Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja przepraszam, że się tak znienacka "wtrancam" i choć nie piszę to wątek znam od dechy do dechy. Strasznie mi leży na seru los Misia i to samo serce płacze jak czytam takie wiadomości jak ta ostatnia :(

Nie dość, że nowa, to jeszcze z kretyńskim pomysłem... czy nie dałoby się (w ostateczności oczywiście) jakoś Misia stamtąd "wykraść"?

  • Replies 6.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted

elik napisał(a):
(...) Adresówki Misiowi nie doczepił, bo go będą łapać, przetrzymywać i dzwonić o nagrodę.
To Misiu sam biega po okolicy - pytam. A co, mam go więzić ? - odpowiada. (...) Czy chętnie je karmę ? pytam. Eeee pani niechętnie, woli kości. (...) On chudy ? Co pani opowiada, on jeszcze za gruby jest. (...)

[FONT=Georgia]" Adoptujący zobowiązuje się do otoczenia psa [/FONT][FONT=Georgia]rzetelną opieką[/FONT][FONT=Georgia], [/FONT][FONT=Georgia] najlepszą, jaką będzie w stanie mu zapewnić, oraz do odpowiedzialnego postępowania względem niego[/FONT][FONT=&quot][FONT=Georgia] (...)"

[/FONT]
[FONT=Georgia]Ato, jak teraz to widzisz? Według mnie to, o czym czytam to gie nie opieka. :angryy:
Ba... naszą pomoc na dobrą sprawę też możemy sobie wsadzić w tym układzie.
Czy jesteś w stanie pojechać tam i zabrać Misia z powrotem do siebie?
Rzetelności zero. Najlepsza opieka, jaka... śmiech na sali, a do tego cwaniactwo, adresatka pod nos podetknięta ale nie założona (przyczynę już znamy). :angryy:

[/FONT] [/FONT]

Posted

Misio w każdej chwili oczywiście może do mnie wrócić, ale co do transportu, muszę pomyśleć... Zapytam Szami, może się zgodzi, to byśmy pojechały razem... Misiek znał ją bardzo słabo, mnie natomiast powinien pamiętać. Tylko nie wiem, czy w razie czego uprzedzać pana o wizycie czy narażać się na to, że nikogo nie zastaniemy. Bo może uprzedzić, że będzie wizyta, pojechać i na miejscu na podstawie umowy dopiero powiedzieć, że go zabieramy.

Posted

ataK napisał(a):
Misio w każdej chwili oczywiście może do mnie wrócić, ale co do transportu, muszę pomyśleć... Zapytam Szami, może się zgodzi, to byśmy pojechały razem... Misiek znał ją bardzo słabo, mnie natomiast powinien pamiętać. Tylko nie wiem, czy w razie czego uprzedzać pana o wizycie czy narażać się na to, że nikogo nie zastaniemy. Bo może uprzedzić, że będzie wizyta, pojechać i na miejscu na podstawie umowy dopiero powiedzieć, że go zabieramy.

Hm... a może razem z Elą, jeśli Ela by się zgodziła? Jak to widzisz Elu?
Czy pan sprawia wrażenie kogoś, kto często wybywa? Zmierzam do Twojego pytania Ato, czy uprzedzać, czy nie, bo mimo wszystko, ja bym chyba nie uprzedzała.

Posted

No szlag mnie na miejscu trafi zaraz i dziada pacnę w baniak i się sprawa sama rozwiąże!!!!!!!!
Dziewczynki błagam ODBIERAMY Szorstusia!!!! Moim zdaniem nie uprzedzajmy o odbiorze, który zdecydowanie ma podstawy, by zaistnieć.
Elu czy Ty dasz radę podjechać???????? Bardzo proszę.

Posted

Marycha35 napisał(a):
No szlag mnie na miejscu trafi zaraz i dziada pacnę w baniak i się sprawa sama rozwiąże!!!!!!!!
(...).

