Jump to content
Dogomania

!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!


Recommended Posts

Posted

Fibi napisał(a):
To super:multi: - Wpadłam na to po przeczytaniu o nieustającej pielegnacji szaty. I tu chcialam zapwenic wszystkich dogomaniaków, ze suczka Flaire, ktora widywalam, nie wiedzac, ze to ona- czy to lato czy zima wyglada zawsze jak w srodku sezonu wystawowego i z ogromną gracja przemierza osiedlowe chodniki- głowa zawsze wysoko, piękny ruch. No a w zimie zaczął dreptać też obok jakiś maluszek-uroczy widok:lol: .
Fibi, dzięki, zawstydzasz mnie :oops: . Misia rzeczywiście drepcze dostojnie i to chyba dlatego zawsze wygląda ładnie, bo z szatą to różnie bywa. :cool3: No a szczeniak - jak to szczeniak, zawsze dodaje... koloru. :razz:

Fibi napisał(a):
No i mam nadzieję, że się jakoś na naszych ścieżkach spotkamy;) , bo ostatnio duzo rzadziej Cie widuje:roll:
Może dlatego, że nam się trochę godziny i trasy spacerów pomieszały. Rano do pracy na 7 często jeżdżę, więc wychodzimy bardzo wcześnie i nie zawsze przerabiamy rano całą trasę. Ale ulubione miejsce Misi na kupy to pod terenem Ministerstwa Kultury na Ksawerów (to bardzo kulturalny pies ;-) ), więc tam bywamy z reguły co najmniej raz dziennie. (Ja Misine kupy sprzątam, więc obs...y stan tamtej ścieżki to nie nasza wina ;-)).

  • Replies 23.9k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

  • Flaire

    3356

  • INA

    1370

  • borsaf

    1264

  • zadziorny

    1221

Top Posters In This Topic

Posted

Flaire
ucałuj mocno Lotkę od naszej trójki w nos! No i się robi dorosła pannica- 7 miesięcy już skończone- a jak szybko to minęło! A tak chciałam ją poznać jako szczeniorka, a teraz jak przyjadę w odwiedziny to już stara rura z niej będzie :evil_lol:

Buziaki mocne dla Lotki i mojej ulubionej Misi!

borsaf
Flaire dobrze podpowiada, czasem trzeba psa nakręcić na nagrodę. Pokazać pomachać przed nosem i schować. A jeszcze po drodze poprzeżywać aktorsko- jakie to super :cool3:

Posted

[quote name='zachraniarka']Flaire
ucałuj mocno Lotkę od naszej trójki w nos! No i się robi dorosła pannica- 7 miesięcy już skończone- a jak szybko to minęło! A tak chciałam ją poznać jako szczeniorka, a teraz jak przyjadę w odwiedziny to już stara rura z niej będzie :evil_lol: Wiesz, ona baaaaardzo powoli dojrzewa - i fizycznie, i psychicznie. Ciągle rośnie, choć ciągle jeszcze jest dużo mniejsza od Misi (Misia w jej wieku miała już swój pełen wzrost), a i zachowuje się jakby miała 4-5 miesięcy, a nie 7. Jak wszyscy wiedzą, ja bardzo lubię szczeniaki, ale 7-miesięczne psisko z zachowaniem malutkiego szczeniaczka to nie to. :mad:

Posted

Flaire napisał(a):
Jak wszyscy wiedzą, ja bardzo lubię szczeniaki, ale 7-miesięczne psisko z zachowaniem malutkiego szczeniaczka to nie to. :mad:


Tiaa.. zawsze można mieć ponad 8letnie psisko z zachowaniem malutkiego szczeniaczka.. Hugusio jest w tym uroczy, a dla mnie to prawdziwy test cierpliwości by go kiedyś nie ukatrupić :diabloti:

Posted

zachraniarka napisał(a):
Tiaa.. zawsze można mieć ponad 8letnie psisko z zachowaniem malutkiego szczeniaczka.. Hugusio jest w tym uroczy, a dla mnie to prawdziwy test cierpliwości by go kiedyś nie ukatrupić :diabloti:
zach, Huguś może jest szczeniakowaty w zabawie, ale przeciez potrafi pracować na przykład jak dorosły pies. A mnie nie chodzi o to, że Lotka jest po prostu zwariowana - choć często jest - tylko że ona myśli i podejmuje decyzje jak szczeniak... Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale po prostu jej reakcja na świat, na inne psy, itd. jest reakcją małego szczeniaka. Byłabym załamana, gdyby nie to, że jednak to się zmienia - tylko bardzo powoli. Chyba mam szczeniaka z zespołem Downa. :-(

