Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Kama odeszła, lecz pozostanie w sercach i myślach.


  • A oto jej historia
    ku pamięci
    31.01.2008
  • [quote name='GreenEvil']Xenie zobaczylysmy w ciasnej schroniskowej klatce-nie miała siły stac...
    Leżała bezwładnie w odchodach na betonie .
    Nie reagowała już na nic, nie była w stanie nawet podnieść łba.
    Inne psy z boksu od czasu do czasu podbiegały do niej i gryzły.
    Ona nie miała sił się bronić..
    Jeszcze chwile a ten pies-zmarłby z zagłodzenia i zimna.
    Xenia jest chodzącym szkieletem, można policzyć na niej wszystkie kości.
    Organizm zaczął już sam się trawić...Xenia nie powinna już życ, a jednak żyje-dzięki ludziom którzy w porę ją zobaczyli i odratowali.
    Jedank potrzebujemy pomocy finansowej by móc ją wyleczyć i już teraz szukamy jej kochającego domu-stałego lub tymczasowego.
    Ma olbrzymie zaniki mięśniowe, jest wyłysiała do połowy .
    Ledwo żywa Xenia została odwieziona do kliniki, w której obecnie jest intensywnie leczona i dożywiana.






    pzdr
    GreenEvil
    ...............

    03.02.2008
    [quote name='GreenEvil']Sunia w tym momencie przebywa na SGGW. Wymaga kroplowek, podawania lekow.
    W momencie kiedy dojdzie do siebie, opieka nad nia sprowadzi sie do odpowiedniego karmienia.
    pzdr
    GreenEvil

    06.02.2008

    [quote name='gallegro']
    Konkretne decyzje jeszcze nie zapadły, ale spodziewam się, że już niedługo Xenia zasili moja gromadke. Od pewnego czasu przywyklem do parzystej ilosci czwronogow, wiec normalnie mi czegos brakuje ;)

    25.02.3008
    [quote name='gallegro']A co tak raptem ciotki zacichły, aaa...? Dziś Xenia zaszczyci swoją psiową wujka gallegro :p
    Zdjątka obowiązkowe. Opis tudzież. Jutro na deser filmik. Jeśli nie będzie zbyt ciemno, możliwe, że jeszcze dziś. Ciekawe jak wypadnie zapoznanie z moją bandą. Podobno Xenia ma jeszcze problemy skórne (uczulenie?). Odezwiemy się wieczorem...
    ................Tygrysiczka z Kometą i Xenią, czekają na peronie. Za kilka minut sunia rozpocznie podróż po nowe życie. Jest przestraszona. Ogonek pod brzuszkiem. Wygląda lepiej niż na pamiętnych zdjęciach...
    Teraz będę musiał pogadać z gwiazdą TV, czyli Bonusem. Uprzedzę go, że odwiedzi go koleżanka z tej samej mordowni, czyli Krzyczek

    Posted

    Nowe życie
    25.02.2008
    [quote name='gallegro']Domyślałem się, ze sunia nieco odżyje w towarzystwie moich psiaków, ale nawet w najśmielszych snach, nie przypuszczałem, że nastąpi taka metamorfoza...
    W tym momencie chciałbym wyjaśnić, ze od dziś, Xenia nazywa się KAMA. Zmiana imienia to nie był mój wymysł, ale sugestia Komety, która stwierdziła, że sunia zupełnie na nie nie reaguje. Nowe imię Kama zawdzięcza Ani-tygrysiczce
    W drodze z przystanku do domu, sunia była niespokojna i nieufna. Zatrzymywała się często i musiałem na siłę ciągnąć ją za sobą. Robiłem to z wyczuciem, żeby jej nie stresować.
    Sunia jest bardzo wychudzona. Widać każde żeberko i kosteczkę. Miejscami nie ma sierści. Pod szyją łyse placki... Kama trzepie głową i nie daje sobie zajrzeć do uszu. Widać też, że musiała wielokrotnie rodzić, ponieważ ma powyciągane sutki.
    Po wejściu na posesję, spuściłem ją ze smyczy. Kama z zainteresowaniem zwiedzała każdy kąt. Robiła to chętnie i widać było, że sprawia jej to przyjemność. w końcu można było zobaczyć jej długi ogon, który do tej pory, skrzętnie skrywała pod brzuszkiem.
    Teraz miało nastąpić najważniejsze...
    Kama na smyczy, Bonus wychodzi z domu i...
    I nic... zupełnie nic... obwąchiwanie... ogony lekko uniesione... po chwili dyndają, co świadczy o przełamaniu lodów. Teraz czas na obwąchiwanie i zaczepki. Spoko, Bonus kupił koleżankę...
    czas na cięższy kaliber... Do akcji wkracza... Dolores, której wdzięczne imię, koresponduje z jej tuszą i wdziękiem
    Również w tym przypadku jest spoko...
    Teraz czas na wspólną przebieżkę. Kama zaczyna zachowywać się tak, jakby od zawsze mieszkała z naszą bandą. To co obserwowałem, zaskakiwało mnie z każdą minutą coraz bardziej. Po kilkunastu minutach Kama całuje Bonusa, przytula się do mnie i w ogóle jest wesoła i słodka. jestem w totalnym szoku, ze metamorfoza nastąpiła w tak krótkim czasie.
    Czas na posiłek. Pierwsza Kama. Podczas jedzenia izolacja będzie obowiązywać jeszcze bardzo długo. Kama dopada miski, a po chwili patrzy z wyrzutem, jakby pytała..."czy to już wszystko???" Nie chcemy obciążać jej żołądka, dlatego będzie jeść częściej w mniejszych porcjach.
    Kama sporo pije. Odkryła, że w stawie jest dużo wody, co będzie widać na fotkach. Zwiedziła sad, i kawałek lasu, które znajdują się na ogrodzonej posesji.
    Kama jest bardzo kontaktowa, łagodna i ufna. Może mieć jednak troszkę mniej lat niż przypuszczaliśmy (5-6). Ma zadatki na piękną sunię. Budową ciała przypomina wilka. Ma długi ogon, który po zdobyciu włosa, będzie jej ozdobą.
    Aktualnie sunia jest w mieszkaniu z pozostałymi psiakami i jest O.K.
    martwi mnie tylko fakt, ze sunia dużo pije i równie dużo sika. Będę to obserwować.
    Reasumując... jestem pod ogromnym wrażeniem jej przemiany, w tak ekspresowym tempie.
    za niedługo wrzucę kilka fotek. Film będzie jutro, ponieważ dziś było zbyt ciemno. Dopiero wtedy zobaczycie z jaką śliczną, choć zaniedbaną i wyniszczoną sunią, mamy do czynienia.
    [quote name='gallegro']W dzikie wino zaplątana...




    Jak przytyje, będzie z niej niezła laska...





    Bonusowe zaloty...




    Oko w oko...




    Przed siebie...

    Posted

    26.02.2008


    [quote name='gallegro']Jak widać poniżej, Kama ma zadatki na rasowego kanapowca...







