Flaire Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 aga_o się wybierała, ale Czika dostała cieczki...:diabloti: A my... No cóż... Pewnie pojedziemy, chociaż jeśli Locia jest zbyt dziecinna na klasę szczeniąt, to nie bardzo jest sens wystawiać ją w młodzieży. :shake: nikit1, a Wy jedziecie sami czy z kimś? Bo może razem byśmy się zabrali?:cool3: Wzięłabym tlylko Locię, a Misię zostawiłabym w domu.
Flaire Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Uff, teraz zjem... śniadanko i nakarmię sucze :roll: , a potem siądę i napiszę Wam cosik o naszej wyprawie...
nikit1 Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Flaire napisał(a):aga_o się wybierała, ale Czika dostała cieczki...:diabloti: A my... No cóż... Pewnie pojedziemy, chociaż jeśli Locia jest zbyt dziecinna na klasę szczeniąt, to nie bardzo jest sens wystawiać ją w młodzieży. :shake: nikit1, a Wy jedziecie sami czy z kimś? Bo może razem byśmy się zabrali?:cool3: Wzięłabym tlylko Locię, a Misię zostawiłabym w domu. Flaire - sprawdź priva!
czapla Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Do Torunia jeszcze ja z Sasanka sie wybieram - co prawda nie szorstka ona, ale jednak terrier:cool3: A tak jeszcze spytam, czy przypadkiem na fotkach z Sopotu nie przytrafil sie komus jakis kerrak? Flaire - nie za pozno na sniadanko? no i czekam na opis wyprawy.
Fuka Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Czapla, popełnie przez Ciebie harakiri - normalnie się tak nie ogłaszasz przedwystawowo, a akurat teraz tak:wallbash: Niestety nie mam żadnych fotek z Sopotu, a bardzo żałuję, bo przy ringu głównym siedziałam pod namiotem z kerrakami, a po wystawie puściliśmy psy luzem i w pewnym momencie za latajacą Łezią biegały razem zespół w zespół - Makaronik, Elmo i 2 dorosłe kerraki - PŁCI MĘSKIEJ!!!!!!!!!!!! W pełnej zgodzie:shock::shock::shocked!:
Flaire Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Chcę Wam napisać reportaż z naszych mini-wakacji, bo były bardzo fajne, bardzo psie i pewnie nie odbyłyby się – a na pewno nie byłyby tak fajne – gdyby nie pomoc wielu dogomaniaków i innych miłośników psów w ogóle, a terierów w szczególności! Oczywiście najlepiej byłoby taki reportaż zilustrować zdjęciami, ale ja sama nie fociłam, a zdjęć od innych jeszcze nia mam i nie wiem, kiedy będę miała... a do tego czasu mogę już niejedno zapomnieć. Więc piszę teraz, a zdjęcia ewentualnie wrzucę – albo inni wrzucą – później. Ekipa w składzie trzy osoby i trzy psy, czyli Apiszonki oraz ja z moim mini-stadkiem, zaplanowaliśmy sobie wypad do Sopotu na wystawę, a potem kilka dni nad morzem :loveu:. Już od razu na starcie plan nie wypalił, bo straciliśmy miejsce noclegowe w Gdańsku z piątku na sobotę, więc wyjazd z Warszawy został przełożony na sobotę rano. Na szczęście okazało się, że to nie był zły omen... ;-) A więc z Warszawy wyjechaliśmy o 4 rano w sobotę, jadąc bez przystanku i celując na przyjazd na wystawę na ok. 9 – 9:30. Airedale wchodziły co prawda o 10, ale było sporo piesków, a my wieźliśmy same sunie (chociaż jedną w klasie szczyli :loveu: ), więc wydawało mi się, że powinniśmy zdążyć. Niestety, aura nie sprzyjała i lało równo całą drogę, czasami tak gęsto, że wycieraczki nie nadążały i przez szybę nic nie było widać... Dodatkowo zgubiliśmy się na jednym objeździe, gdzie wielki znak OBJAZD w prawo wydawał się kierować nas na całkiem nieprzejezdne