Posted

Jeszcze jedno - ona chyba jest bardzo mocnym wzrokowcem, bo uczy się nie jakoś strasznie powoli, ale tylko na sygnały optyczne. Żeby to potem przełożyć na komendy głosowe potrafi trwać wieki... Tak więc "siad" ma już opanowane na głos, ale "pac" - jeszcze nie, pomimo że na komendę optyczna robi pac od niepamiętnych czasów... :roll:

Posted

Zaczęłam skubać małą tak bardziej na serio - bo dotąd to jej tylko "piórka" szczeniackie wyrywałam. No i zaczyna szczenior wyglądać jak malutki serdelek, choć troszkę goły! :loveu:

Posted

Huguś faktycznie potrafi pracować na poważnie, ale na codzień.. Na codzień jest po prostu 5-6 miesięcznym szczeniaczkiem, który dalej kradnie w domu, oczywiście gryzie co ukradnie, ma mega napady głupawki, wariuje z psami, tapla się w kałużach, toczy się w liściach.. i jest totalnie ale to totalnie nie poważny.. Mi często opadają ręcę jak patrzę na kolejne wygłupy tego wariata, ale z drugiej strony ma to swój urok.. :lol: :lol:

A to co opisujesz o Lotce jest bardzo podobne do mojego Szorstkiego. Ludwiś uczy się bardzo szybko schematów zachowań oraz gestów.. i ta szybkość nauki ma swoje dobre i złe strony.. Natomiast jeżeli chodzi o reakcje na komendy słowne to jakiś dramat totalny.. Właśnie wczoraj walczyłam z tym na placu, bo kurcze stwierdziłam, że to trochę przegięcie, że roczny pies nie rozumie słowa "siad" czy "waruj" :evil_lol:

Posted

Wiesz, Misia nie uczy się specjalnie szybko, ale od początku była jak na AT poważna i w wieku Lotki miała już zdane CGC. Api uczy się błyskawicznie i w wieku Lotki była prawie gotowa do egzaminu PT. A Lotka - gdzie tam. Ani zachowania, ani szkolenia - nic. Uczy się na znaki optyczne tak w średnim tempie, nie za szybko, nie za wolno - ale tak jak Ty, musimy coś zrobić z tymi słownymi komendami, bo to dramat totalny. Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakoś związane z tym, że oboje (Ludwiś i Locia) są "drugimi" psami.

Posted

Flaire napisał(a):
Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakoś związane z tym, że oboej (Ludwiś i Locia) są "drugimi" psami.


Nie mam pojęcia czy ma to jakiś związek.. :hmmmm:

U mnie oba psy są zupełnie, ale to zupełnie inne. Hugol uczył się błyskawicznie wszystkiego, w wieku 6 miesięcy zaczęliśmy PT, które po miesiącu już zdał. Nowe umiejętności przyswajał błyskawicznie i nigdy nie miało znaczenia czy komenda jest optyczna czy głosowa.. Natomiast lab był taki, że posłuszeństwo momentalnie go nudziło. Jak miał coś powtórzyć to zaraz zwalniał, rozpraszał się.. Natomiast Ludwik uczy się zdecydowanie wolniej i czasem ma problem by coś zrozumieć, ale za to on zawsze bardzo bardzo chce.. I jak już czegoś się nauczy to może wykonywać w kółko i zawsze jest fajnie i tylko zawsze mało.. W sumie to dobrze, że są takie różne, bo wieksze wymagania dla mnie jako przewodnika- muszę dostosować się do każdego i miec zupełnie różne podejście.

Posted

Poczytuje sobie wasze rozważania i pocieszylo mnie jedno: komenda slowna to co innego, a gest co innego. Regon na machnięcie reka potrafi posadzic 4litery, a mówione "siad" trzeba mu kilka razy powtarzać. W znanym kontekście, tzn. dostaje nagródke razem z Maxem jak przybiegną na zawołanie, w ogrodzie, wtedy "siad" i smakol, nie potrzeba nawet powtarzać ale.. Max siedzi to Regon też,chyba na tej zasadzie.
Jak wychodzimy na spacer to zakładam mu obroże przed furtką i zawsze każe mu siadać. Powtarzam, a potem machne w końcu ręka i już siedzi. Jak go na tym siad utrzymać, żeby tych swoich 4liter od ziemi nie odrywał??:shake:
Nawet nie zdążę czasami smyczy zapiąć.