Trzeba poczekać na Elę, Jej decyzję. Duet Ata i Ela byłby naj... :-(

A co do cytatu... Maryś, błagam, uprzedzaj, zalałam koszulkę, a i ucieszyłam się pepsi w nosie i krtani. :evil_lol:

Posted

Izuś sorka;):)
Oczywiście czekamy na decyzję Eli, ale taki tandem byłby faktycznie najlepszy:) Oby tylko zgrabnie poszło, ale warunki adopcji połamane ostro!
Szorstuchna jeszcze momento poczekaj, będzie lepiej:):):) Na tych drogach uważaj...brrrrr!

Posted

holly101 napisał(a):
Ja przepraszam, że się tak znienacka "wtrancam" i choć nie piszę to wątek znam od dechy do dechy. Strasznie mi leży na seru los Misia i to samo serce płacze jak czytam takie wiadomości jak ta ostatnia :(

Nie dość, że nowa, to jeszcze z kretyńskim pomysłem... czy nie dałoby się (w ostateczności oczywiście) jakoś Misia stamtąd "wykraść"?

A wtrancaj, wtrancaj... Im łepetyn więcej tym i pomyślunek sprawniejszy. :-)
Mam nadzieję, że uda się wszystko przeprowadzić pełnym legalem, jak być powinno.

Posted

Popieram:) Holly zostań z nami, tu się jeszcze będzie działo;) Szorstkowi życie nowe szykujemy:)
Elu dziękuję za info o Szorstusiu, smutna, ale dająca nadzieję na lepszy los psiaka.

Posted

Kochane Cioteczki, przepraszam, że nie od razu odpowiadam, ale wczoraj net tak mi mulił, że wkurzona poszłam spać.
Ja też uważam, że nie należy uprzedzać, bo po pierwsze pewnie będzie czekać komitet powitalny w postaci syna, który mieszka obok i może być nieciekawie, a po drugie można wtedy Misia nie zastać w domu - będzie na wybiegu, a tak na prawdę, zamknięty u syna.
Co do mojego uczestnictwa w odebraniu Misia, muszę to uzgodnić z TZem, który teraz śpi. Ale obawiam się, że będą opory.

Posted

Elu, ja widziałabym Cię tu wyłącznie w roli osoby odwiedzającej, jak dotąd z ewentualnością zwrócenia uwagi Acie na jakieś istotności tam na miejscu. Ciężar rozmowy, niestety, spada na osobę, która figuruje na umowie adopcyjnej. W moim odczuciu to powinno być bez krzyku, bez złości, żądanie zwrotu psa (z podaniem powodów), a nie prośba. Asysty, tak czy owak się nie uniknie, bo de facto Ata fizycznie ma do odbioru psa od pana, a w znaczeniu umowy, od jego synowej. Jeśli tego się nie zrobi to wcześniej czy później będzie po Misiu, bo jeśli ktoś mu, biegającemu samopas, skóry nie przegarbuje, to puknie go auto. Jeśli nie to - to do końca Misia może przyczynić się kość, którą połknie łapczywie i ta ugrzęźnie, a jeśli z kolei nie to to z chwilą pojawienia się istotnego problemu zdrowotnego Misio nie otrzyma pomocy, jaką winien otrzymać (w to po prostu nie wierzę, by ktoś z nim darł opony, bo Misio zachorował i leczył go jak należy).

