aiszo Posted October 23, 2010 Posted October 23, 2010 To jest nasz pierwszy pies w życiu. Wyczekany, wymarzony. W naszych domach rodzinnych nie pozwolono nam mieć psa. Więc jak poszliśmy na "swoje" to natychmiast przygarnęliśmy dorosłego psa z ulicy. Miał wtedy około półtora, dwóch lat. Jest z nami już ponad czternaście. Czyli teraz ma 16,5 roku. I jest teraz na etapie "szczekania do ściany" (kuchenka, krzesło z zawieszoną kurtką moją, albo męża). Jest stale pod opieką weta, dostaje sterydy i środki przeciwzapalne (zwyrodnienie kręgosłupa odcinek lędźwiowy kręg c3,c4,c5). Ale jest coraz gorzej. W trakcie jedzenia dwa, trzy razy musimy go stawiać na nogi, bo dwie minuty w pozycji stojącej to dla niego za długo. Ale potem dzielne sobie radzi. Wychodzi na dwór. Robi co trzeba. Prawie. Bo co drugi dzień (średnio) musimy sprzątać dom. I teraz proszę o pomoc. Ponieważ to jest nasz pierwszy pies w życiu. Czy my zaważymy, że nasz Cross już się męczy? Czy Cross pokaże nam, że cierpi? Jak to pokaże??? Czy my zauważymy????? Jednym słowem, czy zobaczymy, że czas podjąć tę decyzję???? Quote
ewtos Posted October 24, 2010 Posted October 24, 2010 Przeżyłam w tym roku podobną sytuację .Był to mieszaniec w typie pudla średniego- Tobi i choć był to pies mojej teściowej(osoby starszej i schorowanej), to ja jeździłam z nim do wetów, wyprowadzałam , pielęgnowałam i to ja musiałam podjąć decyzję. Póżną wiosną zachorował na babeszjozę , po lekach i kroplówkach stan jego zdrowia się poprawiał ale ciągle Tobi był bardzo słaby. We krwi już nie stwierdzano obecności pierwotniaka Babeszji ale morfologia pomimo leków i bogatej w warzywa i białka diety była ciągle zła. Rozpoczęliśmy badania i dalsze leczenie żeby określić przyczyny anemii. Po badaniach stwierdzono, złogi kamieni w woreczku żółciowym, guz na szyi, przerost prostaty (wielkości średniej cytryny), zmiany echogeniczności wątroby, zwyrodnienie kregosłupa w odcinku lędzwiowym, zmiany neurologiczne. Zrobiliśmy biopsję guza , należało go usunąć i to pilnie ale stan psa uniemożliwiał jakikolwiek zabieg chirurgiczny (tym bardziej kastrację niezbędną ze względu na przerost prostaty). Tobi miał tak jak u Was, lepsze gorsze i bardzo złe dni . Pytaliśmy lekarza co robić, a On odpowiedział .".. pies nie okaże w wyrażny dla was sposób swego bółu ale każdy jego dzień to pasmo cierpienia . Tobi był z wami 14 lat i zasłużył sobie na godną śmierć, śmierć bez bólu! Jesteście mu to winni." Wtedy zrozumiałam,że wszystko co robię to czysty egoizm,bo to ja chcę żeby Tobi żył, bo ja chcę go mieć , bo ja się do niego przyzwyczaiłam,w końcu to ja będę musiała uspakajać zrozpaczoną teściwą. Zbyt dużo"ja" jest w tym co robię. To była najtrudniejsza decyzja, koszmarny dzień, nie tylko jeden ale musicie mieć świadomość,że taka decyzja jest nieunikniona od pierwszego dnia w którym zdecydujecie się na posiadanie psa. Tobi odszedł za Tęczowy Most 16 sierpnia 2010r. Po konsultacj z wet-em to Wy musicie podjąć decyzję, daliście mu na pewno wspaniały dom przez wiele, wiele lat, zawsze pozostanie w Waszej pamięci jako pierwszy wspaniały pies, przyjaciel, członek rodziny. Czas łagodzi ból ale nigdy nie zaciera wspomnień. Quote
aiszo Posted October 30, 2010 Author Posted October 30, 2010 Bardzo dziękuję za odpowiedź. Dała mi dużo do myślenia. Ale .... No właśnie dzisiaj Cross miał swój dobry dzień. Sam jadł, sam wyszedł do ogrodu, dosłownie podbiegł do płotu i naszczekał na ciągnik, domu nie muszę sprzątać od trzech dni. Cieszę się bardzo, że ta decyzja jeszcze jest odsunięta w czasie. Na dzień, na dwa, na tydzień, miesiąc .... Jeszcze raz dziękuję ewtos. Quote
