wawer Posted August 19, 2011 Posted August 19, 2011 Kochane Coteczki i Wujkowie! Zapraszam na kolejny mój bazarek, który obiecałam dla Bruna w poprzednim bazarku "2 w 1"! http://www.dogomania.pl/threads/213151-Coś-dla-domu-i-dla-kochanego-ciałka-bazarek-na-Bastera-Bruna-i-Amora?p=17470841#post17470841 Zaglądajcie, kupujcie, Bruno czeka! Quote
wawer Posted August 20, 2011 Posted August 20, 2011 [quote name='wawer']Kochane Coteczki i Wujkowie! Zapraszam na kolejny mój bazarek, który obiecałam dla Bruna w poprzednim bazarku "2 w 1"! http://www.dogomania.pl/threads/213151-Coś-dla-domu-i-dla-kochanego-ciałka-bazarek-na-Bastera-Bruna-i-Amora?p=17470841#post17470841 Zaglądajcie, kupujcie, Bruno czeka! Cisza tu martwa, a ja jeszcze jeden w szale handlowania popełniłam: [FONT=Calibri]http://www.dogomania.pl/threads/213214-MŁODZIEŃCZE-CIUSZKI-–-JESZCZE-JEDEN-BAZAREK-NA-BASTERA-BRUNA-I-AMORA-do-31.-sierpnia[/FONT]. Nie kochacie Bruna? Quote
wawer Posted August 23, 2011 Posted August 23, 2011 No, i jak tu handlować, jak nikt nawet nie zajrzy do Bruna? Zapraszam! [FONT=Tahoma]http://www.dogomania.pl/threads/213151-Coś-dla-domu-i-dla-kochanego-ciałka-bazarek-na-Bastera-Bruna-i-Amora-do-31-VIII[/FONT][FONT=Tahoma][/FONT] [FONT=Tahoma]http://www.dogomania.pl/threads/213214-LETNIE-CIUSZKI-–-JESZCZE-JEDEN-BAZAREK-NA-BASTERA-BRUNA-I-AMORA-do-31.-sierpnia[/FONT][FONT=Tahoma][/FONT] [FONT=Calibri][FONT=Tahoma]http://www.dogomania.pl/threads/213232-TANIO-DU%C5%BBE-CIUSZKI-I-BI%C5%BBUTERIA-DLA-MA%C5%81EGO-PIESKA-BAZAREK-NA-D%C5%81UG-KUBUSIA-do-15.09[/FONT][/FONT] Quote
anett Posted August 24, 2011 Author Posted August 24, 2011 Wow Wawer ile bazarków, ogromnie dziękujemy za pomoc dla Bruna!!!:loveu::loveu::multi: Ja niestety do końca sierpnia jestem bez netu więc tym bardziej dziękuję za pamięć i pomoc!! Quote
Lu_Gosiak Posted August 27, 2011 Posted August 27, 2011 wawer ogromne dzieki za bazarki!!! ja dopiero dzis w nocy wrócilam z wakacji, wiec w koncu mam dostep do neta - bede reklamowac gdzie sie da:):) Quote
Lu_Gosiak Posted August 28, 2011 Posted August 28, 2011 jest bardzo zle...Bruno pogryzł Patryka - było to w sytuacji, kiedy poczuł na spacerze, że daleko przed nim idzie Wiosna z innym jakimś Mu nie znanym psem i zaczął sie nakręcać, rzucać na smyczy, ciagnać aż w końcu skoczył na Patryka i pogryzł Mu rece oraz podrapał twarz...nie były to małe drasnięcia ale niestety mozne pogryzienia....cholera jasna niewiemy co robic...jedno jest pewne -nie mozna Go wydac do adopcji gdzieś do ludzi - jest to niestabilny jak sie okazuje pies, nie panujący nad swoimi emocjami, gdy nakręci sie na jakiegoś psa...w hoteliku do konca zycia tez wiadomo nie bedzie...zostaje chyba tylko szukanie Mu terenu gdzie bedzie mógl sie sprawdzić jako stróz..no bo co robic???? Quote
wawer Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 A jako stróż też może komuś krzywdę zrobić. Dobermany bywają groźne i nieobliczalne. Znajoma musiała uśpić, kiedy po kilku latach jej własny najpierw zagryzł psa na ulicy (był na smyczy i nie pomogło), a potem na właścicielkę warczał i szczekał. Odbiło mu, a lekarz powiedział, że taka rasa. Nie znam się na rasach, ale czy piękny Bruno ma szanse, by mu bez reszty zaufać? Quote
Lu_Gosiak Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 [quote name='wawer']A jako stróż też może komuś krzywdę zrobić. Dobermany bywają groźne i nieobliczalne. Znajoma musiała uśpić, kiedy po kilku latach jej własny najpierw zagryzł psa na ulicy (był na smyczy i nie pomogło), a potem na właścicielkę warczał i szczekał. Odbiło mu, a lekarz powiedział, że taka rasa. Nie znam się na rasach, ale czy piękny Bruno ma szanse, by mu bez reszty zaufać? no właśnie tez sie nad tym zastanawiam cały czas...niewiem co robic Quote