błotne jezioro. Decydując, że to nie może być tam, pojechaliśmy prosto i w końcu nadrobilismy sporo kilometrów... ale przynajmniej nie ugrzęźliśmy! Po jakimś czasie zdecydowałam, że nie ma się co spieszyć, bo na ocenę na pewno nie zdążymy... Mimo to, na wystawę dojechaliśmy tuż przed 10, gdy właśnie ogłaszali, że sędziowanie rozpocznie się dopiero o 10:30. Oczywiście deszcz nadal padał... Z dwoma suczami i tylko podstawowym sprzętem, czyli bez stołu trymerskiego, klatek, czy namiotu, pognalismy w kierunku ringu, gdzie natychmiast przygarnęli nas pod namioty dobrzy ludzie. :buzi: Konkretnie, korzystaliśmy z namiotowej gościnności obydwu Apiszonkowych konkurentek z klasy championów, jak również osoby wystawiającej suczkę w klasie pośredniej (która, jak się okazało, również z nami w końcu konkurowała). Chyba jasne jest, dlaczego o tym piszę, prawda? Nie wiem, jak Api wyglądałaby na ringu i jak by jej poszło, gdyby nie pomoc ze strony jej konkurencji. Wielkie, wielkie dzięki dla nich – dla Was, jeśli to czytacie. Ta wspólnota jest właśnie powodem, dla którego lubię wystawy. :-) Na szczęście suki miałam na tyle zrobione wcześniej, że tu wystarczyło je wyczesać. Lotka, na swojej pierwszej wystawie, podekscytowana była maksymalnie i pląsała na ringówce jak tancerka... Chociaż stała łądnie, to trudno było zmusić ją do postawienia choćby kilku normalnych kroków. Mimo to, Pani Sędzia była w stanie zauważyć, że Lotka porusza się równolegle i z bardzo długim wykrokiem. Co z tego, skoro ten ruch był zauważalny tylko na ułamek sekundy tu i ówdzie... Dostaliśmy piękny opis, ale porównanie z chłopaczkiem przegraliśmy – Pani sędzia powiedziała, że wybiera chłopca, bo Locia jest jeszcze zbyt dziecinna. :-( W czasie, gdy byłam na ringu z Lotką, Fuka – kolejna osoba, która nam pomogła! – zaczęła wyczesywać Apcię.Gdy zeszłam z rinu, oddałam Lotkę chyba Rafałowi i Lenie (przez jakiś czas i bardzo długo trzymała ją też Jura, ale to chyba było później, chociaż do końca nie pamiętam :roll:) i przejęłam od Fuki czesanie Apci. Apcia jak zwykla wystawiała się bardzo ładnie i zgarnęła Res. CACIB. (CACIB wygrała po raz kolejny Prima GRENADA). Locia natomiast podczas występu Api szczekała nonstop (podobno)... :cool1: Po ocenie na ringu sytuacja wyglądała tak, że ja byłam ubłocona od stóp do głów – i to naprawdę od samych stóp, bo miałam na nogach sandały – a wszyscy bylismy przemoknięci, zmarznięci i głodni, więc udaliśmy się na szybkie conieco (po chwili dołączyły się do nas Jura i borsaf), po czym do samochodu, aby schronić się przed deszczem (znów porządnie lało), osuszyć się troszkę i zdecydować, co dalej. W końcu zdecydowaliśmy, że wystawy w deszczu mamy dosyć i pojechaliśmy do Gdańska, gdzie... już nie padało! W Gdańsku odbywa się teraz Jarmark Dominikański, czyli wielki festyn dla turystów. Ludzi pełno, straganów również, więc połaziliśmy sobie z pieskami, które natychmiast stały się wielką atrakcją turystyczną! Trzeba nam było liczyć po 5 zł za zdjęcie z psami, a niewątpliwie nieźle byśmy zarobili :cool1: . Wszyscy podziwiali trzy „klony”, komentarze były przednie, ale konkurs na najlepszy komentarz wygrywa gość, który, popisując się chyba przed dziewczyną znajomością ras orzekł – To chyba charty. :roll: Następnego dnia rano pojechaliśmy z powrotem na wystawę, gdzie ja tłumaczyłam i sekretarzowałam na ringu obedience, a Apiszonki dzielnie