Posted

Borsaf - jak to mówi Inki Sjosten - "co jest powiedziane, to obowiązuje".:lol: Czyli wydajesz komendę "siad" i jeśli tylko zauważysz, że pies podnosi tyłek - momentalnie korygujesz, znowu powtarzając komendę i egzekwując siad. Oczywiście gdy tylko usiądzie, od razu chwalisz i dajesz smakołyk. I tak w kółko. Niestety, bywają psy uparte jak osły, które nawet znając komendę i ćwiczenie będą wyłamywać - np. moja Luka w zostawaniu. :roll: Rada jest na to jedna - konsekwencja! Jeśli wydajesz komendę, pies absolutnie i bezwzględnie musi ją wykonać! Wystarczy jedno machnięcie ręką i np. nie skorygowanie psa, który usiadł na sekundę i wstał, aby było po ćwiczeniu. Pies ma siedzieć/leżeć tak długo, aż usłyszy komendę zwalniającą (np. "koniec" czy "biegaj").

Posted

borsaf napisał(a):
Jak go na tym siad utrzymać, żeby tych swoich 4liter od ziemi nie odrywał??:shake:
Borsaf, a gdy uczyłaś to siad, to używałaś komendy zwalniającej, czy raczej pozwalałaś mu wstawać kiedy chciał, jeśli Ci to akurat nie przeszkadzało?

W moim doświadczeniu, najczęstszym powodem takiego jak opisujesz zachowania jest niestosowanie (i nieznajomość przez psa) komendy zwalniającej. Czyli - czy siad znaczy dla Regona -usiądź? Czy też -usiądź i siedź, aż pozwolę Ci wstać, bądź polecę, żebyś zrobił coś innego? Bo ja zgaduję, z tego co piszesz, że to pierwsze...

Więc ja bym wprowadziła komendę zwalniającą, jeśli takowej obecnie nie używasz. A potem, BAAARDZO STOPNIOWO, wymagałabym coraz dłuższych siadów, ale NIGDY nie pozwalałabym wstawać aż do wydania komendy zwalniającej.

A jak wprowadzić tę komendę zwalniającą to już oddzielny temat i nie na teraz, bo teraz muszę do Babci na obiad... :-) :loveu:

Posted

Gosia_i_Luka napisał(a):
Czyli wydajesz komendę "siad" i jeśli tylko zauważysz, że pies podnosi tyłek - momentalnie korygujesz, znowu powtarzając komendę i egzekwując siad. Oczywiście gdy tylko usiądzie, od razu chwalisz i dajesz smakołyk. I tak w kółko.
Nie wiem, czy to dobrze rozumiem, ale jeśli dobrze, to ja się z tym do końca nie zgadzam. Ja nagradzam za pierwotne wykonanie komendy - a jak pies samowolnie wstanie i muszę go posadzić drugi raz, to już za to siad raczej nie nagradzam. Inaczej, zbyt łatwo jest wychować psa, który zrozumie, że może sobie "zarobić" na dodatkową nagrodę wstawając jak najszybciej... ;-)

Dodam jeszcze, że staram się przeciągać długość wykonaywania komendy tak stopniowo, żeby ponowne sadzanie nie było konieczne - ale oczywiście czasem się nie udaje. Jednakże to jest moim celem.

Posted

Podejrzewam, ze to ja powinnam sie na taki kurs zgłosić, a nie Regon.
Oczywiście, bylo tak jak mówi Flaire. Na poczatku, po przeczytaniu lektur, było innym glosem "super" i to mialo byc zwalniające...Tylko,że kilka razy mi sie pomyliły komendy i potem już dałam za wygraną:oops: Teraz tylko siedzi dość dobrze przy przepinaniu smyczy na linke bo wie,ze potem będzie "goń" i będzie mógł sobie po łące pobiegać. Też nieraz muszę go powtórnie usadzic jak się linka splącze, ale to już mu wychodzi dość dobrze.
Zauważyłam na spacerach jak idzie na długiej lince to na komendę "stój" potrafi sie zatrzymać.
No, nie zawsze...jak jest pies na horyzoncie to różnie bywa. To wcale nie moja zasługa tylko linki, którajak sie napinała, mówiłam "stój", albo jak się splątała tez było "stój" (linka sie skończyła, poczuł szarpnięcie i zreszta musiał stać) ja dochodzę i go wyplątuję. Kilka razy zawołałam "stój" tak sobie .. i o dziwo, na ułamek sekundy się zatrzymał!
Pytanie: co z tym robić, jak to wykorzystać, a nie zmarnować? Takie "stój" to fantastyczna rzecz gdyby było zawsze i wszędzie. No, marzenia każdy może mieć, nie?

