Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 623
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Agnezia napisał(a):
dokładnie nie ma co się nakręcać i generalizować, że jak wieś to już złe warunki.


Pewnie, ze nie u wszystkich są złe warunki na wsi, w mojej wsi tak jest , ale.... z reguły nie są najlepsze. Mówię o takich domach, które z pokolenia na pokolenia mieszkają na wsi. Tylko, ze jak już była możliwość oddania do mamy na wieś, bo z tego co zrozumiałam, jest to mama dwóch sióstr, czyli tej sąsiadki i pani ze Szwecji... to dlaczego od razu tak nie zrobiono??? tylko dano pod opiekę temu babsztylowi? :shake:

saura napisał(a):
jestem na 15 umówiona z tą Panią. dobrze się nam rozmawiało. podobno Andrus był bity przez tych ludzi co go do schrona oddali :/


I kolejna wątpliwość, dlaczego nie było żadnej reakcji, skoro wiedziano, że był bity???:shake:

Czekamy na finał rozmowy

Posted

E. pracowała w holandii. ogólnie cała sytuacja mnie dziwi.
Andrus bardzo ucieszył się jak ją zobaczył. skakał z radości. byłyśmy na godzinnym spacerze w lesie. Jej syn szalał z Andrusem.
Wszystko jest takie pokręcone. z tego co zrozumiałam Andrus miał iść na wieś dwa lata temu. jednak dzieci tej sąsiadki bardzo chciały psa u siebie. E. nie chciała ich tam dać. wolała go dać na wieś, ale mąż powiedział, że będzie miała andrusa bliżej siebie i będzie wszystko wiedziała jak się ma.
Andrus był kopany. I E. mówiła mi, że jakiś czas temu chciała go zabrać do siebie. Jednak wyszła ta sytuacja.
Chce, żeby Andrus do niej wrócił. Kobieta wydaje się w porządku. Pokazywała mi zdjęcia Andrusa za młodu... i Andrus ma syna.
Wiem, że z Adamem nie mamy nic do gadania. DT... Dzisiaj Adam był w pracy, ale jutro mamy się spotkać. Adam zna się na ludziach i zobaczy, czy ta kobieta naprawdę kocha Andrusa i czy będzie dbać o niego.
Dzwoniłam do niego i pogadaliśmy chwilę... powiedział, że jak kobieta się uprze to nie ma innego wyjścia.
Zresztą ona zna go od szczeniaka.
Zobaczymy jak jutrzejsza rozmowa przebiegnie. Być może będzie tak, że ona go weźmie.

I teraz pytanie wymieszane z prośbą. Jakby było tak, że ona go weźmie... czy będzie możliwość, żeby ktoś sprawdzał jak mu tam jest? czy ci ludzie rzeczywiście o niego dbaja?
Ale jak patrzyłam na nia jak ona patrzyła na Andrusa, jak jej łzy płynęły... i jego żywa reakcja na nią....
Jak już się rozstawaliśmy to on siadł na chodniku i nie chciał iść do domu. Podeszliśmy do niej... i cieszył się jak zobaczył samochód... chciał w sumie już tam wsiąść i z nimi jechać. tak to wyglądało.

Się rozkleiłam. On teraz smacznie śpi i chrapie... Ale też może jemu tam będzie lepiej... jest winda. Może tą kobietę będzie stać na lepsze jedzenie dla niego...
mam mętlik w głowie. nie wiem co o tym wszstkim myśleć. Przez te kilka dni stał nam się tak bliski... jakby był z nami 5 lat. jego chrapanie mi nie przeszkadza. ba nawet mi się lepiej śpi jak słyszę jego chrapanie. Jego mlaskanie... brudna mordka po jedzeniu, jego śmierdzące bąki...
No ale cóż.

Posted

Saura to nie jest tak, że kobieta się uprze i może go zabrać. Pies jest własnością SOS bokserom. I to fundacja zdecyduje czy pies do niej pójdzie, chyba, że masz takie upoważnienie od Germaine?

Posted

nie mam żadnego upoważnienia.
Tylko tak.. jakby jemu z nią było źle to by się tak nie cieszył na jej widok... nie chciałby za nią iść.
Zobaczymy jak to się wszystko potoczy..