opiekowali się psami oraz podtrzymywali namiot, który miał psy chronić przed deszczem, a który w szczytowych momentach nawałnicy, która nadeszła po południu, poważnie zamierzał odfrunąć. Cztery osoby podtrzymywały cztery jego nogi, jednocześnie próbując nadążać ze strząsaniem litrów wody gromadzącej się na dachu. W końcu jednak deszcz ustąpił, a namiot przetrwał... Zawody obedience przeciągnęły się tak dalece, że wyjechaliśmy z terenU wystawy ok. 20 (przyjechaliśmy tam o 7 rano). Przyznaję, że nieźle się napracowałam, ale nauczyłam się bardzo, bardzo dużo i jestem zachraniarce niezmiernia wdzięczna za zlecenie mi tego zadania! Po opuszczeniu wystawy udaliśmy się do Jastrzębiej Góry, gdzie czekał na nas nocleg, załatwiony przez bosa. Właściciele ośrodka to niesłychanie mili wielbiciele psów, sami mają sznaucerka-miniaturę, a ktoś z rodziny czy przyjaciół ma też serdelka – więc rozmowom nie było końca! Było już późno, więc szybciutko poszliśmy spać. Następny dzień rozpoczęliśmy od spaceru po pobliskich łąkach. Psy biegały sobie tam i z powrotem drogą wzdłuż rzeczki, od czasu do czasu zaszywając się w szuwary na bardzo stromym brzegu. I tak nagle, gdy buszowały po szuwarach, usłyszeliśmy głośny plusk i zaczęliśmy zastanawiać się, którego psa będziemy wyławiać z rzeczki i jak go z tamtąd wyciągniemy (brzegi były naprawdę strome!) Na szczęście, po krótkim chlapaniu, z gęszczy wybiegła mokrusieńka Lotka, otrząsnęła się i pobiegła dalej... Po spacerku narkamiliśmy piesy i udaliśmy się wraz z nimi na ludzkie śniadanko, zahaczając przedtem (chyba...) o plażę, gdzie Rafał i psy troszkę się kompały, głównie brodząc (woda była ziiiiimna!) Znaleźliśmy kawałek plaży puściusieńki, żadnych zakazów odnośnie psów nie było, więc towarzystwo sobie pohasało! A po śniadanku – na spacer po mieście i dalej, do latarni w sąsiednim mieście, w sumie chyba z 10 km... Po powrocie padliśmy wszyscy, w końcu wygrzebaliśmy się na obiad, gdzie spotkaliśmy się z bosem, by umówić się na kolejne spotkanko. Skończyło się na tym, że zamiast zaprosić bosową rodzinkę na piwko, zostaliśmy zaproszeni do nich... A więc spędziliśmy przemiły wieczór w towarzystwie bosa, bosowej i bosiątka ;-), no i oczywiście Jazona, delektując się ciepłymi pączkami z wiśnią, herbatką z cytrynką i browarkiem. Następnego dnia rano, po obowiązkowej sesji zdjęciowej z właścicielami ośrodka, wyruszyliśmy na Hel. Szosy puste, krajobrazy piękne. Pomiędzy Jastarnią a Juratą wypatrzyliśmy drogowskaz na... psią plażę! Oczywiście musieliśmy się zatrzymać i pieski znów poganiały sobie po piachu. Plaża początkowo zupełnie pusta (pomimo że było już chyba po 9), dopiero gdy myśmy już odchodzili pojawili się państwo z yorkiem (na rękach) oraz pan z Onkiem (na smyczy). Do tego czasu więc królowały tam Airedale... Ganiały się do upadłego, a Api szczególnie upodobała sobie odbijanie się od fal (które były pokaźne – wiał mocny wiatr). Po jakimś czasie Rafał wrzucił do wody patyczek... przy brzegu wpatrzone w patyczek zaczęły pląsać Misia i Apcia, w końcu Misia odważyła się przez fale po niego popłynąć i zwycięsko wróciła z patyczkiem w zębach! Potem ja wyrzuciłam patyczek jeszcze raz; Misia uznała, że ona ma to już zaliczone, więc tym razem Api zaczęła płynąć po patyk. A płynęła tak energicznie, że z każdym ruchem pod wodą łap patyczek oddalał się coraz bardziej w kierunku Szwecji... A pies za