Posted

majqa napisał(a):
Trzeba poczekać na Elę, Jej decyzję. Duet Ata i Ela byłby naj... :-(

A co do cytatu... Maryś, błagam, uprzedzaj, zalałam koszulkę, a i ucieszyłam się pepsi w nosie i krtani. :evil_lol:


Majqa, nie pij pepsi, pepsi niezdrowa jest ;)


majqa napisał(a):
Elu, ja widziałabym Cię tu wyłącznie w roli osoby odwiedzającej, jak dotąd z ewentualnością zwrócenia uwagi Acie na jakieś istotności tam na miejscu. Ciężar rozmowy, niestety, spada na osobę, która figuruje na umowie adopcyjnej. W moim odczuciu to powinno być bez krzyku, bez złości, żądanie zwrotu psa (z podaniem powodów), a nie prośba. Asysty, tak czy owak się nie uniknie, bo de facto Ata fizycznie ma do odbioru psa od pana, a w znaczeniu umowy, od jego synowej. Jeśli tego się nie zrobi to wcześniej czy później będzie po Misiu, bo jeśli ktoś mu, biegającemu samopas, skóry nie przegarbuje, to puknie go auto. Jeśli nie to - to do końca Misia może przyczynić się kość, którą połknie łapczywie i ta ugrzęźnie, a jeśli z kolei nie to to z chwilą pojawienia się istotnego problemu zdrowotnego Misio nie otrzyma pomocy, jaką winien otrzymać (w to po prostu nie wierzę, by ktoś z nim darł opony, bo Misio zachorował i leczył go jak należy).


Rzeczywiście chyba najlepiej Ela, bo już tam była jako osoba wizytująca i nic się nie działo, nie będzie więc właściciel miał oporów. Ja natomiast mogę odebrać Miśka na podstawie umowy. Ciekawa jestem, czy on ją w ogóle czytał...

Posted

ataK napisał(a):
Majqa, nie pij pepsi, pepsi niezdrowa jest ;)


Rzeczywiście chyba najlepiej Ela, bo już tam była jako osoba wizytująca i nic się nie działo, nie będzie więc właściciel miał oporów. Ja natomiast mogę odebrać Miśka na podstawie umowy. Ciekawa jestem, czy on ją w ogóle czytał...

Kiedy ja kocham pepsi!!! :placz:

Dziękuję Ato, że chcesz pojechać. :lol:

Posted

majqa napisał(a):
Kiedy ja kocham pepsi!!! :placz:

Dziękuję Ato, że chcesz pojechać. :lol:


Mam do Miśka sentyment, to mój pierwszy tymczasowicz, no i w ogóle jest to wyjątkowo urokliwy pies. Mówiły to zresztą wszystkie osoby, które zetknęły się z nim osobiście... Nie mówiąc o tym, że umowa była na mnie, więc chyba nikt inny nie miałby prawnie możliwości odebrania go. Choć nie przypuszczam, żeby facet się specjalnie bronił, ostatnio dużo się mówi w mediach o odpowiedzialności karnej za złe traktowanie zwierząt i można go tym "zmotywować" ;)

Posted

ataK napisał(a):
Mam do Miśka sentyment, to mój pierwszy tymczasowicz, no i w ogóle jest to wyjątkowo urokliwy pies. Mówiły to zresztą wszystkie osoby, które zetknęły się z nim osobiście... Nie mówiąc o tym, że umowa była na mnie, więc chyba nikt inny nie miałby prawnie możliwości odebrania go. Choć nie przypuszczam, żeby facet się specjalnie bronił, ostatnio dużo się mówi w mediach o odpowiedzialności karnej za złe traktowanie zwierząt i można go tym "zmotywować" ;)

I to jest słuszny trop takiego kierunku rozmowy.
Ato, oczywiście (a daj Boże, by...) jak go zabierzesz pomogę w ogłaszaniu, wątek trzeba będzie przenieść, prosząc moda, zakładkowo i zbierać na Misia pieniążki.
Cholernie się martwię o tego psa, każdy jego dzień tam. :-(
Ciekawa jestem jak bardzo Misio ucieszy się na Twój widok. :-)

Posted

Cioteczki, załóżmy, że się podejmę tego zadania, ale co radzicie, co począć, gdy pan zdecydowanie powie - Nie, nie wydam psa. Co wówczas mamy zrobić, co nam pozostaje ?
Boje się tej sytuacji. Siłą Misia nie zabierzemy.
Jeśli nawet mój mąż zgodzi się mnie tam zawieźć, to na pewno nie pójdzie ze mną do domu pana. Nie mogę na to liczyć (pisałam o tym Marysi na PW) i nie zamierzam go do tego zmuszać.

