nikusia Posted June 26, 2006 Posted June 26, 2006 Zakładam nowy topic ponieważ mam parę problemów z Ramzesem i chciałam przedstawić je wszystkie "na raz" ;) Bardzo proszę o pomoc, gdyż nie wiem kompletnie jak sobie poradzić z takimi sprawami jak: - kiedy Ramzes dostaje coś do jedzenia (cały czas ma w misce trochę suchej karmy i co jakiś czas sobie podjada więc nie jest głodny) , cokolwiek to jest- czy kawałek sera czy większy kawał kiełbaski- on to połyka bez gryzienia! :shake: Często kończy sie to kaszlnięciem i zwróceniem pokarmu... Po tym następny kawałek je ostrożniej ale niedługo trwa ta zmiana... Boję się że to w końcu się źle skończy... Staram się kroić wszystko na drobne kawałki ale przecież karmy nie pokroję... Pomimo tego że i tak jest dronba (Royal) to R.bierze kilka ziarenek na raz i połyka... Jak oduczyć go łapczywości? Na pewno nie wynika to z lęku przeciw zabraniem pokarmu bo nikt nigdy w ten sposób się z nim nie "droczył"... - Rami chodzi na smyczy- innej możliwości nie widzę bo gdy tylko czuje jej brak od razu biegnie przed siebie- i nie mam zamiaru go uczyć chodzenia bez smyczy na siłę bo lepiej nie ryzykować. Ale gdy jesteśmy na ogrodzonej działce Rami biega bez smyczy. Całkiem niedawno było jeszcze tak że wychodziliśmy, ja go wołałam a on dawał dyla. Więc odbiegałam, uciekałam a on nic. Kusiam go smakołykami- nic. Po wielu próbach pozostała pogoń ;) a naprawdę nie łatwo jest złapać młodego, zwinnego psa :roll: . W końcu dostał w tyłek parę razy- lekko tylko puknięcie. Teraz jest już na zawołanie- na działce. Gdy przychodzi bawię się z nim, dostaje nagrodę i z chęcią prychodzi. No dobrze a co z innymi miejscami i innymi ludźmi? Do mnie przychodzi gdy go wołam ale do innych niekoniecznie- chyba że ktoś ma jakiś smakołyk... Jak go nauczyć bezwarunkowego przychodzenia na zawołanie, gdy nie ma w ręku dropsa? - kolejna sprawa ro uciekanie ze zdobyczą... :shake: Na przykład jakiś papierek. Gdy dorwie coś takiego od rau ucieka, pomimo tego że nikt go nie goni. Wołam go, pokazuję mu jego ulubione zabawki, smakołyki i nic... Woli zjeść papierek. Od takiego zjadania byliśmy już 2 razy u veta na wywołanie wymiotów- raz to trutka, dwa- cała paczka lukrecji... :shake: Najgorsze jest to, że gdy sama "wywołuję" takie sytuacje jak te przedstawione powyżej Ramzes reaguje idealnie... Na FE wypluwa, na CHODŹ przychodzi... Dlaczego gdy sytuacja tego wymaga on nie reaguje? Quote
julita104 Posted June 26, 2006 Posted June 26, 2006 po raz kolejny zapraszam do psiego przedszkola, do nas do Łodzi. Możesz tam naprawde wspaniale nauczyc pieska chodzenia bez smyczy. nawet mój nadpobudliwy Tofik ładnie tam sobie łazikuje sam i nawet juz nie czaczepia co chwile innej osoby. jest tam szkoleniowiec który pomoże Ci nauczyc psa przychodzic od razu do Ciebie. Pies sie wybiega i juz nie bedzie szukał zbędnych atrakcji, bo Ty bedziesz jedyną. na Twoje problemy rozwiazaniem moze byc szkolenie klikerowe, mysle ze brak u was dyscypliny i zapatrzenia psa w własciciela. Naprawde zapraszamy! Quote
nikusia Posted June 26, 2006 Author Posted June 26, 2006 I nawet jeśli Ramzes ma już ponad rok to też rozwiązaniem będzie przedszkole? Quote