Amber Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 [quote name='wawer']A jako stróż też może komuś krzywdę zrobić. Dobermany bywają groźne i nieobliczalne. Znajoma musiała uśpić, kiedy po kilku latach jej własny najpierw zagryzł psa na ulicy (był na smyczy i nie pomogło), a potem na właścicielkę warczał i szczekał. Odbiło mu, a lekarz powiedział, że taka rasa. Nie znam się na rasach, ale czy piękny Bruno ma szanse, by mu bez reszty zaufać? Nie wiedziałam, że na psim forum znajdę takie teksty :shake: Tak, a psy z czarnym podniebieniem też są złe, a surowe mięso powoduje wściekliznę. Jeszcze tylko brakuje wywodu na temat, że dobermanom nie rosną czaszki, uciskają mózg i w wieku 5 lat zagryzają właściciela. Czy ludziom się wydaje, że właściciele dobermanów to jacyś samobójcy lub niedouczone głupki, że biorą sobie do domu psy "groźne i nieobliczalne"? :shake: Doberman to jedna z najwspanialszych ras na ziemi, kochająca swojego człowieka ponad wszystko. Niesamowicie wrażliwa. Przed nadmierne rozmnażanie niezrównoważonych osobników, jak również poprzez niewłaściwe wychowanie można zepsuć każdego psa, nie tylko dobermana. To spotkało Bruna. Nie całą rasę. Quote
wawer Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 No, proszę! A jednak udało mi się nieco namieszać i choć troszkę przyczynić do ożywienia wątku :evil_lol:. Nic tak nie działa na czytelnika, jak wkurzyć go. Od razu coś się dzieje :diabloti:. Prawda, Gosiu? Amber, Bruno to pies duży i z charakterem. Taki zawsze może być niebezpieczny, niezależnie od rasy i usposobienia. Po prostu, jest duży i wszystkie jego zęby są odpowiednio większe. Jak ugryzie, to pogryziony to czuje i Gosia o tym pisze. On już raz wrócił z adopcji. A przygoda mojej znajomej jest autentyczna i żebyś nie wiem jak kochała dobermany, to tamten musiał życiem zapłacić za nieobliczalny atak agresji. Był w dobrym domu, w którym psy się kochało, tresowało (czy też uczyło u specjalisty - jak to się tam nazywa - nie wiem, bo nie korzystałam) i regularnie dbało o kondycję fizyczną. Właśnie po to, by nie miał potrzeby być agresywnym. Nie pomogło. Zdarzyło się raz, ale od razu tragicznie. Zginął niewinny pies (podobno dobek rzucił się na niego bez przyczyny i dlatego nie udało się go uratować), a właścicielkę uratował przed pogryzieniem mąż, bo to on prowadził psa na smyczy. Pies nie miał kagańca, bo nie wykazywał agresji. Błąd człowieka, ale każdy z nas je popełnia, bo ufamy naszym pupilom. Nie atakuj mnie, bo ja lubię Bruna i daję temu wyraz na wątku. Wyraziłam opinię zasłyszaną od bezpośrednio zainteresowanej w związku z tym wypadkiem. Nie były to nawet jej opinie osobiste. Ona kochała tego psiaka nawet po tym, co się stało, ale w tym tonie wyrażał się lekarz, który go uśpił i zapewne te opinie przeważyły o eutanazji. Że te psy mają nie najlepszą opinię ogólną, to pewnie zawdzięczają swojej historii. Pisze się o nich oficjalnie: "Twórcą rasy był Louis Doberman urodzony w 1834 r. Był on rakarzem, poborcą podatkowym, policjantem i oprawcą. Hodował psy bezwzględne, nieprzekupne. Atakowały one ludzi i nie reagowały na uderzenia kija lub strzały." (http://www.hauward.pl/dobermany.html, ale też Wikipedia i inne to powtarzają). Przyznasz, że nie brzmi to zachęcająco, chociaż potem, w opisach rasy, autorzy piszą o nich dobrze, ale z ostrożnością. Przeciętny człowiek kojarzy je z polowaniami na ludzi. Potem doszły owczarki, ale to im nie zespuło ogólnej opinii, w przeciwieństwie do dobermanów. Jak wszystkie psy, mogą być wychowane dobrze lub źle, ale z jakiegoś powodu - dla miłośników pewnie bez niego - znalazły się na liście psów agresywnych. To też