Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

dziś od rana świeci u nas słonko:p, więc na porannym spacerze zrobiłam kilka zdjęć
(tradycyjnie telefonem, bo nie chce mi się nosić aparatu, który i tak ledwie zipie :roll:)
ten wielki cień to ja:cool3:






  • Replies 5.6k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Według mnie ,są takie sznaucery-zawsze strzyżone a mimo to szorstkie - które możnaby w każdej chwili zacząć trymować. A są i takie , mięciutkie jak owieczka, z włosem jak u pudelka , który w ogóle nie wychodzi - gdzie niestety nie da rady. To tak z własnego doświadczenia na sznaucerach które do mnie przychodzą na strzyżenie. ;)
Nie dotykałam Felka więc nie wiem jak to jest u niego .

Posted

Felek jest właśnie taki mięciutki, a jak odrośnie to wygląda jak mała owca :p
sierść mu się kręci i wicherkuje i ma spore tendencje do kołtunienia :roll:

Posted

NIE MIŁE BLISKIE SPOTKANIA (z Felusiowego pamiętniczka)

[FONT=Comic Sans MS]Dawno nic Wam nie opowiadałem, to teraz przyszedł czas na opowieści z nutką grozy[/FONT] :nerwy:
[FONT=Comic Sans MS]Wiecie już, że spotkałem tego wielkiego dziwnego psa o imieniu Konik, jednak to nie było jedyne spotkanie w czasie tamtego pobytu nad morzem, które zapadło w mojej pamięci.
Pewnego dnia wybrałem się z K i ciocią E na dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii spacer plażą, jednak dzień był dosyć wietrzny i byłem cały obsypany "fruwającym " piachem, a ponieważ K widziała moją niezadowoloną minkę, postanowiła że wrócimy drogą przez las. O jaki to był wspaniały pomysł :multi:ile tam było pięknych zapachów, różnych śpiewających ptaszków, nawet widziałem zająca :-o i najważniejsze, nie wiało:lol:
Tak sobie szliśmy, K rozmawiała z ciocią, ja wąchałem co tylko się dało i "podpisywałem się " co 5 kroczków :cool3: W pewnym momencie vis a vis nas pojawił się biegnący mężczyzna w ciemnych okularach i dresie, towarzyszył mu naprawdę duży pies :painting: Zmierzali w naszą stronę, K skróciła mi smycz:roll: , szedłem z jej prawej strony i byłem grzeczny a mijający nas z naprzeciwka pan trzymał swojego psa po swojej prawej stronie i gdy minęliśmy się dosłownie o krok, tamten pies nie wiedzieć jak i dlaczego nagle wyskoczył zza swojego właściciela i rzucił się na mnie :eek2: nie wiem dla czego, nic mu nie zrobiłem, miał bardzo ostre wielkie zęby, którymi trzymał mój kark, nie wiedziałem co zrobić, wołałem RATUNKUUU!! K POMÓŻ MI!!
K była przerażona, a tamten pan kopnął Wielkiego z całej siły i ten mnie puścił, K wzięła mnie na ręce i poszliśmy w swoją stronę, cały się trzęsłem i K też była zdenerwowana :niedowia::watpliwy:
Pan nas nie przeprosił, nic nam nie powiedział, kopnął jeszcze kilka razy Wielkiego i też poszli w swoją stronę. Widziałem potem Wielkiego jak szliśmy z K do sklepu, siedział zamknięty w takim ciasnym więzieniu, miał tam budę i chyba mało miejsca do biegania, bo strasznie był niezadowolony :angryy:
Od tamtej pory bardzo nie lubię dużych psów :nonono2:

Innym razem na wieczornym spacerze w parku spotkaliśmy moje koleżanki i K postanowiła odpiąć mi smycz, żebym mógł z nimi pobiegać :multi: I tak biegaliśmy, szczekaliśmy, tarzaliśmy się, było suuupeeer :lol: Ale w pewnym momencie zza krzaków wyskoczył na mnie duży brązowy pies i był bardzo niezadowolony, że tak sobie biegamy, zaczął mnie łapać zębami i walić łapami, nie wiedziałem dla czego to robi, nie znaliśmy się :-o :placz: Uciekałem gdzie tylko mogłem, K mnie wołała, ale Brązowy ciągle nie dawał mi spokoju i nie słuchał swojej pani, w końcu jakoś udało mi się ukryć za ławką i K wzięła mnie szybko na ręce. Gdy tylko Brązowy mnie zobaczył, od razu znów chciał mnie gryźć, a ponieważ K mnie trzymała to Brązowy zaczął na nią skakać, chciałem ją obronić i dziabnąć go w nos, ale miałem kaganiec (to za karę, za zjadanie śmieci:oops: ) i gdy się odwracałem do Brązowego to niechcący uderzyłem K w policzek i potem bardzo ją bolał, ale się na mnie nie gniewała na szczęście :roll:
Pani w końcu złapała Brązowego i go od nas odciągnęła, przywiązała go smyczą do ławki, i podeszła do nas, żeby przeprosić i zapytać czy mnie albo K nic się nie stało. Teraz z Brązowym omijamy się w parku i on chodzi cały czas na smyczy :cool3:

Miałem jeszcze jedno nie miłe parkowe spotkanie, spacerowaliśmy sobie z K spokojnie , nie było żadnych moich ulubionych koleżanek :shake: W pewnym momencie mijaliśmy grupkę 3 pań i 3 psów, dwa z nich panie trzymały na smyczach i trzeci pies do mnie podbiegł, był większy, kudłaty i rudawy, powąchaliśmy się i on się odwrócił żeby iść do swojej pani, K też mnie zawołała więc poszedłem za nią i wtedy Rudy wrócił:evilbat: Rzucił się na mnie znienacka i gryzł, gryzł i gryzł, nie wiedziałem gdzie uciec, Rudy nie słuchał swojej pani i tak skakał nade mną, że pani nie mogła go złapać. W końcu jej się udało , ufff , zapytałem Rudego " O CO CI CHODZI, CO JA CI ZROBIŁEM, NIE NORMALNY JESTEŚ?!?!" K mnie uspokajała, Rudy został zapięty na smycz i przywiązany do kosza na śmieci, a jego pani przyszła zapytać czy nic mi się nie stało, no ale stało się :placz: K zauważyła, że ubrudzona jest czymś czerwonym, ja też to widziałem, całą kurtkę miała w czerwone kropeczki i umazane rękawy, okazało się że Rudy skaleczył mi głowę i ucho i leciała mi krew. Właścicielka Rudego powiedziała, żebyśmy poszli do werenarza czy jakoś tak, ale K mnie dokładnie obejrzała i stwierdziła, ze to tylko niewielkie zadrapania. Pani od Rudego powiedziała, że jeśli okaże się, że będę jednak musiał iść do werenytarza ... hmmm ... do lekarza to ona zapłaci za tą wizytę, powiedziała też, że Rudy był szczepiony i że codziennie jest na spacerze około 9:00 więc gdyby się coś działo to ona poniesie koszty, Potem nas przeprosiła, pogłaskała mnie i poszła z Rudym do domu.
Teraz Rudego też omijamy w parku a on rzadko chodzi bez smyczy, hi hi mógł nie gryźć takiego małego pieska jak ja ;)

Takie miałem przygody, i teraz K bardzo pilnuje żeby nikt nas nie zaczepiał a ja pilnuję jej, ale chyba nie jest z tego zadowolona, mówi że "nie wolno" :hmmmm: i jak nie szczekam na duże psy i jej nie bronie to mi daje moje ulubione ciasteczka :cool3: No ale ja muszę jej bronić, żeby żaden duży jej nie pogryzł :fadein: A może ona wie lepiej, też jest duża :loveu:


[/FONT]
[FONT=Comic Sans MS][FONT=Arial]Legenda wyjaśniająca:
Wielki - owczarek środkowoazjatycki;
Brązowy - wyżeł niemiecki;
Rudy - seter irlandzki.
[/FONT][/FONT]

Posted

Ojjj biedny Feluś takie nie miłe przygody :( Swoja drogą troche tego było biedny prosze go koniecznie ode mnie pogłaskać, pomiziać i poprzytulać! KONIECZNIE! :)A Pani duża proszę jeszcze uważac na Felusia bo się biedny boi:) Słodycz taka myli wyrazy ;p

Posted

Ooooooo, widzę, że mimo takich strasznych przygód Feluś jest nadal odważny i broni swojej DUŻEJ:lol::klacz:
Ostatnio z Gordonem też mieliśmy podobną przygodę, ale u nas obyło się na szczęście bez ran:diabloti:

Posted

ehhh Feluś jest jedyny w swoim rodzaju :loveu::loveu: pracujemy nad tym, żeby trochę tą agresję do innych psów zniwelować :p

Saththa
Ojjj biedny Feluś takie nie miłe przygody :-( Swoja drogą troche tego było biedny prosze go koniecznie ode mnie pogłaskać, pomiziać i poprzytulać! KONIECZNIE! :smile:

Czarna_Owieczka
Boże, jakie przygody ! :-o bałam się czytając, głaski dla otuchy dla Felusia ;-)


Owieczko a jak ja się bałam w trakcie tych przygód :eek2:

Felutek został utulony, wygłaskany, wydrapany i wymiziany :fadein:
a oto dowód:

Posted

No to Felutek przeżył naprawdę chwile grozy! :shake:

a najbardziej urzekła mnie różnica w postawach właścicieli:

Fides79 napisał(a):
tamten pan kopnął Wielkiego z całej siły i ten mnie puścił, K wzięła mnie na ręce i poszliśmy w swoją stronę, cały się trzęsłem i K też była zdenerwowana :niedowia::watpliwy:
Pan nas nie przeprosił, nic nam nie powiedział, kopnął jeszcze kilka razy Wielkiego i też poszli w swoją stronę.

.............................................................................

Właścicielka Rudego powiedziała, żebyśmy poszli do werenarza czy jakoś tak, ale K mnie dokładnie obejrzała i stwierdziła, ze to tylko niewielkie zadrapania. Pani od Rudego powiedziała, że jeśli okaże się, że będę jednak musiał iść do werenytarza ... hmmm ... do lekarza to ona zapłaci za tą wizytę, powiedziała też, że Rudy był szczepiony i że codziennie jest na spacerze około 9:00 więc gdyby się coś działo to ona poniesie koszty, Potem nas przeprosiła, pogłaskała mnie i poszła z Rudym do domu.


Właścicielka Rudego wykazała się naprawdę sercem i właściwą postawą :happy1:, za to właściciela Wielkiego sama z rozkosza kopnęłam bym w (_,_)... :angryy:

Posted

Feluś został poinformowany, że te pieszczoty to od forumowych Dogomaniackich Cioć ;-)

PIESEK NA GIGANCIE CZYLI JAK NAPĘDZIĆ STRACHA PAŃCI :evil_lol: (z Felusiowego pamiętniczka)