julita104 Posted June 27, 2006 Posted June 27, 2006 nikusia napisał(a):I nawet jeśli Ramzes ma już ponad rok to też rozwiązaniem będzie przedszkole? psa mozna uczyc cale zycie moj Tofik ma dwa lata i ciagle jest tam uczony Moglabys isc z Ramzesem na PT ale on chyba za mało zsocjalizowany jest zeby wogole tam pracowal. Wiec przedszkole i praca od podstaw. Ewentualnie indywidualne zajecia z instruktorem. Quote
Berek Posted June 27, 2006 Posted June 27, 2006 :lol: "Rami chodzi na smyczy- innej możliwości nie widzę bo gdy tylko czuje jej brak od razu biegnie przed siebie- i nie mam zamiaru go uczyć chodzenia bez smyczy na siłę bo lepiej nie ryzykować. " Co masz na myśli pisząc "uczenie chodzenia bez smyczy na siłę"? "Do mnie przychodzi gdy go wołam ale do innych niekoniecznie- chyba że ktoś ma jakiś smakołyk... Jak go nauczyć bezwarunkowego przychodzenia na zawołanie, gdy nie ma w ręku dropsa? " CIACH "- kolejna sprawa ro uciekanie ze zdobyczą... :shake: Najgorsze jest to, że gdy sama "wywołuję" takie sytuacje jak te przedstawione powyżej Ramzes reaguje idealnie... Na FE wypluwa, na CHODŹ przychodzi... Dlaczego gdy sytuacja tego wymaga on nie reaguje?" Po pierwsze, bardzo mocno kuleją Ci metody szkoleniowe. Po drugie, popełniasz standardowy bład 98% właścicieli (to powinno Cię pocieszyć :lol: - że jesteś w większości). Otóz jesteś na razie na początku procesu treningu, a: 1. Wymagasz od psa żeby zaprezetował już pełny stopień wyszkolenia 2. Chcesz za szybkich postępów 3. W związku z punktem "2" - za szybko przechodzisz do następnej fazy wymagań, podczas gdy nawet początki nie sa jeszcze utrwalone. ;) Quote
nikusia Posted June 27, 2006 Author Posted June 27, 2006 Berek Co do smyczy- źle się wyraziłam- chodzi o to, że moim zdaniem nie warto ryzykować spuszczając psa ze smyczy, w miejscach nieogrodzonych itp. a szczególnie psa- bo wiadomo większość psów gdy poczuje sukę leeeeci ;) więc nie chcę go tego uczyć. Chodzi tylko o przychodzenie w innych miejscach- w których może on być spuszcony (ogrodzony teren), a nie tylko w domu. Jeśli chodzi o to: 1. Wymagasz od psa żeby zaprezetował już pełny stopień wyszkolenia 2. Chcesz za szybkich postępów 3. W związku z punktem "2" - za szybko przechodzisz do następnej fazy wymagań, podczas gdy nawet początki nie sa jeszcze utrwalone. Właśnie wszystkie "rzeczy" które chcę by Ramzes potrafił wykonać poza domem, ćwiczymy w domu- tam, gdzie niewiele rzeczy może rozproszyć jego uwagę, a kiedy już utrwalimy je w domu- idziemy na podwórko (oczywiście ćwiczenia w domu nie trwają kilku minut- kilka dni) i wszystko jest ok. Podwórko jest ogrodzone ale obok jeżdżą samochody, biegają psy, latają gołębie- i problem tkwi w tym, że gdy przekraczamy granice podwórka Ramzes już nie skupia uwagi na mnie a ja, przyznam, nie potrafię tego odwrócić...- żadnym smakołykiem, zabawką, mówieniem, głaskaniem... I w tym tkwi problem, tak myślę, ale nie potrafię tego problemu zlikwidować, dlatego zwracam się do Was :) Julita, A jak jest z zajęciami w wakacje? Są czy nie? Quote