konfirm13 Posted November 29, 2010 Posted November 29, 2010 Już raz odpowiedziałam, ale napisałam zbyt dużo = zbyt długo i mnie wylogowało. A nie skopiowałam :). Też mam psa w typie ON - sukę, 14 lat. Niedawno(wrzesień), przestała wstawać, jeść, interesować sie czym i kimkolwiek. Tylko piła (na leżąco) i to jak jej miskę podstawiłam pod nos. Wynosiliśmy ją na dwór i trzymaliśmy za tyłek przy siusianiu, bo nie stała.Nie jadła, to kup praktycznie nie robiła. Położona w jednym miejscu w domu, nie ruszona, nie przesunęła się nawet o centymetr. Odbierałam to jako przesłanie - dajcie mi spokojnie umrzeć. Nie dałam. Nie widać było, żeby cierpiała - totalna nieobecność.To trwało 3 przeszło tygodnie.Ciekawe, że kiedy zawieźliśmy ją do weta (porozmawiać o możliwościach leczenia)-próbowała uciekać. Czasami (z trudem), udało się w nią wmusić odrobinę jedzenia(np duszoną pierś kurczaka lub gotowane klopsiki) Poprzednio, jadła wszystko, nie "cudowałam", a ogólnie była na karmie leczniczej. Po trzech tygodniach (zmiana dotychczasowych leków - leczenie bardziej "agresywne" i "nowoczesne"), pomału zaczęła wracać do świata żywych.Odzyskała radość życia. Wychodzi na krótkie spacery, węszy, robi sama "co trzeba" - bez trzymanki ;), wrócił jej apetyt - znowu je karmę, - bez wydziwiań ;) -(aż za bardzo), cieszy się, kiedy wracam ze sklepu do domu, szczeka na obcych, żebrze przy stole. Normalny pies. Tylko dużo śpi i dalekie spacery, to przeszłość.Cały czas jest na lekach. Choruje na serce, krążenie,zwyrodnienie kręgosłupa, dołączyło się nietrzymanie moczu (działanie uboczne leków? późne powikłanie sterylki?) - więc dostaje kolejny lek i wyprowadzamy ją co 2 godziny. Na szczęście, teraz w nocy(wyższa dawka leku), daje pospać od 12 do 7. Całe nasze obecne życie, toczy się wokół psa. I tak będzie, chyba , że te najnowsze leki przestaną działać i psica ponownie straci chęć do życia , lub zacznie cierpieć - w widoczny sposób. Wiem, że to bardzo trudna decyzja -" czy to już?" My mamy juz taką za sobą z poprzednią psicą, która miała wrodzoną niewydolność trawienną trzustki i substytucja farmakologiczna przestała być skuteczna. Pomimo optymalnego karmienia (i leków)- pies konał z głodu.....nie było wyjścia. Ps. U nas na zwyrodnienie kręgosłupa, nie pomogły zastrzyki ze sterydów, ale iniekcje nowego leku - Cartrophen vet. http://fortehealthcare.com/Poland/poland%20cartrophen%20main.html - jest zarejestrowany w Polsce. Już po pierwszym zastrzyku było lepiej, a po czwartym, była już zupełnie spionizowana. Sama schodzi i wchodzi na schody, Jest bardzo drogi(200zł - ale na miesięczną kurację wystarcza), ale jak dla nas - wart swojej ceny. Niedługo czeka nas kolejna seria iniekcji w styczniu - bo zabawę powtarza się co 3 miesiące Pozdrawiam cieplutko:) Quote
sleepingbyday Posted November 29, 2010 Posted November 29, 2010 sucz mojej siostry, o rok tylko młodsza od węgla kamiennego, maiła nowotwór w sercu, wielkie ilości płynu w otrzewnej, przewracała się, mdlała, miała taki zanik mięsni, ze nie było jak zastrzyki robić. jak przestała chodzić, jeść, pić, podjęli decyzję, ale czekali na powrót mstarszego syna zwyjazdu szkolnego, zeby mógł się pożegnać. dwa dni. betty wstała, zjadła, przeszła kilka kroków, potem więcej. to było dwa lata temu. jest głucha, niedowidzi, ale węch ma wspanaiły i taką wolę życia, ze ho ho. garncarzowa, która ją diagnozowała, powiedziałą po roku, ze jeśli by nie prowadziła jej od początku, to by nie uwierzyła, ze ten pies miała raka. śladu nie ma. moja śp. poppy bardzo sie męczyła ostani miesiac, a ja wraz z nią. wpychałam w nią zmielone jedzenie, poiłam, wynosiłam na dwór. leki nie pomagały, a nie widziała, nie słyszała, nie reagowała. nie spałą z bólu. a ja nie umiałam podjąc decyzji. i wobec niej jestem winna wielkiego świństwa. jak sobie to przypominam, to mnie cholera trzaska, jak wredna dla niej byłam. powinnam