Posted

Wydaje mi się, że siła nie wchodzi w grę. Natomiast w umowie jest punkt "[FONT=&quot]Pies będzie miał obrożę z telefonem i/lub adresem." oraz [/FONT][FONT=&quot]"Pies będzie pod opieka weterynaryjną, będzie regularnie odrobaczany, szczepiony, a w razie choroby leczony z należytą troską."[/FONT][FONT=&quot], jest również[/FONT] "Wydający będzie miał możliwość sprawdzania warunków bytowych psa." oraz "[FONT=&quot]W przypadku rażącego naruszenia któregoś z punktów niniejszej umowy, osoba wydająca ma prawo do natychmiastowego odebrania psa adoptującemu.". Na końcu umowy natomiast "[/FONT][FONT=&quot]Przyjmuję do wiadomości, że w razie złego traktowania zwierzęcia grozi mi odpowiedzialność karna na podstawie ustawy o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997r.". I chyba tego się musimy trzymać, bo właściciel nie może być pewny, czy nie wezwiemy jakiejś organizacji i czy nie będzie miał przez tę sytuację nieprzyjemności...[/FONT]

Posted

ataK napisał(a):
Wydaje mi się, że siła nie wchodzi w grę. Natomiast w umowie jest punkt "[FONT=&quot]Pies będzie miał obrożę z telefonem i/lub adresem." oraz [/FONT][FONT=&quot]"Pies będzie pod opieka weterynaryjną, będzie regularnie odrobaczany, szczepiony, a w razie choroby leczony z należytą troską."[/FONT][FONT=&quot], jest również[/FONT] "Wydający będzie miał możliwość sprawdzania warunków bytowych psa." oraz "[FONT=&quot]W przypadku rażącego naruszenia któregoś z punktów niniejszej umowy, osoba wydająca ma prawo do natychmiastowego odebrania psa adoptującemu.". Na końcu umowy natomiast "[/FONT][FONT=&quot]Przyjmuję do wiadomości, że w razie złego traktowania zwierzęcia grozi mi odpowiedzialność karna na podstawie ustawy o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997r.". I chyba tego się musimy trzymać, bo właściciel nie może być pewny, czy nie wezwiemy jakiejś organizacji i czy nie będzie miał przez tę sytuację nieprzyjemności...[/FONT]

Oczywiście, że siła nie wchodzi w grę. Ale co zrobimy jak pan powie - Nie ? Taką ewentualność należy przewidzieć i przygotować się na to. Bo pojechać po Misia i wrócić bez niego, to kompletne fiasko i całkowite pozbawienie się możliwości kontaktów z nim na przyszłość. Pan już nikogo nie wpuści na teren swojej parceli. Jeśli interweniować, to tylko skutecznie.

Posted

Patowa sytuacja. Znajoma podczas odbierania psa przy próbach oporu zadzwoniła po SM, w końcu facet dla świętego spokoju oddał zwierzaka. Ale chyba na takiej wsi, to SM brak, a i pewnie policja raz na tydzień tam zagląda, więc się nie pofatygują.... z powodu psa?

Posted

zerduszko napisał(a):
Patowa sytuacja. Znajoma podczas odbierania psa przy próbach oporu zadzwoniła po SM, w końcu facet dla świętego spokoju oddał zwierzaka. Ale chyba na takiej wsi, to SM brak, a i pewnie policja raz na tydzień tam zagląda, więc się nie pofatygują.... z powodu psa?