    Kama przespała spokojnie całą noc, nie licząc zmian miejsca i drapania.
    Nad ranem znalazła woreczek foliowy z kosteczkami-smakoszkami i postanowiła nie dzielić się z pozostałymi psiakami. Robiła to z takim zapamiętaniem, że o mały włos, nie udałoby się wyrwać jej torebki. Nie była zadowolona z tego faktu i ostrzegawczo kłapnęła zębami.
    Rano były harce zarówno z Bonusem jak i z Dorką.
    Może w moich ustach zabrzmi to nieskromnie, ale wydaje mi się, że Kama jest zadowolona z takiego obrotu sprawy.
    Zrobię wszystko, aby ta biedna sunia, już zawsze była szczęśliwa...
    http://www.youtube.com/watch?v=3ERWg8x4Olc

    27.02.2008
    [quote name='gallegro']Dziś rano, Kama przyprawiła mnie o szybsze bicie serca...
    Weszła do kuchni, skoczyła łapkami na szafki, gdzie TZ-ka pozostawiła mi kanapki zapakowane w folię. Ze względu na zaawansowaną sklerozę, na kanapkach leżały leki obniżające ciśnienie i zegarek ;).
    Kama schwyciła jedną kanapkę i uciekła do pokoju. Dogoniłem ją i chciałem zabrać jej zdobycz, lecz trochę się obawiałem jej reakcji. Ponieważ moja słowna perswazja nie robiła na niej żadnego wrażenia, postanowiłem zaryzykować...
    Chwyciłem raptownie zawiniątko i wtedy moim oczom ukazał się zegarek i listek z lekami. Przyznam, że dopiero wtedy zrozumiałem, jakie to było nieroztropne z naszej strony... Tabletek było na tyle dużo, że przy jej słabej kondycji, mogło być nieciekawie... Na swoje usprawiedliwienie dodam, że moje psy nie mają w zwyczaju penetrować kuchennych szafek. No cóż, mamy nauczkę na przyszłość...

    Kama robi systematyczne postępy. Po powrocie do domu, o mało nie zabiła się, pędząc do furtki. Szczęśliwy pysio i małonieurywający się ogon, to najpiękniejszy widok, a w przypadku psiaka, który jeszcze niedawno, nie miał nadziei, to coś wspaniałego.
    Stosunki między psiakami jeszcze bardziej się ociepliły. kama skacze łapami na Bonusa i zachęca do zabawy (z wzajemnością). Sunia jest bardzo żywotna. Jej oczy nabierają blasku. Niedawno na werandzie, za pośrednictwem kanapy, wskoczyła na stół, żeby po chwili zeskoczyć bezpośrednio na podłogę :-o Jedzenie to czyste szaleństwo. Kiedy rano oddawałem jej zdobycz (bez foli, zegarka i tabletek ;) ), myślałem, że odgryzie mi dłonie. Sucha karma znika jakby zasysana odkurzaczem. Tak samo jest z innymi pokarmami. Kama sprawia wrażenie ciągle głodnej, choć zjada już słuszne porcje. Od dziś będzie dostawać zestaw witamin, które mam nadzieję, pomogą jej w szybszym odzyskaniu formy i wpłyną na poprawę sierści. kama nie pije już tak dużo jak wcześniej.
    Kama nie sprawia praktycznie żadnego problemu i jest bardzo wdzięczną sunią...

    29.02.2008
    [quote name='gallegro']Wszystko wskazuje na to, że nie jest to świerzbowiec, choć na dziś nie można tego wykluczyć na 100%

    Jeśli chodzi o pytanie skierowane do Green, pozwolę sobie wyrazić swoją opinię na ten temat.
    W mojej ocenie (i nie tylko mojej), na SGGW odwalono fuszerkę.
    - mając ku temu warunki, psina powinna zostać wykąpana i odpchlona
    - długie pazury, sprawiały suni wyrazne problemy przy chodzeniu po twardym podłożu
    - uszy miała totalnie zabrudzone, z czego wnioskuję, że nikt do nich nie zajrzał... a jeśli zajrzał i nic z tym nie zrobił, to... :shake:

    Nie mam zamiaru uskarżać się na to, że Kama dotarła do mnie w takim, a nie innym stanie. Zastanawiam się tylko, dlaczego renomowana klinika, nie zajęła się sunią kompleksowo. Przecież Kama przebywała tam stosunkowo długo, a objawy jednoznacznie wskazywały, że problem istnieje :roll:


    Teraz z innej beczki...
    Kama jest przesympatyczną sunią. Widać, że w końcu zaufała człowiekowi...
    Rozbroiła mnie w nocy, kiedy to z gracją wlazła na łóżko i położyła się obok mnie ;). To nie wszystko... Kama położyła łapkę na moim ramieniu, a jęzorem postanowiła "domyć" mój policzek :lol:

    Tutaj rodzi się pewien problem...
    Już dziś wiem, że rozstanie będzie dla nas wszystkich ogromnym przeżyciem. Mam tylko nadzieję, że Kamusia na tyle zaufa ludziowi, że ułatwi jej to aklimatyzację w domku docelowym. A domek musi być najlepszy pod słońcem. Chyba bym nie przeżył, gdyby po tym co ta biedna sunia przeszła, wróciła z nieudanej adopcji :shake:

    Poniżej link do filmiku z udziałem naszej bohaterki...
    Proszę zwrócić uwagę, jak zapamiętale biegnie do furtki, żeby się przywitać ;) Widać też jej piękne uszyska, które stawia od momentu, kiedy poczuła się pewnie. Już niedługo, będzie z niej śliczna sunia...

    http://www.youtube.com/watch?v=ma82FLnFgHo

    Słowo się rzekło... http://www.allegro.pl/show_item.php?item=321788395

    A tutaj film, na którym widać, jak Bonus staje w obronie Kamy, napastowanej przez zazdrosną Dorkę... Ach te kobiety
    http://pl.youtube.com/watch?v=pDMtuvZUyLY

    01.03.2008


    [quote name='gallegro']Nowy filmik, specjalnie dla wielbicieli Kamy ;)
    Zwróćcie uwagę na jej reakcję, podczas zabawy Dorki z Bonusem. Nie ukrywała niezadowolenia... Powarkiwała i marszczyła nochala ;)
    Kama poczuła się już całkiem pewnie. Potrafi okazać swoje niezadowolenie, kiedy Bonus ją zaczepia, a ona nie ma ochoty na zabawę. Na posesji głośno szczeka i widać, ze sprawia jej to przyjemność.
    Dziś rano, Kama "podziękowała" za suchą karmę. Makaron z mięskiem zjadła z apetytem. Koniec eldorado wujku gallegro... musisz częściej zmieniać menu :razz:

    http://pl.youtube.com/watch?v=bRqezaKKVHQ

    Posted

    03.03.2008
    [quote name='gallegro']Kama-modelka...



    Dziś po raz pierwszy, w drodze do pracy, odprowadziła mnie razem z pozostałymi psiakami, do rogu posesji...
    http://www.youtube.com/watch?v=yJFS89HV0a0

    05.03.2008
    [quote name='gallegro']W zimowej scenerii...