zniechęca do nich ludzi. Nie wiem, czy to było słuszne, ale nie ja o tym decydowałam. Nie wkurzaj się na to, co piszę, bo nie po to piszę, by kogoś zniechęcić do dobermanów. Nie uważam się za specjalistkę rasy tej ani innej. Nie jestem nawet pasjonatką tematu. Ogólnie lubię psiaki, niezależnie od rasy, ale to nie znaczy, że każdy jest dla mnie poza podejrzeniem. Chętnie i bez negatywnych emocji poczytam o nich coś dobrego, ale konkretnego. Nic o podniebieniu, surowym mięsie w związku ze wścieklizną (sama daję takowe swoim nie-dobermanom i mnie za to kochają) itp. itd. tzw. dyrdymały. Po to sobie tu, na tym forum dyskutujemy, nie tylko po to, żeby wzajemnie przesyłać pieniążki. Napisz coś fajnego z własnego doświadczenia, z życia znanych Ci dobków, bo pewnie znasz te psiaki osobiście. A wracając do Bruna - zadecydują właściciele, ale może jemu potrzebny jest behawiorysta, który stwierdzi, czy pies nadaje się do resocjalizacji i popracuje nad nim? Psiak jest piękny, ma niesamowity kolor i ten "uśmiech"... Szkoda by go było skazać na brak własnego stada albo na coś ostatecznego. Niemniej, teraz do adopcji raczej nie pójdzie :shake:. Quote
Amber Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 Że te psy mają nie najlepszą opinię ogólną, to pewnie zawdzięczają swojej historii. Pisze się o nich oficjalnie: "Twórcą rasy był Louis Doberman urodzony w 1834 r. Był on rakarzem, poborcą podatkowym, policjantem i oprawcą. Hodował psy bezwzględne, nieprzekupne. Atakowały one ludzi i nie reagowały na uderzenia kija lub strzały." (http://www.hauward.pl/dobermany.html, ale też Wikipedia i inne to powtarzają).O dobrze, że podali datę. Jak widzisz to bo było ponad 100 lat temu. Myślę, że ponad 100 lat selekcji hodowlanej zrobiło swoje i dzisiejsze dobermany w niczym nie przypominają psów z tamtych lat. Nawet wyglądem... Inne rasy: amstaffy, cane corso, czy chociaż by buldogi angielskie też zupełnie nie przypominają i nie służą już do celów do jakich zostały pierwotnie wyhodowane. Jak wszystkie psy, mogą być wychowane dobrze lub źle, ale z jakiegoś powodu - dla miłośników pewnie bez niego - znalazły się na liście psów agresywnych. To też zniechęca do nich ludzi. Nie wiem, czy to było słuszne, ale nie ja o tym decydowałam. Hehe... Tylko, że doberman NIE JEST na liście ras agresywnych. Piszesz o dobermanach bardzo mocne słowa, a jak widać nie masz najmniejszej wiedzy o tej rasie. Chętnie i bez negatywnych emocji poczytam o nich coś dobrego, ale konkretnego. Nic o podniebieniu, surowym mięsie w związku ze wścieklizną (sama daję takowe swoim nie-dobermanom i mnie za to kochają) itp. itd. tzw. dyrdymały. Po to sobie tu, na tym forum dyskutujemy, nie tylko po to, żeby wzajemnie przesyłać pieniążki. Napisz coś fajnego z własnego doświadczenia, z życia znanych Ci dobków, bo pewnie znasz te psiaki osobiście. Na razie to ty wypisujesz takie dyrdymały o dobermanach, że aż boli. Bo pies znajomej pogryzł itp. Ja znam historię gdzie jamnik zagryzł dziecko, albo york... Ba, nawet kot! I co zagazować wszystkie koty? Zgadzam się, że doberman jest bardziej niebezpieczny ze względu na swoją posturę, ale istnieją też inne, duże psy. Piję konkretnie do tego, że piszesz lekką ręką, na podstawie przypadku twojej znajomej i historii rasy 100 lat temu, że dobermany są: złe, nieobliczalne, polują na ludzi (!), "tak mają" itp. To są bzdury i nie powinny mieć one miejsca na psim forum. Ile znasz dobermanów? Na miłe historie o tej rasie zapraszam do mojej galerii, mam dobermana, który o zgrozo żyje w zgodzie z dwoma jamniczkami i jeszcze, jak na razie, mnie nie zagryzł... Na temat Bruna nie będę się wypowiadać, gdyż nie o to mi chodzi: to, że jeden człowiek jest mordercą, nie znaczy, że cały gatunek ludzki też taki jest. Quote