julita104 Posted June 27, 2006 Posted June 27, 2006 nikusia napisał(a): Julita, A jak jest z zajęciami w wakacje? Są czy nie? sa normalnie, jak ktos zaplacil to przeciez go nie eksmituja z racji wakacji:) a najwazniejsza jest systematycznosc. tylko teraz strasznie goraco to lepiej przychodzic przed zajeciami na przeszkody a potem sie pouczyc bo inaczej robi sie tak gorąco ze pies juz pada. My w niedziele juz sie prawie ugotowalismy. a co do suk no to niestety fakt ze beda bardzo psa dekoncentrowac. Jajeczka mu uciachac to sie przestanie interesowac tym co nie trzeba :mad: Quote
Berek Posted June 27, 2006 Posted June 27, 2006 "Co do smyczy- źle się wyraziłam- chodzi o to, że moim zdaniem nie warto ryzykować spuszczając psa ze smyczy, w miejscach nieogrodzonych itp. a szczególnie psa- bo wiadomo większość psów gdy poczuje sukę leeeeci ;-) więc nie chcę go tego uczyć. " Aj, i tu jest york... tego, :oops: , pies... pogrzebany... Tak nie można rozumować - bowiem NAPRAWDĘ da się nauczyć każdego psa żeby wracał na wołanie (słowem: bezwzględnego przywołania). Zakladanie z góry że pies nie wraca bo... jest samcem... jest błędem - o tyle ważnym, że trochę nam warunkuje nasze nastawienie do szkolenia tegoż psa "w ogóle". ;) ;) "gdy przekraczamy granice podwórka Ramzes już nie skupia uwagi na mnie a ja, przyznam, nie potrafię tego odwrócić...- żadnym smakołykiem, zabawką, mówieniem, głaskaniem... I w tym tkwi problem, tak myślę, ale nie potrafię tego problemu zlikwidować, dlatego zwracam się do Was " O.K. Okropnie trudno, jak sama wiesz, szkolić psa przez Internet :lol: - ale może kilka pytań pomocniczych... 1. Jak często w ciągu dnia wychodzisz z psem poza teren posesji? 2. Na jakiej smyczy chodzi Twój yoreczek? To tak na początek... ;) Quote
nikusia Posted June 28, 2006 Author Posted June 28, 2006 1. Hmmm... poza podwórko , myślę 3 razy dziennie na spacerek 15 minutowy w weekendy dłużej. Teraz , w wakacje wychodzimy mniej więcjec co 2-3 godziny na długie spacerki. A w tygodniu oprócz tych kilku spacerów "poza bramą" są jeszcze wypady na działkę i takie tam. Na podwórko wypuszczam go bez smyczy biega od drzewa do drzewa, załatwia swoje potrzeby, trochę się pobawi i wraca. 2. 3 metrowa smyczka rozciągana ;) Quote
cardea Posted June 28, 2006 Posted June 28, 2006 Kup Książkę Okiem Psa Johna Fishera i poczytaj o wychowaniu psa Quote
Wind Posted June 29, 2006 Posted June 29, 2006 [quote name='cardea']Kup Książkę Okiem Psa Johna Fishera i poczytaj o wychowaniu psa cardea, Na Forum przywyklismy do bardziej tresciwych rad, a teksty "na swe klopoty, przeczytaj ksiazke" zwyklismy traktowac jako niepotrzebny spam. Rozumiem, jestes nowym uzytkownikiem i chcsz sie wykazac ;), jednak nastepnym razem jak cos napiszesz po pierwsze przeczytaj Regulamin, a po drugie pomysl jak dalece pomagasz tym innym ... Mod. Quote