    14.04.2008
    [quote name='gallegro']Piszę, ponieważ sytuacja jest poważna...
    Wynik badania jest baaardzo zły... "Bardzo liczne gronkowce" :shake:
    W obecnym stanie, Kama jest niebezpieczna dla pozostałych psów, choć stopień ryzyka jest uzależniony od indywidualnych predyspozycji każdego psiaka.
    W tym miejscu chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, na temat okoliczności w których mogła załapać to świństwo. Z całą pewnością było to zanim dotarła do mnie. Bezpośrednio przed zabraniem Kamy do siebie, zadałem pytanie o jej stan zdrowia. Uprzedzałem, że mam ograniczone możliwości, aby kontynuować ew. przewlekłe leczenie. Zostałem poinformowany, że wszystko jest O.K. poza tym, że Kama ciągle się drapie (?!).
    W związku z tym, moja hipoteza jest następująca:
    Gronkowca Kama załapała już w Krzyczkach, ew. w SGGW...
    Wg mojego weta, który jako pierwszy zajął się problemem w profesjonalny sposób, powodem tej przypadłości było wdrapanie tego świństwa przy okazji drapania w wyniku uczulenia na ślinę pchlą.
    Świadczyć o tym by mogły charakterystyczne wyłysienia wzdłuż grzbietu, jak i u nasady ogona, które były wyrazne w chwili przyjazdu suni do mnie.
    Po dwukrotnym potraktowaniu Fiprexem, problem uczulenia zniknął, ponieważ w opisanych miejscach sierść ładnie odrosła.
    Pozostał jednak problem wtórny...
    Na tej podstawie śmiem twierdzic, że na SGGW nie zrobiono nic w tym kierunku. A wystarczyło zrobić identyczne badanie, jakie zrobiłem ja...
    Były tam warunki do właściwego leczenie (izolatka itp).
    W związku z powyższym, prześlę Green stosowną dokumentację, sugerując egzekwowanie zadośćuczynienia (forma wg uznania).
    Co dalej???
    Przez chwilę pomyślałem, że skoro SGGW spieprzyło robotę, to niech to naprawi czyt. wyleczy Kamę na swój koszt w swojej "klinice".
    Po głębszym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, ze to nie ma sensu, ponieważ... z niewolnika nie ma pracownika :shake:
    Jeszcze dziś udaję się do weta z antybiogramem i będziemy podejmować leczenie suni.
    Kama zostanie wykąpana w specjalnym specyfiku, dostanie środki przeciwświądowe, oraz antybiotyk z antybiogramu, w formie tabletek.
    Jest to podyktowane tym, abym nie musiał pokonywać co dzień dziesiątków kilometrów (mam poważne problemy logistyczne, o których pisałem zanim zdecydowałem się na DT).
    Jak się okazało (całe szczęście), wet jest członkiem siedleckiej fundacji prozwierzęcej, i ma wielkie serce dla zwierząt. Jest to poparte odpowiednią wiedzą. Z tego powodu, mam pewne "przywileje", dlatego forma leczenia będzie dopasowana również do moich możliwości, bez uszczerbku dla jego skuteczności.
    Rozmawialiśmy nawet o stałej współpracy na zasadzie świadczenia wzajemnych usług, ale o tym napiszę więcej w bardziej sprzyjających okolicznościach...
    Ewentualny kontakt ze mną, za pośrednictwem Ani-tygrysiczki ew. tel. 600 870 225

    17.05.2008
    [quote name='gallegro']

    U Kamy bez zmian. raz lepiej, raz gorzej...
    Odstawiliśmy antybiotyk i nie widzimy większej różnicy. Kąpiemy Kamę we wspomnianym wcześniej specyfiku. Nacieranie olejkiem eukaliptusowym również zaczęliśmy stosować.
    Kama jest niesamowicie zazdrosna o michę, w której niewielka pozostałość żarełka, może stać pół dnia, ale kiedy inny psiak zbliża się do jej michy, jest totalna panika, gdy zaś intruz nie zważa na jej ostrzeżenia, dochodzi do awantury :razz:

    08.08.2008
    [quote name='gallegro']Obiecany film dla wszystkich wielbicieli Kamy:
    http://www.youtube.com/v/jlvxdSMEHEs

    Przed chwilą Kama została wykąpana z zastosowaniem szamponu przeciwłupieżowego (zwalcza grzybicę), na bazie Ketokonazolu.
    Sunia jest niewiarygodnie grzeczna. Poradziłem sobie z nią sam i to bez najmniejszego problemu. Stała luzem i grzecznie czekała na koniec zabiegu. Pod wieloma względami - pies ideał.
    Co prawda mam nieco problemów z zakładaniem obroży (bawi się ze mną w berka ;-) ), ale kiedy jest już na smyczy, pięknie idzie przy nodze.
    Przy okazji dzisiejszej kąpieli, zauważyłem pewne symptomy obaw przed porzuceniem...
    Zakładałem, że podczas wspomnianej wcześniej kąpieli, Kama nie zechce ze mną "współpracować" w stopniu dostatecznym, dlatego postanowiłem ją na ten czas uczepić. Kiedy odszedłem od niej dosłownie kilka kroków, aby przynieść nieco ciepłej wody, sunia w paniczny sposób próbowała się uwolnić. Wyglądało to tyleż zabawnie co groźnie, ponieważ stosunkowo ciężka przyczepka samochodowa, do której zamocowałem smycz, poruszała się znacznie.
    Nie jestem pewien, co wpłynęło na takie jej zachowanie... być może ma w pamięci to, jak ktoś ją porzucił i boi się powtórki...

    23.02.2009
    [quote name='gallegro']Minęło trochę czasu, więc nadrabiam zaległości...
    Kama jest w bardzo dobrej formie. Co prawda czasem ma jeszcze niewielkie dolegliwości (np. swędzenie w uszkach), ale to już betka. Niedługo udajemy się z Kamą do Wawy (do zaprzyjaźnionej lecznicy), na swoisty "przegląd" ;).
    Kamusi dopisuje apetyt, dlatego wyraźnie przytyła. Nie ważyliśmy jej ostatnio, ale na moje oko jest to ok. 40kg, a może i więcej. Kama potrafi też sama zadbać o "podwieczorek". Co kilka dni widać resztki kolejnego ptaka. Raz jest to gołąb sąsiada (sic!), innym zaś razem synogarlica. Nie mam pojęcia jak ona to robi, ale jest istną bird-killer'ką :razz:. Jest potężną sunią, ma ładną, gęstą sierść i duuużo energii. Jest bardzo wesoła i uwielbia zapasy z Bonusem. Często wywracają się wzajemnie "do gory kołami" i podgryzają w żartach. Kamusia uwielbia śnieg. Biega jak fryga i zajada biały puch.
    Serce się raduje, kiedy obserwuje się tak szczęśliwą sunię.
    Kama nie toleruje suk, dlatego jest izolowana od Dorki. Jest zakochana w swojej Pani. Nic dziwnego, w końcu była jej prezentem pod choinką :lol:.
    Pani rozpuściła ją do granic możliwości (smakołyki, mizianka i inne takie ;) ), dlatego aby nie być gorszym, ja również podtykam jej czasem coś extra :razz:. I jak ona ma nie być gruba :cool3:.
    Kama ma charakter... Nie chciałbym być na miejscu intruza, a nie daj boshe, gdyby ktoś podniósł na nas rękę. Myślę, że zaatakowałaby bez wahania... To bardzo silna psica. Dolores nie jest ułomkiem, ale przy Kamie wysiada :razz:.
    Tak się składa, że chwilowo nie mam aparatu, ale obiecuję, że za parę dni wrzucę kilka aktualnych fotek, a może i krótki filmik.
    Pozdrawiamy wszystkich fanów Kamy :lol:.

