Mokka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='Jura']Podobnie, jak borsa nie mam nic przeciwko zaoffowaniu erdeli, ale chciałabym więcej zrozumieć z fachowych pogaduszek np. Tiaaa, głodnemu chleb na mysli? :lol: Nic z tego, moja pani. Niejaki Let's Go Whisky From Mike's Place (mam nadzieję, że nic nie pokręciłam z imieniem) jest młodym maliniaczkiem (ma rok albo coś koło tego) przywiezionym w zeszłym roku z Holandii. Jest śmiały i otwarty wobec ludzi, chętnie zawiera znajomości z obcymi, bez oporów bawi się z nimi i domaga pieszczot. Jest fajnie zsocjalizowanym psiakiem bez ukrytych lęków i panicznych zachowań.
Gosia_i_Luka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Oj tak, o Gnojku słyszę wiele dobrego, już się nie mogę doczekać, kiedy go w sierpniu poznam. :loveu:
Gosia_i_Luka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Wind - jeszcze jedno. ;) czy nie sądzisz, że swoją opinią możesz skrzywdzić osoby, którym zależy na rasie, na poprawie, na rozwoju w dobrym kierunku? Wrzucasz wszystkie belgi do jednego worka z napisem "na straty". A są ludzie, którym bardzo zależy na tym, aby poprawić stan psychiki rasy, aby rodziły się belgi zrównoważone, ale nadal tempermentne. Zresztą mam takie pytanie - co sprawiło, że wybrałaś akurat yorka? Czy spotkałaś wcześniej jakiegoś wybitnego psa tej rasy, że aż zapragnęłaś takiego samego? Mokka, dzięki za priv, odpiszę wieczorkiem, bo teraz wybywam. :-)
Flaire Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 nikit1 napisał(a):Bardzo żałuję, że nie wzięłam aparatu, bo to co Locia wyprawiała (jakieś psie tai chi :evil_lol: ) absolutnie powinno się uwiecznić na fotkach i filmie!!!:lol: jestem pod jej ogromnym wrażeniem.. :crazyeye: Flaire - z Loci wyrośnie break dancer bądz gimnastyczka :loveu: No, Lotka rzeczywiście odprawiała na plaży jakieś tańce-modły do patyczka wedle choreografii własnej. :evil_lol: Tylko teraz jeszcze pozostaje mi wykombinować, jak to przełożyć na coś pożytecznego! :roll: :mad: :diabloti: borsaf, ja uczę Locię pływać tak samo, jak uczyłam Misię (która na początku zachowywała się podobnie do Lotki, czyli brodziła po brzuch i ani kroku dalej). A więc: zaczynamy od zachęcania ją do wejścia coraz głębszego przy pomocy ulubionej zabawki. Robimy to na dwa sposoby: po pierwsze, rzucamy zabawkę do aportowania coraz dalej. Na początku nie trzeba pływać, żeby ją dosięgnąć, z czasem trzeba zrobić pół kroku bez wyczucia dna... i tak dalej, bardzo stopniowo. Po drugie, wchodzimy z zabawką do wody (pies na brzegu, zabawka między nami a psem, pomocna jest zabawka, która plywa i jest na sznurku) i zachęcamy psa do wejścia coraz głębiej do nas za zabawką, którą ciągniemy na sznurku. W obydwu ćwiczeniach ważne jest, żeby pies mógł od czasu do czasu dosięgnąć zabawki, nawet jeśli nie wchodzi głęboko - inaczej po prostu się zniechęci. Jednocześnie, jeśli masz psa dostatecznie mocnego psychicznie, ja również po prostu wnoszę na głęboką wodę i puszczam. W tym przypadku normalnym zachowaniem psa, który jeszcze nie oswoił się z wodą jest natychmiastowe płynięcie do brzegu, w mniejszej lub większej panice (Lotka nie panikuje w ogóle - Misia troszkę panikowała, ale nie na tyle, żeby się zniechęcić do wody i to jest oczywiście bardzo ważne). Z ubiegiem czasu, pies się uspokaja i wtedy można próbować zainteresować płynącego psa po drodze zabawką. Na początku możesz tę zabawkę podawać tak, żeby pies natknął się na nią na swojej drodze do brzegu; jeśli płynący pies swoją ulubioną zabawkę ignoruje, to znaczy, że jest zbyt mocno zestresowany i albo powinien jeszcze popływać bez zabawki, aż będzie bardziej zrelaksowany, albo należy zaniechać tej metody w ogóle - to zależy od psa. Kontynuujać, z czasem, możesz zabawkę puszczać troszkę z boku, tak żeby pies musiał sięgnąć po nią pyskiem, potem stopniowo coraz bardziej w kierunku innym niż bezpośrednio do brzegu. Wszystko to trochę trudno opisać, a dużo łatwiej