wawer Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 No widzisz, nie dogadamy się. Nie czytasz ze zrozumieniem całości mojej wypowiedzi i nie analizujesz tej całości, tylko wyłuskujesz wyrwane z kontekstu fragmenty po to, by przez ich pryzmat, po swojemu powiedzieć to, co ja mam na myśli. Twoim zdaniem, bo to nie są moje instencje. Nie myślimy i nie mówimy o tym samym, nawet nie tym samym językiem. I tego się nie zmieni, bo ja nie krytykuję dobermanów, a Ty mnie krytykujesz za to, że chciałabyś, abym ja je krytykowała. Nie zajrzę więc do Twojej galerii, bo i po co? Do niegościnnych gospodarzy nie zaglądam. Tam się warczy, szczeka i gryzie bez zrozumienia. Nie mam wiedzy o tej rasie, od razu to stwierdziłam. Liczyłam, że ją zdobędę. W odpowiedzi mnie obwarczałaś i pogryzłaś. Już nie chcę nic o niej wiedzieć, bo... jaki pan, taki kram. "Na temat Bruna nie będę się wypowiadać, gdyż nie o to mi chodzi: to, że jeden człowiek jest mordercą, nie znaczy, że cały gatunek ludzki też taki jest." A mnie tylko o Bruna chodzi, bo to w końcu jego wątek. Więc tu się też nie dogadamy. I w ogóle, nie chce mi się z Tobą gadać, bo to nic nie wniesie. Quote
Lu_Gosiak Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 noo dokładnie, pogadanki mozemy sobie darowac, bo tu chodzi o zycie Bruna...poprosilam wiosne by sie tu pojawila i opisała Nam dokladnie Jego zachowania i charakter i moze uda sie razem cos wymyslic.....chociaz wielu wyjsc z tej sytuacji nie widze Quote
Amber Posted August 29, 2011 Posted August 29, 2011 A mnie tylko o Bruna chodzi, bo to w końcu jego wątek. Taki mu PR zrobiłaś w oparciu o rasę jaką reprezentuje, że nie wiem czy faktycznie zależy ci na jego dobrze. Ale jak uważasz. Z mojej strony EOT. Quote
wiosna Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 No to jestem - ładna duskusja na powitanie, nie ma co ;) Ze sobą jak nie chcecie to nie dyskutujcie, ale przeczytajcie proszę teraz moje kilka zdań i wspólnymi siłami coś spróbujmy zaradzić. Bruno nie jest psem mordercą, żadne takie, On lubi ludzi, jest kochanym, miłym psem i ja go naprawdę lubię. Gdyby udało się stworzyć dla niego hermetyczny świat, w którym mógłby żyć w domu, z rodziną - bo trzymanie go w kojcu nie jest z pewnością tym, co chciałabym mu docelowo zapewnić - byłabym całym sercem za tym, aby tam zamieszkał. Ale hermetycznego świata nie ma. Bruno od zawsze ma kłopot w relacjach z innymi psami. Nie powinniśmy patrzeć na niego przez pryzmat rasy, przynajmniej nie tylko przez ten - z kilku powodów. To nie jest pies z dobrej hodowli, to nierodowodowy pies i nie wiemy nic o jego rodzicach. Nie wyemy czy były to zdrowe i zrównoważone psy, być może typowa pseudohodowla, z której psy dalekie są od zrównoważonych. Nawet jeśli urodził się w sensownym miejscu i jego przodkowie nie przekazali mu bałaganu w głowie, pamiętać musimy, że Bruno pierwsze sześć lat życia spędził w odizolowanym od świata kojcu. Bez wybiegu, bez spacerów, bez kontaktu z psami i z ludźmi, poza dziadkiem, jego właścicielem, którego "rękę" do psów widziałam - kolczatka, "czułość" okazywana przez dalekie od delikatności klepnięcia, za które ja na jego miejscu już bym gryzła. Jak przyjechał do nas, powiedziałam Gosi, że to cud, że ten pies jest taki miły. Niejeden pies którejś z ras cieszących się milszą opinią stałby się agresorem od samej tylko izolacji, tymczasem Bruno błyskawicznie zaprzyjaźnił się z nami - obcymi osobami - i odnalazł się w nowym otoczeniu. Jedyny kłopot jaki z nim był, to właśnie inne psy - Bruno nie tyle do nich ciągnie, co wychodzi z siebie na ich widok. Szarpie, podskakuje, piszczy, szczeka, gryzie smycz, kręci