Posted

borsaf napisał(a):
Pytanie: co z tym robić, jak to wykorzystać, a nie zmarnować?


Utrwalać! Czyli kontynuować to co robiłaś do teraz- korygować linką po komendzie i nagradzać, kiedy już stoi- kiedy młody nie zainteresowany jedzonkiem lub zabawką pomysleć co w danym momencie jest najcenniejsze? Byc może to, że może biec dalej? I tym warto go nagradzać.. Ja tak nagradzam laba nad wodą, kiedy znajdzie się na brzegu umysł się zamyka na smakołyki i zabawki, wtedy wykona każdą komendę by usłyszeć upragnione "biegaj". No i nie zapominać o nagrodzie, którą mamy zawsze ze sobą, czyli socjal- słodkie pochwały głosowe i pieszczoty! Acha i borsaf- nie sprawdzaj bez linki czy to "stój" działa, zawsze miej możliwość korekty.. a wtedy kiedy jednego dnia będzie naprawdę potrzebna może się przydać :roll:

Posted

Flaire napisał(a):
Ale ulubione miejsce Misi na kupy to pod terenem Ministerstwa Kultury na Ksawerów (to bardzo kulturalny pies ;-) ), więc tam bywamy z reguły co najmniej raz dziennie.
Pewnie ona jest z tych potrafiących "czytać" :cool3: :eviltong: ;)

Posted

Własnie wróciliśmy z Regonem z Dziecmiarek. Porażka!, nie zabrałam nic na komary, wypędziły mnie, Regona zreszta też, pogryzły niemilosiernie.
Na ogrodzie w mieście o wiele mniej tego paskudztwa.
Poszłam na długi spacer z młodym, droga pod lasem, biegał sobie luzem. Teren mu nie znany i trzymał sie mnie na długość linki, której nie miał. Instynktu myśliwskiego chyba nie ma za dużo bo szaraka to ja zauważyłam, a Regon spokojnie patrzyl w inną stronę. Jednak linke mu po tym zapięłam bo jednego nie przyuważył, a za drugim mógłby polecieć w las. Byłby cudowny, udany spacer gdyby nie te komarzydła.
Koleżanka mi mówiła, że jest jakiś preparat w sprayu na komary dla psów. Ja nic takiego nie widziałam. Czy znacie jakieś preparaty?

Posted

borsaf napisał(a):
Koleżanka mi mówiła, że jest jakiś preparat w sprayu na komary dla psów. Ja nic takiego nie widziałam. Czy znacie jakieś preparaty?
Ja używam na psach to samo, co na sobie, czyli Off Max. Misi nie przeszkadza być tym spryskiwaną, a Lotka tego nienawidzi. Mój wet kiedyś polecił mi dla psów Autan w spreju, to też używałam, ale Off Max lepiej odstrasza (przy okazji również odstrasza kleszcze).

Ale w ogóle to zauważyłam, że psy po pogryzieniu przez komary się nie drapią! Wydaje się, że nie mają na te pogryzienia takiej reakcji, jak ja. Psikam je mimo wszystko, ale tylko jeśli komary czy meszki są naprawdę okropne (tak jak ostatnio bywało na naszych treningach agility).

Posted

[quote name='borsaf'] Dzisiaj wołam Młodego na smakołyk, a on ledwie powachal i jednym zębem raczyl zjeść!
borsaf, nie załamuj się ;) Jak przywiozłam Kresce ciasteczka od jborowego, to pierwsze wypluła z obrzydzeniem. Dopiero jak pociumkałam i pozachwycałam się, jakie to pyyyyyszneee, spróbowała jedno, potem drugie (każde w nagrodę za wykonanie komendy, jak zapracuje to bardziej smakuje ;) ). A potem wsuwała ciacha aż miło patrzeć :cool1:

Posted

[quote name='coztego']borsaf, nie załamuj się ;) Jak przywiozłam Kresce ciasteczka od jborowego, to pierwsze wypluła z obrzydzeniem. Ja to bym chciała mieć takie problemy! Api dorwała się do torby z ciasteczkami jborowego i wtrąbiła wszystkie (miały być na dwa psy:mad: :mad: :mad: ).