Pewnego pięknego i ciepłego dnia gdy byłem z K na spacerku i spotkałem moje urocze koleżanki Coco i Werbenę, strasznie chciałem z nimi pobiegać i bardzo prosiłem o taką możliwość :modla: Po namowach właściciela Coco K odpięła mi smycz oooo jaki ja byłem szczęśliwy :multi:Biegałem, skakałem, szczekałem i szalałem z Coco i Werbeną :Dog_run: Kątem oka zauważyłem jakiegoś małego nieznanego psiego kolegę i postanowiłem go poznać, K chyba nie była zachwycona, że pobiegłem do niego, wołała mnie, ale ten kolega był taki fajny, machał do mnie ogonkiem ale nie mógł zostać i musiał wracać do domku. Postanowiłem go odprowadzić i sprawdzić gdzie mieszka, pobiegłem a nim, K mnie wołała ale ciekawość wzięła górę . Kolega wybiegł z parku a ja za nim :evil_lol: i ................
:-o oo kurcze co sie dzieje skąd te samochody, zaraz mnie jakiś rozjedzie :shock: gdzie ja mam uciekać? gdzie jest K? "POMOCY! "
Uffff udało się uciec, ale gdzie ja jestem?? i gdzie mój nowy kolega:hmmmm: zajrzę do bramy może tam jest?? nie ma :shake: co ja mam teraz zrobić??
OOOO idzie K :multi: uuuu nie jest zadowolona :angryy:, uuuu "nie gniewaj się, przepraszam :dog:"
Ufff nie jest żle, eeej a ta smycz musi być?? musi!! no dobra :roll:

No i po tej historii K już mi tak chętnie smyczy nie odpina :puppydog:

Pewnego razu gdy byliśmy po raz drugi nad morzem, i poszliśmy na wieczorny spacerek K postanowiła mi zaufać i dopięła mi smycz, a ponieważ było tam tyle świetnych i fantastycznych zapachów poczułem się jak pies tropiący i pobiegłem przed siebie.......
K się trochę wystraszyła, bo robiło się ciemno a ja nie reagowałem na jej wołanie :evil_lol:
Przystanąłem na chwilkę, K szła za mną, więc pobiegłem dalej, widziałem sarenki biegające po polu :knuje: K mnie wołała ale te sarenki były bardzo kuszące :-P
I nagle K mnie przestała wołać :hmmmm: obejrzałem się, szła ale jakoś dziwnie, oddalała się :-o
"Hej co robisz??" K nie odpowiedziała, szła w przeciwną stronę :look3: Co by tu zrobić?? Są sarenki, ale K nie wraca, nawet się nie obejrzała :icon_roc: Chyba czas ją dogonić ;-) "POCZEKAJ!!! Już biegnę" :Dog_run: OOOOOoooooo jak ja szybko biegłem, K była coraz bliżej, w końcu się odwróciła i mnie wołała :multi: "Jestem, jestem, nie gniewaj się, ale te sarenki tak pachniały...." :dog: "wracajmy do domku, bo trochę chłodno":fadein:
I poszliśmy :-P

Posted

jambi_ napisał(a):
No to Felutek przeżył naprawdę chwile grozy! :shake:

a najbardziej urzekła mnie różnica w postawach właścicieli:



Właścicielka Rudego wykazała się naprawdę sercem i właściwą postawą :happy1:, za to właściciela Wielkiego sama z rozkosza kopnęłam bym w (_,_)... :angryy:


No też byłam w szoku :-o
Jakiś czas później spotkałam się z opinią, że to normalne zachowanie przy tak dużych psach, jest to podobno jedyny sposób, żeby pies zwolnił uścisk szczęk.

Od Pani, u której mieszkaliśmy dowiedziałam się, że ów Pan przeprowadził się jakieś pół roku wcześniej z okolic Warszawy, i miał dwa takie owczarki, ale ponieważ oba były bardzo "miłe" to ktoś "życzliwy" jednego z psów otruł, a w tym roku ów pan nie miał już tego drugiego psa, uśpił go ponieważ pies rzucił się na niego i był też agresywny w stosunku do dziecka :shake:

Posted

Fides79 napisał(a):
ów Pan przeprowadził się jakieś pół roku wcześniej z okolic Warszawy, i miał dwa takie owczarki, ale ponieważ oba były bardzo "miłe" to ktoś "życzliwy" jednego z psów otruł, a w tym roku ów pan nie miał już tego drugiego psa, uśpił go ponieważ pies rzucił się na niego i był też agresywny w stosunku do dziecka :shake:


Fides, co do azjatów - to nie są "baranki"! to są psy bardzo silne psychicznie, dominujące, samodzielne, terytorialne i ... atakujące bez ostrzeżenia! absolutnie nie nadające się na domowych pupilków!