nim! Zaniepokojony tym rozwojem spraw Rafał pobiegł do wody za Apcią (a musiał nieźle się skąpać :lol: ), wyłowił patyczek, naprowadził nim psa z powrotem i podał go płynącemu psu do pyska. Szczęśliwa ze zdobyczy Api zdecydowała, że nie musi do Szwecji i wróciła do polskiego brzegu. :lol: Po krótkiej sesji zdjęciowej, gdy na plaży zaczęły pojawiać się inne psy, odłowiliśmy nasze i pojechaliśmy dalej. Na Helu zaparkowaliśmy na bardzo miłym parkingu „W cieniu”, gdzie dowcipny pan pilnujący dał nam krótkie wprowadzenie do miejscowych atrakcji, pokazując na wywieszonej na bramie mapce ważniejsze punkty. Tak więc od razu wiedzieliśmy, gdzie skierować się na śniadanko... J Ale po drodze zobaczyliśmy napis „Wolny pokój 3-osobowy”, więc zatrzymaliśmy się, żeby zapytać, czy nas przyjmą. Psy zaliczyły inspekcję i uznano, że mogą być ;-). Przyznano nam duży pokój z własnym wejściem z dworu, gdzie łóżek było tyle, że nie tylko każdy człowiek, ale jeszcze niemalże każdy pies mógł mieć własne. ;-) Co nie przeszkodziło Misi próbować non-stop pakować się do któregoś z ludzkich łóżek (pomimo że jedno miała przykryte swoim ulubionym kocykiem). :evil: A więc po śniadaniu i krótkim spacerku po mieście przestawiliśmy samochód i wprowadziliśmy się do nowego pokoju. Co się działo dalej nie do końca pamiętam, bo chyba usnęłam... Ale w końcu wstaliśmy i poszliśmy na plażę na samym końcu cypla (tym razem bez psów) – gdzie panował zakaz kąpieli, chyba z powodu silnych wiatrów i sporej fali – a potem na pyszny obiadek. Jeszcze raz do pokoju, jeszcze jedna krótka drzemka i pora na deserek w poleconej przez bosa kawiarence. Ale niestety wietrzysko teraz było tak silne, że zdecydowaliśmy, że nie wytrzymamy siedzieć na dworze, a miejsca w środku były zajęte – więc deserek poszedł na wynos i zjedliśmy go w towarzystwie naszych piesków, które nie miały nic przeciw temu. ;-) Na koniec odbyliśmy jeszcze z pieskami nocny spacer do migającej latarni morskiej – i spać! Następnego dnia rano czekała nas, niestety, tylko dłuuuuuuga droga do domu. Ruchu nie było, ale to jest jednak bardzo, bardzo daleko. A szkoda, bo chętnie jeździłabym tam częściej!
Flaire Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Anisha, witaj na dogo! Poznałyśmy się chyba na wystawie bardzo przelotnie, a w każdym razie ja poznałam Twojego psa! ;-) Ta totalnie zakręcona osoba wystawiająca dwie suczki, która wpadła na wystawę w ostatniej chwili i zwiała z okolic ringu tuż po ocenie - to ja! ;-)
Jura Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 [quote name='Flaire']Uff, teraz zjem... śniadanko i nakarmię sucze :roll: , a potem siądę i napiszę Wam cosik o naszej wyprawie... Bosze, ile można jeść śniadanie ;) Coztego, czekamy na raport oczkowy! Borsaf, myślę, że eksperyment "Amelka" miałby szansę powodzenia. Na pewno mądrze rozważycie sprawę. BTW Okropne, że w życiu zdarzają się takie sytuacje, kiedy kochanym psom trzeba szukać nowego domu. Kiedy już zastanawiałam, kiedy powinnam zacząc się martwić, u mojego wyżła pojawil się spodziewany wirus cieczka.exe. Piszę mojego wyżła, bo wczoraj Fredzia tak klasycznie wystawiała kota, ze myślę, że takiej stójki nie powstydziłby się żaden wyżeł. Szkoda tylko, że wystawiała kota. Niestety przegapiłam w szczenięctwie oswajanie z kotami, a teraz trudno mi znaleźć właściciela, który by się zgodził na to, by Fredzia trenowała z jego kotem.