Posted

Borsaf-a cóz ty w tej rozpalonej kuchni przez 2 godziny robiłaś ?? :crazyeye: Wątróbkę na ciasteczka własnymi zębami przegryzałaś czy te biedne ciasteczka w piekarniku trzymałaś tak długo ;);) Pieke je krótko-tak z 1/2 godziny, 40 minut góra,a samo przygotawanie w maszynce to 5 minut :eviltong:
jeśli młody na razie nie je, można polac keczupem i TZ-owi na kanapce zaserwować..pychota będzie i plusik zarobisz. Resztę trzeba pokroic na kawałki i zamrozic. Jak sie Regon ( albo TZ :diabloti: ) nie przekona-mój adres znasz ;);)
A u mnie była dzis z wizyta Hesina córeczka, Cave :multi:Poszłysmy na spacer do lasu, mała pieknie bawiła się z mamą( prababcia nie wyrażała chęci na spoufalanie ze strony podlotka ) , poznała miłego 8 m-cznego sznaucera miniaturkę, potem została pozbawiona otoczki ze szczenięcego kłaka, który wyłazil bez najmniejszego oporu, co zniosła bez jakiegokolwiek stresu czy dyskomfortu-podczas trymowania pojadała sucha karme Hexy jako nagródki, stała na stole jak anioł :loveu:a po trymowaniu poszłysmy na góre, do pokoju , w którym sie wychowała i był szał radości, mała wlazła do skrzyni kanapotapczanu :diabloti: ( nie wiem, po co mi kojec, jak szczeniaki najszczęsliwsze sa w kanapotapczanie ;)) i bawiła się z Hesia na tymze tapczanie..na koniec zasnęła pod stolikiem do komputera. Sama słodycz, ale diabełka za skóra to ona tez ma , tyle,że przy mamie diabeł siedzi cicho :angryy:

Posted

borsaf napisał(a):
Na poczatku, po przeczytaniu lektur, było innym glosem "super" i to mialo byc zwalniające...
Czyli chwaliłaś za wykonanie komendy innym słowem natychmiast, a potem używałaś "super" jako komendy zwalniającej? Czy też super było jednocześnie pochwałą i zwolnieniem? O ile niektórzy trenerzy (np. klikerowcy) traktują pochwałe jako zwolnienie, o tyle ja tego nie lubię, między innymi właśnie dlatego, że wtedy nie ma jak pochwalić oddzielnych elementów ćwiczenia złożonego - tak więc ja wolę pochwałę osobno, a zwolnienie osobno. Jeśli tak masz i super jest zwolnieniem, to musisz bardzo uważać, żeby nie używać tego samego słowa "mimowolnie" jak pochwały...

Posted

Wczoraj poszłam z moimi sukami na nasz ulubiony spacer, czyli przez Pola Mokotowskie z Mokotowa na Ochotę, do Babci na obiad. I okazało się, że to był błąd... Bo o ile cała niemal Warszawa wybyła z miasta na długi weekend, o tyle te niedobitki, które zostały w mieście, wydawały się wczoraj wszystkie być właśnie na Polach Mokotowskich... Psów było tam niewiele (w odróżnieniu od innych dni, gdy jest ich sporo - bo Pola Mokotowskie, odkąd pamiętam, były ulubionym terenem psiarzy), za to każdy kawałek trawnika przykryty był kocykiem, a każdy kawałek kocyka - opalającym się Warszawiakiem... Poza tym było sporo spacerowiczów, rowerzystów, rolkowiczów - tak że chodniki też były pełne. Puby pękały w szwach, na kocykach też królowało piffko.

Z moich suń byłam bardzo dumna. Biegały sobie w tej gmatwaninie, nie zaczepiały nikogo :crazyeye: (tu szczególnie zaskoczyła mnie Lotka - Misia w jej wieku każdego opalającego się kocykowicza próbowałaby dokładnie wylizać :evil_lol: ), przychodziły, gdy je wołałam. Ale pomimo tego nienagannego zachowania, w połowie spaceru moje nerwy nie zdzierżyły sytuacji i zapięłam je na smycz. Po prostu nie chciałam, żeby się ktoś przyczepił. Za duży tłok, za duże zamieszanie, za łatwo komuś rozlać stojące na ziemi piffko, a na porządne wybieganie się i tak brakowało miejsca.

Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...