co do:


Fides79 napisał(a):
Jakiś czas później spotkałam się z opinią, że to normalne zachowanie przy tak dużych psach, jest to podobno jedyny sposób, żeby pies zwolnił uścisk szczęk.


jakaś kompletna bzdura! wręcz przeciwnie! bardzo często takie kopanie, walenie smyczą, kijem, może jeszcze bardziej "zagrzać" psa do agresji!, a już zwykle tak się dzieje u psów nazwijmy to "bojowych" , chcesz zwolnić uścisk szczęk? jest sposób - chwyć go za jądra - i bynajmniej nie jest to żart

Posted

jambi_ napisał(a):
chcesz zwolnić uścisk szczęk? jest sposób - chwyć go za jądra - i bynajmniej nie jest to żart

jak sobie wyobraziłam taką scenę, to mam wrażenie ,że taki pies chwycony nagle od tyłu za jądra, odwinie się po prostu na mnie ;) uchwyt owszem puści,ale po to by złapać kogoś innego hihih

Posted

eria napisał(a):
jak sobie wyobraziłam taką scenę, to mam wrażenie ,że taki pies chwycony nagle od tyłu za jądra, odwinie się po prostu na mnie ;) uchwyt owszem puści,ale po to by złapać kogoś innego hihih


nie eria, to nie do końca tak, zresztą chodzi nam o to, żeby zelżał uścisk szczęk prawda? z reguły pies w takiej sytuacji "puszcza", ale... nie zawsze... mój Aron został tak kiedyś potraktowany przez Tresera - oczywiście w czasach gdy jeszcze miał jądra (pies, nie treser), tyle że on nie puścił, w jego przypadku pomogło dopiero gdy sama mu władowałam swoje palce do tej zaciśniętej szczęki....

Posted

z tymi jajami to niezłe jaja :cool3: no ale pewnie skuteczne ;)

jambi_

Fides, co do azjatów - to nie są "baranki"! to są psy bardzo silne psychicznie, dominujące, samodzielne, terytorialne i ... atakujące bez ostrzeżenia! absolutnie nie nadające się na domowych pupilków!


Teraz to i ja to wiem, na początku nie miałam nawet pojęcia co to za "bydle" rzuciło mi się na psa, ale poszperałam w necie i się dowiedziałam.
Wspomniany pan, chyba sobie zdawał sprawę choć trochę jakie to są psy, nie były one trzymane w domu, tylko zamknięte w kojcu, długość ścianki kojca na moje oko wynosiła nie więcej niż 3 metry, a koło 40% zajmowała buda, kojec był zbudowany z prętów drucianych co najmniej grubości kciuka. Pies z którym się spotkaliśmy miał kopiowany ogon i uszy, nie zagłębiam się jaki jest wzorzec rasy, ale uszy były przycięte przy samej czaszce, nic nie zostało z małżowiny. Miałam okazję widzieć później azjaty na wystawie międzynarodowej i aż tak mocno uszu kopiowanych nie miały:roll:

Posted

nie chce za bardzo nudzić w Twoim wątku ;) ale jeszcze słówko o Azjatach - co do uszu, tak właśnie zwyczajowo kiedyś były kopiowane uszy Azjatów - do samej głowy, cały płat ucha obcięty, teraz natomiast coraz więcej psów jest niekopiowanych.