się, naprawdę wariactwo, nic do niego wtedy nie dociera. I to jest akurat kwestia genów - "wyhodowane tak, aby nie zważały na uderzanie kijem", jak to w historii któraś z Was przytoczyła - tak zamo zachowują się ASTy i podobne psy. Kiedy są w ferworze walki, nie liczy się kompletnie nic innego. I znów - nie wiadomo jak ta historia jest w głowie Bruna poukładana, bo to nie jest czysty doberman z rozsądnej hodowli. Może ktoś z rodziców odpadł z ringu wystawowego właśnie za zahowanie? Nic to. Bruno był u mnie na początku jakoś 3 tygodnie, poszedł do adopcji. Z adopcji wrócił - Gosia popraw mnie - po 2 miesiącach? Jakoś tak. Tak naprawdę nie wiemy co zaszło. To, co przekazali nam właściciele to historia o pociągnięciu na smyczy, wywróceniu pańci, podrapanym łokciu i takich tam, co spowodowało oddanie Bruna. Podobno jakiegoś psa pogryzł. Jednego? Już nie pamiętam, uznałam to wtedy za efekt niepilnowania i niećwiczenia z Brunem tak, jak zalecałam, a do tego byłam zła że go oddają i wiarygodność pana nieco spadła w moich oczach. Bruno wrócił, cofnął się znów do stanu prosto z kojca, choć wcześniejszy pobyt trochę go nauczył panowania nad sobą przy psach. Odkąd wrócił zaczęłam z nim szkolenie. Zwyczajne klikerowe szkolenie - nauczyłam siadania, wracania, długo ćwiczyłam utrzymywanie na mnie uwagi. Kawałeczek po kawałeczku zbliżałam miejsce ćwiczeń do psów za płotami, koło tych samych psów Bruno przechodził na każdym spacerze. Na początku szał, a samei ćwiczenia musiały się odbywać jakieś 200m dalej, na łące z której tylko gdzieśtam w oddali widać (słychać) psa i płot. Ale z czasem było lepiej, choć nie doszliśmy do skupienia uwagi i wykonywania komend przy samych psach. Z czasem Bruno nauczył się przechodzić koło tych psów w miarę spokojnie. Były dni, kiedy było całkiem spokojnie i w zasadzie nie zwracał na nie uwagi, były takie kiedy się poszarpał, pokręcił i poszczekał, ale w granicach rozsądku. Nawet powoli zaczął się zaprzyjaźniać z Moną, jamnikowatą suczką sąsiada, co uznałam za dużo krok do przodu w jego relacjach z innymi psami. Aż w końcu to, co napisała Gosia. Patryk na normalny spacer z Brunem, ja z innym psem - akurat też dobkiem, obcym dobkiem który był u nas na jedną tylko noc pomiędzy transportami. Szłąm przed Patrykiem jakieś.. 200 metrów? W zasadzie nie widzieliśmy się, bo znikał zawsze gdzieś za zakrętami i tylko na jednej długiej prostej gdzieśtam zamajaczył. Ale słyszałam, że Bruno szaleje, wścieka się i szczeka ciągle - choć na spacery chodzę sobie ze słuchawką w uchu. No i co - doszłam do domu, schowałam Nera, widzę, że Patryk schował Bruna i stoi w psiarni oparty o kraty, bo mu słabo. Ręka pogryziona - jedna, druka, krew się leje. Bruno na spacerze nakręcił się tak, że nie wiedząc co ze sobą zrobić po prostu skoczył na Patryka. Nie kłapnął raz - na jednej ręce są ślady po 3 wbiciach, na drugiej 2, no i twarz też zębami draśnięta. Na szczęście niewiele z tego to poważne rany, wbite i wyjęte zęby, nie ma tragedii. Nie ma w sensie fizycznym, bo sam fakt takiego ataku jest tragiczny. I to mi się przypomniało coś, co stało się niedługo po powrocie Bruna z adopcji, kiedy byłam z nim na spacerze. Sytuacja podobna - zdenerwował go pies za płotem, nakręcił się i zdenerwował. Szczekał, wariował, jak to ma w zwyczaju. Zaczął gryźć smycz i przyskoczył do mnie, złapał za tą część smyczy która jest przy moich rękach i zrobił to kilka razy. Wystraszył mnie tym trochę ale uznałam, że się zdenerwował i zagalopował, nic się przecież nie stało, zwaliłam to na zmianę otoczenia i ogólne jego zdezorientowanie. Teraz sobie przypomniałam. Gdyby stało się to, gdy Patryk opieprzał Bruna, albo chciał go uderzyć, albo chciał go wyciągnąć