    25.06.2010
    [quote name='gallegro']Z Kamą jest bardzo źle... Zaczęło się od powłóczenia prawą przednią łapą, a skończyło niedowładem wszystkich czterech. W międzyczasie w miejsce sterydu wprowadziliśmy Trocoxil (przeciwbólowy i przeciwzapalny), który można podawać nawet przez okres sześciu miesięcy, bez poważniejszych skutków ubocznych. Ból został opanowany, ale problemy neurologiczne pozostały bez zmian, a nawet powoli postępowały. Wtedy wprowadziliśmy Nivalin, który niestety póki co nie pomaga (Kama jest w trakcie serii 10 iniekcji). Potrzeby fizjologiczne (a ściślej koo) załatwia w domu, a z sikaniem jest problem, ponieważ prawdopodobnie ma zahamowania natury psychicznej (nigdy nie zdarzyło jej się nabrudzić w domu). Z tego też powodu cierpi i co i rusz "płacze". My również cierpimy i płaczemy razem z nią... Zanim zrobi koo, zachowuje się tak, jakby chciała powiedzieć... "przepraszam, ale naprawdę nie mogę inaczej...". Kama jest wspaniałą, mądrą sunią. Aby nie zabrudzić posłania, zsuwa się z niego, dając przy tym sygnał, że "nabroiła". Jest pod stałą opieką zaprzyjaźnione cioci wet, która cierpliwie znosi nasze telefony, a i sama często dzwoni, żeby wspomóc nas radą. Niestety, nie ma się co oszukiwać - rokowania są b. złe... Prawdopodobnie proces zwyrodnieniowy kręgosłupa skutkuje wadliwym działaniem rdzenia. Kama póki co jest na leku przeciwbólowych (wspomniany Trocoxil), który "maskuje" objawy. Gdyby nie lek, Kama cierpiałaby niewyobrażalnie. A teraz bardzo ważne pytanie do śledzących wątek. Czy jest jakiś sposób (poza cewnikowaniem), aby "przekonać" sunię do oddania moczu. Wspomnę jedynie, że przytrzymywałem Kamę w pozycji zbliżonej do naturalnej, w jakiej zwykle się załatwia, ale bez skutku. Próbowaliśmy wynosić ją na trawę, pozostawiając ją na dłuższy czas, ale i w tym przypadku, na leżąc nie chce zrobić sioo... Kama leży włąśnie teraz pod drzewem i co i rusz głośno sygnalizuje, że ma "problem". Kiedy cierpiała ból, zachowywała się inaczej, dlatego mam podstawy sądzić, że chodzi o problem z oddanie moczu. Problem trwa już drugą dobę, a w międzyczasie Kama piła umiarkowane ilości wody. Apetyt jej dopisuje, ale kiedy cierpiała ból, nie było mowy o jedzeniu. Z całą pewnością zrobimy wszystko co w ludzkiej mocy, aby jej pomóc...

    Posted

    29.06.2010

    gallegro napisał(a):
    Wstępna diagnoza po RTG odcinka szyjnego wskazuje na zmiany zwyrodnieniowe, które powodują nasilanie się objawów w stosunkowo długim czasie. Gdyby był to np. zawał rdzenia, paraliż postępowałby o wiele szybciej. Tak jak napisałaś, nie można też wykluczyć tej drugiej opcji. Problem polega na tym, że każde dokładne badanie (m.in. rezonans) wykonywane jest w całkowitej narkozie. Kama jest staruszką, dlatego jest to ryzykowne.
    Przed chwilą założyliśmy Kamusi kołnierz ortopedyczny, który mam nadzieje skuteczniej unieruchomi/odciąży jej odcinek szyjny kręgosłupa. Problem leży prawdopodobnie w ok. 3-go kręgu.
    W międzyczasie zasięgnąłem info od "weteranki" Ulv, która, jeśli chodzi o opiekę nad psami z niedowładem, ma ogromne doświadczenie. Na jej prośbę przesłałem zdjęcia, które mają być przedmiotem konsultacji. Przesłałem również filmik, który obrazuje problem, który od tamtej pory jeszcze się pogłębił. Zastanawiałem się nad zamieszczeniem go tutaj, ale uznałem, że zrobię to dopiero na czyjąś wyraźną prośbę.
    Nic przyjemnego patrzeć na psa, któremu ciało odmawia posłuszeństwa...
    Kama co chwilę żali się na swój los. Wydaje się być "zdziwiona" tym co się z nią dzieje. Jeszcze 2 miesiące temu była radosną, pełną energii sunią........................................
    Wczoraj byliśmy z Kamą na konsultacji u dr Janickiego w Warszawie.
    Po badaniach i prześwietleniach lekarz postawił diagnozę-Kama przeszła prawdopodobnie wylew. Stąd paraliż. Ma szansę wrócić do sprawności, może nie będzie tak sprawna jak dawniej, ale jest szansa...
    Najgorszy był piątek, sobota i niedziela, całkowity paraliż. Kama lała się przez ręce jak szmaciana lala...
    Wczoraj nastąpił delikatny przełom. Delikatnie zaczęła poruszać końcem ogonka, a wieczorem ogon już był sprężysty. W drodze do Warszawy w samochodzie wysiusiała się, leżąc na boku i unosząc lekko tylną łapę (ok. 2-3 cm).
    Dziś unosi tułów do pionu, leżąc i pomaga sobie tylnymi łapkami. Jest lepiej, 2 dni temu musieliśmy ją podpierać w tej pozycji poduszkami, bo leciała na bok.
    Na razie odstawiliśmy Nivalin i Trocoxil i wdrożyliśmy leczenie Depedinem, Combivitem i Intravitem-iniekcje domięśniowe co 4 dni.

    30.06.2010
    gallegro napisał(a):
    Pierwsza próba pionizacji Kamusi zakończona sukcesem. Postawiliśmy ją na łapy i =podtrzymywana z przodu-przez chwilę ustała samodzielnie. Tylne łapy są zdecydowanie silniejsze.

    Pozostawiona w kojcu, przepełzła dziś samodzielnie ok. 1 metr. Samodzielnie podnosi górną część tułowia. Zdaje się duuużo weselsza, dziś obwarczała dziewczyny :-)

    Dorka zachowuje się wobec niej wzorowo. Łypie w jej stronę z takim wyrazem oczu, jakby mówiła "ej, sorry, zapomnij co było złe i wracaj do zdrowia". Inka traktuje Kamę jak swoją własność, gdy weszliśmy do kojca, żeby ją przełożyć, wlazła za nami, objęła Kamę łapkami i warczała na nas ;-)

    Mamy nadzieję, że już będzie dobrze. Powolutku stan Kamy się poprawia :-)


    01.07.2010
    gallegro napisał(a):
    Dziś odnotowaliśmy kolejny postęp.
    Kama przemieściła się o ok. 5-6 metrów. Przed chwilą podejrzałem jak to robi. Ponieważ przednie łapki są jeszcze lekko przykurczone, podpiera się ugiętymi (jakby szła na łokciach), odpychając się przy tym tylnymi. Minął stres. Kama wydaje się być podbudowana faktem, że wracają jej siły. Ona to wyraźnie czuje. Sprawia wrażenie, jakby czekała na ten moment, w którym na powrót ganiać się będzie ze swoim ukochanym Bonuskiem.
    Już nie uskarża się i nie jest jej przykro, że musi załatwić się na posłanie, ponieważ bez problemu może przemieścić się na ten czas w dogodne miejsce. W nocy również jest spokojna.
    Zdajemy sobie sprawę, że powrót z "dalekiej podróży" musi potrwać, ale uskrzydla nas sam widok psa, któremu z dnia na dzień, choćby w minimalnym stopniu, wracają siły.

