kachul Posted October 5, 2010 Posted October 5, 2010 Nazywam się Pomidor. Czasem drapiąc mnie delikatnie za uszami szeptają : "Pomiś" -to chyba jakieś zdrobnienie. Nie mam domu. Mieszkam w hotelu dla zwierząt. Lecz to nie potrwa już długo. Umieram. Z pierwszych lat mojego życia niewiele pamiętam. Nie wiem czy ktoś mnie kiedyś kochał, czy byłem dla kogoś całym światem. Podobno uratowali mnie od przerobienia na smalec-cokolwiek to znaczy. W zeszłym roku trafiłem do miejsca w którym mieszkam do tej pory-do hotelu. Miałem swoją budę z poduszeczką, pełną miskę, porcję miłości. Bawiłem się, wychodziłem na spacery, skakałem z wielką radością przez ogrodzenie-poprostu żyłem. Teraz umieram. Pewnego dnia obudziłem się i nie mogłem wstać. Pamiętam zatroskane twarze moich opiekunów, wizytę u człowieka w białym ubraniu, rozmowę w której motywem przewodnim była kwestia czy skrócić moje cierpienia. Podobno mam nowotwór. Coś zżera mój kręgosłup, sieje spustoszenie w moim organiźmie. Nie czułem się dobrze, nie mogłem wstawać ani jeść. Karmili mnie, dawali wodę, lekarstwa. Walczyli o mnie. Tylko że ja nie chciałem już żyć. Jednak patrząc w ich smutne oczy podjąłem decyzję-spróbuję. Poczułem wolę życia. Leki zaczęły działać, znów mogłem jeść , pić chodzić. Żyję już tak kilka miesięcy-nie czuję bólu, jem, szczekam, chodzę kuśtykając. Prawie cały dzień spędzam leżąc pod moim ulubionym krzaczkiem i obserwując świat ze świadomością że być może to już ten ostatni raz. Pogodziłem się z losem, czasem tylko kiedy widzę jak oczy mojej opiekunki podejrzanie się świecą myślę " dlaczego muszę umrzeć kiedy tak bardzo chcę żyć". Pomidor jest kilkuletnim mieszańcem. Przed chorobą był psem bardzo żywym, towarzyskim lecz niesłychanie łagodnym. Nigdy nie domagał się uwagi jednak cieszył się z każdego jej przejawu. Jest śmiertelnie chory. Nie wiemy ile dokładnie czasu mu pozostało. Pomimo choroby i ograniczeń fizycznych ma niesamowitą wolę życia, wciąż walczy. Pomimo tego że jego dni na tym świecie są policzone on się nie poddaje. Nie poddajemy się i my. Za wszelką cenę chcemy znaleźć mu spokojną przystań w której będzie mógł dożyć swoich dni pod okiem kogoś kto u schyłku życia obdarzy go bezwarunkową miłością. Zdajemy sobie sprawę iż znalezienie domu dla psa z wyrokiem śmierci jest bardzo trudne. Ciężko jest wziąć do domu psa, przyzwyczaić się do niego i pokochać wiedząc ze niebawem przyjdzie się pożegnać. Jednak nie tracimy nadziei. Może znajdzie się dobra dusza, która chociaż przez krótki czas pokaże Pomisiowi jak to jest mieć swój dom i jak to jest być kochanym. Nie chcemy aby umierał w samotności, w hotelowym boksie. Pomidor jest pod opieką Krakowskiego Towarzystwa nad Zwierzętami, które zobowiązuje się do końca finansować jego leczenie. Wszelkie informacje pod numerem 660716564-Kasia mail: kachul@tlen.pl Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.