z budy, albo podnieść czy zrobić cokolwiek innego, co Bruno mógłby odebrać jako atak - nie byłoby sprawy, bronić się może kakżdy. Ale jedynym powodem do ataku było to, że Bruno się nakręcił i z tych nerwów nie wiedział co ze sobą zrobić. Gdyby kłapnął raz i się opamiętał, możnaby przymknąć oko, bo nakręcił się, ale się opanował i prawie w porę połapał, pal licho. Ale gryzł i gryzł i gryzł. Bluza Patryka wyglądała jak firanka, rękawy w strzępach. To nie było kłapnięcie, to było regularne gryzienie. I co..? I nie wiem, ja też mam trochę mieszane uczucia. Lubię Bruna, to miły, sympatyczny pies, naprawdę. Jednak ja uważam, że oddanie go w czyjeś ręce jest zwyczajnie ryzykowne. Jeśli teraz jest pod naszą opieką, czyli w rękach mniej lub bardziej doświadczonych z psami osób, to co będzie jak trafi w ręce kogoś kto po prostu lubi psy, chce Bruna i ma jakieśtam pojęcie o szkoleniu ich i układaniu - a pamiętajmy, że po Bruna kolejki się nie ustawiają. Szukam powodu jego zachowania, jakiegoś alibi, żebym mogła uznać to za obronę, nie za atak. Ale nic takiego nie było, to był atak. Może patrzę zbyt szeroko, ale jestem zdania, że rozsądnie byłoby Bruna uśpić. Gdybyśmi mieli puste schroniska, byłoby w porządku fundować mu hotel - czy u nas, czy może lepszy hotel, gdzie Bruno mógłby albo uczyć się właściwych zachowań, albo po prostu spędzić resztę życia w fajnych warunkach. Ale nie mogę nie pomyśleć o dziesiątkach i setkach miłych, psychicznie poukładanych psiakóg, Bogu ducha winnych, które życie spędzają za kratami schronisk. Domowe, miłe psiaki, które potrzebują tylko szansy - wyrwania, wykąpania, paru dni w normalnym otoczeniu, i mogą resztę życia bezpiecznie spędzić w rodzinie adopcyjnej. A Bruno? Może udałoby się znaleźć rodzinę, która chciałaby dać mu dom. Może udałoby się znaleźć dom z ogrodem, aby ograniczyć jego relacje z innymi, obcymi psami. Może udałoby się znaleźć kogoś, kto będzie z Brunem pracował i szkolił go, i może Bruno mógłby być tam bezpieczny i bezpieczni byliby też jego opiekunowie. Ale jaką mamy szansę na spełnienie tego "może"? Skoro nie zadzwonił ani jeden telefon chcący go adoptować - bez agresji, bo przecież to świeża sprawa, w ogłoszeniach nie ma ani słowa. Czy uczciwie jest ryzykować taką adopcję, odbierając szansę psom, które żyły w domach i dom straciły, a teraz tęsknią w schroniskach? Zbyt szeroko? Być może, ale tak na to patrzę. Nie mi podejmować decyzję. Wiem, że gdyby był to pies pod moimi decyzjami, w mojej Fundacji, to zdecydowanie zostałby uśpiony. Brutalne - może. Jestem zła, zimna i bez serca - może. Ale ratować trzeba z głową, nie tylko z sercem. Ryzykować medialną aferę "doberman ze schroniska pogryzł dziecko" (oby nie "zagryzł"). I przesłanie pomiędzy słowami - "nie bierzcie psów ze schornisk, to mordercy!" "dobermany są złe!, to mordercy!" "tylko pies wychowany w rodzinie od szczeniaczka jest bezpieczny, z dorosłymi nigdy nic nei wiadomo!".... Ja nie chcę tego. Jeśli mamy uznawać dobermany, czy jakiekolwiek inne psy za psy zrównoważone psychicznie i "normalne", musimy podejmować trudne dezycje. Ja wiem, że na forach, facebookach i innych takich temat uśpienia jest tabu i każdy, kto jest za jest "tym złym". Trudno, mogę sobie być tą złą, niezbyt mnie to wzrusza. Tu nie chodzi o emocje, tu chodzi o określenie ryzyka i podjęcie rozsądnej decyzji. I aby było jasne - nie namawiam nikogo na tak albo nie, namawiam do przemyślenia tematu. To samo powiedziałam Gosi - ochłoń, prześpij się z tematem, przemyśl. Nic na szybko, nic na hurra. Ja naprawdę lubię tego psa i byłoby mi cholernie trudno go uśpić. Ale potrafiłam odłożyć emocje i to na sucho przemyśleć - decyzję widzicie powyżej. Rozpisałam się straszliwie, jak to mam w zwyczaju. Mam jednak nadzieję, że skoro teraz nie pohamowałam się i opisałam w zasadzie wszystko co miałam do powiedzenia w temacie, oszczędzimy sobie na dalszych stronach dyskusji i obrzucania się błotem, jakie zawsze pojawiało się na dogo gdy ktoś chciał kogoś usypiać (mordować!). Poświęciłam na to chyba z godzinę, ale postaram się w miarę możliwości zaglądać tu jeszcze. Koniec, dzięki za cierpliwość ;) Quote