    04.07.2010
    gallegro napisał(a):
    Kama wraca do zdrowia.
    Dziś po raz pierwszy udało się jej samodzielnie stanąć na czterech łapach. Widać jeszcze pewną nieporadność, związaną z upośledzoną koordynacją ruchową i utrzymywaniem równowagi.
    Kiedy po długiej nieobecności wieczorem wróciła TZ-ka i zawołała Kamę, ta nie mniej ni więcej, tylko zerwała się na równe nogi i zrobiła kilka kroków w jej kierunku. Po chwili jednak przednie łapy odmówiły posłuszeństwa i upadła na pierś.
    Największa przemiana dotyczy jej psychiki. Widać, ze jest szczęśliwa. Oczy nabrały blasku, potrafi upomnieć się o smakołyk i ogólnie jest zainteresowana światem zewnętrznym.
    Kama cały dzień przebywa w kojcu (takim dużym - 70 m2 z trawą, drzewami itd.), w którym czuje się bardzo dobrze. Obserwuje pozostałe psiaki, odszczekując się co i raz małej Ince. Potrzeby załatwia w pewnym oddaleniu od posłania. Przemieszcza się po całym kojcu, a raz nawet weszła do budy. Na noc wraca (targam na rękach to 40kg maleństwo) do domu. Po mieszkaniu również potrafi wędrować. Raz do miski z wodą, innym zaś razem pod drzwi pokoju, gdzie śpią pozostałe czworonogi, ze znienawidzoną Dorką na czele ;-).
    Oby ta tendencja utrzymała się...

    13.07.2010
    gallegro napisał(a):
    Dziś Kama po raz pierwszy od wielu tygodni wyszła z domu o własnych siłach, wysikała się w naturalnej pozycji, po czym wróciła i ułożyła się w swoim ulubionym miejscu. Była bardzo dumna z siebie. Jej oczy śmieją się na powrót, choć jeszcze nie tak dawno płynęły z nich łzy cierpienia i bezsilności... Tak, tak, Kama płakała, a my razem z nią...
    Teraz też płaczemy, ale ze szczęścia.
    Przed chwilą Kama stanęła przy stoliku i typowym dla siebie sposobem zaczęła żebrać. No cóż, nasza reakcja nie była zbyt wychowawcza, ale nie potrafiliśmy jej się oprzeć ;-)
    Nieco później spróbujemy zsocjalizować ją z Dorką. Chcemy wykorzystać fakt, że Kama jest zbyt słaba aby wszcząć awanturę, a Dorka nie jest zainteresowana konfrontacją. Oczywiście ta druga będzie na smyczy. Bylibyśmy usatysfakcjonowani, gdyby udało nam się doprowadzić do wzajemnego tolerowania się obu suń. Jak do tej pory, była to wojna totalna.


    15.07.2010
    gallegro napisał(a):
    Wracając do meritum, czyli naszej Kamusi...
    Nie dalej jak wczoraj wieczorem przyszedł czas na serię zastrzyków. Kama bardzo ich nie lubi (szczególnie piekących witaminek). Kiedy usłyszała szczęk kagańca (zakładamy na wszelki wypadek), zerwała się na równe nogi i w te pędy do drzwi, które były przymknięte. Co to dla nie za problem - usiadła przed nimi na pupie i wpychając nochala otworzyła je sobie na oścież. Niestety, dalej były drzwi zewnętrzne, zamknięte na klamkę. Stanęła przed nimi i wpatrywała się w klamkę. No cóż, pomyśleliśmy, że może chce siku. Ale ona tylko położyła się na trawie i całkowicie "ogłuchła"... Ani było jej w głowie wracać do domu. Po jakimś czasie postanowiłem "pomóc" jej w podjęciu właściwej decyzji. Kiedy ponownie znalazła się w domu, historia z drzwiami powtórzyła się.
    Niestety, w tej sytuacji zmuszeni byliśmy użyć perswazji, a kiedy nie poskutkowała, siły. Kiedy położyłem ją na posłaniu, dygotała ze strachu. TZ-ka przytrzymywała ją za kaganiec, a ja musiałem robić za tego "niedobrego". Domięśniowy poszedł gładko, ale z podskórnymi witaminami było gorzej. Kama wyrywała się i popiskiwała. Na koniec, w ramach "przeprosin" otrzymała dubeltową dawkę... przysmaków (biszkopciki i jej ulubiony przysmak - świeży... chlebek ;-)). Rzucała się na nie z takim animuszem, że nijak nie widać było po niej choroby.
    Dziś Kama również jest wesoła i zainteresowana otaczającym ją światem. Łazi po całym mieszkaniu, ale nie za bardzo chce wyjść na powietrze (pewnie dlatego, że jest gorąco). Nasz kojec również jest spory (70 m2) i położony pod ogromnymi rozłożystymi dębami i świerkami, więc cienia jest w nim pod dostatkiem. O ile w chwilach słabości Kama chętnie z niego korzystała, o tyle po odzyskaniu sił nie za bardzo chce być w nim zamykana.. Leży teraz obok mnie i podsypia.
    Kama jest wspaniałą, mądrą, kochaną sunią i bardzo się cieszę, że było jej dane podnieść się z zupełnej niemocy...............W zasadzie nie miałem już pisać, ale przypomniałem sobie o czymś bardzo istotnym.
    Po doświadczeniu ostatnich tygodni jesteśmy pewni, że psy analizują, wyciągają wnioski i zapamiętują. I nie jest to bynajmniej tylko zwykła pamięć "mechaniczna", czy "podręczna", która pozwala trafić psu do miski, czy na ulubione posłanie.
    Niektóre psy obdarzone są szczególnymi zdolnościami w tym względzie, czego niestety nie można powiedzieć o wszystkich ludziach. Kilka przykładów mam na codzień za płotem, ale nie chcę rozwijać tego wątku ;-).
    Kiedy Kama była zdrowa nie tolerowała miziania u nasady uszu, nie mówiąc już o ich tarmoszeniu. Kłapała zębami i to z prawdziwą złością. Nie wtulała się głową w człowieka i w ogóle była bardzo niezależna. Wzięcie jej na ręce było ryzykownym zabiegiem. Krótko mówiąc, Kama była prawdziwą indywidualistką i przywódczynią stada.
    Jeszcze na początku choroby, kiedy paraliż był umiarkowany, nie pozwoliła mi na głaskanie pod pyszczkiem, a kiedy zacząłem sprawdzać czy przypadkiem nie ma tam kleszcze, zesłościła się na dobre.
    Mijały kolejne dni, a ona traciła władzę nas swoim ciałem. Była zaskoczona i zdezorientowana tą sytuacją.
    W tym samym czasie następowała ogromna przemiana jej psychiki. Patrzyła na nas w taki sposób, jakby prosiła o pomoc.
    Kiedy mogła jedynie nieznacznie poruszać głową, płakała kiedy zastawała sama. TZ-ka spała przy jej posłaniu i non-stop ją głaskała, a kiedy zdarzało jej się usnąć, Kama natychmiast potrząsała głową i wyła/piszczała. Wiedziała, że nie jest już samodzielna, dlatego zdecydowała się na całkowitą zmianę frontu. Nie protestowała już kiedy brałem ją na ręce i zarzucałem na ramię. Z całą pewnością nie było to fajne, ale nie usłyszałem jednego "słowa" sprzeciwu.
    W tym czasie otrzymała ogromną dawkę czułości, w tym niekończące się mizianie, a ostatnio nawet tarmoszenie za uchole. Zero reakcji... tylko uśmiechnięte pysio i wesołe oczy. Kama musiała otrzeć się o TM, żeby zrozumieć pewne rzeczy.
    Już teraz widać, że jej przemiana nie ma charakteru tymczasowego, co potwierdza moje przypuszczenia odnośnie psiej "inteligencji".
    Tiaaa... tak sobie myślę - co powiedziałby po przeczytaniu powyższego mój idol - sąsiad zza płotu :razz:
    O czym ja piszę... najpierw trzeba przeczytać, a potem jeszcze zrozumieć :roll:
    I tym właśnie różnią się niektóre psiaki od niektórych ludzi...