Posted

To akurat nie dotyczy tego akurat przypadku, ale boksery tak kochają swoich właścicieli, że choćby mu największą krzywdę robiłi, to i tak kochać ich będą. Przykładów multum.

Posted

no właśnie wiem,
i nie wiem za bardzo co w tej sytuacji robić.
Sekkmet powiedz co Ty myślisz o tej kobiecie. o tej ewie. co myślisz o tym wszystkim. Miałaś już okazję się z nią spotkać. Sama mi zaproponowałaś kontakt z nią.

Jutro mamy się spotkać i ma być też mój Adam na tym spotkaniu. On jest bardzo wyczulony na innych ludzi i potrafi stwierdzić czy ktoś mówi prawdę czy kłamie. Sama się o tym przekonałam.
Wiem, że ludzie potrafią udawać i kłamać.
Czekam aż Adam wróci z pracy. Żeby obgadać wszystko, przygotować się na jutrzejsze spotkanie.
Napisałam maila do Germaine. Narazie za dużo we mnie emocji i nie chcę dzwonić bo wiem, że będę płakać.

Posted

Sauro, powiedz, czy gdybyś kochała psa i nawet specjalnych warunków dla niego nie miała, oddałabyś sąsiadce? wiedząc że on Cię kocha, że tęskni po utracie pani, która wyjechała, wiedząc że on jest tam krzywdzony bo bity i kopany??? Ja tez specjalnych warunków nie miałam.... teraz to widzę z perspektywy domu który mamy. Miałam, 42 m, jeden pokój malutki, drugi większy, blok, dwójka dzieci, ja i mąż. Ciasnota taka, że jak sofę rozłożyłam na noc to trzeba było się przeciskać. i do tego duży pies, bokser.... wiem, że miał mało miejsca, ale miał nas a my jego.

Posted

z tego co ona mówiła to też pracowała w holandii i nie dawno wróciła.

Ale jak tka piszesz.. nie oddałabym w życiu. My mamy 34 m2. jeden pokoj, fajna kuchnia, łazienka i osobno toaleta. Andrusik śpi z nami w pokoju.
Ale może dzięki temu stał mi się mega bliski... uwielbiam jego chrapanie. Cholera lepiej mi się wtedy śpi ;).
Głupi mi jest, że musimy go eh zamykać w łazience gdy chcemy być bliżej siebie z Adamem. Inaczej się nie da. Nie pozwoliłby nam Andrus na większe zbliżenie. Nawet myślę, że mógłby być wtedy bardziej agresywny. Mimo, że agresji w nim nie widać. Ale mógłby myśleć, że albo mi albo Adamowi dzieje się krzywda.

I właśnie dlatego chcę, żeby Adam jutro też był na spotkaniu. On zawsze z dużym dystansem podchodzi do wielu sytuacji.

Posted

Pies nie jest rzeczą, że można sobie oddawać, dawać, pożyczać, sprzedawać, kupować. Pies ma przede wszystkim serce.
Dobrze, że Twój Adam ma duży dystans, tym lepiej oceni sytuację.

Germaine odbierze maila wieczorem, gdyż pewnie teraz dojeżdża do Warszawy z dwiema kolejnymi bidami, ech...

Posted

Kapsel wiem, że jak się z tym prześpię to będe mieć inne podejście.
Po prostu to wszystko mnie zbombardowało. I zgłupiałam. Bo coś mi spokoju nie daje w tym wszystkim. Ale jeszcze nie wiem co.
Cholera a jak wzięliśmy Andrusa to miałam dziwny sen.. że znaleźli się jego właściciele... To było jeszcze przed tymi nowościami.
I z tego co ewa mi mówila, to Andrusiak odwiedzał ze swoim panem, albo z nią już nie pamiętam kogoś parę klatek ode mnie. Andrus poznawał te tereny. widziałam to po nim. chodził bardzo pewnie od samego początku i miał wybrane miejsca gdzie załatwiał potrzeby.