Klementynkaa Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 wiosno, dziękuję za to co napisałaś. temat trudny a Twoje słowa mądre. w naszej fundacji musiliśmy juz podjąc raz taką decyzję, podjeliśmy i uważam, ze była dobra mimo ogromnej sympatii do tamtego psiaka :( Quote
nescca Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Jest mi tak bardzo smutno. On tak łasił sie ostatnio kiedy Go odwiedziłyśmy....ja myślę ,że są tylko dwa wyjścia. Nazbierać kasy na Jamora (wiem ,że mało realne) lub po prostu zabić Bruna. To straszna odpowiedzialność. Wydać do nowego domu bombę zegarową z opóźnionym zapłonem. Jezu.... jak mi ciężko.... Jak żal mi Patryka ,który tak bardzo poświęca się psiakom. Wiosno.... ucałuj Go od nas. Co robić? .....ale mam mętlik w głowie. Quote
Lu_Gosiak Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 tez mam mętlik i raczej bym Go nie przenosila..rozmawiałam z anett i doszłyśmy do wniosku, ze moze jakies spotkanie z behawiorysta i rzut oka na Bruna cos podpowie...jest fajna babka polecana przez Fundacke ze śląska co ostatnio była u naszych 2 Onków - pierwsza wizyta 150zl...moze spróbowac i zobaczyć co Ona powie...na zastrzyk w sumie zawsze będzie czas:( Becia zrobisz Mu to wydarzenie na fb? Quote
nescca Posted August 30, 2011 Posted August 30, 2011 Zastanawiam się..... sama się waham .... i nie wiem o co prosić w wydarzeniu? O kasę na konsultację chyba? Bo raczej nigdzie przed tym Go nie oddamy co??? Quote
Elza22 Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 Przykra sprawa ja bym się nie zastanawiała nawet jak by chodziło o mojego psa mojej ciotki owczarek niemiecki kiedyś ją ugryzł udała się z nim do specjalisty który niby pomógł ale nie dawał gwarancji że to się nie powtórzy no i rok później skończyło się szyciem. Quote
Klementynkaa Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 w jakiej miejscowości jest Bruno? i jaka jest szansa na przywiezienie go na konsultację do katowic w weekend? póki co bez szczegółów ale kombinuję... Quote
Lu_Gosiak Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 Klementynkaa napisał(a):w jakiej miejscowości jest Bruno? i jaka jest szansa na przywiezienie go na konsultację do katowic w weekend? póki co bez szczegółów ale kombinuję... Bruno jest w Byczynie koło Kluczborka...musialabym zapytac Wiosny czy by miala czas pojechac z Nim Quote
Klementynkaa Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 kurczę, daleko... zapytaj a ja zapytam czy jest szansa na sprawdzenie go i w który ewentualnie dzień. bezpłatne sprawdzenie. Quote
nescca Posted August 31, 2011 Posted August 31, 2011 To nie jest tak daleko.... a Wiosna jak znam zycie zrobi wszystko by ratować chłopaka. Quote
wiosna Posted September 1, 2011 Posted September 1, 2011 Uważam, że konsultacja behawiorysty może być dla Was ważnym głosem w ocenie zachowań Bruna, ale nie można robić tego poza miejscem gdzie on mieszka. Przecież całkowicie inaczej zachowuje się pies na obcym terenie, i to po ponad 2 godzinach w upale w aucie, a co innego w domu - jeśli więc ktoś ma Bruna oglądać, to tylko tu. Beata, to miłe co napisałaś - że zrobię wszystko, żeby go ratować, ale nie masz niestety racji. Bo dla mnie ratowanie jest czymś innym niż za wszelką cenę uciekaniem od uśpienia. Dla