pokazać. Wczoraj z Lotką robiliśmy pierwsze kroki we wszystkich tych trzech sposobach podejścia do problemu. Lotka wchodzi do wody za zabawką po brzuch i próbuje łapą, czy może iść dalej (jak nie ma dna, to nie idzie), aportuje zabawkę z płytkiej wody, ale tylko jeśli może stać na dnie wszystkimi łapami, oraz stosunkowo spokojnie płynie do brzegu gdy wypuszczam ją na głębokiej wodzie. Jak już chyba pisałam, raz nawet obejrzała się za Misią - to bardzo dobry znak, bo oznacza, że jest na tyle zrelaksowana, że dostrzega otoczenie. Zabawki na jej drodze jeszcze nie puszczałam. Następnym razem będziemy kontynuować jak wyżej opisałam i złożę sprawozdanie, jak nam poszło. Gdy uczyłam Misię pływać, spędzałyśmy akurat tydzień nad jeziorkiem na Mazurach (Misia miała półtora roku). Lekcje miałyśmy raz dziennie i robiłyśmy je krótkie. Misia zaczęła pływać piątego dnia. (Jednocześnie uczyłam ją pływać kajakiem, ale to osobna historia!) :-)
Wind Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='Gosia_i_Luka']Wind - jeszcze jedno. ;) czy nie sądzisz, że swoją opinią możesz skrzywdzić osoby, którym zależy na rasie, na poprawie, na rozwoju w dobrym kierunku? Wrzucasz wszystkie belgi do jednego worka z napisem "na straty". Oj ... przeczytajmy jeszcze raz co napisalam :razz: [quote name='Wind']Moze to dlatego, ze ja wiem, iz na pewno nie poradzilabym sobie z zadnym belgiem ... [quote name='Wind']I wlasnie dlatego, ze czasami kukam na belgi to jakos narastaja we mnie watpliwosci, czy belg moze byc fajnym pieskiem, tak na co dzien ... Tego nie wiem, nie mam belga ale wiem, ze ja nie dalabym rady z takowym zyc pod jednym dachem Za slaba jestem w temacie szkolenia ... zdecydowanie za slaba I takie wyzwanie to byloby dla mnie zrodlo frustracji i mak straszliwych [quote name='Wind'] Cos mi ostatnio zgrzytnelo w sprawie maliniakow i przejsc nie chce ... A kiedys tez jakos tak sobie myslalam, ze moga byc fajne, ale rzeczywiscie tylko nieliczne przypadki. Teraz natomiast wiem, ze te nieliczne przypadki tez nie bylyby dla mnie Czytajac uwazniej, worka tego nie nazwalabys "na straty", tylko workiem "nie dla Wind" :razz: Prawda? A to jak przyznasz ogromna roznica. Co wiecej, przypisywanie mi slowami: [quote name='Gosia']czy nie sądzisz, że swoją opinią możesz skrzywdzić osoby, którym zależy na rasie, na poprawie, na rozwoju w dobrym kierunku? roli opiniotworczej w tej rasie, jest ruchem zdecydowanie na wyrost w stosunku do mej osoby, mojej wiedzy i mojego zaangazowania w omawiana rase, ktore jest zadne, lub tak male, ze mozemy je nazwac marginesowym. Wyrazilam tylko opinie, w kategorii "nie dla mnie", tak jak nie dla mnie bylyby np. AT. I co? I to oznacza, ze tym stwierdzeniem skrzywdzilam milosnikow tej rasy? Chyba nie, prawda :razz: Nie dla mnie jest tez cale mnostwo ras, z roznych powodow, czasami to charakter, czasami eksterier, a czasami subiektywne sympatie lub antypatie. Dopatrywanie sie w tym wszystkim "krzywdy dla milosnikow" konkretnej rasy jest troche pozbawione sensu ... :shake: [quote name='Gosia']Zresztą mam takie pytanie - co sprawiło, że wybrałaś akurat yorka? Czy spotkałaś wcześniej jakiegoś wybitnego psa tej rasy, że aż zapragnęłaś takiego samego? Yorka nie kupilam wcale dla sportu ... nie kupilam go ani do trenowania obedience, ani agility, ani niczego innego ... Kupilam jako psa-towarzysza, z ktorym owszem zrobie PT, bo fajnie miec pieska, ktory jest dobrze wychowany. Owszem, szukalam takiego przedstawiciela rasy, ktory mi sie spodoba pod wzgledem charakteru. Urzekla mnie matka Majki. Kontaktowa, aportujaca, dlugonozna, skoczna, zrownowazona i nieprawdopoodobnie energiczna :-) Niewiele widzialam wtedy takich suk, a gdy jeszcze sie okazalo ze malutki Majutek za pileczka biega jak szalony i szarpie sie szmatka to ... :loveu: To decyzja mogla byc tylko jedna :cool3: Mam nadzieje, ze dostatecznie wyjasnilam przede wszystkim roznice pomiedzy "na straty", a moim wlasnym "nie dla mnie" ;) W.