    19.07.2010
    gallegro napisał(a):
    Jest coraz lepiej. Jestesmy dobrej myśli, ponieważ wciąż postępuje porawa stanu zdrowia Kamy. Zmiany są powolne, ale za to systematyczne. Wygląda to tak, jakby nastąpił zwrot i film cofał się do początku.
    Kama dziarsko chodzi już po całej posesji. Wczoraj poraz pierwszy sama wgramoliła się na fotel, zaś nieco później starała się zrobić to samo z kanapą. Niestety, wujek nie wyraził na to zgody, z czego niezbyt zadowolona była jego TZ-ka :razz:.
    Udało nam się osiągnąć pewnien kompromis i od dziś Kama ma do dyzpozycji swój ulubiony fotel, który został specjalnie dla niej zniesiony z sypiani. Teraz ma do wyboru dwa fotele i ... (kiedy nie zauważę) również kanapę ;).
    Wczoraj też Kama dokonała innej, nie mniej łatwej sztuki. Kiedy raptownie rozpoczęła się nawałnica (deszcz, grzmoty itp.) Kama była akurat zamknięta w kojcu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem ją pod drzwiami, kiedy akurat biegłem, aby zabrać ją do domu. Okazało się, że poradziła sobie z niezbyt dobrze zamocowanym przęsłem (do tej pory nie miała na tyle siły). Najzwyczainiej w świecie odciągnęła je do siebie, a ponieważ było zamocowane tylko na górze, na dole utworzyła się odpowiedzniej wielkości szpara. No cóż, trzeba pamiętać, że teraz Kama jest już prawie zupełnie sprawna.
    Nie znosi zostawać sama w domu. Kładzie się pod drzwiami i czeka na nasz powrót. Kiedy wracamy z dworu, wchodzi do domu tylko pod warunkiem, że my wejdziemy pierwsi.
    Dziś ponownie spotkały się oko w oko z Dorką, ale w odróżnieniu do poprzednich "widzeń" tym razem widać było wyraźne "iskrzenie". Niestety, nie wróży to najlepiej jeśli chodzi o przyszłe ich relacje.
    Dziś też zadzwoniłem do dr. Janickiego i okazało się, że Kama nie musi przyjmować więcej leków. Gdyby poprawa jej stanu uległa zahamowaniu, mamy się kontaktować.


    07.08.2010
    gallegro napisał(a):
    Ponieważ stan Kamy w dalszym ciągu ulegał wahaniom, zdecydowaliśmy się na wykonanie rezonansu magnetycznego. Dla uzyskania możliwie dokładnego obrazu zastosowany został kontrast.
    Przy okazji standardowego badania związanego z podaniem narkozy okazało się, że mimo zaawansowanego wieku, serducho Kamy jest w dobrej kondycji.
    Niestety, wynik badania MRI nie napawa optymizmem...
    Kama ma zmiany nowotworowe (prawdopodobnie), które umiejscowiły się w odcinku szyjnym kręgosłupa (krąg C4). Rozrost tkanki powoduje ucisk na rdzeń, który w okolicy wspomnianego kręgu ma ok. 1/5 normalnego przekroju.
    Wyjaśniła się kwestia reakcji organizmu na steryd. Otóż ma on działanie przeciwzapalne i obkurczające. Wtedy to rdzeń zaczyna działać w miarę sprawnie, aż do momentu, kiedy steryd przestaje działać.
    Na poniedziałek zostanie przygotowany szczegółowy opis, który skonsultuje ortopeda zlacający to badanie. Jak wyraził się specjalista radiolog, rokowania są kiepskie, a co najwyżej bardzo umiarkowane...
    Po konsultacji z ortopedą napiszę o jej wyniku.


    29.08.2010
    gallegro napisał(a):
    Już jestem i z niecierpliwością czekam na wspomniane sugestie.
    Dzwoniłen na numer, który mam w telefonie (*** *** 794), ale nikt nie odbierał.
    Jeśli możesz napisz na wątku, ew. na PW.

    W oczekiwaniu przedstawię punkt widzenia dr Janickiego, z którym skonsultowaliśmy wynik MRI.
    Jego zdaniem niewiele można wskórac...
    Gdyby nie to, że krąg C4 jest w fatalnym stanie, podjąłby się operacji usunięciua guza. W tym jednak przypadku jest prawie pewne, że szyjny odcinek kręgosłupa "rozleci się" w wyniku ingerencji chirurgicznej. Sugeruje, aby w dalszym ciągu podawać steryd (można próbować z tabletkami działającymi krócej, które są mniej szkodliwe). Niestety, leki przeciwzapalne niesterydowe w tym przypadku nie działają (przynajmniej Trocoxil).
    Wspomniał o jednej ewentualności, co mam nadzieję stanie się w przypadku Kamy.
    Zdarzają się przypadki (szczególnie przy guzach w odcinku szyjnym), że zmiana nowotworowa rośnie do pewnej wielkości, następnie dojrzewa, po czym zasycha. Nie jestem pewien, czy użył dokładnie tych sformułowań, ale to o czym mówił miało właśnie taki sens.
    Na dziś Kama jest w słabej formie, ale w lodówce czeka już kolejna porcja sterydu, który przwdopodobnie jutro podam domięśniowo (nie cierpię kłuć Kamy...)

    Przy okazji poutyskuję nieco na wetów.
    W zaleceniach było wyraźnie podane, że steryd stosować domięśniowo. I co? Pani wet podała go podskórnie, twiedząc, że to nie ma znaczenia.
    Jak się okazało ma i to bardzo duże.
    Sterydy długo działające (Depedin, Dexafort) są tak pomyślane, aby wchłaniały się przez dłuższy czas. Przy iniekcji podskórnej efekt jest taki, że organizm zdąży wchłonąć jedynie małą jego część, a pozostała ma tendencję do otorbienia się, a co za tym idzie, działanie sterydu jest osłabione (skrócone).
    Piszę to ku przestrodze, bo nie wiadomo kogo kiedy może spotkać taka "przyjemnośc".
    Oby nikt nigdy nie musiał się o tym przekonać...


