psu za pomocą smyczy jeśli już chcemy szarpnąć za smycz to szarpnijmy ale tak żeby pies to odebrał jako szarpnięcie a nie jako pompowanie czyli bardzo energicznie i krótko po takim szarpnięciu to psiak tylko może na tyłek usiąść z wrażenia i wtedy podajemy komendę NIE RUSZSZSZSZ przy czym pilnujemy zeby smycz była luźno nigdy nie wolno prowadzić psa na napiętej smyczy ona zawsze musi sobie łukiem wisieć między ręką a obrożą .
Możliwe że w sposobie Marmaszy po wygaszeniu pozytywnym o temacie zapominamy o tyle w tej metodzie zawsze działając z wyprzedzeniem podajemy komendę NIE RUSZSZSZSZ ale tak czy inaczej to działa bo piesek zlewkę na innego kundla robi , a o to przecież chodzi :D

Posted

Nie wiem, czemu się dziwisz, że laik może coś zaobserwować i przemyśleć :-)
Mając z moim psiakiem problemy, nie tylko czytam literaturę i udzielam się na Forach :-P
Czasem także myślę, analizuję i obserwuję :lol:
(BTW - Robert to imię męskie :-P)
Co do różnych reakcji na różne osoby, to różnie reagujemy na zachowania osób nam doskonale znanych, a inaczej na osoby nieznane...
Kiedyś mój kolega zgrywus zrobił taki zart:
Spotkalismy się z innym moim kolegą, który go nie znał. I ten nowy kolega z czegoś zażartował, a zgrywus wstał, zrobił poważnż minę, podszedł do niego i z udawaną wściekłością powiedział " a co, masz coś do tego?"
Żebyscie widzieli jak tamten zbladł i zaczął się gęsto tłumaczyć . :lol:
Tak więc osoba nieznan może dośc łatwo zrobić "piorynujące" wrażenie, w przeciwieństwie do osób nam doskonale znanych, po których wiemy czego się spodziewać ...
Tydzień temu na Polach biegł do mojego Sznaucera wielki O.N. - ze szczekaniem i wyszczerzonymi zebami, stanąłem mu na drodze i patrząc w oczy stanowczym głosem powiedziałem "ZOSTAW" i nagle z wielkiego wojownika zrobił się przygarbiony piesek, który zawrócił i ze spuszczonym ogonem pobiegł do swojego właściciela :lol:
Nawet mój Sznaucer przestał szcekać na ten widok i spojrzał na mnie ze zdziwieniem :lol:
BRT - tej komendy i tego tonu używam do niego codziennie gdy szczeka na inne psy (bez rezultatu) :lol: [natomiast z doskonałym rezultatem w innych sprawach - np. gdy coś chce wziąć do pyska]
Gdy nie ma w pobliżu innych psów, to nie ma z nim większych problemów.
A w każdym razie nie było do niedawna, bo ostatnio zaczął mieć jakieś warczące komentarze np. do zakładania ubranka i ma teraz wprowadzony "pruski dryll" :lol:
Miał troche laby przez ostatnie miesiace, bo pochłaniała nas przepropwadzka, ale teraz znowu wzięliśmy się za niego ostro :D
Widzisz, ja nie neguję całkowicie tezy, że błedy psa sa błedami własciciela.
Ale nie zgadzam się z tezą, że O.E. to samo zło niszczące psychikę zwierzęcia.
Świat nie jest idealny a własciciele nie są zarazem wybitnymi ekspertami w dziedzinie tresury.
Czasem "droga na skróty" jest jedyną dostępną drogą w przypadku gdy zbyt silna psia osobowość napotyka zbyt mało przygotowanych właścicieli.
Oboje z żoną pracujemy i nie możemy wziąć rocznego bezpłatnego urlopu aby go poświęcić na kształtowanie psychiki naszego pupila.
Zresztą jak już pisałem, suka wychowuje psiaki za pomoca bólu fizycznego, a nie filozoficznych dyspót o przewadze dobrego zachowania ... :lol:
Do niedawna krnabrne ludzkie dzieci "prostowano" metodą chłosty w szkole i jakoś od tego noe krzywiła im się psychuka i działało to przez setki pokoleń, więc nie przekonuje mnie teza o straszliwych spustoszeniach tej metody :wink:
(oczywiście stosowanej z sensem, umiarem i po konsultacji ze specjalistą)

Posted

Tydzień temu na Polach biegł do mojego Sznaucera wielki O.N. - ze szczekaniem i wyszczerzonymi zebami, stanąłem mu na drodze i patrząc w oczy stanowczym głosem powiedziałem "ZOSTAW" i nagle z wielkiego wojownika zrobił się przygarbiony piesek, który zawrócił i ze spuszczonym ogonem pobiegł do swojego właściciela
Nawet mój Sznaucer przestał szcekać na ten widok i spojrzał na mnie ze zdziwieniem




i tym tropem idź przeanalizuj tą sytuację jeszcze raz najprawdopodobniej w tym właśnie momencie przeniosłeś w swojej komendzie cały ładunek emocjonalny co przy innych okazjach Ci się nie zdarza .
to są niuanse nierozróżnialne przez człowieka , ale pies nie ma ,żadnych problemów z ich interpretacją .
z każdej sytuacji jest jakieś wyjście , a najtrudniej znaleźć te najprostsze.
Nasz głos nas zdradza zawsze tak jak nasz zapach i nie mamy na to wpływu .
Najważniejsze jest to ze udało Ci się raz czyli możesz musisz tylko to powtórzyć takie same napięcie z twojej strony takie same zawarcie twojej agresji w głosie i taki sam ładunek emocjonalny i po krzyku za jakiś czas to opanujesz i o problemie zapomnisz czego życzę