coztego Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 [quote name='Jura'] Coztego, czekamy na raport oczkowy! Już pisałam na welshach, wszystko OK :) Malizna odsypia narkozę i stresy... Choć głód jej spać nie daje i co wchodzę do pokoju, to wstaje sprawdzić czy nie przyniosłam miski :p Najdziwniejsze jest to, że pan dr nie mógł się nadziwić jaki to spokojny i grzeczny kotek... Nie chciał mi wierzyć, że podczas dotychczasowych wizyt w lecznicy potrzebne były trzy osoby, żeby Maliźnie zrobić zastrzyk... :lol: teraz trudno mi znaleźć właściciela, który by się zgodził na to, by Fredzia trenowała z jego kotem. Przyjeżdżaj do mnie! Malizna uwielbia trenować z psami :evil_lol:
rita60 Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Coztego moja kolezanka ma 12 letnia sunie, od jakiegos czasu ma problem z oczkami,to cos na zasadzie zacmy u ludzi. Podobno jest w Warszawie taka klinika jedyna w kraju,gdzie wykonuja psiurom takie zabiegi. Czy cos wiesz na ten temat, albo ktos z warszwskich dogomaniakow. Flaire szkoda, ze wyjezdzasz na tak krotko, przydałby sie ciag dalszy opowiadanka.;)
Flaire Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 [quote name='rita60']Coztego moja kolezanka ma 12 letnia sunie, od jakiegos czasu ma problem z oczkami,to cos na zasadzie zacmy u ludzi. Podobno jest w Warszawie taka klinika jedyna w kraju,gdzie wykonuja psiurom takie zabiegi. Czy cos wiesz na ten temat, albo ktos z warszwskich dogomaniakow. To klinika doktora Jacka Garncarza, link z linkowni w dziale Weterynaria: http://www.garncarz.pl
rita60 Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 [quote name='Flaire']To klinika doktora Jacka Garncarza, link z linkowni w dziale Weterynaria: http://www.garncarz.pl Flaire:modla:dzieki.
coztego Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 [quote name='rita60']Coztego moja kolezanka ma 12 letnia sunie, od jakiegos czasu ma problem z oczkami,to cos na zasadzie zacmy u ludzi. Podobno jest w Warszawie taka klinika jedyna w kraju,gdzie wykonuja psiurom takie zabiegi. Jak już Flaire podała, zaćmę usuwa znany okulista, dr Garncarz. Któraś z dogomaniaczek pisała, że taka operacja na jedno oczko kosztuje ok. 1000 zł.
coztego Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Nareszcie znalazłam chwilę spokoju i przeczytałam przygody Flaire i Apiszonów i reszty stada ;) Ale Wam się powodziło :cool3: [quote name='Flaire'] Pomiędzy Jastarnią a Juratą wypatrzyliśmy drogowskaz na... psią plażę! Cieszę się, że trafiliście na naszą (Kreski i moją) ulubioną plażę :loveu: Mówiąc szczerze, nawet w najbardziej pogodne dni jest tam pustawo. W zeszłym roku, podczas naszego pobytu w Jastarni, stale przychodziły te same 3-4 psy (Kreska, czarny lab z przystojnym panem, czekoladowy lab z niemiecką rodziną i jamnik z dużą, dzieciatą rodziną)... Trafi się też zawsze klika osób bez psa, lubiących zaciszne plaże. Właśnie dlatego, że plaża jest oddalona od centrum - jest taka fajowa i pusta. :loveu:
borsaf Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Coztego ciesze się, że Malizna dobrze zabieg zniosła. Najwazniejsze, ze sie wybudziła po narkozie. Teraz to już z górki. Goi sie jak na ...kocie. Moje obie kotki mam wysterylizowane. Szarotka dostawała w domu jeszcze tabltki malutkie antybiotyku, ale Mela nic nie dostawała po operacji, a to z tej przyczyny, że to pół dzika kotka była i poprostugryzla, z pazurami sie rzucala gdyby cos jej na siłę chciec zrobić. Trudno, powiedziałam sobie, zabieg byl konieczny, a jakes goopia to niech teraz nad tobą koci Anioł Stróz czuwa. Zapewniłam jej tylko ciepły kat i spokój. Rana sie pieknie zagoiła, zadnych przepuklin, słowem prima sort.Takie dzikie kocie ma dużo sił witalnych więc sie o Malizne nie zamartwiaj. Jura, eksperyment pt.Amelka faktycznie ma duzo plusów, już z Fuka rozmawiałam, jeszcze w Toruniu będziemy sprawe wałkowac. Ja widze tylko dwa minusy: nie mozna jej będzie wysterylizowac i co będzie jak sie jakaś sunia typu Frotka w tym czasie pojawi? Sprawa napewno do omowienia. Wariant, ze ja się którąś zaopiekuję odpada ze względu na mojego ślubnego znajomego.