Berek Posted June 29, 2006 Posted June 29, 2006 Nikusiu, Wydaje mi się, że prawdziwy problem z Twoim pieskiem polega na braku rzeczywistego kontaktu między Wami.:oops: Na ogół jest to szokujące stwierdzenie ale jak człowiek dokładnie przeanalizuje sytuację, to nagle, nagle okazuje się, że, hm, nie ma dymu bez ognia.... Piesek wychodzi trzy razy na piętnaście minut. Pięknie. Wobec tego jest okazja żeby poświęcić mu dokładnie cały ten czas. Zastanawiam się, co tak naprawdę oznacza stwierdzenie, że wyjście poza ogrodzenie powoduje że właściciel przestaje dla psa istnieć... No i jedynym co mi się nasuwa jest fakt, ze: pies zwyczajnie się w domu – na posesji – nudzi; wyjście jawi mu się jako skok do wspaniałego, pełnego atrakcji świata... Czyli pies bytuje w domu i w ogródku nie „Z” właścicielami. Nie. On tam jest „OBOK” nich. Niby na niego zwracają uwagę, niby go przywołują... ale wszystko to jest jakieś takie... :p Kolejna sprawa: czemu przewodnik jest tak okropnie dla psa nieatrakcyjny? Nie jest w stanie psa „zakręcić”, zająć choćby na sekundę? Podejrzewam że trzeba działać dwutorowo: pokazać psu że razem tworzycie stado – i że wspólne bytowanie daje mu duże korzyści, że jest atrakcyjne, fajne, spełniające... A więc więcej zabaw z psem kiedy jesteście w ogrodzie czy w domu, więcej ćwiczeń – choćby uczenia go dawania łapy, okręcania się w kółko czy czegokolwiek innego – za co jest intensywnie nagradzany i chwalony. Druga sprawa: przyjrzeć się swojemu działaniu, z boku, spokojnie – i spytać się siebie, czy na pewno dobrze wykonuję mój kawałek pracy z psem. :razz: Pojawił się opis jak to piesek za nic nie chciał w ogrodzie podchodzić, żadne smakołyki, nic nie działało, dopiero po przestraszeniu go problem.... się zakończył. To są złudzenia. Odwołując się do hierarchiczności, opierając się na negatywnym warunkowaniu, oczywiście uzyskuje się pewne efekty. Ale problemu z samą więzią z psem nie rozwiązałaś. Zadaj sobie proste pytanie: dlaczego mój piesek nie reaguje na nęcenie smakołykami, na próby namówienia go żeby wszedł ze mną w interakcję? Być może jest to kwestia Twojej niecierpliwości, za słabej aktywności przy tym wszystkim, może przyjmujesz zbyt dominującą postawę, może podświadomie ujawniasz że zaczyna Cię drażnić kiedy pies nie słucha... Dam prosty przykład: opis przywoływania psa na posesji świadczy o tym, ze w gruncie rzeczy poniosłaś klęskę w Waszej wspólnej relacji. I na dodatek pokazałaś psu, że w sumie należy się Ciebie trochę obawiać, bo jak się wkurzysz, to... Więcej cierpliwości, spokoju, a jednocześnie wesołości i luzu w stosunkach z psem. Ciekawi mnie, jak wyglądało przywołanie psa na posesji. Ile razy weszłaś w zasięg wzroku pieska i ile razy uciekałaś jak szalona, wrzeszcząc, piszcząc, wyma****ąc parówką, piłką na sznurku czy czymkolwiek co go rajcuje choć troszeczkę... Czy to nie było tak, że gdy piesek choć trochę się zbliżał, wykonywałaś ruch ku niemu, chcąc przyspieszyć moment gdy znajdzie się przy Tobie? Czy kiedykolwiek ćwiczyłaś przywołanie z linką – w ogrodzie, jak najbardziej w ogrodzie? A ile było w ciągu Waszego życia kangurzych skoków żeby psa odłowić...? A ile razy w ciągu jego szczenięcego żywota brałaś go na ręce znienacka, nie uprzedzając go że zaraz to się stanie? Ile razy jesteś w stanie powtórzyć manewr z odbieganiem bez wpadnięcia z złość? Dlaczego pozwalałaś psu na natychmiastowe danie dyla po wyjsciu do ogródka, zamiast trzymać go na dlugiej smyczy i intensywnie się z nim bawić, po chwili dopiero ZEZWALAJĄC mu na swobodne bieganie? I tak dalej, i tak dalej... Psy do nas mówią, naprawdę – i na ogół opowiadają nam historię NASZYCH błędów i pomyłek. Quote