Posted

właśnie zastanawia mnie jedno. Ta ewa była w holandii.. ale ma syna i ma męża.. oni nie mogli zająć się psem?
podobno Andrus wszędzie z nimi autem jeździł, nad morze, i w inne ciekawe miejsca. Wierzę w to, że był nieźle karmiony jeszcze dwa lata temu. Widać, że pies byle czego nie chce jeść.
Czekam jeszcze na Sekkmet co napisze. Jak ona odebrała tą ewę. czy jest wiarygodna w tym co mówi.

Posted

Andrus miałby być teraz z tą ewą w mieszkaniu. miał jechac na wieś jak ona była w holandii.
Ewa jest chyba szwagierką.. a jej mąż jest bratem tej kobiety co w szwecji pracuje. tak to zrozumiałam.

Posted

Coś edycja postów mi nie działa dlatego post pod postem jest. przepraszam:(

wcześniej mieszkał Andrus z teściami.. jednak teść umarł,a ewa z tego co zrozumiałam pomagała teściowej opiekować się Andrusem. Już nie wiem jak to jest albo teściowie albo rodzice.
Andrus ma bliznę na lewym udzie.. okazało się że parę lat temu miał tam guzka i został wycięty. teraz chyba jest jakiś przerzut i ma w innej części coś podobnego.
Od szczeniaka był leczony u ednego weterynarza.
I ta Ewa mi napisała, że jakby Andrus do niej wrócił to nie będzie problemu, żebyśmy go odwiedzali i chodzili z nim na spacery.
Podobno jak się dowiedziała, że porzucili Andrusa to z synem szukali go w lesie.
Wspomniała o dwóch owczarkach, które zostały porzucone w lesie pzez tych ludzi. i to mąż tej ewy powiedział, że ci sąsiedzi się zajmą Andrusem i że jak będzie przyjeżdżać to będzie miała blisko żeby zobaczyć jak się ma.
I powiedziała, że jak mam ochotę to mogę na ptasią pojechać i popytac się ludzi o Andrusa i o to jak był traktowany.

Posted

Sciagnela mnie tutaj niezawodna Kapsel i.... ale sie porobilo :mdleje:

Jesli moge co napisac od siebie. MOja milosc do bokserow zaczela sie od znajdy Gientego. PIes rozkochal nas od pierwszego momentu. Niestety po dwoch tygodniach, zupelnie przez przypadek, znalazl sie jego wlasciciel. Opowiedzial mi lzawa historie, jak to dostal go od zony w prezencie, ze w ciazy jechala specjalnie po niego do POznania, ze dzieci tesknia itp. Plakalam cala noc, nie moglam si epogodzic z jego oddaniem. Podjelam decyzje, ze zobacze jak pies zareaguje na wlasciciela, bo przeciez jesli go zle traktuje, to sie nie ucieszy. Gienty zwariowal na widok swojego pana, pan tez sie ucieszyl na jego widok, porozmawialaismy jeszcze dobre 30 min i pojechalam do domu ryczec ;(

Po jakis dwoch miesiacach zadzwonilam do nich i dowiedzialam sie, ze GIentego/Brutusa niema, bo uciekl. Ze przez te dwa miesiace 3 razy im zwial i ze oni maja dosc, zaczal sie robic jakis dziwny, agresywny przy misce ble ble ble wiec nie chca go szukac ani nie chca wiedziec, co sie z nim dzieje, jesli ja go znajde :angryy: Uwierzcie lub nie ale znalazlam go w 15 minut, skontaktowalam sie z osoba, ktora umiescila ogloszenie o jego znalezieniu w internecie. Na spotkaniu z nia i Gientym/Brutusem dowiedzialam sie szokujacej prawdy o pierwotnym domu psa. Facet ko bil, kopal, przywiazywal do kaloryfera, bo niszczyl w domu (niszczyl, sama si eo tym przekonalam ale to nie powod do takiego zachowania), zamykal go na caly dzien na podworku (miekszanie w kamienicy, podworko od officyny), no dramat!!!!