Posted

Sorry, ale to teoria.
Głos zawsze nas zdradzi i nic na to nie poradzimy. (nie jestem joginem i nie panuję nad swym ciałem i zapachem wedle swej woli)
BTW - mój na gwizdek przychodzi zawsze, oprócz spotkań z psami.
Może i gwizdkiem zdradzam emocje, ale jeżeli tak, to podświadomie i nic na to nie poradzę.
A skoro jak widzisz analizuję i staram się jak mogę (a wierz mi że tak jest) i ponoszę porażkę, to znaczy że albo "nie powinienem mieć psa", ergo muszę go oddać do schroniska lub uśpić :P (albo zastosować nie akceptowane przez Ciebie metody).
Jeżeli behawiorystka nam nie pomoże to juz nie wiem co oprócz O.E. może nam pomóc... :-(
Weź też pod uwage, że mając "wspomaganie" w O.E. rośnie moja pewność "panowania" nad sytuacją, co może też wpłynąć na mój stan emocjonalny i sygnały przekazywane psu ...
Byłem kiedyś zaczepiony przez żuli (a miałem w kieszeni inne "wspomaganie") i dzięki temu moje zdecydowane i pewne siebie "spier..." zakończyło błyskawicznie sytuację (bez użycia czy nawet wyjęcia "wspomagania" z kieszeni) :P
Doskonale opisuje to gałąź nauki zwana "wiktymologią" dot. zachowania ofiar ...
Tak więc sama świadomość możliwości dawanych przez O.E. może pomóc niekoniecznie zmuszając mnie do jej użycia ...

P.S. Zauważ, że pies na smyczy, świadomy naszej możliwości "sięgniecia" go zachowuje się inaczej niż bez smyczy... pewny swej "nieosiagalnosci".
Mój jak nie chce się ubrać w polarek, to chowa się do "budy" i odmawia wyjścia z niej. Wystarczy jednak założenie obroży i smyczy, a już nie trzeba go ciagnąć lub stosować przymusu bezpośredniego - sam przychodzi na pierwsze zawołanie ...
Gdyby miał świadomość, że bez smyczy, też jestem w stanie go "siegnąć" to nie trzebaby go 6 razy dziennie razić prądem i torturować ... :wink:
A on jest baaardzo inteligentny, szybko się uczy i doskonele pamieta (jak chce ...:P )

Posted

M@d napisał(a):
mój na gwizdek przychodzi zawsze, oprócz spotkań z psami.
Może i gwizdkiem zdradzam emocje, ale jeżeli tak, to podświadomie i nic na to nie poradzę.


No cóż, śmiem twierdzić, że niedostatecznie uwarunkowałeś przychodzenie na gwizdek. Popracuj nad tym a uzyskasz efekt automatycznego (Pawłow się kłania) reagowania na bodziec. Wtedy rzeczywiście uzyskasz kontrolę nad psem.
Często spotykam się ze stwierdzeniem, że pies umie jakąś komendę, ale czasem nie reaguje (i tu tłumaczenie że jest dominantem albo inna bajeczka). A tak naprawdę, to komuś nie chciało się popracować solidnie i poprzestał na półśrodku. I co więcej pies nauczył się nie reagować na tę komendę (sorry, ale jak nie mamy pewności, że zareaguje to nie strzępimy języka po próżnicy, ale idziemy po pieska. Inaczej osłabiamy nie tylko tę komendę, ale i nasz autorytet w oczach... innych ludzi) i zaczęła mieć dla niego znaczenie "zrób albo i nie".

Wracając do metod wychowania:
1. Suka bardzo rzadko stosuje siłę fizyczną w stosunku do szczeniąt. Chyba, że ma zaburzenia psychiczne, ale te szczeniaki też będą je miały. Moja poprzednia suka miała dwa mity i praktycznie tylko raz skarciła szczeniaka (gdy ją mocno ugryzł).
2. Tzw. pruski dryl miał zastosowanie w wojsku w czasach, gdy oddziały w zwartych kolumnach szły na baterie dział. Od czasu wprowadzenia tylariery strarcił na znaczeniu. A jak się okazało w hostorii żołnierze odpowiednio zmotywowani odnoszą mają przewagę nad "przymuszonymi" nawet jeśli są gorzej wyszkoleni i wyposażeni (np. powstańcy warszawscy).
3. M@d czy nie sądzisz, że takie wydarzenia z historii ludzkości jak bunty chłopskie w Niemczech, powstanie Chmielnickiego, rewolucja francuska nie były między innymi odpowiedzią na "siłowe" utrzymanie porządku społecznego. Dziecko nie zbuntuje się, ale dorosły jeśli go odpowiednio "przyciśniesz" już tak. To samo jest z psami - szczeniak na przymus zareaguje strachem, dorosły pies z czasem zacznie się bronić.

Posted

Pruski dryll w tym przypadku, to
1) zmniejszenie tolerancji na wykroczenia
2) zmniejszenie tolerancji na wielkość wykroczenia
czyli "stwardnienie serca"
Ostatnio z braku czasu i chęci "osłodzenia mu" stresu przeprowadzki zostały poluzowane rygory i konsekwencji wychowania.
Od teraz nie ma już "tylko trochę szczekał, ale potem był grezczny". :lol:
A w czasie przeprowadzki tak było ...
"tyraliera" się sprawdza, pod warunkiem, ze żołnierze biegną w kierunku przeciwnika, a nie w bok lub do tyłu ... :lol:
Jeżeli biegną do tyłu, to najpierw padaja rozkazy, a gdy to nie pomaga, to czasem NKWD-zista z CKM jest lepszym rozwiązaniem od totalnej porażki
:lol: :lol: :lol: :lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...