nane Posted June 30, 2006 Posted June 30, 2006 [quote name='Wind']cardea, Na Forum przywyklismy do bardziej tresciwych rad, a teksty "na swe klopoty, przeczytaj ksiazke" zwyklismy traktowac jako niepotrzebny spam. Rozumiem, jestes nowym uzytkownikiem i chcsz sie wykazac ;), jednak nastepnym razem jak cos napiszesz po pierwsze przeczytaj Regulamin, a po drugie pomysl jak dalece pomagasz tym innym ... Mod. Wind chciałam zauważyć, że cardea jest już bardzo starym hodowcą :cool3: i sama również polecam tą książkę tym bardziej, że York to też pies - trzeba go traktować tak samo jak amstaffa ponieważ to ta sama grupa FCI TERIERY - i nie można dać mu wejść na głowę :mad: dlatego w takich problemach najlepiej przeczytać książkę i w niej poszukać rozwiązania dotyczącego naszego problemu ponieważ nie każdy na tym forum zna się na wychowaniu dlatego bezpieczniejsze jest szukanie rad u behawiorystów:cool3: a nie na forum :shake: Quote
Wind Posted June 30, 2006 Posted June 30, 2006 nane napisał(a):York to też pies - trzeba go traktować tak samo jak amstaffa ponieważ to ta sama grupa FCI TERIERY - i nie można dać mu wejść na głowę :mad: Wielce to dla mnie interesujace ... Jak mniemam masz rowne doswiadczenie w szkoleniu yorkow i amstaffow, prawda? Jak rowniez w rozwiazywaniu problemow wychowawczych u obu tych ras. I doprawdy u Ciebie wyglada to tak samo? :roll: Quote
Berek Posted June 30, 2006 Posted June 30, 2006 Większość ludzi przeżywa okres zachłyśnięcia się Johnym Fisherem:cool1: . Czy to źle? No w sumie pewnie nie. Powiem tak: wydaje mi się, ze trzeba trochę dojrzeć, przetrawić pewne rzeczy, żeby móc spojrzeć na niego krytycznie. "Okiem psa" może być wstrząsające dla nas, bo poziom wiedzy o psach - mówię tu o szkoleniu - jest, najogólniej rzecz biorąc, gdzieś w okolicach króla Ćwieczka. ;) Toteż kiedy pojawiła się taka pozycja, ktora była choć trochę inna niż nasze podręczniki typu "zespół przewodnik - pies połaczony uwięzią miękką zakończoną karabińczykiem" :p - to człowiek wpadał w absolutny zachwyt. Ale... ... obserwuję niezbyt fajne zjawiska. Polegają one na spłyceniu i zbytnio restrykcyjnym podejściu do zagadnienia dominacji, hierarchiczności w stadzie itd. Z jednej strony, ludzie wpadają w istną manię śledzenia czy pies aby nie dominuje. Pozbawiają się naturalności i pewnego rodzaju "ciepłoty" w kontaktach z psem. Bardzo często te sztuczne i wyjęte z naturalnego środowiska zachowania powodują że psy czują się znacznie bardziej zdezorientowane i niepewne w stosunkach z przewodnikiem. :-( Z drugiej - " metody" polecane przez Fishera to jak dla mnie półśrodki. Może inaczej: Fisher jest teoretykiem. Praktycznych wskazówek - naprawdę praktycznych, takich w stylu akcja - reakcja - jest u niego strasznie mało. Z całym szacunkiem, ale pies nie nauczy się wracać na wołanie dlatego, że