Gosia_i_Luka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 OK, Wind, rozumiem. Z tym że odebrałam to również jako "nie dla Gosi".;) Co, zważając na to, że mało się znamy, uogólniłam pisząc "na straty". Z tym że zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak podkreślasz to, że maliniak nie byłby dla Ciebie i doszłam do wniosku, że chcesz przez to pokazać, że coś z tymi psami jest bardzo nie tak. :niewiem: A przecież logiczne jest, że nie ma kryształowej rasy, jak również to, że nie ma rasy dla każdego... :roll:
Wind Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Gosia_i_Luka napisał(a): A przecież logiczne jest, że nie ma kryształowej rasy, jak również to, że nie ma rasy dla każdego... :roll: O wlasnie, o to dokladnie mi chodzilo! :multi: Zadna ani krysztalowa, bo nad kazda mozna pomarudzic :watpliwy: :cool3: i nie kazda rasa dla kazdego :razz: Dlatego tez tak bardzo podkreslalam "dla mnie" ... bo ja za "cienka" jestem, aby prawidlowo uksztaltowac i wyszkolic takiego maliniaka :cool1:
zachraniarka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Wind napisał(a):I wlasnie dlatego, ze czasami kukam na belgi to jakos narastaja we mnie watpliwosci, czy belg moze byc fajnym pieskiem, tak na co dzien ... Tego nie wiem, nie mam belga ale wiem, ze ja nie dalabym rady z takowym zyc pod jednym dachem Za slaba jestem w temacie szkolenia ... zdecydowanie za slaba I takie wyzwanie to byloby dla mnie zrodlo frustracji i mak straszliwych Tiaa.. Ostatnio przeczytałam na pewnym forum, że border jest psem trudnym do szkolenia.. Na pytanie jaki to pies łatwy? Padła odpowiedź, że malemut- co prawda ma małą chęć do pracy, ale do szkolenia łatwy :cool3: Teraz coś tu czytam o trudności maliniaka pod kątem szkolenia.. Chciałam cosik napisać, ale jakoś mi się odechciało. Napiszę tylko, że dobrze znam tylko 2 maliniaki, choć okazję miałam poznać więcej i kilka hodowli odwiedzić.. Oba akurat trafiły do osób z zerowym doświadczeniem z psami i oba prezentują poziom posłuszenstwa o jakim wielu właścicieli pewnie marzy.. Mimo że przewodnicy nigdy pod tym kątem nic nie robili.. no jeden coś tworzy sam dla własnej przyjemności.. A i w innych dziedzinach mam tu na myśli SAR się odnalazły.. Oczywiście oba psy były specjalnie wybierane, czyli sam materiał był dobry.. bo wiem doskonale, że u maliniaków jak i w każdej rasie dużo chłamu.. Kiedyś Gosia się mnie pytała czemu nie chciałam maliny, że opisując psa jakiego lubię to jakbym opisywała malinę. I cosik w tym jest.. Akurat ja miałam szczęście poznać naprawdę fajne zwierzaki, chociaż.. nie jest to do końca pies, który mi pasuje. Dlatego mam "erdla-szkaradka", który pasuje mi wybitnie.. Natomiast jest taka jedna malina, którą poza oglądaniem jej w pracy, miałam przyjemność się opiekować.. Fajne były wspólne spacerki i czas spędzony w jednym mieszkanku. Choć dziś już pies niestety mocno zapuszczony, bo jego właściciel przez zmiany w życiu nie miał możliwości by kontynuować z nim szkolenie, a wielka wielka szkoda :-(
borsaf Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Flaire poczytalam sobie i... po pierwsze, to juz przerabiam z piłeczka na tasiemce. Wycwanil się i chwyta zebami za tasiemke, przyciaga sobie piłeczke i ma z glowy wchodzenie po nią. To Twoje "po drugie" jest duzo trudniejsze. Mam awersję do wchodzenia do zimnej wody:razz: Poza tym plaża jest na początku naszej trasy spacerowej i po wyjściu z wody miałabym piasek w butach:cool3: czytaj bąble zapewnione. Jednym slowem drugi sposób odpada. Poczekam na wnuka niech z Regonem do wody wchodzi, ja musze miec podgrzana, a najlepiej we wannie.