    14.09.2010
    gallegro napisał(a):
    Wczoraj odbyła się kolejna, prawdopodobnie ostatnia już konsultacja na podstawie posiadanych wyników badań Kamy. Diagnoza brzmi: "nieoperacyjny guz złośliwy".
    Dr Arkadiusz Olkowski, mimo stosunkowo młodego wieku uważany jest za jednego z czołowych neurochirurgów. Niestety, w przypadku Kamy medycyna jest bezradna. Pozostaje podawanie jej sterydu, na który póki co bardzo ładnie reaguje. Zeszliśmy nawet do dziennej dawki 5mg Encortonu, a mimo to Kama pozostaje w bardzo dobrej formie. Trudno jest przewidzieć jak dalej rozwinie się sytuacja. Jesteśmy zdania, że należy cieszyć się każdym kolejnym dniem...

    17.09.2010
    gallegro napisał(a):
    Pocieszamy się tym, że od pewnego czasu nie obserwujemy pogarszania się jej stanu. Był nawet moment (pisałem o tym w jednym z poprzednich postów), że stan jej się polepszył i to bez udziału jakichkolwiek leków. Również nadspodziewanie mała dawka Encortonu działa w zadowalający sposób. Czasem korci mnie aby odstawić całkiem steryd i zobaczyć w jakim stopniu ulegnie pogorszenie jej stanu. Być może zdecydujemy się na podawanie 5mg Encortonu co 2 dzień.
    Powyższe kłóci się z konkluzją lekarza, który po obejrzeniu RTG i MR nie mógł wyjść z podziwu, że Kama chodzi. Jedno jest pewne - Kama ma ogromną wolę życia...

    08.10.2010
    gallegro napisał(a):
    Niestety, z dnia na dzień pogarsza się stan Kamy.
    Co gorsze, nie widać reakcji na steryd i to zarówno na Encorton, jak i Dexafort (domięśniowy - wróciliśmy do niego z nadzieją na skuteczniejsze działanie).
    Kama jest prawie całkowicie bezwładna. Porusza jedynie głową i przednią częścią tułowia. Wszystkie łapy odmówiły posłuszeństwa. Podniesienie jej z pozycji leżącej wymaga ogromnego wysiłku, a mój kręgosłup również jest w kiepskim stanie. Jednak póki co musimy sobie z tym radzić. Potrzeby fizjologiczne załatwia pod siebie, ale je kontroluje. Jeśli nie przegapimy jej "prośby o spacer", robi to na trawce, ale zdarzyło się jej też zamoczyć posłanie.
    Sunia coraz częściej "płacze", choć zwykle ma to charakter sygnalizacji. Czasem chodzi o picie, innym zaś razem o "spacer". Często użala się z powodu bezsilności.
    Kiedy pochylamy się nad nią i okazujemy zainteresowanie, staje się spokojniejsza. Świadczy to o tym, ze nie cierpi z powodu bólu i póki co musi nam to wystarczyć za całe pocieszenie...
    Od pewnego czasu spotęgowały się objawy neurologiczne w postaci przewlekłych drgawek. O ile kiedyś miały charakter krótkotrwały, teraz są częste i trwają długo.
    Mimo to wciąż mamy nadzieję, że podobnie jak w przeszłości, w pewnym momencie nastąpi odbicie od dna i Kama wróci do jako takiej kondycji.
    Zdajemy sobie jednak sprawę, ze jej stan jest bardzo poważny, aby nie powiedzieć - beznadziejny... Wciąż jednak wierzymy...

    09.10.2010

    gallegro napisał(a):
    Kama nie chce jeść, a do picia trzeba ją namawiać. Miałem problem żeby wcisnąć jej trzy małe kawałki parówki z lekarstwem. Cały tułów jest bezwładny, a poruszać może jedynie głową. Obawiam się, że wyczerpaliśmy wszystkie możliwości pomocy i pozostaje czekać...
    Podczas ostatniej konsultacji (miesiąc temu) usłyszałem od lekarza, że jego zdaniem to kwestia 2 m-cy. Nie pisałem o tym wcześniej, ponieważ wciąż wierzyłem, że proces ulegnie zahamowaniu.
    Jak widać choroba postępuje i raczej nie ma nadziei na poprawę jej stanu.
    Jedno jest pewne - nie dopuścimy do tego, aby Kama cierpiała fizycznie. Jeśli zauważymy pierwsze oznaki bólu, będziemy zmuszeni podjąć tę trudną decyzję...

    16.10.2010
    gallegro napisał(a):
    Kamusia bez większych zmian. Leży bez ruchu, popłakuje z bezsilności, a my razem z nią... jednak noce w większości przesypia. Apetyt ma normalny.
    Spróbowaliśmy akupunktury. W środę byliśmy z Kamą w Warszawie u doktor Bałucińskiej, która właśnie tą terapią się zajmuje. Bardzo miła i kontaktowa osoba, nie obiecuje nam cudów, ale bardzo chce Kamie pomóc. Nasza niunia była bardzo grzeczna. Za tydzień umówieni jesteśmy na kolejny seans. Oprócz sterydu Kama zaczęła przyjmować leki izopatyczne, zalecone przez panią doktor.
    Mamy wrażenie, że od kilku dni troszkę mocniej trzyma głowę i dziś zaczęła bardzo delikatnie poruszać ogonem.
    Zdajemy sobie sprawę, że jej stan jest bardzo poważny, ale chcemy spróbować wszystkiego. Chcemy dać Kamie szansę, bo to bardzo dzielna, kochająca życie sunia. A my kochamy ją. Zasługuje na to.

    Posted

    16.10.2010


  • [quote name='gallegro']Nasza Kamunia odeszła kilkanaście minut temu...

    Nie sądziliśmy, że to się dziś stanie... zaczęła płakać, bardzo szybko oddychać... byliśmy przy niej do samego końca. Odeszła tulona i głaskana przez nas oboje, z łapką w naszych dłoniach...

    Ona na zawsze pozostanie NASZĄ KAMĄ. Nigdy nie przestaniemy jej kochać.

    Na razie nie jestem w stanie napisać więcej...

    (*)

    [quote name='gallegro']Bardzo nam brakuje naszego Słonka...

    Dziś nastąpiło wyraźne pogorszenie jej stanu.
    Jeszcze wczoraj obserwowaliśmy lekką poprawę (przynajmniej tak nam się wydawało) pod postacią delikatnego poruszania ogonem. Łudziliśmy się nadzieją, że to efekt nowych leków i akupunktury, na którą zdecydowaliśmy się kilka dni temu. Już wtedy wiedzieliśmy, że sytuacja jest raczej beznadziejna, ale musieliśmy mieć absolutną pewność. Ostatnie dwie noce Kama przespała spokojnie, a marudzeniem sygnalizowała jedynie potrzeby i niewygody. Jeśli się załatwiła, napiła wody i miała sucho pod pysiem (doskwierał jej ślinotok), była spokojna i potrafiła czasem uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia.
    Niestety, dziś było inaczej...
    Popiskiwała tak, jakby cierpiała ból. Kłapała przy tym pyszczkiem, w wyniku czego pokaleczyła sobie język. Od tej pory nie chciała jeść i pić. Był to dla nas sygnał, że musimy przerwać jej cierpienie, tym bardziej, że na długotrwałą poprawę jej stanu i tak praktycznie nie było szansy.
    Właśnie z TZ-ką podjęliśmy ten trudny dla nas temat, kiedy Kama zaczęła się dziwnie zachowywać. Okazało się, że to agonia...
    Wyglądało to tak, jakby chciała "wyręczyć" nas w podjęciu tej "trudnej" decyzji.
    Możliwe też, że chciała dać szansę TZ-ce na pożegnanie się, ponieważ ta za niecałą godzinę miała wyjechać na weekend.
    W ostatnich minutach patrzyła na nas swoimi mądrymi oczyma...
    Pozostała dojmująca pustka :-(.
    Jej posłanie jeszcze długo zostanie na swoim miejscu...
    Oboje z TZ-ką bardzo ją kochaliśmy... i kochać będziemy, ponieważ Kama na zawsze zamieszkała w naszych sercach...