ustawimy się w pozycji przewodnika stada (żeby było śmieszniej - tylko przez to, że będziemy karmić psisko po naszych posiłkach, nie będziemy go wypuszczać pierwszego przez drzwi itd.). :diabloti: A'propos, właśnie w tych zaleceniach praktycznych Fisher popełnił kardynalny błąd, myląc skutek z przyczyną. Nie staniemy się przewodnikami przez to że będziemy się z psem kłócić o to, kto pierwszy przez furtkę przelezie - ale jeśli mamy NATURALNY autorytet, to pies raczej nas będzie w tej furtce przepuszczał. Raczej - bo znam bardzo energetyczne psy sportowe czy użytkowe, ktore spuszczają swoich przewodników po schodach i śpią z nimi w łóżkach, a ktore jednak są zdecydowanie na dole hierarchii. Quote
Berek Posted June 30, 2006 Posted June 30, 2006 "York to też pies - trzeba go traktować tak samo jak amstaffa ponieważ to ta sama grupa FCI TERIERY - i nie można dać mu wejść na głowę " Z całym szacunkiem, przy tzw. rozpuszczeniu większości yorkow muszę stwierdzić, że 99% właścicieli tych psów jest dla nich żałośnie niedelikatnymi. A już właściciel yorka ktory potrafi czytać właściwie emocje u swojej miniaturki to rzadkość jak diament w kaszce. ;) W życiu nie zgodzę się na porównywanie obu tych ras - fakt, iż są w jednej grupie FCI o niczym dla mnie nie świadczy. No, może cecha wspólna to stosunkowo łatwe zamykanie się w sobie - ale to faktycznie ma większość terierów. Tyle że AST jednak trzeba znacznie mocniej naciskać, niż przeciętnego yorka (nazwijmy to - obecny produkt hodowli) żeby wymyślił że jednak nie będzie wspólpracować. BTW nawet ja (a nie powiem, jak dziadek Poszepszyński "pamiętam, w 1905 roku w Mandżurii" :lol: :lol: bo to jednak nie ta generacja) mogę wspomnieć stosunkowo liczne yorki ktore po trzaśnięciu o ścianę otrzepywały się i biegły dalej aportować. Obecnie o ten typ charakteru dość trudno. :razz: Quote
julita104 Posted July 1, 2006 Posted July 1, 2006 Berek napisał(a): mogę wspomnieć stosunkowo liczne yorki ktore po trzaśnięciu o ścianę otrzepywały się i biegły dalej aportować. Obecnie o ten typ charakteru dość trudno. :razz: hyhyhy ja mam taki egzemplarz w domu chyba z 6 razy dzis mial powtarzane ze kamyk to nie aport zanim odpuscil sobie na dobre. a na szkoleniu jest traktowany tak jak owczarki i inne psy - nie wolno to nie wolno, wszystkie sa uczone jednakowo. I z tym kamieniem była masakra, już myślałam ze brzęczący łańcuszek (teraz to stosujemy i są świetne efekty - czyli ogólnie mówiąc dyski fischera) będę musiała mu do ucha włozyc zeby usłyszał bo pies był niezmordowany. On właśnie taki jest, potrafi spasc z czegos, ale tylko sie otrzepie i dalej wraca do swoich czynnosc :shake: Niemniej jednak zgadzam sie z opinia ze książka to tylko książka. ja mam ich tony w domu. Przerzuciłam ich mnóstwo przez całe 2 letnie zycie mojego psa z adhd. A wystarczyło pare cennych rad, wspólne szkolenie i co? Juz sie nie rzucamy na inne psy, rowery, rolki itp. I lubimy wszystkich dookoła. I nie były nam do tego potrzebne w takiej mierze książki jak ktos kto nam pokazał co z tą wiedzą zrobic. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.