Ali26762 Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Może zamiast tasiemki przyczep żyłkę, to jej nie zobaczy...
borsaf Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Ali żyłka sie więcej plącze, ale spróbuję:lol: Ze też on nie skuma, ze to o jego ochlodę chodzi! Mnie to jego pływanie do niczego nie jest potrzebne. Jak gorąco w ogrodzie to go wężem ogrodowym polewam ale na spacerku mógłby sie sam w jeziorze pomoczyć.
Jura Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Borsaf, jesteś okropna. Piszesz borsaf napisał(a): Mam awersję do wchodzenia do zimnej wody a biednego psa chcesz zmusić. Fredzia też pływać nie lubi. Moczenie brzucha jej wystarczy.
zadziorny Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 borsaf napisał(a):Mam awersję do wchodzenia do zimnej wody:razz: A ja to uwielbiam :multi: (szczególnie w takie upały jak obecnie :cool3: :loveu: :lol: :razz:)
Flaire Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='borsaf']Flaire poczytalam sobie i... po pierwsze, to juz przerabiam z piłeczka na tasiemce. Wycwanil się i chwyta zebami za tasiemke, przyciaga sobie piłeczke i ma z glowy wchodzenie po nią.borsaf, do tego "po pierwsze" tasiemka nie jest potrzebna. Tak czy siak, możesz piłeczkę puszczać trochę dalej, tak, żeby nawet do tasiemki musiał popłynąć. Ale ogólnie rzecz biorąc, jeśli pies nie jest chętny sam z siebie, to moim zdaniem bez wchodzenia do wody samej trudno będzie go nauczyć... Ja do zimnej wody też nie lubię wchodzić, na szczęście w Zegrzu jest już ciepła. :-)
Fuka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='Flaire']jeśli masz psa dostatecznie mocnego psychicznie, ja również po prostu wnoszę na głęboką wodę i puszczam. W tym przypadku normalnym zachowaniem psa, który jeszcze nie oswoił się z wodą jest natychmiastowe płynięcie do brzegu, w mniejszej lub większej panice (Lotka nie panikuje w ogóle - Misia troszkę panikowała, ale nie na tyle, żeby się zniechęcić do wody i to jest oczywiście bardzo ważne). Z ubiegiem czasu, pies się uspokaja Może być jeszcze tak jak w przypadku Elma, ON CAŁY CZAS BYŁ BAAAAAAAAAAAARDZO SPOKOJNY:laugh2_2:w Czaplinku zobaczył pierwsze w swoim zyciu jezioro i pływające w nim psy... Ułożył sie na plazy w bezpiecznej odległości i ze stoickim spokojem obserwował pływających za i z patykami Łezię i dwa 15miesiecznie airedale (własnego bratanka i szczecińską Fukę) - po prostu czekał az im szaleństwo przejdzie i wrócą do wspólnej zabawy... Makaron tez czekał, bo on pływa albo jak wpadnie do kanału portowego, a dobrowolnie tylko za moją Fuką, a Fuki z nami nie było, więc nie było po co włazic do wody:lol: Drugiego dnia ubyło nam towarzystwa - Łezia dalej pływała, a panowie dalej czekali na plazy - Elmo wykopał sobie wygodny dołek w piasku do lezenia, a ja zaczełam byc poważnie sfrustrowana... Zabawek żadnych nie miałam, smakołyki wszystkie były juz dawno zjedzone, a moja frustracja rosła - bo on nawet jednego paluszka nie zamoczył:angryy: W końcu wniosłam go do wody i ustawiłam w miejscu na elmiastej granicy stania z niestaniem i.... Elmo stał tak jak go postawiłam. Stał, stał i stał - jak wrosniety... Nie robił wrazenia przestraszonego - ogon mu sterczał nad woda, ale zupełnie nie wiedział co ma zrobic, wiec stał tak jak go postawiłam. Podobnie zachowuje sie na stole trymerskim albo w wannie - na zasadzie - mam stac to stoje, tylko tu robił wrazenie mniej nieszcześliwego, a bardziej zdziwionego.... Elmo stał, a ja patrzyłam co zrobi, a on trwale nie robił nic, tylko stał i stał... w końcu dałam za wygrana i zaczełam go wołać do siebie, a on dalej stał jak wmurowany... Koniec końców zaczełam sie oddalać i w końcu łaskawie wyszedł i przybiegł do mnie pobawić sie patykiem. Jezeli tak nam dalej pójdzie - to spodziewam sie, ze juz w weteranach bedzie pływał:diabloti:
Flaire Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 zachraniarka napisał(a):Dlatego mam "erdla-szkaradka", który pasuje mi wybitnie..I ja przynajmniej bardzo się z tego cieszę! :-) Zaskoczyłaś mnie wyborem rasy, bo chyba niewiele osób tak właśnie by wybrało, ale ja oczywiście wybór popieram ;-) i mocno trzymam kciuki, żeby wszystko wyszło Ci tak, jak planujesz.
Flaire Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='Fuka']Może być jeszcze tak jak w przypadku Elma, ON BYŁ BAAAAAAAAAAAARDZO SPOKOJNYTak, ale Ty piszesz o czymś innym niż ja. Nie sztuka być spokojnym, gdy łapy dotykają dna... Ja wynosiłam psy na głęboka wodę, gdzie łapy dna nie sięgały... ;-) Misia w tej sytuacji trochę panikowała, Lotka raczej nie, ale obydwie początkowo płynęły prosto do brzegu, więc nie czuły się z tym kofortowo. ;-)
Ali26762 Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Ja też tak uczyłam psy pływać jak Flaire - wynosiłam na głęboką wodę i delikatnie na niej kładłam. Na Mazurach w ten sposób uczyliśmy pływać Czikę. Mam filmiki i fotki, jutro wstawię.
macsow1 Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Serdecznie zapraszam wszystkich na X Jubieluszową Wystawę Psów Rasowych w Legnicy- odbędzie się ona 6.08.06 w Legnicy. Jest to wystawa krajowa. Serdecznie zapraszam. ps. Przyjmowanie zgłoszeń jest do 10. lipca!!!!! pozdrawiam
zachraniarka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Flaire napisał(a):Zaskoczyłaś mnie wyborem rasy Wiele osób było zaskoczonych, tym bardziej, że wcześniej szukałam dla siebie rasy albo wśród retrieverów- drugi lab, flat lub toller, albo wśród owczarkowatych- cattle dog, aussie czy holender.. Ale ciągle mi coś nie pasiło, ciągle to nie było to.. Airedale początkowo w ogóle nie brałam pod uwagę, póki nie spotkałam Eyka i wtedy wiedziałam, że to jest TO co chcę :roll: Teraz po roku obcowania z Ludwiśkiem jestem pewna, że to był właściwy wybór i na dzień dzisiejszy jakbym miała wybierać drugiego psa to na pewno erdla i na pewno Eriksona :cool3: No po prostu zakochałam się w rasie, bardzo mi pasuje ten pies :loveu:
Fuka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='[B']coztego] Kolejny raz czytam o tym, ze pies nie je z powodu upału... :niewiem: [quote name='Flaire']Moje jedzą. :evil_lol: A moje NIE jedzą:mad: i NIE z powodu upału niestety:baddevil: A ścislej jeden.... Kawisia ma cieczkę i najpierw przez dwa tygodnie sie cieszyłam, że Elmo jest rasistą i cieczka Kawisi go w ogóle nie obchodzi, a potem nadeszły TE dni i Elmiastemu minął rasizm, sama :niewiem: dlaczego... Czyżby chodziło o ten odchylony ogonek?:hmmmm: W dodatku Kawa zakochała sie w Elmiastym i postanowiła, że będzie miec dzieci z nim i tylko z nim... No prawie, bo jednego dnia była tak zdesperowana, ze gotowa była nawet się zgodzić na Makarona i tego dnia nawet Makaron, pierwszy raz od niepamiętnych czasów, odmówił jedzenia:crazyeye: Zaraz potem sytuacja wróciła do normy - Kawa kocha Elma i tylko Elma, Makarona najchętniej by pożarła, a Elmo gotów jest spełnic pragnienia Kawy