mnie ratowanie to odłożenie emocji, wzięcie pod uwagę ryzyka, wzięcie pod uwagę szans co zrobić można i podjęcie jakiejś decyzji. Dla mnie uśpienie nie jest tematem tabu, ani "zabiciem", bo bardzo nieładnie napisałaś ze dwa posty wcześniej. Bruno to jest niestety pies, który zagraża ludziom. I nie chcę zrobić z niego potwora, nie o to chodzi. Ale ten pies bez powodu pogryzł znanego sobie opiekuna - to nie jest normalne. Bruno chodzi teraz na każdy spacer w kagańcu, i w zasadzie byłoby ok, ale po wczorajszym wieczorze Patryk powiedział mi, że średnio mu się podoba chodzenie z Brunem, bo wczoraj znów minął obcego psa, bo u sąsiadów byli goście, znów się strasznie nakręcił i przyskoczył do Patryka, choć z powodu kagańca nie wiem, czy by pogryzł, czy zatrzymałby się na samym przyskoczeniu. Patryk nie chce, abym to ja chodziła z Brunem i uparł się, że mam go zostawić. I niby dobrze, bo Bruno lepiej się dogaduje z Patrykiem, naprawdę bardzo go lubi. Ale kiedy Wy tu sobie piszecie, patrzycie na sprawy Bruna ze swoich odległych domów ja się zwyczajnie boję, bo mój mąż opiekuje się mało przewidywalnym psem, który jest jak bomba zegarowa. Ale co mamy zrobić? Przestać wychodzić na spacery? Zamknąć w kojcu i nie wypuszczać, bo tak bezpieczniej? Nie. Mimo tego wszystkiego Bruno chodzi na długie, miłe spacery. Spacery, podczas których ja cierpnę wypatrując powrotu. Robienie wydarzenia na facebooku jest właśnie tym, czego chciałam uniknąć pisząc tak obszernego i wyczerpującego temat posta. Im więcej ludzi niezwiązanych z psem i ze sprawą zapytasz "czy uśpić" i pokażemy im zdjęcie miłego Bruna, tym więcej osób krzyknie "nie zabijaj!". Ale krzycząc to nie mogą nic zaproponować - to nie oni wychodzą z Brunem na spacery, to nie oni mają go bezpośrednio koło siebie, nie oni karmią. I nie oni widzą poszarpane ręce Patryka i boją się co będzie dalej, ani też takich rąk nie mają. Wydanie Bruna do stróżowania uważam za poroniony pomysł - ten pies potrzebuje kontaktu z ludźmi i skazanie go na jakiś kojec z podwórkiem naprawdę ciężko mi nazwać dobrą decyzją, bo on owszem będzie żył, ale będzie żył tęskniąc, średnio przyjemne życie. Umieszczenie u behawiorysty - dożywotnio, świetnie, ale na trochę? Co to da, jeśli pies trafi w mniej doświadczone ręce i po kilku tygodniach cofnie się do poziomu z czasu tuż po zabraniu z kojca? Może ja jestem pesymistką, trudno. Daleka jestem od amerykańskiej, restrykcyjnej selekcji i usypiania wszystkiego, co potrafi warczeć. Ale Bruno nie jest psem zrównoważonym, sprawia realne ryzyko i na ryzyku nie poprzestaje. Wydawanie naprawdę grubych pieniędzy na pobyt w hotelach, szkolenia i ratowanie psa - który ze względu chociażby na swój wiek, pomijając psychikę, ma kłopot ze znalezieniem domu - a odmówić pomocy masie innych miłych, naprawdę kochanych psów, które czekają w schroniskach? Jednemu pomóc, a za to czterdziestu innym odmówić? Mnie to absolutnie nie przekonuje. Zniechęca mnie robienie "medialnego" - facebookowego wielkiego halo. Poprosiłam Gosię o przemyślenie sprawy. Ucziwe, że poruszyła temat tutaj, bo tu są osoby zaangażowane w losy Bruna i od początku uczestniczące w jego wątku. I na tym powinniśmy pozostać - porozmawiać z osobami, które znają Bruna i które mogą coś zaproponować. A jak nie, to proszę - niech ci, którzy piszą "absolutnienie usypiać" zabiorą Bruna na tymczas, niech zabiorą na stałe. To byłoby jakieś rozwiązanie. Nie chcę napisać "macie tydzień" ani nic w tym stylu. Poprosiłam Gosię o przemyślenie na spokojnie, podjęcie decyzji - absolutnie nie na szybko. Ale miejcie na uwadze, że ta sytuacja tak trwać nie może, w którąś stronę zadziałać trzeba. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.