Niestety albo stety nie wzielam ze soba Gientego, bo znalazl dobry dom, w ktorym zawsze ktos byl i ktory podobno pokochal go tak samo jak my. Niestety stracilam z nimi kontakt i zawsze juz bede sobie plula w borde, ze wtedy oddalam Gientego :(

Posted

ageralion dlatego idę sprawdzić po pierwsze tego weterynarza do którego niby regularnie z nim chodzili.
po drugie może przejdę się na ptasią w naszym mieście gdzie niby wiele osób zna Andrusa i ludzi z którymi mieszkał od początku.
Po trzecie, jak jego pani da rade go zabrać do siebie... mam nadzieję, że ktoś regularnie będzie go tam odwiedzał i to bez zapowiedzi. jak się ktoś zapowie z odwiedzinami to wiadomo jak to jest. właściciel się zdąży przygotować.

rozmawiałam z wykrywką. eh niestety dużym minusem u nas jest 4 piętro bez windy ;(. Andrus podobno jest z maja 2000 roku. zatem ma prawie 10 lat. teraz sapie po spacerach jak wchodzi po schodach.
Cholera tak sobie myślę... że przynajmniej mu jest cieplej tutaj u nas niż w schronie. że może tam by nie dał rady.
eh ja ma mcoś takiego... że jak kogoś pokocham, to w jakiś dziwny sposób mu szczęście przynoszę. że może dziać się źle.. ale po jakimś czasie coś się odmienia. Może to Floydowi Andrusowi się odmieni ta zła passa. może teraz będzie dobrze?

Posted

poszukałam o weterynarzu u którego leczyli niby Andrusa. nr telefonu mam. ale. hm może w poniedziałek jak wrócę z rehabilitacji przejdę się tam z Andrusiakiem.
Pomyślałam, że może pogadam z wete o Andrusie. Może się czegoś dowiem. Ta ewa mówiła, że Andrus to stały pacjent i ma zniżki.
Zastanawiam się, czy na dwóch klatkach nie wywiesić ogłoszenia odnośnie Andrusa. Na tych, gdzie Andrus podobno chodził w odwiedziny z Ewą albo kimś innym. Wiem, że ta osoba na ostatnim piętrze mieszka.
Ochłonęłam i zaczynam wszystko analizować.

I martwię się o chłopaka naszego. coś od rana ma biegunkę. zamiast kupy to woda leci :( może to przez wczorajszy makaron ze skrawkami. Postanowiliśmy narazie tego typu jedzenie odstawić.
jak wchodziliśmy do góry po schodach to miał małe potknięcie :sad:

Posted

Saura, tak jak mówiłam Ci w rozmowie telefonicznej, przykro mi, bo w jakiś sposób czuję się winna temu, przez co teraz musisz przechodzić, wyobrażam sobie mętlik w Twojej głowie, tysiące wątpliwości, rozdarte serce. Też Ci wspominałam, że mimo wszystko , najważniejszy jest Andrus, jego bezpieczna przyszłość u boku kochających go ludzi, którzy już więcej go nie zawiodą, nie opuszczą. Takich to właśnie ludzi będzie musiała wybrać Fundacja. Wydaje mi się, że pani Ewa również może zgłosić chęć adopcji Andrusa i poddać się całej procedurze tzn. wizyty przed i po-adopcyjne, rozmowa indywidualna i czekać na decyzję SOS Bokserom. Twoje uwagi i spostrzeżenia dotyczące jej osoby, wszystko czego się dowiesz o rodzinie, ich stosunku do zwierząt - będzie na wagę złota. Również Wy możecie zaproponować zamianę tymczasu na dom stały. Jednak ostateczna decyzja należy do Fundacji, z tego co się orientuję to domki tymczasowe są brane pod uwagę w pierwszej kolejności.
Dzisiaj odpocznij, jutro przemyśl jeszcze raz wszystko, skontaktuj się z Germaine.

Posted

A ja w dalszym ciągu nie wiem, kto jest prawnym właścicielem Floyda. Przeszukałam wątki w dziale prawnym i wg tego co wyczytałam ( wątki z 2008r), właściciel psa, który zabłąkał się i trafił do schronu ma możliwość( nawet po wyadoptowaniu) odzyskać go w ciągu 2 lat od zaginięcia i on jest nadal jego właścicielem. W przypadku gdy został skradziony - do 3 lat. Jesteście pewne, że to sie zmieniło od tego czasu?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...