Jura Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Co by nie było, trzymam kciuki za to, aby Amelka znalazła przyjazną przystań. (Za Malizne w tej materii juz chyba trymac kciuków nie trzeba. Coztego, dobrze, że wszystko dobrze) Flaire, to fajnie mieliście Zresztą z taką trójką czworonogów, to nawet morza nie trzeba, żeby było fajnie. (Nie zapomnę cudnego widoku Lotki, która po tym, jak na wystawie Rafał wypuścił dziewczyny z "bud", od razu zabrała się za ogonki ciotek). A ja po raz kolejny "przeklinam" swoją fascynację AT, lewe rączki i "głupią zawziętość". To trymowanie, to okropna sprawa. Tyle się dziś namęczyłam, a to chyba 1/10 roboty. Jednak z połowy głowy jestem w 55% zadowolona.
coztego Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 Jura napisał(a): A ja po raz kolejny "przeklinam" swoją fascynację AT, lewe rączki O cholerka, dobrze, że mi przypomniałaś zanim nabyłam AT, ja mam zerowe zdolności manualne :oops: Malizna już zjadła trzecią porcję żarełka i wciąż miauczy o jeszcze :evil_lol: Przed chwilą zakropiłam jej nowe oczka, nowym lekarstwem. Krople są dość gęste, obraza była śmiertelna, że jej takie coś wlewam do oka :p Trochę pobiegała, wysikała się, pojadła i poszła dalej spać :) Już widać oczka coraz lepiej, jedno jest super-hiper-extra, drugie niestety jest trochę mniejsze i takie pozostanie (małooczność to się chyba nazywa :hmmmm:). Chyba, że coś by się działo z nim, jakies stany zapalne się zaczęły pojawiać, to za czas jakiś pan dr zrobi dalszą plastykę (jak to pan dr powiedział "Nie wszystko na raz"). Rety, ale się cieszę, ze to już za nami :p
Fuka Posted August 17, 2006 Posted August 17, 2006 coztego, cieszę się, że już po najgorszym stresie z Malizną i już za momencik będziesz mogła podziwiac jej zdrowe oczka!!! Zdrowie Malizny:drinking: A ja powolutku wysiadam, mam dośc wszystkiego i właśnie doszłam do wniosku, że jedynym rozwiązaniem moich problemów byłoby obrabowanie banku... Po czym albo bym trafiła w niemiłe, ale za to ustronne i odosobnione miejsce, albo na dziką bezludna wyspę, gdzie dożywotnio bym się pławiła w świętym spokoju... Jedyne co mnie jeszcze powstrzymuje to to, że w tym pierwszym miejscu nie można trzymac psów:p Qrwa - czy to tylko ja tak mam, że chciałabym uciec - tylko nie mam dokąd:placz: i nawet tego cholernego rycerza na białym koniu nigdzie nie widać:wallbash:
Wind Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 Fuka, Nie wiem jaki jest powod Twoich smuteczkow i frustracji, ale wiesz jak to jest ... najstraszniejsze demony rodza sie w nocy ... rano, jakos jasniej wyglada swiat, czego Ci z calego serca zycze :-) I zobaczysz, nawet rycerz sie znajdzie ... :loveu: coztego, Twoje ulubione plaze sa najpiekniejsze w maju. Puste, przestronne i ciche ... Mozna wtedy bezkarnie wloczyc sie z psem, az od Jastarni po Hel. Spacer na caly dzien, a pozniej jakas pyszna kolacja na Helu, grzaniec z gozdzikami i powrot pozytywnie zmeczony cial do domu :-) Cudowny relaks zapewnia tez Spa w Jastarni. Bardzo, bardzo, bardzo lubie to miejce. W szczegolnosci za przyjazne nastawienie do zwierzakow. Sniadaniujaca i obiadujaca ze mna Maja, byla milym gosciem w kazdej knajpce, restauracji i wymuskanym hotelu. W odroznieniu od restauracji w Gdansku, ktore ani dla malych, ani dla duzych zwierzat tak przyjazne juz nie sa :eviltong: W.