Mam znajomego, który namiętnie ma Azjaty, on akurat kocha tą rasę. Kiedyś szliśmy razem po Polach Mokotowskich, ja tylko z Aronem on ze swoim Hakimem - o dziwo, Hakim uznał Arona za nietykalnego, a Aron niekoniecznie chciał podkreślac swoją wyższość... zresztą trudno by mu było, bo Hakim jest od niego sporo wyższy i napewno o wiele cięższy, poza tym, Hakim z upodobaniem aportuje jeże... no więc, tak sobie szliśmy i w pewnym momencie naprzeciwko nas pojawiło się podchmielone towarzystwo łyso-dresowe z 3 pittbullami (tudzież amstafowatymi), bynajmniej nie mieli spokojnych zamiarów. Ja Arona wzięłam od razu na smycz, bo on porywczy bywał, Hakim został przywołany do nogi... pitty doskoczyły do nas i zaczęły warczeć, kurcze, nie powiem, ale serce miałam w mocnej arytmii w tym momencie... oddaliłam się kawałek, a wtedy jeden pitt doskoczył do Arona, drugi za nim, Hakim zachowujący anielski spokój do tej pory jednym skokiem znalazł się przy nas i złapał pitta za plecy - normalnie rozdziawił paszcze i wbił mu zęby w plecy... machnął łbem i rzucił go ładne pare metrów pies zaczął skowytać - co u pittów raczej niespotykane, wtedy dopiero łysole zareagowali, ale nie żeby zaczęli ratować tamtego - nie! zaczęłi wrzeszczeć na pozostałe żeby je chyba odwołać, a potem jeden łysol podszedł do nas i spytał "ku***! co to za rasa?! zajebisty!!!" Pan Hakima odpowiedział na to - kundel, co wytłumaczył mi później w ten sposób, że lepiej żeby nie wiedzieli, że to Azjata, bo strach pomyśleć co by się działo gdyby te swoje pitty wymienili na Azjaty...

Azjata ma jedną cechę - on nie pokazuje, że zaraz zaatakuje. On potrafi zaatakować bez ostrzeżenia, nagle, a szczęki ma nieziemskie i siłę przeogromną, mimo, że może się zdawać, że to cięzki powolny pies.

Posted

jambi_ napisał(a):
Pan Hakima odpowiedział na to - kundel, co wytłumaczył mi później w ten sposób, że lepiej żeby nie wiedzieli, że to Azjata, bo strach pomyśleć co by się działo gdyby te swoje pitty wymienili na Azjaty...



Strach to chyba mało powiedziane. Tuż to byłaby masakra. Wole nie mysleć co by się działo na osiedlach, blokowiskach i czasem też na wybiegach :O

Posted

Fides79 napisał(a):
...Jakiś czas później spotkałam się z opinią, że to normalne zachowanie przy tak dużych psach, jest to podobno jedyny sposób, żeby pies zwolnił uścisk szczęk...

Nic głupszego dawno nie czytałam:crazyeye: Agresja rodzi agresję:razz:
Kiedyś czytałam, że najlepszy jest kubeł zimnej wody, ale kto chodzi z kubłem wody na spacery:evil_lol:

Najlepsza metoda to odpowiedzialny właściciel, ale z tego co czytam, to raczej ten pan do takowych się nie zalicza, skoro takiego psa bez smyczy puścił i bez kagańca:razz::mad:

Posted

Doginka napisał(a):
Nic głupszego dawno nie czytałam:crazyeye: Agresja rodzi agresję:razz:
Kiedyś czytałam, że najlepszy jest kubeł zimnej wody, ale kto chodzi z kubłem wody na spacery:evil_lol:

Najlepsza metoda to odpowiedzialny właściciel, ale z tego co czytam, to raczej ten pan do takowych się nie zalicza, skoro takiego psa bez smyczy puścił i bez kagańca:razz::mad:


hi hi z tym kubłem to dobre ;)

agresja czasem budzi też strach, ale wystraszone zwierze również potrafi zaatakować :roll:

może się wkradły jakieś niejasności ale ów owczarek był prowadzony na smyczy, nie wiem do dziś jak to zrobił, że gdy go minęliśmy on jakby się cofnął za plecy właściciela i od tyłu zaatakował Felka, działo się to niezwykle szybko:niedowia:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Popular Contributors

    Nobody has received reputation this week.

  • Forum Statistics

    • Total Topics
      87.9k
    • Total Posts
      13m
×
×
  • Create New...