i tak jest zajęty modleniem sie do drzwi, że nie sypia, nie je i obawiam się, że w Karakowie nie będe miała kogo pokazywac, bo Elmo zniknie, a Makaron zostanie zagryziony. Chociaz nie - bo staram sie go trzymac w bezpiecznej odległości od zębów Kawisi, za to sama go pewnie zabije - bo biedak nie może znieść rozłąki z drzwiami oddzielającymi go od Kawusi, w zawiazku z tym odmawia wychodzenia na dwór. A jak juz go wyniosę do ogrodu, to i tak siedzi pod drzwiami wejsciowymi i najczesciej tam sie załatwia:bad-word:
Fuka Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Flaire napisał(a):Tak, ale Ty piszesz o czymś innym niż ja. Nie sztuka być spokojnym, gdy łapy dotykają dna... Ja wynosiłam psy na głęboka wodę, gdzie łapy dna nie sięgały... ;-) Misia w tej sytuacji trochę panikowała, Lotka raczej nie, ale obydwie początkowo płynęły prosto do brzegu, więc nie czuły się z tym kofortowo. ;-) oczywiście, że piszę o innej sytuacji, bo przede wszystkim pisze o Elmiastym, który jest dorosłym psem zapóżnionym w rozwoju, a w każdym razie przechodzącym opóźnioną socjalizacje... I właśnie dlatego nie zdecydowałam sie go puścić na głębokiej wodzie - nie chciałam go nabawic urazu, a zależało mi zeby na początek - przekonał się na własnej skórze, że jezioro nie gryzie:haha: Tyle tylko, ze nie przewidziałam, że to zadziała na niego jak betonowe buciki:shiny: Następny raz mu zafunduję jak bedzie z nami Fuka, tylko zupełnie nie wiem kiedy to będzie:cry:
Ibolya Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 [quote name='Gosia_i_Luka']Na zauroczenie złożył się ponad rok forumowania z belgomaniakami, buszowania po stronach hodowli, oglądania filmików, zdjęć, czytania tony charakterystyk. Sporo maglowałam temat z biedną zach. :evil_lol: Potem udało mi się poznać parę malin, niewiele, ale wszystko jeszcze przede mną. ;) Mało jeszcze widziałam maliniaków podczas pracy, dlatego trudno pisać, że jakaś szczególnie mnie wbiła w ziemię. Na razie od takiej nieco "prywatnej" strony największe wrażenie zrobiła na mnie Moira-wariatka. Ale trudno oceniać po ledwie jednym spotkaniu, podczas którego głównie ją miziałam.:loveu: ;) Bardzo chciałabym zobaczyć jak pracuje. Zresztą zach zawsze mi powtarzała - jak trafisz na rasę, jaka jest Ci przeznaczona, będziesz to wiedziała. No a patrząc na malinę - wiem. :lol: Gosia Mój znajomy trener, który w młodości Bodrysia trenował trochę, ma maliniaka. Piękny ten jego pies, sprowadzony chyba, doskonale pracuje, ostatnio na wystawie jakiejś, nie pamietam dokładnie jakiej, ale moge się spytać, wygrał rasę, a sędzia Belg się nim zachwycał. A ten mój znajomy to trener i pozorant i sędzia zawodów z ramienia zkwp wa-wa. A piechola ma super :evil_lol:
Flaire Posted June 22, 2006 Posted June 22, 2006 Fuka napisał(a):I właśnie dlatego nie zdecydowałam sie go puścić na głębokiej wodzie - nie chciałam go nabawic urazu, a zależało mi zeby na początek - przekonał się na własnej skórze, że jezioro nie gryzie:haha: Nie, no przecież ja to doskonale rozumiem. Zresztą ani Loci, ani Misi, ich pierwszy raz nad wodą, też nie wrzuciłam na głęboką - z Locią zrobiłam dokładnie to, co Ty, bo też sama nie chciała wejść (Misia od początku wchodziła sama, ale tylko po brzuch). I prawdę mówiąc Lotka po wstawieniu do wody też stała tak, jak opisujesz, ale ja ją szybko zawołałam, bo to szczeniak i nie chciałam, żeby się utwierdziła w jakimś dziwnym zachowaniu. :mad:
Recommended Posts