rita60 Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 Dzien dobry, wstawac piekna pogoda, jutro wolne, zyc nie umierac.Fuka jak dzis samopoczucie ? Jesli chodzi o ten napad na bank moge ci pomoc, jest tylko jeden problem kiepsko strzelam, ale chyba wezmiemy straszaki:2gunfire: Miłego dnia zycze.
INA Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 coztego - no to macie najtrudniejsze z głowy - niedługo będzesz podziwiać nowe oczka Malizny w pełnej okazalości Flaire - wspaniale czytało się Twoje wspomnienia z wakacji, chyba będe musiała wybrać się na HEL -a po poście Wind chyba wszystko zostało przesądzone:cool3: Psia plaża ta nieoficjalna była też w Karwieńskich Błotach - no chyba dziś uda mi się wstwić fotki aby pokazać jak Vigo zawierał psie znajomości na plaży - szczególnie wpadła mu w oko Witka - sunia owczarka nizinnego Bardzo fajnie bawił się też z Lelkiem - kuzynem z PR a zrazem miotowym braciszkiem Regona:lol: Vigo tak jak Apcia I Misia pławił się w morzu i biegał za kijkiem, mam nawet pamiątkowy filmik jak to Vigo wchodzi pierwszy raz na plaże wszystko obwą****e, potem idzemy na brzeg - jak się dziwi z otwartym pyskiem wysokim falom a potem wbiega do wody i zaczyna brzodzić pływać i wyławiać kijek. Fuka- tak, dziś będzie piękny dzień i na pewno spojrzysz na to wszystko inaczej... - do zobaczenia w Toruniu...
Mokka Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 Oj, zazdroszczę Wam wszystkim. Moje psy jeszcze morza nie widziały (tak mi się przynajmniej wydaje - nie sądzę, aby w poprzednim życiu podróżowały ze stolycy do kurortów :evil_lol: ) i nie wiem, czy bedzie kiedyś okazja, bo jakoś wakacje spędzamy w innych stronach. No, chyba, że kiedyś Flaire zabierze mnie ze sobą w te urocze zakątki ;) .
rita60 Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 :lol: Mokka chciałam o cos spytac, ale sie troche wstydze :oops: :oops: :oops: ,trudno pytam, my mamy przy nicku łapki, a ty i nieliczni maja takie ogniki czy cos takiego, co to oznacza ? Tylko sie nie smiej:loveu:
niedzwiedzica Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 Rita- to pokazuje staż na dogomanii i ilośc napisanych postów ...nie pamiętam ,po którym poście dostaje sie tzrecią łapkę, ale pewnie wkrótce będziesz ja miała ;)
Mokka Posted August 18, 2006 Posted August 18, 2006 [quote name='rita60']:lol: Mokka chciałam o cos spytac, ale sie troche wstydze :oops: :oops: :oops: ,trudno pytam, my mamy przy nicku łapki, a ty i nieliczni maja takie ogniki czy cos takiego, co to oznacza ? Tylko sie nie smiej:loveu: To specjalna premia dla takich, którzy w pracy, zamiast zająć się obowiązkami, latają jak goooopki po dogomanii. Robota na tym trochę cierpi, ale za to jakie ładne ogniki :evil_lol: .
Recommended Posts