jej pozwolić odejść szybciej. jak widzicie, nie da się podjąć decyzji na podstawie historii, jak ktoś podjał, a ktoś inny nie i też miał rację. moja babcia zasadniczo nei chodziła przez ostatnie dwa lata życia. na pewno ją łupało w kościach.. sklerozę miała i była przygłucha. ale jest ból i ból. ważne, zeby rozpoznac przykry dyskomfort od bólu ogromnego, typou nowotworowy. jeśli wasz psiak w te złe dni i tak was rozpoznaje, chce kontaktu - to go leczcie. jeśli popadnie w apatię totalną wobec życia - będziecie to widzieć. niemniej jednak - skonsultujcie sprawę z wetem. nie pytając o to, kiedy uśpić, bo decyzja jest wasza, ale niech wam powie, zna przeciez psa, jak mozecie obserwować symptomy. to nie prawda, ze pies tego nie pokaze. tzn, moze tak być, ze nie pokaże, amoże też być i tak, ze to będzie doskonale widoczne. trzymam kciuki za was, zebyście mieli tę odwagę. to jest tak strasznie trudne... Quote
aiszo Posted December 16, 2010 Author Posted December 16, 2010 Dziękuję wszystkim za odpowiedź. Tak, miałyście rację. Zauważyłam. Crossa już nie ma. W ciągu pół godziny zrobiło się bardzo źle. Zawieźliśmy go do weta. Dostał tylko "głupiego jasia" i serduszko przestało bić. KONIEC. Quote
sleepingbyday Posted December 21, 2010 Posted December 21, 2010 Moje kondolencje :-( Odszedł godnie, bez długiego bezcelowego cierpienia. teraz to żadne pocieszenie, ale zaręczam, ze kiedyś to będzie ważne wspomnienie. trzymajcie się. Quote
yokoona Posted January 2, 2011 Posted January 2, 2011 Ja również mam pieska staruszka. Ma 13 lat i ciężko mu się chodzi. Przez ostatnie dwa lata rozleniwił się, a nam się szkoda zrobiło go, więc nawet obiadek mu przynosimy i stawiamy przy nim, żeby nie musiał się fatygowac do kuchni. Zrobił się też agresywny-jak mu się nie podoba coś, to chce dziabnąć ;/ Nie ma już części ząbków, więc nie boli aż tak bardzo, a wymaga częstych zabiegów pielęgnacyjnych bo siusia pod siebie. Jednocześnie zrobiła się z niego taka przylepka-przychodzi żeby sie przytulić, na głaskanko, podsuwa pychola pod rękę i podrzuca ją, żeby go głaskać. Taki mały smrodek z niego jest, ale kochany. I tylko mi go szkoda, bo nie może spac na ukochanych fotelach i łóżkach, bo niestety zostawia mokre plamki ;/:-( Quote
sleepingbyday Posted January 5, 2011 Posted January 5, 2011 u staruszków to częste. szybciej sie irytują. słuch, węch, wzrok im siada, wiele rzeczy jest dla nich niespodziewanych (pogłaskanie np) i się bronia. albo może tracą do nas cierpliwośc ;-)? Quote
EwkaBuziaczek Posted January 7, 2011 Posted January 7, 2011 Ja musiałam podjąć tą trudną decyzje 2 lata temu, nasza suczka (mieszaniec janika z ... no właśnie kto to wie) miała 16 lat i począwszy od nowotworu (zauważonego za późno) do problemów z chodzeniem (a była zawsze bardzo, bardzo aktywana), nie mogliśmy patrzeć na jej cierpienie, gdy podjeliśmy decyzje nie mogłam spać cały tydzień, cieżka to decyzja ale należy sie psu godna śmierć. Quote
sleepingbyday Posted January 7, 2011 Posted January 7, 2011 teraz próbujemy od grudnia wyciagnąć jednego starszego jamnika od jednej zbieraczki, ona chce go uśpić. jamink śpi na werandzie czy w wiatrołapie. woli marznąć, niż siedzieć z ta babą. ewka, przepraszam, ale twój śp. piesek mi skojarzył, że miałam na znajomych watkach popytac, czy ktos by nie wziął chłopaka na dt, nawet płatne. moja koleżanka z pracy pożegnała ostatnio onka. miał 16 lat i od dwóch lat był leczony, ale ostatnio cąłkiem podupadł, nie chodził i zrobił mu się ogromny guz na szyi, który pękł... była proba leczenia, ale.... na szczęscie ma jeszzce jorka, też dziadygę, niemniej jednak wiecie, jak to jest po stracie psa. cała rodzina w żałobie, święta były do kitu... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.