Wieś Ci to dechami zabita, ale po szosie auta pędzą jak na rajdzie :(

Posted

Tez myslé ze trzeba sié przygotowac na nagle zacietrzewienie pana i próby oporu... Bez sily, ale odrobina autorytetu bylaby wskazana. Nie macie np. znajomego policjanta, któy zgodzilby sié pojechac w roli oczywiscie figuranta, ale pan nie musialby juz o tym wiedziec ;p

Posted

zerduszko napisał(a):
Patowa sytuacja. Znajoma podczas odbierania psa przy próbach oporu zadzwoniła po SM, w końcu facet dla świętego spokoju oddał zwierzaka. Ale chyba na takiej wsi, to SM brak, a i pewnie policja raz na tydzień tam zagląda, więc się nie pofatygują.... z powodu psa?

Będą musieli się pofatygować, bo póki co pies to rzecz, a wobec tej rzeczy nie zostały dopełnione obowiązki, o jakich stanowiła umowa, ba.. pana ten obowiązek adresatki nie interesował, a czemu wytłumaczył. Ata zatem ma prawo do swojej rzeczy, odzyskania jej z powrotem.

Posted

Faktycznie przydałby się jakiś stróż prawa...Albo chociaż mężczyzna;) Cholera jasna, trzeba to zgrać jakoś sprytnie. AtaK ma rację, że Pan właściwie nie ma prawa piuknąć, złamał warunki umowy!!! Ale co jak się uprze???? A może obecność Szami, gdyby się zgodziła można by wykorzystać? Weterynarz oblookał psa, pies bez adresatki, zapchlony, źle karmiony...No sama nie wiem co tu wykombinować!
Szlag mnie trafia, bo właściwie to dziada należało by bacikiem smagnąć i Szorstusia bez najmniejszego tłumaczenia zabrać, jak też karmę, obróżkę oraz adresówkę, zostawiając kości, pchły i niebezpieczną drogę!

Posted

majqa napisał(a):
Będą musieli się pofatygować, bo póki co pies to rzecz, a wobec tej rzeczy nie zostały dopełnione obowiązki, o jakich stanowiła umowa, ba.. pana ten obowiązek adresatki nie interesował, a czemu wytłumaczył. Ata zatem ma prawo do swojej rzeczy, odzyskania jej z powrotem.

Majga, ja nawet nie wiem gdzie jest najbliższa placówka policji, gdzie w razie czego dzwonić. A jak już znajdę, dodzwonię się, to czy w ogóle przyjdą ? A jak już przyjdą to czy tamtejsza, miejscowa, skoligacona, zasąsiedzona policja zechce stanąć po naszej, a nie po faceta stronie ? Ja w to wątpię.
Nie piszę tego, żeby wymyślać trudności, bo te są, ja je tylko wyliczam. A jak już pisałam, jeśli podejmować działania w kierunku odzyskania Misia, to tylko skuteczne. W przeciwnym razie możemy całkowicie odgrodzić sie do psiaka.
Same dogomanki nie mają szans na skuteczną interwencję.
Tak sobie myślę, że może jest jakaś organizacja prozwierzęca w N.Sączu. Trzeba byłoby z nimi się skontaktować, naświetlić sprawę i prosić o udział w tej akcji. Proponuję żebyście sprawdziły, czy to jest realne. W takiej asyście akcja moim zdaniem ma szanse na powodzenie i wzięłabym w niej udział.

emilia2280 napisał(a):
...Nie macie np. znajomego policjanta, któy zgodzilby sié pojechac w roli oczywiscie figuranta, ale pan nie musialby juz o tym wiedziec ;p

Bardzo dobry pomysł. Na miejscowych, jak już pisałam wyżej, nie liczę, a sam widok mundurowego zadziałałby na pana odpowiednio.

Wierzę, że jest szansa na odzyskanie Misia, tylko trzeba przemyśleć i odpowiednio przygotować kilka scenariuszy w zależności od reakcji pana.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...