    [quote name='gallegro']W imieniu Kamy oraz własnym, chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy ją uratowali od śmierci, kiedy ta po raz pierwszy upominała się o Nią, leżąca na zimnym betonie schroniskowego boksu. Dziękujemy również tym, którzy nie bacząc na wszelkie przeciwności, zabrali ją z tego "piekła", leczyli i szukali dla niej domu. Dziękujemy też tym wszystkim, którzy kibicowali Kamie na wątku, zarówno w chwilach radosnych, jak i tych pełnych cierpienia czy smutku.
    My zaś z TZ-ką, ze swej strony pragniemy podziękować za zaufanie i powierzenie naszej opiece tej wyjątkowej, kochanej psiny.
    Przez niemal 3 lata Kama dostarczyła nam wielu szczęśliwych chwil pełnych wzruszeń.
    Brakować nam będzie jej mądrego spojrzenia.
    Serce rosło, kiedy patrzyło się na tę dorodną, szczęśliwą sunię.
    TZ-ka żartowała nieraz, że to jej pies (w końcu był to prezent pod choinkę), a Kama zdawała się potwierdzać to swoim zachowaniem. Była w nią wpatrzona jak w obrazek, a kiedy TZ-ka wracała z pracy, wyrazom radości nie było końca.
    Kama zapadła nam głęboko w serca i pozostanie w nich do końca naszych dni...

    [quote name='gallegro']Tu TZ-ka Tomka
    Kamusia była niewiarygodnie cudownym stworzeniem. Dla nas była członkiem rodziny i najlepszym Przyjacielem.
    Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo gdy trafiłam przypadkiem na wątek Xeni (Kamy), serce rozpadło mi się na kawałki i już wiedziałam, że ona musi trafić do nas.
    Gdy ją do nas przywiozłam, taką wychudzoną, zabiedzoną, pokochaliśmy ją od razu. Psiaki zaakceptowały ją bez problemu. Dopiero potem, gdy Kamunia odżyła, zaczęły się walki z Dorotką o to, kto tu rządzi...
    Po kilku miesiącach pobytu Kamy w naszym domu, wiedziałam już, że nikomu jej nie oddam...
    Choć "szukaliśmy" dla niej domku, wiedziałam, że żaden nie spełni moich wymagań i Kama pozostanie u nas... wieczorami tuliłyśmy się i szeptałam jej, że nigdy jej nikomu nie oddam, bo bardzo ją kocham...
    TZ zrozumiał co się święci i... w Wigilię zaprowadził mnie do kuchni, gdzie rezydowała Kama i powiedział "tu masz jeszcze jeden prezent". To był najpiękniejszy i najcudowniejszy prezent gwiazdkowy, jaki kiedykolwiek dostałam. Dziękuję Kochanie...

    Gdy odchodzi najlepszy Przyjaciel, to tak, jakby ktoś wyrywał człowiekowi kawał serca bez znieczulenia...
    Czuliśmy do końca ciepło jej łapki w dłoniach, do końca głaskaliśmy kochaną głowę, aż zasnęła...

    Nie spodziewaliśmy się, że to nastąpi JUŻ. Kama w sobotę po południu czuła się jak zwykle ostatnio, była trochę marudna, ale przez ostatni tydzień takie zachowanie było normą więc nie zauważyliśmy, że umiera...
    Godzinę przed śmiercią Tomek wyniósł ją na trawkę, leżała na kocyku, pod kołderką, zrobiłam jej zdjęcie, bo tak słodko wyglądała otulona różową falbanką kołderki...
    Potem wróciła do domu, na posłanie, zaczęliśmy właśnie rozmawiać z Tomkiem o tym, że nie widać poprawy, że psiak prawdopodobnie cierpi, zastanawialiśmy się czy ją nie boli... po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że być może będziemy zmuszeni skrócić jej cierpienia i że oboje nie wyobrażamy sobie tej chwili...
    A Kama w tym czasie odchodziła. Tomek ułożył ją na łapkach, tak jak lubiła, na ogół uspokajała się wtedy. Ale tym razem tak nie było. Zauważyłam, że główka wpada jej między poduszki i podeszłam... Kama oddychała szybko i miała jakby "czkawkę", zawołałam Tomka...
    W ciągu 10 minut nasza Najukochańsza, Najwierniejsza Przyjaciółka odeszła...
    Do dziś nie możemy w to uwierzyć...

    Chcemy wierzyć, że jest nadal z nami, chociaż już w innym wymiarze...

    Kamuś, zawsze będziemy Cię kochać.
    [quote name='Ania-tygrysiczka']Dookoła noc się stała, księżyc się rozgościł,
    jeszcze Ci nie powiedziałam wszystkich słów miłości.
    Jeszcze z Tobą nie zdążyłam na najdalsze gwiazdy,
    jeszcze Ci nie wymyśliłam najpiękniejszej nazwy.

    Ale teraz z moich ramion zrobię Ci kołyskę,
    niech Cię, Kamuś nie poranią leśne trawy niskie...

    A Ty śpij, a Ty śpij, zanurz się z noc ciemną, a Ty śnij, a Ty śnij, śnij, ze jesteś ze mną...

    (*) do zobaczenia Kochanie

    • 2 weeks later...
    Posted

    Jesli jest niebo psie, skierujcie do niego mnie. Znajdę tam jakieś drzewko z cieniem i otoczona anielskim skomleniem, odpoczne sobie w śnie.
    A psy przybiegną i gębe poliżą mi. Niech liżą, bo jak duch mój mniema, bakterii chyba w niebie nie ma... Czyż duch mój w błędzie byłby-li?
    Nieważne. Harfa gra suitę z "Wolnego Psa". Nagle, z drugiego końca nieba, w dzikich podskokach do mnie zbiega niedawno zmarła Kamcia ma.
    Nie może złapać tchu. "No, jak ci - mówię - tu?" "Nieźle - powiada - lecz mi się nudzi, bo tu zupełnie nie ma ludzi, a z samych psów cóż psu?..."
    Więc jeśli niebo psie gdzieś jest, czy ja wiem gdzie? Gdzieś, gdzie prócz psów nie spotkasz się z nikim, to ja odnośne proszę czynniki: SKIERUJCIE DO NIEGO MNIE...

    Ludwik Jerzy Kern

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

    • Popular Contributors

      Nobody has received reputation this week.

    • Forum Statistics

      • Total Topics
        87.9k
      • Total Posts
        13m
    ×
    ×
    • Create New...